Droga Prawdy
W sieć pajęczą życia zaplątani
Dróg, serce nasze, szuka do Prawdy
Czasem ku światłom sztucznym biegniemy
A światła te gasną, płomieniem są tylko świecy
Ranią dłonie, gorącym woskiem ułudy
Cieszą nas drogi, na których śmiech i zabawa
Fajerwerki marzeń rodzą nowe pokusy
Światło nas dotyka, zaledwie migoczące
A twarze ludzkie są jak maski karnawałowe
Papierowe, oszukańcze, szydzące
I choć w uszach brzmi jeszcze chichot
Z tamtych dróg, które serce zawiodły
Dusza śpiew słyszy, muzykę łagodną
Jakby szmer strumyka, który tajemnicę objawia
Słowami, które na Drogę Prawdy prowadzą:
„Szczęśliwy mąż, który nie wchodzi na drogę grzeszników
On jest jak drzewo zasadzone nad płynącą wodą
Które wydaje owoc w swoim czasie
A liście jego nie więdną (…)
Bo Pan uznaje drogę sprawiedliwych
A droga występnych zaginie” (Psalm 1)
I choć ciemność jeszcze wokół człowieka
Za słowami tymi podąża, czułą otaczany opieką
Na światło czeka poranka, w niebo wpatrzony
Idąc, potyka się, upada, powstaje, śmieje się i płacze
A obok niego, cichy pielgrzym z człowieczych dróg
Prowadzący na Drogę Prawdy, Jezus Miłosierny.
Po Mszy Świętej zostałam na Adoracji i w pewnej chwili ukazała mi się bardzo duża, biała perła. Nie wiedziałam jak to wyjaśnić i nagle usłyszałam głos: każdy człowiek, który odchodzi od swego grzechu, jest dla Mnie taką drogocenną perłą, piękniejszą niż inni, nawet bezgrzeszni ludzie.
Aleja złotej więzi
Szukam w sobie ścieżek
Dróg szczęścia, smutku, radości, miłości
Wspomnień, nadziei i zwątpień
Krążą we mnie, przecinają się, plączą …
Ot, ludzkie życie
Jest pewna aleja przedziwna, pełna ciepłego światła
Prosta, niepoplątana
Od nieba, do serca prowadzi
Kwiatami są na niej, słowa Jezusa
Wkraczam na nią po ciepło i bezpieczeństwo
Ta aleja, to dar święty, deszczem chrztu skąpana
Zdarza się, że człowiek jej nie rozpoznaje …
Szuka szczęścia w poplątanych ścieżkach życia
Oszustwo świata przyjmuje za dar prawdy
Aleja złotej więzi cienka się staje
Bezbronna, zapomniana …
A przecież miała być źródłem mocy!
Kamień niewiary pojawia się przy bramie alei
Ostry, raniący
A ścieżka „złotej więzi”, drogą się staje Kalwaryjską
Wkracza na nią … Jezus
Często pośród słów obraźliwych, nieufnych
Kaleczony gwoździami ludzkiej pychy
Bóg Miłosiernej Miłości staje wobec …
Wolnej woli człowieka
Walczy o złotą aleję więzi z ciągle ukochanym dzieckiem
I nie jest to bój o laur zwycięstwa, fanfary i zachwyty
To bój o zbawienie duszy, dla wieczności
Co wybierze człowiek: czy być ofiarą Miłości, czy świata?
Klucz miłości
Chcę się zbliżyć do Ciebie, Jezu
Ale …
Zasłonę widzę, przezroczystą, kryształową
Jakby z kropelek czystej wody utworzoną
A może łez?
Kropelki drgają kolorami, światłem, żyją
Kryształowa zasłona zachęca ciepłem, pięknem
Za kryształową zasłoną, świat Dobra, Doskonałości
Kładę dłonie na niej, ślę modlitwę Wiary
Zasłona drga, mieni się, nie znika
Ślę modlitwę Nadziei
Zasłona przyjaźnie szumi, delikatną melodią
Zrozpaczona „spokojem” zasłony, klękam …
Anioł wyjawia mi tajemnicę „otwarcia” zasłony
Jak ziemski kryształ ma słaby punkt
Rozpryskuje się na drobne odłamki
Tak, zasłona ta … ma własny, święty punkt
Otwierający się na człowieka
Trzema, tajemnymi zamkami Serca Jezusa
Otworzyłaś zasłonę, Wiarą, Nadzieją
Ale, gdzie … Miłość?
