Głód miłości
Są w życiu takie chwile
Kiedy oddech Ducha Świętego
Ukazuje świat Miłości, uchylając skrzydła okna nieba
Pozwala na zachwyt, olśnienie, zamyślenie
Na narodzenie się, ożywiającej, radosnej nadziei
Adoruję Jezusa, czuję jeszcze smak hostii
Smak cudownej świeżości chleba
W ciszę kościoła, wpisuję modlitwę, zatrzymuję myśli rozbiegane
Serce oddaję Jezusowi, zdolniejsze jest pojąć miłość, niż rozum
Wraca do mnie, ze słowami: głodu nie zaznasz, karmiona Moim Ciałem
Zatapiam się w tych słowach jak w wodach Jordanu
Rozliczam z pragnień, które jeszcze we mnie tkwią
Zbieram odłamki „głodu” tego świata, które jeszcze mnie wabią
Czuję, że mogę je porzucić, choć błyszczą, obiecują …
Głód do Ciebie, Jezu … już czuwa we mnie, w dzień i w nocy
Łąkę widzę, oceanem jest, falujących kwiatów
A może to symbol naszego rozbieganego świata?
Trwa przedziwna cisza, ona uczy, mówi …
Popękane są wasze serca, przelewa się przez nie, boże miłosierdzie
Ile muszę wylać Miłosierdzia, by człowiek chciał odrzucić grzech?
Głodna jestem tej ciszy, mówiącej językiem miłości
Ciszy wyśpiewującej piękny hymn świętego Pawła:
Czysta miłość zysków nie oczekuje … ofiarna jest
I myślę, że jest w człowieku wielki głód do Ciebie, Boże
A w Tobie, Panie, również głód miłości do ludzi
Niech głód mój i Twój, Jezu, połączy Twoje Miłosierdzie.
Nowy dzień
Każdego poranka, przebijam dłonią
Niewidzialną dla oczu, ścianę
Ścianę, dzielącą kolejne dni życia
Czasem z lękiem, niechęcią, a czasem z nadzieją
Dłonie składam w geście modlitwy
Niebo błagam, by święty patron dnia
Wspomógł mnie …
A ja, dziecko uczepione jego szaty
Wkroczę w dzień bezpieczna
Drogi ominę, wabiące pozorem uczuć i piękna
Nie dam się omamić słowami, obrazami
Które głód wzbudzają, grzechu
Czyniąc człowieka żebrakiem
Spragnionym dóbr tego świata
O ochronę też błagam, własnego Anioła
Gdy na granicy nocy i dnia, ciemność widzę
A myśli, jak ciemne kruki, skrzeczą nieznanym językiem
Błagam o światło Jezusa, oczy Jego, dłonie
Bym przerażeniu się nie poddała
I ociemniałym nie stała się człowiekiem
Uciekającym, przed Jego cierpieniem … i własnym
Modlę się przed ołtarzem: nie jest łatwo, Jezu
Otwierać o poranku oczy i nie być głuchym
Na pytania, które dzień niesie
Iść wpatrzonym w horyzont Bożej Miłości
Szukać miejsc w sobie gdzie niebo dotyka ziemi
Ofiarować bliźnim Genezaret, pełne daru ryb
Klęczeć na Taborze i nie bać się wzburzonego morza
Gdy przebijam niewidzialną ścianę
Do tajemnicy … dnia następnego
Pielgrzymuję przez życie, niosąc ze sobą Czas
Czas, dany mi przez Boga, tylko Jemu znany
Ani jednego poranka więcej, ani jednej nocy mniej
Ile w tym czasie usłyszę Jego słów?
Ile modlitw miłości, Bogu przekażę?
Modlitwa radosnej tęsknoty
Pragnienie mam
Modlić się do Ciebie, Boże
Słowami, które w sercu
Gorącą, odciskają się pieczęcią
A nie są, jak ptaki, uwolnione z klatki
Wylatujące ku przestrzeni wolności
By już nie wracać do klatki serca
Rozpłynąć się w zapomnienie …
Słów modlitwy pragnę, owocujących
Choćby ogrodnik cierpienia je sadził
O modlitwę błagam, pełną tęsknoty
Gdy, same dźwięki słów, grają w sercu muzykę
Anielskich skrzypków, natchnionych miłością
Muzykę bożonarodzeniowej radości dziecka
Ale także nuty smutku requiem, jak krzyk do nieba
I umierający, cichy szloch Jezusa, na kalwaryjskiej drodze
Serce moje otwieram dla takiej modlitwy
Nie dla słów, jak lilie pachnące przez chwilę
A potem, martwymi się stają, bez życia
Ale dla modlitwy, gdy serce klęka, obudzone
Z marazmu powszedniości i chce … śpiewać
Śpiewać i płakać, milczeć i czekać … na głos Pana
Na głos … Ojca, Boga Żywego
Którego tak pragnie serce, dziecka zakochanego.
