Sierpień 2002. Kaplica Małych Dusz w Chevremont - Belgia (Centrum Małych Dusz - gdzie żyjąca jeszcze Małgorzata - lat 90 - napisała kilka tomów pt. "Orędzie Miłosiernej Miłości do Małych Dusz")


Jestem w grupie pielgrzymującej na mszy w Chevremont z udziałem Małgorzaty. Jest to moje pierwsze spotkanie z Jezusem w tym niezwykłym miejscu. Proszę Go więc o zdjęcie ze mnie lub "wygładzenie" krzyża (związane jest to ze śmiercią bliskich mi osób), który niosę. Słyszę wówczas łagodny głos: "Jeśli wygładzę ci ten krzyż, to będzie ciągle spadał z twoich ramion. Krzyż chropowaty, z drzazgami, lepiej utrzyma się na ramionach i nie będziesz go musiała zarzucać ciągle od nowa". Zrozumiałam ten przekaz jako pogodzenie się z krzyżem, który noszę. Bo gdyby Jezus zrealizował moją prośbę, to znaczyłoby, że musiałabym ciągle pochylać się i podnosić go na nowo, żeby ten krzyż - cierpienie ponieść.


Spotkanie

Spotkałam Cię Jezu w Chevremont
Wyrzeźbionego w drewnie,
Z rękami spętanymi sznurem
Syn Boga - Dar dla Świata
Świat odarł Cię z szat,
Cierniem ukoronował, ubiczował
I oddał ... Bogu.
W cichej procesji w krypcie klasztoru
Podchodzimy do Ciebie Jezu,
Całujemy Twe ręce, nogi
Wybielałe już od naszego dotyku
Czekasz,
Cierpliwy
Miłosierny
Kto zdejmie pęta z Twych rąk?
Kto podejmie cierpienie, bez jęku?
Tak mało świętych wśród nas, Panie.


2003

Kwiecień. Dowiadujemy się od znajomych, że ktoś (pradziadek) rzucił klątwę na całą rodzinę i wtedy zaczęły wydarzać się nieprzyjemne rzeczy...  Więc zaczęliśmy modlić się za duszę tej osoby: za tak zwane uzdrowienia międzypokoleniowe, ponadto nasza przyjaciółka poprosiła mnie abym modliła się za jej opętanego brata i innych bliskich krewnych. W nocy miałam bardzo nieprzyjemne zdarzenie. Poczułam w pewnej chwili, że coś tak ciężkiego jak beton "czarny" przykrył mnie i zaczął mnie dusić. Czuję, że nie mogę się ruszyć (tak jak podczas trzęsienia ziemi, ktoś jest przysypany i unieruchomiony i wtedy przypomniałam sobie, że moja mama miała podobne przeżycie w Niemczech. Wiedziałam, że to były sekundy i za chwilę będąc przyciśnięta do ściany i uduszona, czułam zagrożenie życia. Usłyszałam "Wystaw nogę na zewnątrz za łóżko". Wystawiłam nogę i udało mi się wysunąć na zewnątrz jak z jakiejś nory. Ale przedtem odmówiłam Zdrowaś Maryjo. Potem poszłam po egzorcyzmowaną sól i wodę, posypałam i pokropiłam całe to miejsce.
Tydzień później miałam podobne przeżycie w postaci kuli czarnej, toczącej się po mnie, ale nie było to tak dramatyczne jak poprzednio.


Lęk

Postawiłam stopy na lęku
W zwykły dzień, ani słoneczny, ani deszczowy
Zaskoczył mnie
Chwycił serce, spętał strachem
Krzyknęła głośno:
Samotność
Wina
Grzech
Poczułam siłę zła
Moc nad słabością tych, co
Świat ziemski czynią Bogiem
Dają się mu uwieść
Odrzucili egzorcyzm modlitwy
Sznur złocisty zrzucił Archanioł z nieba
Złapałam go
Michale Archaniele strzeż nas w walce ...
Diabelski śmiech ustał
Nie na zawsze,
Wiem, że wróci
Poznałam go w moim Ogrójcu
Nie mogę udawać, że go nie znam.

03.05.03

We śnie ukazała mi się twarz z hebanu, ciemna. Miałam wrażenie, że jest to twarz Chrystusa, ale twarz była zakryta czarną woalką, więc do końca nie mogłam wiedzieć, kto za nią jest.
Chciałam aby woalka odsłoniła twarz, ale tylko usłyszałam głos: "cokolwiek zechcesz to ci ofiaruję". Zapytałam "co za to chcesz" i głos odpowiada "Dowiesz się, gdy ci dam ten podarunek". Miałam pretensję, że ta maska nie odsłoniła woalki i powiedziałam zdecydowanie "Nie" i wtedy obraz się rozpłynął.


5.05.03

Medytacja. Istnieją trzy fazy modlitwy: słowna, uczuciowa i taka, podczas której odczuwasz moment iluminacji, odpływasz od rzeczywistości, jesteś jakby w innym świecie, jasnym (trwa to bardzo krótko, kilka sekund). Z tego maleńkiego olśnienia czerpie się ogromną moc, siłę, większą niż z innych modlitw.

Po mszy podeszłam do obrazu Serca Pana Jezusa.
Chciałam być pomocna komuś, bo czuję się bezużyteczna i usłyszałam głos: "Poczekaj, poczekaj, dam ci jakąś babcię" (w niedługim czasie matka męża lat 84 i moja ciocia 94 letnia, miały skomplikowane złamania i stłuczenia i domagały się częstych wizyt).

W czasie odmawiania różańca w domu nie odczuwam należytego skupienia i "wnoszę" skargę na siebie do Matki Bożej. Jak modlić się? W tym samym czasie pojawia się wizja: Matka Boża siedzi w ogrodzie pełnym kwiatów, ma niebieską suknię z welonem, różaniec w ręku. Siedzi w środku klombu na podwyższeniu, wokół niej, jakby w kształcie różańca przeróżne kwiaty, barwy ich są bardzo zdecydowane. Odtąd zawsze odwołuję się do tego obrazu.

Modlitwa

Patrzę na Ciebie Boże, przez kraty
Moich grzechów
A może krzyży?
Modlitwą próbuję je wyłamać
Aby dosięgnąć promienia
Twojego Miłosierdzia
Wiarę moją nastawiam
Jak budzik,
Aby dała znać w godzinie ciemności
Układam w stos moje słabości
Przed konfesjonałem Twojego sługi
Wybacz Panie,
Daj nadzieję, że Twoja miłość
Rozerwie moje kraty
Przemówi...
Przez KOGOŚ, ANIOŁA, ŚWIĘTEGO
I obym nie przegapiła tej chwili.