Pamiętasz … tak więc trwa Wiara, Nadzieja, Miłość
Te trzy, z nich największa jest Miłość
Miłość do Boga … tajemny punkt, kruszy zasłony
Te ziemskie i te niebieskie
Anioł odleciał … a ja szukam w swym sercu
Miłości, która nie zawiedzie Pana
Miłości, która nie odrzuca Jego bólu poniżenia
Miłości, która pójdzie obok Niego.
Widząc „paradę równości”, słysząc bluźnierstwa skierowane przeciwko kościołowi, parodię mszy świętej, obrazę Matki Bożej, odczułam … złość. Jednak złe emocje, pomyślałam, to tylko emocje. Gdzie jest źródło zła? Skąd tyle nienawiści, chęci obrażania właśnie kościoła i katolików? Przecież mają swoje środowisko „zabawowe”, wolne od 10 przykazań. Dlaczego tym się nie cieszą, tylko szukają kogo by tu „sponiewierać” bluźnierstwem. Jakby chcieli zabić nienawiścią wiarę innych ludzi, ich wartości, a nawet samych ludzi (wypowiedź jednego z demonstrujących). Dlaczego ci „od 10 przykazań” tak im przeszkadzają? Niepokoi ich sumienie? Gdzie ich tolerancja? Co ich tak boli, że muszą nienawidzieć? Mają przecież własne sumienie (róbcie, co chcecie), dlaczego nie są szczęśliwi i wolni od nienawiści? Dlaczego nie znajdują w sobie pokoju? Myślę, że gdzieś głęboko zakorzenione „prawo moralne”, które strzeże człowieka przed samozniszczeniem, „przemawia” do nich, drażni … Czyżby to ich sumienie „wolne od 10 przykazań” tak mało ich uszczęśliwiało, iż dopiero bluźnierstwo daje im satysfakcję? Zło, czynione innym, zaspakaja ich wolność?
Zamyśliłam się nad obrazem, który ujrzałam, zatopiona w adoracji Najświętszego Sakramentu.
Czuwanie
Siedzę na kamiennym głazie
Przy pustej drodze
Nieliczne drzewa oliwkowe
Usypiane ciemnością
Pochylają się ku drodze
Jakby chciały wysłuchać
Ostatnich nowin dnia
Nie jestem śpiąca, raczej czuwam, oczekuję
Na rozmowę, spotkanie?
Dotykam sercem czasu, który nie ma godzin
Płynie jak spokojna woda
To czas obrazów zatopionych w nurcie tej wody
Jak w świętym, czystym lustrze
Widzę Nazaret, małego Jezusa z Maryją
Śmieją się, idą do Józefa
Widzę tłum Żydów w Jerozolimie
Mężczyźni w długich szatach, dotykają swoje długie brody
Dyskutują, a może kłócą się
A potem …
Tłum popychający Jezusa z Krzyżem
Jezus patrzy na mnie
Czuwaj do końca … słyszę
Nie budź się, nie uciekaj ode Mnie
Gdy cierpię, gdy biją Mnie, krzyżują
Czuwaj …
Na kamiennym głazie, przy pustej drodze
Czasem samotna jak Ja …
Czasem radosna, przy pustym grobie
Czuwaj, czekaj na Mnie
Ja, będę obok ciebie przechodził …
Naczynie Bożego Słowa
Kiedy serce twoje, świat w pustynię chce zamienić
A kruki z wrzaskiem
Ostatnie nasiona nadziei wydziobują
Nie krzycz na Jezusa, nie porzucaj wiary
Jak tłum wrogi przed sądem Piłata
Przed Józefem Świętym klęknij
I daj Mu, w ciszy poranka lub wieczora
Wejść na pole serca twego, by zasiał …
Białe lilie niewinności, ufności i posłuszeństwa