Chleb miłości
Miłość swą, Bóg na ziemię posyła
W chlebie ogromnym, pachnącym ziołami
Aniołowie, skrzydłami kruszą boże chleby
By drobnymi spadały okruchami
Podobne do manny z nieba
Ci, co miłość wokół siebie widzą
W dłonie chwytają spadającą mannę
Z bliźnimi się dzielą tym świętym pokarmem
Hojnie rozdają, w perełkach modlitwy
Nieufni, którym świat poskąpił miłości
Pokarm boży, w spichlerzu serca składają
Jak zapas … na później
Ci, których świecidełka świata oślepiły
Ślepi, depczą po niebieskiej mannie
A Bóg Miłosierny niestrudzenie
Chleby Miłości na ziemię zsyła
Czasem okruchy jego, płatkami śniegu spadają zimą
Latem, kroplami deszczu brzęczą o szybę
Wiosną zachwycają pąkami kwiatów
Jesienią, w kobiercach liści się skrywają
Wielkie chleby Miłości, w niebie dojrzewają
Ręką Boga błogosławione, nad Ogniskiem Miłości
Płomienie podtrzymują błagalne tchnienie świętych
Jezus, krzyżem zbawienia je znaczy
Tak jak dawniej oznaczały chleb, wiejskie matki
I spływa na ziemię boży pokarm
By głodu miłości, nie zaznały ludzkie dzieci.
Gdy ziarno modlitwy dojrzewa
Modlitwy zbieram
I bukiet kłosów z nich tworzę, kolorowy
Jedne kłosy zielone są, zaledwie zalążki ziaren
Jak modlitwy niepewne, trochę niecierpliwe
Które słowa odtwarzają, wyuczone
Niedojrzałe jeszcze do miłości
Na ożywczy sok, ufnej wiary, czekają
Są modlitwy, jak kłosy dojrzewające
Zadziwione rodzeniem się i wzrostem
Uradowane rosą bożej łaski
Zapładniającą pięknem modlitwy
Ognia ciągle szukają, rozgrzewającego modlitwę
Czasem gubią ziarna
Myląc ogień świata z ogniem miłości
Mam w swym bukiecie, modlitwy spokojne
Płynące wartko jak nurt rzeki
Czasem tak spokojne, że usypiają … miłość
Kiedy kamień tragedii uderzy w spokój rzeki życia
Modlitwa rozpryskuje się jak kielich kryształowy
Człowiek staje się rozpaczą, zatapiającą łzami krzyż
Czy słowami go dźwigać, czy ufnym sercem?
Widziałam modlitwy porozrzucane
Jak paciorki z zerwanego różańca
Czasem tak długo odrzucone, że słów nie pamiętały
Tamtych ludzi widziałam, na kolanach pokutujących
Zagubionych modlitw szukali, do nowego różańca życia
Słowa czerpali z serca obolałego
Oszukanego „modlitwami” … do bóstw świata
Ile doznać musi, rodzące się ziarno modlitwy
Ile życiodajnych promieni słonecznych, miłości, kropli deszczu
Ile wichur, klęsk, rozczarowań
By wydać własną modlitwę serca, modlitwę miłości
Dojrzałą jak złociste ziarno pszenicy
Gotowe, by stać się chlebem …
Chlebem – modlitwą wstawienniczą za bliźnich … do Ciebie, Boże.