Siostra

Miałaby Twoje oczy, Twój uśmiech
A może nawet szary habit Urszulanki
Byłaby mi drabiną do nieba
Dobrocią w chwilach zwątpienia
Ręką, która podaje zawsze upragnione okruchy
Jak wróblowi, który mało pragnie,
Ale ciągle szuka pokarmu,
Odwiedzałabym Cię w czystych korytarzach klasztoru,
Gdzie promienie słońca przecinają okna,
Aby w końcu położyć się na podłodze
Mówiłabyś mi co dobre, a co złe
Nigdy szare albo obojętne
Ciebie przecież Bóg szczególnie umiłował,
Zdradzałabyś mi Jego tajemnice
Leczyłabyś ślepotę codziennego dnia
Zapakowałabyś moją dużą złość w maleńki pakunek
Nie musiałabyś mnie kochać,
Jak człowiek człowieka
Siostra siostrę ...
Wiem przecież KTO dla Ciebie jest najważniejszy
Wystarczyłoby mi, że jesteś, żyjesz, pamiętasz o mnie
Siostro Urszulo Ledóchowska ...

maj 2003

Obory. Ceremonia o uzdrowienie ciała i duszy. Stoję przed kościołem, odbywa się błogosławieństwo krzyżem. Ks. P. Męczyński jest w kościele, niesie krzyż przez środek kościoła i błogosławi. Nagle czuję jak otacza mnie czerwone promieniowanie w kształcie owalu, czuję gorąco, niedowierzam temu, co się dzieje: Przecież nie widzę księdza z krzyżem, skąd to uczucie? I wtedy zobaczyłam krzyż (przy zamkniętych oczach) - na ciemnym krzyżu był Chrystus, na piersi Jego krew, przepasany był bardzo białą szatą, zdziwiłam się, że przy takiej męce, ta szata była nieskazitelnie biała. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że księdza z krzyżem jeszcze nie było na zewnątrz. Pomyślałam, "dlaczego ja to wszystko czuję i widzę blisko, a księdza z krzyżem jeszcze nie ma"? Usłyszałam trochę zabawny głos. "A jak myślisz, czy Ja idę za księdzem, czy ksiądz idzie za Mną?" (Odczułam to jako pewną ironię, ale życzliwą, jak do dziecka).


Znaki

Po drogach idę poplątanych
Znaków szukając świętych
Dla codzienności-zrozumiałych
Labirynt cierpień , radości przelotnych
Mapę mą znaczą , jak skały
Wzrok wznoszę ku wieżom strzelistym
Na mury kościoła wspiąć bym się chciała
Znajdę tam może Anioła Wielkiego
On wstęgę świetlistą rozwinie
Drogę mi wskaże, do Boga, jedyną
I nie pomylę się, nigdy
Ku ziemi jednak dusza ma wraca
Tam Bóg wyznaczył nam dróżki
Pochyl się nisko, Anioł powiedział
Poszukaj znaków ci bliskich
Popatrz , obok staruszka przechodzi
Posłuchaj , co szepcze cichutko
I słucham , bo Anioł tak mi nakazał
Kobiety kroczącej z trudem
Wiek swój wspierając na lasce drewnianej
Szeptała : Ufam Ci Jezu, ufam , wierzę Ci Panie.


23.06.03

Medjugorie, Adoracja. Słyszę głos: "Adoruj moją ludzką naturę, która pokazuje słabość człowieka i jego cierpienie i pomagaj ludzkiemu cierpieniu.

Widzę Chrystusa na ciemnym krzyżu, Chrystus jest pokryty brązową patyną, słyszę: "Schodzę do ciebie z krzyża, Jestem przy tobie, ale gdy grzeszysz, na nowo wracam na krzyż.

Kilka dni później jesteśmy w Częstochowie.
Stoję przed obrazem tuż za kratami i patrzę na obraz i ze zdziwieniem stwierdzam, że widzę twarz Chrystusa i potem mówię do siebie, "Przyszłam do Ciebie Maryjo, a widzę twarz Chrystusa. Słyszę odpowiedź:, "Bo nas jest teraz dwoje na Jasnej Górze".
Nie mogę tego zrozumieć, dopiero w autobusie uświadamiam sobie, że odbywa się intronizacja Chrystusa, na Króla Polski.
W nocy w czasie snu dziwię się, że nie widzę ciała tylko samą głowę Jezusa z czarnymi cierniami w koronie. Jezus odpowiada, że są to stare grzechy, stale powtarzające się. Obok cierni starych, dostrzegam nowy, jakby żywy cierń. Pytam, co to za dziwny cierń, Chrystus odpowiada, że to są nowe, świeże grzechy, które każdy dodaje do korony cierniowej.


Przerwane milczenie

Krzyż drewniany z Jezusem i obraz Maryi
Tradycją przodków przybite do ściany
Modlitwy obok nich, jak ptaki ulatują
Pośpieszne, częściej zapomniane
A czas płynie
Krzyż milczy, jak w muzeum obraz
Bez miłości obserwowany...
I trzeba grzmotu bólem powalającego,
Karmiącego cierpieniem jak chleb powszedni,
Aby wreszcie uklęknąć
Przed krzyżem
Przybitym do własnej ściany
Głowę unieść do obrazu Maryi
Zakurzonego już zapomnieniem
I błagać Jezusa, tak dotąd niemego
Na cud czekać, czas święty
Gdy on zechce przemówić...
Do cierpienia twego.


12.07.03

Obory (Wieczernik). Podczas medytacji przed obrazem Matki Boskiej Bolesnej z Obór ujrzałam otwarte drzwi, były wysokie. Mógł przez nie przejść tylko jeden człowiek. W myślach zadawałam sobie pytanie. Co to oznacza? Usłyszałam odpowiedź, że są takie sanktuaria, w których ludzie otrzymują łaskę bezpośredniego obcowania z Jezusem, Maryją. Tam trwa jak gdyby 24-godzinne "czuwanie" Matki Bożej. Mam wrażenie, że są pewne ukochane przez Nią miejsca, w których nasza modlitwa jest "odbierana" natychmiast.

Kiedy jestem w Borzęcinie pod Warszawą, w czasie nabożeństwa przychodzi mi myśl, że niektóre kościoły mają piękną oprawę, a niektóre są bardzo prowincjonalne, ludzie mają pretensję, że msza nie jest uroczysta, podniosła, atrakcyjna i wtedy usłyszałam pytanie "Czy list miłosny napisany na szarym papierze w kratkę jest gorszy od listu pisanego na papierze kredowym?"   Zrozumiałam, że musimy zwracać uwagę na istotę mszy św. a nie na wystrój, oprawę. Może jesteśmy jak dzieci, które potrzebują atrakcji? "Kolorowego cukierka"?