Niech spojrzenie oczu Jego, głos twój znękany, uciszy
A ciało, lękiem zranione, gestem miłości, uleczy
Bez słów … w milczeniu … i ciszy
Niech Józef Święty, pokory cię nauczy
Takiej, która wąską drogą, do Boga prowadzi
On sam się jej uczył, gdy słów anioła posłuchał
I Maryję przyjął za małżonkę swoją
Wątpliwości rozważał jak człowiek zwyczajny
Słowami własnymi jednak, nie zagłuszał Boga
Naczyniem stał się dla słów Boga Stwórcy
Kielichem kryształowym, wypełnionym niebem
Tradycja mało o Nim mówi, jedynie, iż Świętym był Milczenia
Nikt z nas się nie dowie, ile łez twarz Jego skropiło
Ile uśmiechów posłał swej Pięknej Rodzinie
Jak bardzo zabiegał, by chronić ich przed wrogiem
Z jaką miłością patrzył na rosnące Dziecię
Z jaką czułością służył Matce Jego
Wykonawcą był, planów Bożych
I nie słowa, lecz czyny, były Jego misją
Tajemnicę swego serca, powierzył Najwyższemu
A będąc Opiekunem Rodziny Świętej
Opieką też, nas otacza, posługując jak najczulszy ojciec
Kiedy serce twoje, świat chce w pustynię zamienić
Nasionom nadziei i wiary nie pozwala wzrosnąć
Świętego wezwij, Józefa, który burzę twego życia uciszy
Samym spojrzeniem, gestem dłoni błogosławiącym
Dar ci ofiaruje … milczenia, twój krzyk niespokojny w ciszę zamieni
Byś Boga mógł … w modlitwie usłyszeć.
Wędrowiec … czy pielgrzym?
Kiedy niezwykłe światło nas dotknie
Darem się stając nieoczekiwanym
A życie świąteczny przybierze blask
W samym środku szarej codzienności
Pragniemy poznać źródło tego światła
Pełni miłości szukamy Jezusa w Eucharystii
Czytamy słowa Pisma Świętego
Rozpoczynamy pielgrzymowanie do miejsc świętych …
Odwiedzamy katedry, sanktuaria
Podziwiamy ludzki geniusz, stwarzający piękno
W jeden dzień chłoniemy cuda ludzkiej pracy
Powstające przez wieki, w mozole mistycznej zadumy
Oglądaczami się stajemy, pełni wrażeń
A święci z tych miejsc, ukryci w relikwiarzach
Spoza krat popatrują, otoczeni hałasem ludzkich głosów
Modlitwa do nich szybka, motylem wyfruwa …
Mijają dni wędrówek po miejscach świętych
Aparat puchnie od zdjęć
Serce, dusza, głodne są dłuższej modlitwy
Mieliśmy do Ciebie, Święta Rito, tyle spraw i do Ciebie, Katarzyno
Chcieliśmy z Tobą porozmawiać, Franciszku, Klaro
Mateńko Najświętsza, czasu nie było, by Ci podziękować
Tyle piękna wokoło karmi oczy
Może gdy tu znowu wrócimy?
Anioła Stróża przywołuję i pytam:
Dlaczego nie słyszę pieśni w duszy mojej?
Anioł skrzydła, jak wachlarze rozłożył
Na jednym napis: wędrowiec, na drugim, pielgrzym
Bryłę białego marmuru przede mną postawił
Jakbym Michałem Aniołem była, rzeźbiarzem piękna
Wędrowiec, powiedział, podziwia kształt, krąży wokół kamienia
Pielgrzym, dłutem modlitwy swej duszy kruszy kamień
Szuka piękna, tworzy drogę do Boga
Być pielgrzymem … to trud duszy i serca
Być wędrowcem … to trud ciała i zmysłów
A ty kim jesteś? – spytał anioł.