Dopóki
Dziwny dzień przeżyłam
Był jak wiele innych, pełen miejskiego harmidru
Hałasu, władczo zalewającego ulice
Pochłaniającego wszelkie próby
Przebicia się śpiewu ptaków, szumu wiatru
Stukot kół pędzących aut, zgrzyt hamulców
Przeraźliwy odgłos sygnałów karetek
Tworzyły kakofonię dźwięków
A raczej „krzyk” ulicy obolałej od ruchu
Nieczułej już dla ludzi, dla ich potrzeb
W tej muzyce ulicznej wyczuwałam … lęk
Raptem, jakby na wewnętrznym ekranie świadomości
Ujrzałam wypisane słowa modlitwy: Zdrowaś Maryjo, łaski pełna
Modlitwa przygarnęła mnie, objęła, łagodziła lęk
Przeniosła do Nazaretu sprzed ponad dwu tysięcy lat
Do osady, olśnionej upalnym słońcem
Pokrzykiwanie ludzi było jak świergot ptaków
Stukały kopyta osiołków, objuczonych towarami
Czas wydawał się tam łagodny dla człowieka
Nie śpieszył się … inna muzyka głosów, inny zapach
Choć i tamto życie miało swój własny … lęk
Odczuwam prawdziwą, mistyczną więź tych obu światów
Więzią tą jest cud bożego daru, cud modlitwy
Dopóki trwa modlitwa, na ustach i w sercach ludzi
Trwa świat, trwa nadzieja …
Dar pięknej modlitwy
Zatapiam się w uwielbieniu Pana
Przed cudem Najświętszego Sakramentu
Słowa słyszę w sercu, początek pieśni …
Z nieznanego mi śpiewnika
Czyja to pieśń? Jakby zagubiona przez anioła …
Piękne są jej słowa:
„Modlitwą chcę być, dla Ciebie, Boże …”
Ludzi widzę z kartkami w ręku
Na każdej, słowa tajemniczej modlitwy
Nie powtarzające się …
Wzięte z bogatego Słownika Miłości Boga
Które daje ludzkim dzieciom, przy poczęciu
Słowa łaski kochającego Ojca
Ojca, czekającego na odczytanie Jego słów
Widzę modlitwy schowane w sercu, z czułością pielęgnowane
Widzę inne, odłożone na lata, jak tekst nieczytelny
Są i takie, zmięte, poszarpane, odrzucone, zagubione
Nad porzuconymi modlitwami czuwa Matka Święta
Zatarte słowa, zrasza gorącymi łzami
Może zakwitną od Jej łez? Zaśpiewają pieśń?
A „dziecko modlitwy” uklęknie, w poszukiwaniu zguby?
„Modlitwą chcę być, dla Ciebie, Boże …”
Twoje słowa miłości do mnie, odczytać
Jak tajemniczy pergamin na sercu, chronić
Bo na nim zapisane jest … Nasze Spotkanie
Daj Ojcze światło, na słowa mej modlitwy, jeszcze nieodczytane
Gdy słów nie pojmuję, daj mi, Boże, Matkę Świętą, za nauczycielkę
Ponieważ: „Modlitwą chcę być, dla Ciebie, Boże”.
Ortiga
Są sanktuaria podobne oceanom
Głębokie od modlitw wiernych
Szumiące gwarem ludzkich głosów
Jakby falami były bijącymi o brzeg
Nadzieją pulsują, bólem
Prośbami, słowami wdzięczności
Modlitwy pielgrzymów są jak dym z kadzidła
Sięgający obłokiem, tęsknie, ku obrazom, figurom Maryi
Czasem pielgrzym snuje długie różańce
Czasem, tylko cichy krzyk jego dusza wydaje
W Fatimie, Lourdes, Gwadelupie
Ludzka modlitwa rozlewa się jak ocean
Płyną po nim łódki ludzkich serc
Samotne kołyski
Spragnione utulenia, ukołysania
Matczyną dłonią Maryi Świętej
Są też kościoły, miejsca o przedziwnej ciszy
Szemrzące muzyką małego wodospadu
Bądź echem, ostatniego wersu modlitwy mnicha
Powstałego z kolan, po serdecznej rozmowie z Maryją
To cisza twórcza, zachęcająca do spotkania, zwierzeń
Jakby ten kościół był … konfesjonałem
Biel ścian, promienie słońca, palące się świece
Figura Maryi w ołtarzu tak bliska
Oddech modlącego z oddechem kościoła się stapia
Kościół żyje w Eucharystii ukrytej w tabernakulum
Czujesz to mocno, czujesz ten dom pełen miłości
Dom – konfesjonał spalający grzech
Jest taki kościół, Ortiga koło Fatimy
Na tym miejscu też objawiła się Matka Święta
Prosiła niemą pasterkę o owieczkę i uzdrowiła ją
Żegnam Ortigę, czując błogosławieństwo tego miejsca
I nadal widzę w sercu Maryję z owieczką
Jakby chciała mi powiedzieć: daj Mi czystą duszę.
Tam, gdzie płaczą aniołowie
W upalny, bezwietrzny dzień
Gdy nawet westchnienie jest trudne
Idę, rozsiewając wokół siebie
Myśli smutne, pokaleczone
Jak ciemne, wykrzywione buzie
Zamalowujące przestrzeń brunatnymi farbami
Tworząc obraz, porzucony gdzieś w galerii smutku
Którego nikt nie chciał kupić
Delikatny powiew poczułam na twarzy
Przyjazny jak dotyk skrzydła anioła
Jesteś, wyszeptałam, aniele mój, gdzie byłeś?