Nauka o wierze

W pewnym skromnym kościółku,
Ksiądz kazanie głosił,
O istocie wiary i Bogu Najwyższym
Za plecami księdza, krzyż z Jezusem wisiał
Przed księdzem, wierni, bardzo zasłuchani

Kiedy Ciało Jezusa wysoko unosił
I kielich złoty z krwią Jego
Wierni w duchu wyznali, mocno, szczerze
A ja z nimi ...
Wierzę Ci Jezu, ufam, wierzę ...

Była tam starsza pani,
Był pan o kulach, z chorymi nogami
Rozbiegane dziecko, para młodych ludzi
Zasmucona kobieta z pełnych łez oczami
I dziewczynka z blond warkoczykami

Gdy msza się zakończyła
Ksiądz błogosławieństwo przesłał, na drogę, na życie
I ludzie zaczęli wychodzić
Aby żyć tym życiem i tą wiarą,
Co ksiądz im do serca przekazał

I raptem przy wyjściu, pan o kulach się potknął
O panią, co uklękła przy wyjściowych schodkach,
Nie było tam poręczy, więc mocno się zachwiał
Wdrapując z trudem na kolejny schodek
Były przykre słowa ... i złość wielka, przy święconej wodzie

Gdy kościelny, po mszy drzwi wielkie zamykał
Cisza w kościółku zapadła, nawet zegar nie tykał
Pan Jezus pozostał, wielce zamyślony
Jak ksiądz ma nauczać? I jakimi słowy?
Aby nikt się nie potknął, jak ów człowiek chromy


30.08.03

Banneux - Kaplica Świętego Krzyża. W czasie medytacji - adoracji po pół godzinie zapytałam Chrystusa: byliśmy w Chevremont na mszy i nic mi nie powiedziałeś, Chryste? - Usłyszałam. "Ja jestem w każdym miejscu i mówię do ciebie w każdym miejscu gdzie jesteś". Zapytałam: czemu Jesteś smutny na tym krzyżu, Jezu. Usłyszałam w odpowiedzi: nie jestem smutny, bo zmartwychwstałem i żyję wśród was. Błogosławię każdego po kolei. Nadal "idę" w drodze krzyżowej. Podchodzę do człowieka, a on opluwa mnie. Podchodzę do drugiego, a on krzyżuje mnie. Ale są też i tacy, jak Szymon i Weronika. Stoję przed każdym, w swoich czternastu stacjach. Czasami wielokrotnie wracam do tego samego człowieka, i mam nadzieję, że ten człowiek przyjmie mnie, nawet w chwili swojego konania. Do samego końca życia, człowiek ma szansę, aby być zbawionym. Chrystus skarży się: "Zimno mi tu i ciemno". Tyle ludzi Cię tu odwiedza, dziwię się! - "Więcej czasu spędzają na kupowaniu niż adorowaniu Mnie!"- słyszę odpowiedź.


Chrystus przychodzi

Chrystus przychodzi do mnie w ciszy
Patrząc na moje puste dłonie
Samotność moja ... i Jego
Co Ci dam Gościu - pytam
I odwracam wzrok ze wstydem
Potrzymaj mój krzyż, szepcze
Choćby przez chwilę ...

Chrystus przychodzi do mnie w radości
Gdy zapominam o świecie niebezpiecznym
Patrzy wtedy ciekawie
Jak człowiek, który ... czeka
Poprawia ciernie na koronie
Ociera krople potu i krwi
Podziel się, mówi cichutko, twoją radością

Chrystus przychodzi do mnie w ciemności
Gdy zaszyta w kącie diabelskich oskarżeń
Myślę, że warta jestem - nic
Szuka mnie w atramentowym mroku
Stawiając kroki po perełkach różańca
Trafia do mnie po zapachu bólu
Podaj rękę - Jestem, słyszę

Chrystus przychodzi do mnie, gdy już
Rąk nie wyciągam, ani po ciszę, ani radość, ani ciemność
Zostawiam Mu miejsce w sercu
Na wspólną modlitwę, na kapłana z Eucharystią
Na czyjeś oczy, obrazy święte
Gościem bądź, mówię, codziennym
Czuwaj, odpoczywaj - uśmiecha się

26.08.03

Sen. Jestem w szpitalu i mam odebrać z niego ojca i matkę, (nie mam świadomości, że nie żyją). Ojca nie ma, więc wychodzę z matką, otwieram szerokie, szklane drzwi i przed sobą widzę bezimiennych ludzi; szara masa idących przede mną. W środku tłumu widzę mężczyznę, chudego, ubranego w czarny garnitur. Mówię do matki: to chyba ojciec, w tym momencie mężczyzna upada, słyszę przeraźliwy chrobot łamanej kości twarzy i budzę się.
Boję się, że może być wypadek w czasie pielgrzymki. Dziwne, to mój mąż podczas pielgrzymki ma nieprzyjemne zdarzenie; koło drzwi w hotelu jest cała przeszklona ściana, to on wpada na te drzwi, jak gdyby jakaś siła rzuciła go na nie. Boi się, że złamał sobie nos. W autokarze w czasie modlitwy prosiłam o wyjaśnienie tego snu i otrzymałam odpowiedź, że ta postać czarna, wysoka, to szatan, który chciał zagrozić, był wściekły, ale błogosławieństwo i opieka mojej matki nie pozwoliła na to.


Matka

Kiedy żyła była pokarmem i dobrym słowem
Rękami i bezpieczeństwem
Murem przeciw złości świata
Lękiem o los dzieci
Obroną przed grzechami
Modlitwą błagalną i różańcem
Ofiarowaniem Archaniołom własnych krzyży
Aby ponieśli je ... zamiast
Jako okup, pokutę, dar
Dla dziecka, za dziecko
O miłosierdzie ...
Idź już do Boga, Matko, powiedział św. Piotr
Ofiara Twojego Czasu, spełniona
Zbierz swoje odpusty, modlitwy, miłości
Zapakuj w żałobny tren i powędruj
Dalej, wyżej
Dusza twoja pragnie już odpocznienia
Tam błagaj o miłosierdzie
Przytulona już do Żywego Krzyża Chrystusa

01.09.03

Po przyjeździe z Banneux. Sen. Idę ulicą, która jest szaro - niebieska, trzymam Dawida (syna) za rękę (Dawid w wieku ok. 6 lat). W pewnej chwili on zsuwa się z wysokiego krawężnika, upada i robi się siny, nie ma nikogo na ulicy. Biorę go na ręce i wiem, że jest martwy. Pytam: gdzie tu jest lekarz? I wtedy po lewej stronie, w domku, zapala się światełko, wchodzę tam niosąc go na rękach. Są tam, chyba lekarze? Ubrani są w białe długie suknie, przepasani niebieskimi szarfami, nachylają się nad nim, a on zaczyna oddychać. Jeden z nich daje radę: do końca życia musi go pani leczyć, bo to ciężka choroba (mój syn umarł, w 1999r).