Moje niebo
Nie znam Twojego Nieba, Jezu
Mieszkania Miłości i Piękna
Tajemnicą jest dla mnie
Ogrodem z mojej wyobraźni
Tworzącej obrazy z drobinek ziemskiego piękna
Które przechowuję w sercu
Jak w dziecinnym skarbcu dla tajemnic
Są tam perełki wspomnień
Z miejsc świętych, spotkań radosnych
Modlitw przedziwnie rozpalających
Darem są … z Twojego Nieba, Panie
I choć nie znam Twojego Nieba, Jezu
To znalazłam go … na ziemi
Codziennie otwieram do niego, zwykłe, drewniane drzwi
Do … Kościoła
Siadam na ławce, czekając aż zjawisz się, Jezu
Z Twojego Nieba, do mojego, ziemskiego
Nasze, ludzkie niebo, nie jest doskonałe
„Widzę” czasem jak wyciągasz rękę na powitanie
A człowiek przechodzi obok, zamyślony
Widzę ludzi-gości, obojętnych, jakby „przymuszonych”
Koniecznością … chrztu, bierzmowania, ślubu, pogrzebu
Nasze ziemskie niebo ozdabiamy pięknem …
Obrazów, rzeźb, bukietów
Są daniną za ludzkie niedoskonałości, grzechy
A Ty smucisz się, Jezu, że miłość w ziemskim niebie
Czasem szybciej więdnie niż bukiety zdobiące ołtarz
Ale, nie znam innego nieba, tylko to, do którego
Otwieram codziennie drewniane drzwi, czuję jego zapach
Widzę złote tabernakulum, jak błyszczące słońce
I wiem, że Twoja Miłość, Jezu, w niebie-Kościele, nigdy nie zwiędnie
Zawsze będziesz stał z wyciągniętą ręką i pokarmem Eucharystii
Dlatego kocham moje ziemskie niebo – Kościół Święty.
Lek z bożej apteki
Nie przejdzie człowiek przez życie, bez zranień
Dopóki w ludzkim świecie
Nienawiść, jak złośliwy owad
Kąsa i zatruwa
A miłość … nauczyła się zakładać suknie zdrady
Świat rani fizycznie, ale i duchowo
Ranami widocznymi, które medycy leczą
Ale także niewidzialnymi, odpornymi na leki z apteki
Tak bolesnymi, że człowiek „krzyczy”
Agresją, smutkiem, płaczem, złym słowem
Właściciele ran niewidzialnych, często leczą je
Alkoholem, narkotykami, agresją, byle jaką „miłością”
A rany te, nie chcą zamilknąć
Człowiek trwa samotny w swym zranieniu
Zatruwa się … i niszczy własne człowieczeństwo
Jest na tym świecie Niebieski Lekarz
Niewidzialny, w swej fizycznej postaci, jak nasze rany
Stoi obok nas, odrzucamy go, przechodzimy obok
Omijamy zranionego Jezusa, z krzyżem pełnym naszych ran
A On, wyciąga do nas rękę z … lekiem
Lekiem, jakiego ziemski medyk nie stworzy
Lekiem … wykupionym ze świata, Krzyżową Męką
Miłością Czystą, Bezinteresowną i tak Pokorną
Iż nie odwraca się nawet od tych, którzy
Odtrącają Jego dłoń … z cudownym lekiem
I tak trwa, przy człowieczych ranach
Jak towarzysz w trudnej podróży przez świat
Czekając
Na te chwile, gdy zraniony bólem człowiek uwierzy
W leczniczą moc bożej Miłości.
Męczennicy
Są jak nieoszlifowane diamenty
Zrzucane z nieba
By życie, brylanty z nich uczyniło
Bożego słowa, świętej Ewangelii
Jeszcze nie znają krańca swej drogi
Zanurzeni w młodzieńczych wątpliwościach
Czy Pawłem być grzesznym … czy apostołem?
Niebo, ma czas własny, własne tajemnice
Ale, diamentów nie gubi
I nikt z nas, Jezusowi oddanych
Choćby ksiąg mądrych przeczytał setki
Nie pojmie tajemnicy serca
Tego świętego momentu
Gdy człowiek … męczennikiem się staje
I choć upokorzony, torturowany, bity
Miłości zaszczepionej przez Boga
Miłości, odbitej mocą, od Jezusowego krzyża
Nie zdradza …
Oprawcy, patrzą na umierającego za wiarę w Boga
Ze złością, czasem z bluźnierstwem na ustach
Ale serca ich, pełne buty, ogarnia dziwny lęk
I pytanie ,,, skąd oni czerpią moc?
Z drewnianego krzyżyka? habitu? misyjnej szaty?
I choćby złamali ten krzyżyk, rozdarli habit, zdeptali szaty
Miłość męczenników … żyje, ich krew wydaje plon miłości
Zrasza ziemię bożym słowem, dla pokoleń
Darem jest świętej miłości człowieka do Boga
Dla Świętej Miłości Boga do człowieka.