Byłem tam, gdzie aniołowie płaczą
Gdzie cierpienie, obojętność, zbrodnia
Byłem w pustym kościele, przed samotnym Jezusem
Byłem tam, gdzie gromadzą się aniołowie
By zapłakać … zamiast ludzi.
Radość i cierpienie
Zgasły świece, zamilkły organy
Cisza przenikała świątynię
Komponując z pieśni i modlitw wiernych
Własny koncert uwielbienia
W adoracji pochylona, słów szukałam
Do rozmowy z Jezusem, prostych, codziennych
W świat uczuć przeniosłam się w sercu
Odsuwając zasłonę rzeczywistości, przedmiotów, dźwięków
Tłum ujrzałam ludzi, tańczących w religijnej ekstazie
Ale radości ich nie odczuwałam
Cierń cierpienia ranił moje serce
Jakby cudzy ból chciał we mnie krzyczeć
Radość i cierpienie, cierpienie i radość …
Dwa ramiona ludzkiej duszy – pomyślałam
W moim obrazie doznań, dostrzegłam człowieka
W ciemnym kącie świątyni cichutko płakał
Samotny, z dala od radosnego tłumu
Obok niego, Jezusa dostrzegłam
Pochylony, wysłuchiwał, pocieszał
I choć nie był to obraz radosnego, hałaśliwego tłumu
Serce moje wypełniła ogromna radość
Ta radość śpiewała we mnie, obdarzając nadzieją
Strząsała wszelki ból i udręczenie
Była zachwytem nad Prawdą, której doświadczyłam
Jezu, Jesteś tam, gdzie tłumy Cię uwielbiają
Słuchasz głośnych śpiewów uwielbienia
Ale Jesteś też, w tym samym czasie
Tam, gdzie samotny człowiek płacze …
Świętość
Chodzi w habicie, w cywilnym stroju
Czasem zakłada do pracy roboczy fartuch
Nierzadko leży przykuta chorobą do łóżka
Nie ma wieku, ma serce płonące miłością
Do Boga i ludzi
Świętość nie patrzy na świat ludzkimi oczami
Sięga na ołtarz po światło Eucharystii
Modlitwą dotyka szat Jezusa
Z ufnością, że moc Jego leczy chore myśli, słabość
I obojętność zabijającą miłość człowieka do człowieka
Świętość jest tęsknotą za dobrem, pięknem nieba
Za przytuleniem do Boga
Tęsknota ta, tak przenika świętość, do bólu
Iż nie boi się wejść na drogę odrzucenia przez świat
Drogę cierpienia, z raniącym krzyżem na plecach
Świętość, przesuwając paciorki różańca swego życia
Poznaje miłość Jezusa, doświadcza jej własnym ciałem, duszą
Doświadcza miłości Serca Jezusa, które płacze krwawymi łzami
Poznaje Miłość wędrującą pod rękę z Cierpieniem
Świętość otrzymuje dar, dar dotyku istoty Miłości
Dotykając, obdarowuje towarzyszy życia tą miłością
Własnymi rękami, sercem, słowami pielęgnuje ich
Niesie odrzuconych, cierpiących, jak samego Jezusa
Bóg widzi też ten czas, gdy świętość cierpi i płacze
I błaga na kolanach o odwagę
Wtedy Bóg posyła Syna – Szymonem jest dla świętości.
Matka Boża z Osuchowej
Są polany tak słońcem rozjaśnione
Iż ogniem przedziwnym przenikają ciało
Aż człowiek chce krzyczeć, płakać, śmiać się
Jakby w mistycznym znalazł się kręgu
Są takie polany pośrodku lasów
Gdzie drzewa chronią przybyszy
Karmią zapachem żywicy, promieniami słońca
Przenikającymi ciekawie przez konary drzew
Drzew pełnych godności i pamięci wydarzeń niezwykłych
Spotkania nieba i ziemi …
Są wąskie dróżki pośród lasu
Przeznaczone do samotnych wędrówek przez las, przez własne życie
Dróżki, nie znające hałasów betonowych szos
Dróżki kierujące przybysza do kapliczki, do krzyża
Do miejsc, gdzie objawiła się z przesłaniem, Matka Święta
Prowadzi cię dziwne światło, cisza lasu, zapach
I choćby byli obok ciebie inni ludzie
Stajesz się samotną modlitwą, szukającą kaplicy
Gdzie uklękniesz przed … Matką
Dotknięty Jej miłością
Miłością, której może, kiedyś doświadczyłeś
W cichym, wiejskim kościele
Trzymając za rękę mamę, babcię
Wpatrzony z dziecinnym zachwytem w obraz Maryi
Jest takie miejsce, gdzie cisza obejmuje cię
Tak mocno, iż musisz zatęsknić
Za niewinnością dziecka, za ciepłym dotykiem matki
Za bezgrzesznością, za uwielbieniem Boga
Miejsce, gdzie serce twoje otrzymuje … pieczęć dotyku Maryi
Dar niezapomniany, Matki dla ukochanego dziecka.