Rana

Przyglądam się jej,
Czasem pudruję zapomnieniem
Maluję szminką małych radości
Aby nikt jej nie zobaczył
Nie pytał,
Skąd masz tę ranę?
Ale wieczorem, w nocy
Gdy kładę się spać,
Już bez wymyślnego makijażu
Ja i moja rana, towarzyszka życia
Patrzymy sobie w oczy,
I choć ona stała się już blizną
Ku pamięci ...
Jak krzyż odciśnięty,
Mówię jej:
Przyjaciółko zesłana, nie wybrana
Sprawiasz, iż,
Boleśniej, mocniej świat czuję
Rozpoznaję ludzi zakrywających swe blizny
Ale nie pytam:
Skąd masz tę ranę?
Wiem, że to Boża Tajemnica.

08.09.03

Podczas Adoracji w Kościele Dzieciątka Jezus na Żoliborzu (środowa Adoracja podczas Mszy prowadzonej przez księdza Jana Szymborskiego)

Po wizycie u niepraktykującej bliskiej rodziny zadałam pytanie podczas Adoracji:, "Dlaczego te osoby, mimo podeszłego wieku, nadal nie zbliżają się do Boga?" I otrzymałam wówczas odpowiedź - pytanie: "Jak może człowiek, który nie zna liter, układać słowa"?

W następnym tygodniu w rocznicę śmierci Ojca Pio. Byłam na mszy na Saskiej Kępie, poczułam zapach lilii w środku kościoła. Poszłam do ołtarza Matki Bożej, aby oddać pokłon i rozglądałam się za liliami. Zapach znikł, zaczęła się msza i wtedy nic nie czułam. Myślałam, że ktoś się wyperfumował. Wtedy sobie przypomniałam, że ludzie, którzy się z Nim spotykali za życia, czuli zapach lilii. W czasie ofiarowania poprosiłam:, "jeśli to ty jesteś, to chciałabym znowu poczuć zapach, aby się upewnić. Poczułam bardzo intensywny zapach lilii, jakbym była w kwiaciarni." (Około dwóch sekund) I zadałam pytanie, czy rzeczywiście tu jesteś? Usłyszałam: "A tak sobie się przechadzam. Nadal nie dowierzałam. Głos: - "Albo się wierzy albo się nie wierzy." Przy wyjściu z kościoła podeszłam do stolika. Znalazłam tam modlitwy o uproszenie łask za przyczyną Ojca Pio." (Tłumaczyłam to wydarzenie tym, że noszę medalik z relikwiami Ojca Pio).

Kilka dni później, rano przed wyjściem na mszę zastanawiałam się czy jechać na pielgrzymkę do Włoch. Poprosiłam Anioła o podjęcie decyzji za mnie. Wtedy usłyszałam: "święty Antoni ci odpowie. Wychodząc, z kościoła słyszę: wrzuć pieniądze, (co miesiąc wkładam ok. 10 zł do skarbonki przy figurce świętego Antoniego). Pomyślałam: "nie mam pieniędzy, tylko 50 gr." Głos nalegał: "Wrzuć te pieniądze": Podeszłam i pierwszą rzeczą, którą zobaczyłam to duży portret Ojca Pio. (Nigdy przedtem nie było go - przeważnie są tam kwiaty).

W tym dniu obchodziliśmy Święto Archaniołów w kościele na ulicy Nobla, po mszy świętej - wystawienie Najświętszego Sakramentu. Po odmówieniu Koronki do Miłosierdzia zostałam w kościele. W modlitwie ujrzałam obraz Jezusa na klęczkach w białej szacie, z głową tuż nad ziemią. Trzymał krzyż za belkę. Odwrócił twarz w moją stronę, ale bokiem. Wtedy krzyż zmienił kolor z ciemno-brązowego na biały, a potem widziałam zakrwawiony i na końcu czarny. Zapytałam w myślach, "Dlaczego ten krzyż zmienia kolory?" Kiedyś się dowiesz - usłyszałam.


Oczy Boga

Poprzez witraż w kamiennym murze kaplicy
Ujrzałam ... Oczy Boga
Oczy Boga popatrzyły na ołtarz ukwiecony,
W tabernakulum z Jezusem porozmawiały,
Jak latarka, konfesjonał pusty oświetliły
Dywan przetarty od stóp wiernych,
Stare klęczniki wymagające remontu,
Święte obrazy pobłogosławiły

Potem na cennej piecie spoczęły
Delikatny podmuch, kurz z posągu strącił
Matce Najświętszej, Oczy Boga, twarz rozjaśniły
Bo posąg od starości, być może, posmutniał
Jezusowi, dłoń ściemniałą od pocałunków błagalnych
Oczy Boga wybieliły, Aniołom oczyściły skrzydła
Staruszce, co o dobrą śmierć prosiła,
Dopisały w modlitewniku: raduj się życiem ...

Parze młodych, Oczy Boga namalowały aureolę
Może świętymi zostaną?
A może tylko mężem i żoną?
Potem Oczy Boga spoczęły na mnie
Spokojne, wszechwidzące ...
Anioł zakrył mnie przed Oczami Pana
Ona się jeszcze uczy modlić, daj czas,
Pobłogosław, nie oceniaj, Panie ...


30.09.03

Nie jestem pewna, czy to był sen, czy byłam w stanie czuwania, usłyszałam głos, który powiedział mi trzy wspaniałe wiersze. Myślałam, że je zapamiętam, bo były takie proste i piękne i powiedziałam, że: "te wiersze przypominają mi poezję księdza Twardowskiego". Usłyszałam w odpowiedzi. "To bądź takim Twardowskim w spódnicy". Niestety rano, mogłam tylko odtworzyć jeden wiersz, chociaż częściowo pamiętałam drugi, pod tytułem "Testament". Pierwszy był o przyrodzie - porównanie duszy z przyrodą - jak ptak, jak deszcz, który obmywa. Drugi to "Testament". I trzeci, który zapamiętałam to "Droga". Przekaz był w formie inscenizacji - słychać głos aktora, a na ekranie widać obraz - widziałam siebie idącą tunelem i dochodziły do mnie słowa:


Droga

Idę długim korytarzem,
Gdzie mrok pokrywa nawet moje nogi,
Rękami wilgotny mur dotykam,
Jak długo?
Kto da sił moim rękom,
Nawet echa tu nie ma za towarzysza,
Może nadepnę na nadzieję?
Podniosę ją do ust,
Upiję się nią,
Muszę iść!
Podpisałam kontrakt na tę podróż,
Pieczęcią Bóg go opatrzył,
Więc idę,
Może spotkam Ciebie?

(Pytałam, co znaczy Ciebie i usłyszałam wesoły głos "To już zależy od ciebie, kogo spotkasz").


02.10.03

Koniecznie chciałam sobie przypomnieć pierwszy wiersz, który dwa dni wcześniej w nocy ktoś mi powiedział i poprosiłam św. Urszulę Ledóchowską o pomoc, wówczas zaczęły pojawiać się słowa.

Testament

Stanął przede mną Anioł, we śnie,
Nakazał: zrób testament,
Nie mam majątku - targowałam się z nim,
Klatka w szarym bloku,
Jakiś pokój za miastem, stare meble...,
Kto to zechce?
Pomyśl, szumem skrzydeł nakazał milczenie,
Zebrałam więc uczucia w obrazy,
Pokroiłam serce na kawałki, które dawałam innym,
Czasem wzięli, czasem oddali...,
Bez podziękowania,
Za małe były?
Zebrałam słowa miłości o ludziach, których życie opisywałam,
Trochę modlitwy, świętych obrazów, pielgrzymek,
Rozmowy z przyjaciółmi, rodziną,
Lęki, grzechy, pokuty,
Msze ofiarowane ze żywych i zmarłych,
Pytania do Boga, te bez odpowiedzi,
I te, których odpowiedzi nie pamiętam,
Ale wiem, że są Miłością.
Anioł rozsiadł się, podparł głowę skrzydłami, uśmiechnął się,
Pisz dalej , powiedział,
A ja się zdrzemnę...


03.11.03

Sen. Poprzedniego wieczoru mój mąż ustawił kilka zdjęć z pielgrzymek do Włoch i Belgii - powiększenia zdjęć. Nie podobał mi się ten pomysł i uważałam, że jest tego za dużo. W nocy miałam niespokojne sny. śniło mi się, że jestem w kościele (w Rzymie) pełnym bocznych kapliczek. Jest ciemno, ze zdziwieniem stwierdzam, że jestem sama - a przecież przyszłam do spowiedzi. Po lewej stronie, dostrzegłam konfesjonały, stare, mocno obudowane. Na każdym napisane, w jakim języku jest spowiedź. Szukam jakiegoś polskiego nazwiska i dostrzegam: Sapieha. Po jednej stronie tego konfesjonału jest jasność i tam klękam. Widzę tylko zarys głowy, okulary, trochę przerzedzone włosy ciemo-blond. Zaczynam spowiedź mówiąc: mam pretensję do męża, że ciągle zawiesza święte obrazy i krzyże. Ksiądz zapytał skąd są te zdjęcia? -Mówię, że pochodzą z różnych bazylik, sanktuariów, katedr i kościołów. Odpowiedział, że zachowanie moje nie jest grzechem i dodał, że wyczuwam emocjonalnie, co te symbole ze sobą niosą i przekazują. Często są to bardzo stare krzyże, obrazy, przed którymi modliło się nawet kilkadziesiąt pokoleń. Były to często modlitwy z prośbą osób chorych, zniewolonych, ciężko doświadczonych lub atakowanych przez demony. Jeśli jest to obiekt święty, mający duże znaczenie i wartość, to "wchłania w siebie" wszelkie ludzkie emocje i tragedie. Siła tego obiektu zatrzymuje je w sobie. Fotografując taki obiekt przenosi się niejako ten cały "ładunek" do małego mieszkania. W kościele taki obiekt jest oczyszczany, przez obrzędy (msza). Aniołowie (być może w nocy, kiedy kościół jest pusty) przenoszą te prośby, tragedie, modlitwy do Boga, świętej Maryi, do patronów, świętych, oczyszczają tę atmosferę duchowo. Spytałam, jak to przekazać mężowi, aby uwierzył, ksiądz zaśmiał się i powiedział: trudno będzie mu uwierzyć, bo jednemu wystarczy ukłucie szpilką, a drugi musi dostać młotkiem po głowie".


Testament II

Skrzydłem poruszył uśpiony Anioł,
Drzemkę zakończył i ... spojrzał na mnie
Wzbudził niepokój, a w duszy pytanie
Co mój testament przemilczał, Panie?
Miesiące modlitw i szepty Anioła
Ledwo słyszalne, ... zapominane
Jak trudno, Boże ,przebić się słowu
Stróża naszego, w codziennym bałaganie
A może głusi jesteśmy z wyboru?
Bo łatwiej usłyszeć hałas, niż ciszę?
Drzemką swą Anioł chciał coś powiedzieć
Co najważniejsze jest w moim życiu?
Jak mam spisywać ziemski testament?
A może tylko błagalną prośbę?
Do tych, co serce me pokochało:

Módlcie się za mnie, gdy czas mój przeminie
Choćby ciszą chwili maleńkiej, modlitwą prostą
A ja wam testament spiszę - obietnicę,
Opiekę Anioła mojego, co trudził się wielce
On skrzydło wyciągnie do was niebieskie
Zasłoni zło, co tak niepokorne
Chciałoby zabić w was serce wielkie
Nauczy, jak mnie, spisywać testament - błaganie
On słów zawiera tak przecież niewiele:
Módlcie się za tych, co już nie są w stanie
Ustami błagać o ... wieczny pokój i zbawienie.


16.11.03

Po powrocie ze spotkania "Odnowa w Duchu Świętym", śniło mi się, że przystępuję do komunii. Komunii udziela wysoki, w błyszczącej, złoto - jasnej szacie duchowny, twarzy nie widać. Podaje komunię - a w czasie podawania komunii widzę, że jest ona opakowana w białym pudełeczku, twardym, ze szkła lub plastiku. Mam to w ustach i nie wiem, co zrobić - ani wypluć ani ugryźć??!
Było to pierwsze spotkanie z nieznanymi ludźmi z Odnowy. Ze spotkania tego, w sercu moim pojawiły się pewne wątpliwości.