Ogród modlitwy
W modlitwie zatopiona, falami uczuć ogarnięta
Świat ujrzałam w sercu, kolorowy, żyjący ogród
Pełen zapachów, delikatnych roślin, mocy drzew
Ale to nie był raj … wicher zła czasem się w nim panoszył
Pustosząc ogród, niszcząc harmonię piękna Stwórcy
Świat ten czarował muzyką, dźwiękami, pieśniami
Orkiestry grały na przeróżnych instrumentach
W instrumentach ukryta była tajemnica czystego tonu
Muzycy szukali go, darem był dla duszy, pokojem dla serca
Niecierpliwi, fałszowali, głusi na tajemnicę piękna harmonii
Kocham ten świat, z modlitwy zrodzony, chowam się przed wichrem niszczącym
Nasłuchuję czystych dźwięków, szukam kwiatu własnego
Kwiaty „jednego dnia” kuszą, ale szybko więdną, bo pycha ich matką
Niepozornych stokrotek szukam, tonących w bujnej zieleni
Nie boją się pokory istnienia, pokory maleńkości
Zrywam maleńką stokrotkę, pod stopy Pana kładę
Instrumentu szukam, by zagrać Panu pieśń moją
Skrzypce widzę, o jednej strunie, gniewny muzyk je porzucił
Wezmę, przytulę, przypominają człowieka okaleczonego cierpieniem
Może z tej jednej struny „wyzwolę” czysty ton pieśni dla Pana?
Są w ogrodzie modlitwy, słowa skromne jak małe stokrotki
Są pieśni aniołów, które można zagrać na jednej strunie
Jest Pan ogrodu, który słyszy każde ludzkie serce.
Miłością Jesteś, Boże ...
Miłością Jesteś, Boże
Gdy dotykasz młodości, oślepionej światłem
Odbitym, od rozkoszy świata
Młodości zatopionej w tym sztucznym świetle
Łudzącej się, że kąpieli zażywa w oceanie wolności
A oślepiona, na środek wypływa oceanu, bez ochrony
Gdy oszustwo wartości sztucznego światła, odkryje
Obolała, z przerażeniem woła o ratunek
Darem Twej ojcowskiej miłości … jest łódź z aniołem pomocnym
Miłością Jesteś, Boże
Gdy delikatnym stajesz się ognikiem
Prowadzącym przez las ludzkich lęków
Jak promień przyświecasz wiecznym światłem
I na twarzy zalanej łzami, ślad zostawiasz
Światełko czerwone, kropli krwi Syna
Cierpliwie czekasz, aż za światłem tym pójdziemy
Rozgarniając odważnie ciemności nocy
By odkryć … tęsknotę za prawdą Twojej Miłości
Miłością Jesteś, Boże
Gdy tłum obojętny boleśnie nas potrąca
Naszej dłoni wyciągniętej o pomoc, nie widzi
W szalonym biegnąc, rytualnym tańcu
Krzyże, posągi świętych strąca jak zawalidrogi
Spiesząc się ku wabiącej mamonie
A my, w tym zgiełku toniemy w rozpaczy …
Gdy oczy, ponad rozpacz, unosimy wysoko
Dłoń Boga ujrzymy, gdy Syna w hostii, z miłością, podaje
Miłością Jesteś, Boże
Gdy nadzieję siejesz, tam gdzie rozpacz chwastami kwitła
Tęsknotę wlewasz, by serce, ku światłu wiary prowadziła
Stare krzyże, powalone historią podnosisz, by ciągle ludzkie uświęcać krzyże
Dłoń wyciągasz, choć wiesz, że ślepe oczy Jej nie dostrzegą
Stajesz jak brama, broniąca do zła, dostępu
A miłość Twa nie unika ciemności ludzkich słabości
Huraganem jest, przemieniającym duszę …
Dla tych, którzy ją rozpoznali.