Następnego dnia w czasie Adoracji myślałam ze smutkiem, że ktoś z rodziny czasami używa wahadełka z kawałka bursztynu, aby określić promieniowanie miejsc lub przedmiotów czy nie jest szkodliwe. Tuż po mszy było wystawienie Najświętszego Sakramentu. - Adoracja. Wyobraziłam sobie to wahadełko i prosiłam o odpowiedź. Po Koronce, zobaczyłam jak gdyby ten żółty kawałek bursztynu rozciągał się tak jak ciasto: I wtedy zobaczyłam w nim przeróżne kształty: kawałki muszelek, drobiny minerałów, potem było to poprzedzielane czarnymi kreskami. W rozmowie wewnętrznej, ta osoba, która mi to mówiła, powiedziała, że to są jak stacje telewizyjne nadające różne treści i zależy od tego, w jakim czasie on używa tego wahadełka i co bada, może być taka sytuacja, że o 12 godzinie bada święty obraz i zależy, jaka stacja się uaktywni w danym momencie i może to być obojętne, ale może to być coś wrogiego, nienawistnego i związanego z żywiołem Ziemi. Na początku tego doznania, usłyszałam, że bursztyn skupia w sobie "doświadczenie" wielu milionów lat. Widziałam, że wszystko tam wiruje:, np., jeśli badamy promieniowanie świętych obrazów, to taka "stacja" będzie budziła wątpliwości: np. kształt plus obraz, papier, podłoże, materiał, - czyli wprowadzenie zamętu, osoba badająca, nie będzie widziała istoty znaku, a tylko formy. W końcu zobaczyłam srebrny papier i odczułam kpinę osoby, która to mówiła. Był to rodzaj kuli w srebrnym papierze na sznurku, sznurek wisiał jak wahadełko i usłyszałam: "To tak jak bym ci do środka włożył jednocześnie Biblię, Koran, Chrystusa, Buddę i Allaha. Zobaczyłam, że to wszystko wiruje i mój krewny nad tym-ze swoją chęcią dowiedzenia się czegoś. Głos chciał mi wytłumaczyć logicznie, że to nie są dobre badania. Masa różnych czynników, elementów, które "żyją", wpływają na wynik. Z chwilą, kiedy bierze do ręki wahadełko, uaktywnia siły, tam zawarte. Jakie? Na pewno nie ukazujące dobra.

Piątek. Po mszy porannej zostałam na drodze krzyżowej. W połowie drogi krzyżowej usłyszałam w sercu: "Zwróć uwagę na upadki Chrystusa". Pierwszy upadek Chrystusa, gdy upada z bólu nad ludzkimi grzechami.
Drugi upadek - w wyniku zapomnienia człowieka - jest samotny. Zadałam pytanie: A co z trzecim upadkiem. Usłyszałam odpowiedź: "Chrystus upada, bo musi jednak nadejść sprawiedliwość"!!


Upadek

Poruszam się w atramentowej ciemności,
Nie rozpoznaję kształtów
Dobra, ani zła
Tysiące drobnych iskierek
Ranią mnie rozpaczą
Gdzie jest Twoje światło
Duchu Święty?
Ojcze Nasz, który jesteś w niebie ...
Nie, nie nasz,
Mój
Dotknąłeś mnie piekłem
Wola Twoja, nie moja, Panie
Poznaję ból, bez miłosierdzia, ofiarowania
Słabość człowieczego krzyża
Idź, słyszę błogosławiony głos Madonny
Bolesnej, Płaczącej
Pokonaj próżność rozpaczy


15.01.2004

Sen. Jest ogromna sala i ludzie siedzą przy stołach. Jest dużo jedzenia. Wszyscy eleganccy. Jasne światło, przysiadam się do stołu, - wygląda, że ludzie prowadzą interesującą rozmowę. Przysłuchuję się i jestem zaskoczona, w tych rozmowach dokuczają sobie i krytykują. Nie ma żadnych emocji, mówią beznamiętnie, tak jakby nie oczekiwali niczego dobrego. Paradoksem jest, że to wszystko z zewnątrz ładnie wygląda. Porównuję to do bogatych społeczeństw, gdzie jest obfitość dóbr, ale brak empatii, ofiarowania siebie. Miałam wrażenie, że jestem w czyśćcu.


Dom

Za tym lasem stoi dom drewniany
Pusty, bo nie narodziły się w nim
Już żadne dzieci
Dobrzy ludzie zabili mu deskami oczy
Aby wiatr nie wywiał z niego
Resztek wspomnień
Wysokie, białe brzozy, smukłe sosny
Chronią go przed deszczem, burzą i słotami
Tylko furtka drewniana bardzo krzywa
Łopocze, pokrzykuje, zaprasza
Wejdź wędrowcze, wejdź
To ja Dom, zbudowali mnie dobrzy ludzie
Kiedyś gościłem radość, płacz, śmiech
Nie chcę umierać w samotności



Aniele Boży

Stróżu moich pogubionych ścieżek
Biegający po górach moich uniesień
I stąpający w dół
Moich ciemnych nocy
Musisz być bardzo cierpliwy
Czuję opiekę Twoich skrzydeł,
Czasem, Twoje zmęczenie
Próbuje Cię wtedy pocieszać
Modlitwą, gestem miłosierdzia

Są chwile, gdy Ci się wymykam
Gdy śpisz, zakryty białym skrzydłem
Ot, mam przecież własną wolę!
Może prześpisz moją zbuntowaną ucieczkę?
Dokąd?
Tam gdzie łatwiej, przyjemniej, gdzie...
Krzyż nie "psuje" krajobrazu
Ale wracam Aniele mój,
Dotykam Cię ostrożnie moimi grzechami,
I błagam ... wybacz ... ratuj.


09.02.04

Czwarty atak sił zła. Spotkałam po południu swoją znajomą z pracy, była smutna, płakała, kiedy opowiadała o swojej córce, jej chorobie. Przypomniałam sobie, że jest święto chorych 11.02 (święto Matki Bożej z Lourdes), i proponowałam, aby kapłan przyszedł do niej z namaszczeniem chorych. Wtedy znajoma powiedziała, że córka nie jest wierząca i nie chce żadnego księdza. Tego samego dnia odmówiłam całą Koronkę do Miłosierdzia za tę osobę. Około 11 w nocy, podczas modlitwy, jak na kliszy, ujrzałam osoby żywe i zmarłe, za które powinnam się modlić. Nagle poczułam, że jestem duszona za szyję. Chciałam krzyknąć do drugiego pokoju, wołając męża, ale głos był zduszony, miałam świadomość, że nikt mnie nie usłyszy. Przypomniałam sobie z poprzednich doznań, aby wyciągnąć rękę, lub nogę, żeby przebić ten kokon. Nie mogłam się jednak ruszyć. Zaczęłam szukać w myśli słów modlitwy, nawet nie mogłam sobie przypomnieć żadnej, nawet żadnego imienia świętego! Poczułam wtedy, że jakaś większa ilość stworzeń skakała po moich plecach, a to duże stworzenie trzymało mnie za szyją i dusiło. Wówczas przypomniałam sobie historię św. Agnieszki. Zawołałam - "święta Agnieszko - ratuj" i wtedy to czarne stworzenie wydało dziwny dźwięk podobny do przeciągłego gwizdu i zeskoczyło z moich pleców, a za nim mniejsze, zeskoczyły na podłogę i w równym szeregu wychodząc, zniknęły (tak jak dzieci bawią się w pociąg lub węża). Rozśmieszyła mnie ta sytuacja i ucieszyłam się, że "oni" skierowali się do drzwi wyjściowych, a nie do jakiegoś pokoju. Potem chciałam sobie przypomnieć ten dźwięk, sygnał lub sylabę, który sprawił, że te demony odeszły. Wydawało mi się, że poznam ich "hasło odejścia". Głos wewnętrzny jednak podpowiedział mi: "Nie bądź próżna".


Boży zegar

Gdy przebiłeś krzyżem serce moje, Boże
Rytm jego Twój zegar rozpoczął wyznaczać
Godziny myśli ,pełne czarnych zwątpień
Minuty lęków, sekundy modlitwy

W godzinach zwątpień, jak w pajęczej sieci
Tkwił rytm serca, bolesny
Puls zamarły dla życia, ledwo wyczuwalny
Jak zegar zepsuty, czas gdzieś zarzucony

W minutach lęku, grzech otwierał paszczę
Oczami bestii strasząc serce moje
Rytm serca ustawał, lecz Twój zegar Panie
Ciągle, z uporem, miłosierdziem wołał

W sekundach modlitwy, krzyż, co tkwił uparcie
W sercu mym, przebitym jak tarcza
Jezus maleńkie krople krwi swej wylewał
I leczył, jak doktor, chorego na zawał


11.02.04

11.02.04 - Święto Matki Bożej z Lourdes (święto chorych). Podczas mszy prosiłam Matkę Bożą, aby jeśli to zgodne z Jej wolą, zaprosiła mnie do Lourdes dając znać przez kogoś, o pielgrzymce do tego sanktuarium. Wieczorem, tego samego dnia nasza znajoma zadzwoniła z tą wiadomością!.

W czasie drogi krzyżowej zastanawiałam się, jaka jest wartość cierpienia. Usłyszałam "wewnętrzną" odpowiedź: największą wartość ma cierpienie bez pocieszenia. I pomyślałam, iż chorzy uzdrowieni otrzymali pociesznie. Chorzy, którzy do końca życia niosą swój krzyż choroby, nie obrażając się na Pana Boga, nie bluźnią i z pokorą przyjmują i oddają swoje cierpienie Chrystusowi, ufają Mu. Jest to cierpienie bez pocieszenia. Myślę, iż takie cierpienie ma wielką wartość w oczach Chrystusa.

Sen. Wchodzę do kościoła na Saskiej Kępie. Kościół jest pusty, tylko nieliczne osoby. Klękam i wówczas z krzyża, z naszego ołtarza "schodzi" Chrystus, w koronie cierniowej, ma krew na skroniach, i ubrany jest w szaro - bordową szatę, poszarpane rękawy, gołe ramiona. Chrystus płynie jakby na chmurze, wolno. Wyobrażam sobie, że Chrystus chce "uciec" z kościoła. Jestem tym wystraszona, rzucam się na kolana, kładę na piersiach, na wznak, Chrystus - zwalnia, siada na lewej tylnej ławce z brzegu. Odwraca się tyłem do ołtarza i prawą ręką podpiera głowę. Czuję zadowolenie, że Chrystus usiadł i patrzy na mnie. I wtedy uświadomiłam sobie, że za chwilę wejdzie tłum ludzi, którzy nie będą Go widzieli i będę śmiesznie wyglądała leżąc na podłodze.


Tajemnica

Dlaczego oczy starych kobiet są takie smutne
Jak zachmurzone niebo niepewne pogody
Dlaczego patrzą gdzieś w dal
Która nie ożywia ust uśmiechem

Dlaczego oczy starych kobiet nie chcą zdradzić tajemnic
Rachunku strat i zysków, tylko skrycie
Chowają je przed ludźmi, nawet najbliższymi
Ile łez wylały, ile uśmiechów ofiarowały

Oczy starych kobiet godnie wyczekują na okruszki
Miłości, ciepłej dłoni, są czujne na pocałunki
Nawet te, które składamy z przymusu, z okazji
Rocznic, imienin, urodzin...


19.03.04

Czuwanie nocne w Częstochowie na Jasnej Górze około 1 w nocy. Po obejściu Obrazu na kolanach, kiedy klęczę w ławce, modlę się, mam wrażenie, że jestem tylko widzem, a nie uczestnikiem. I wtedy usłyszałam "przed modlitwą trzeba prosić o przebaczenie". Zawstydziłam się. Ujrzałam obraz jak środkiem kościoła idzie grupa ludzi w długich szatach, wszyscy przepasani sznurem, wszyscy podobni, sylwetki zgięte, brązowe worki na plecach. Niektórzy mieli worki pełne, a niektórzy tylko na dole wypełnione. Zobaczyłam, że to są kamienie średniej wielkości, małe, a jeszcze inni mieli jeden duży. Ktoś tłumaczył mi, że wszyscy idą zwalić te kamienie, które są grzechami, przed Obraz. Usłyszałam: - "czasami taki stos usypią, że nie widać nawet Obrazu. Dobrze, że Obraz wisi wyżej." Zainteresowałam się, dlaczego niektórzy mają jeden wielki kamień, usłyszałam, że to jest jeden grzech ciągle popełniany przez wiele lat.


Tablice

Idą święci i grzesznicy do Piotrowych wrót
Tablice jak tarcze dźwigają przed sobą
Święte barwy wymalował na nich Anioł Cnót
A szare obrazy grzechów wyrył Buntu - Anioł

Frunie jak motyl po niebiańskim szlaku
Dusza dziecka małego
Z krzykiem pierwszym zaledwie w tabliczkę wpisanym
Ona słów jeszcze nie poznała, ni grzechu
Rozpacz się za nią niesie, jak echo tęsknoty
Matki cierpiącej, w żalu niepokornej
Ból swój krzykiem zaznaczy na tablicy własnej
I zraniona krzyknie: Nie rozumiem Boga!
Anioł cicho zapłacze, Piotr przytuli dziecię,
Bożych planów i tajemnic
Nikt nie zna na świecie ...

Staje przed bramą Piotrową dziadek siwiuteńki
Wlecze z trudem tablicę, ciężką, nieporęczną
Wypisało na niej życie troski i choroby
Przebaczenia, winy, złe i dobre słowa
Byłem, jak Ty, Piotrze, rzecze starzec siwy
Czasem święty, a czasem, po ludzku, niegodziwy
Kogut, jak Tobie, piał mi ze trzy razy
Zanim Boga przyjąłem i Miłość poznałem

I tak Piotr odbiera przy tej bramie świętej
Tablice zdobione pismem ... brzydkim i pięknym
Alfabetem serca pisane i egoisty piórem
Obrazy kuszenia i wielu nawróceń
Na straży tych tablic Miłosierdzie stoi
Boga, co Jedynego Syna oddał, aby nas wyzwolił
Na tablicach spisanych ludzkimi czynami
Szuka Bóg łask danych
I ... nie zmarnowanych.


28.03.04

Specjalna ceremonia uzdrowienia chorych prowadzona przez ks. Jana Szymborskiego - znanego egzorcysty z Warszawy. Gdy ks. Jan rozpoczął modlitwę, zobaczyłam obraz Chrystusa siedzącego w białej szacie, był bardzo zmęczony, łokciami oparty na poprzecznej belce, która spoczywała na jego kolanach. Chrystus spoglądał na nas jak pobłażliwy ojciec. Miałam wrażenie, że był "w drodze", a przywołany modlitwą usiadł i odpoczywał.

Następnej nocy mam sen. Widzę gotyckie wieże kościoła zanurzone w szkarłatnej czerwieni. Pomyślałam, że w tym starym kościele było dużo modlących się ludzi. Usłyszałam: "najważniejsza jest jakość modlitwy a nie jej ilość". Rozumiem przez to, że są kościoły, w których, nawet niewielu wiernych potrafi "wypełnić" cały kościół swoją żarliwą modlitwą. Tam gdzie przychodzi dużo ludzi, ale bardziej jako "goście", z obowiązku - kościół "cierpi".

W moim śnie zmienia się sceneria. Wchodzę do pokoju, pomieszczenie jest jasne. Na pięknym złotym tronie siedzi starzec z długą brodą, ma białą szatę ze złotymi dodatkami. Mówi na temat osoby, która zajmuje się radiestezją. Słyszę, że to jest niedobre (nie ma w tym jakiejś stanowczej oceny). Mówię, że osoba ta "bada" święte obrazy i krzyże, sądzi, że korzysta z dobrego "źródła". Starzec na tronie spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem i powiedział: "U mnie w niebie nie ma takiego gniazdka". Było to dowcipne i po przebudzeniu zaczęłam się śmiać.

W ciągu dnia, w formie monologu wewnętrznego zadaję pytanie:
Dlaczego nie wszyscy, nawet tzw. dobrzy ludzie nie mogą wejść do nieba od razu? Usłyszałam w odpowiedzi, że to jest naturalne, że osoba z brudnymi butami, rękami, nie może wejść do miejsca, gdzie są tylko czyści ludzie. Ona wie, że nie pasowałaby do tej czystości. Dlatego wie, że czyściec jest konieczny, aby zmyć to, co nieczyste - grzechy, złości, itp.


Boże plany

Zebrali się Aniołowie na Wyspie Przeznaczeń
Bóg im przewodniczył z tronu niebieskiego
Potrzeba ludzi wesprzeć duszami kapłanów
Ześlijcie je, Aniołom rozkazał, na ziemię
Do rodzin, w miasteczku wybranym
Zesłali Aniołowie, duszę przez Boga stworzoną
Do matki, co gromadkę dzieci już miała
Drugą posłali kobiecie, ona
W pielgrzymce o miłość Jezusa błagała
Nie wiem kiedy - rzekł Bóg - ale pamiętam
Jak z płaczem przed obrazem Maryi klęczała

Zaniósł Anioł duszę dziecka matce biednej
Maryi kwiaty polne za dar ofiarowała
Będzie ... Antoni, Jan, a może ... Maria
A potem kobiecie, co o miłość kiedyś błagała
Niebieski posłaniec Dar Nadziei - od Boga przesłał
Nie przyjęła ...
Może za rok Panie, za dwa, przepraszała
Nie mój czas ... dar odrzuciła
Gdzieś, w pokoju lekarskim, dusza jej dziecka odleciała

I tak Bóg planował na Wyspie Przeznaczeń
Cele swoje, dla ludzi chwalebne
Temu doktora chciał zesłać, innemu matkę świętą
Mechanika, kucharkę, nauczyciela
Zakonnicę, co modłami swymi
Dusze czyśćcowe miała kiedyś zbawić
Klowna wesołego, który smutne twarze miał rozbawić
Ale ludzie z Bogiem zaczęli się targować
Nie czas dla nas przyjąć Twój Dar, Panie
Plan Boga więc się nie powiódł
Wolą ludzką zmieniony i sercem twardym

Przyjdzie czas, a może już nadszedł?
Gdy składając ręce do Boga błagalnie
O dar będziemy prosić, dusz błogosławionych
A Bóg szczerze patrząc w oczy nasze
Przypomni,
Dar mój oddaliście jak prezent ... zbyt skromny
A wówczas krzykniemy bólem przepełnieni
W obłoki, wysoko płynące nad nami
Dlaczego Boże, los nasz na tej ziemi
Jest taki przeklęty - i niemiłosierny!?


17.04.04

Pamiętam, iż moja znajoma prosiła mnie, abym w modlitwie w Lourdes "zapytała", co ma czynić. Wsłuchiwałam się w głos wewnętrzny i nie słyszałam nic. Potem skoncentrowałam się na jej domu, domownikach i wtedy pojawił się mąż tej znajomej. Przy nim zauważyłam dużą ilość aniołów białych. Skoncentrowałam się jeszcze raz na tej znajomej i zauważyłam, że klęczy ona przed Najświętszym Sakramentem- monstrancja jest ustawiona bokiem, a nie na wprost. Spytałam, co to oznacza i nic nie usłyszałam. Wtedy pomyślałam o innej osobie, o znajomym księdzu i otrzymałam obraz: Brązowa góra. Jej szczytu nie widziałam. Na górze były jakby występy, serpentyny, ludzie w habitach brązowych, czarnych (osoby zakonne?) szli do góry. Widziałam tylko fragment tej góry, jakieś dwie dróżki. Jedni wchodzili w górę, inni spadali w dół. Wyglądali jak w mrowisku, z wysiłkiem posuwali się w górę. Czarne i brązowe habity. Innych kolorów nie widziałam. W tej procesji nie widziałam żadnej twarzy tylko postacie i habity.


Kapłan w drodze

Nauczyli cię w młodości wersetów z Biblii
Pokazali mądre księgi uczonych i świętych
Powiedzieli, że pokora - to twoja postawa
A twoje dłonie mają dobro świadczyć
Każdy człowiek ma w sobie Chrystusa

Potem przyszły dni, w których jak On, twój Pan
Poszedłeś na kalwarię życia
W codzienność Drogi Krzyżowej
Były miesiące, a może lata, kolejnych
Jej stacji ... i twoich: biczowanie, ukoronowanie ...

Już wiesz, że tych stacji się nie przechodzi
Jak pór roku, nie zalicza na zawsze
One wracają, boleśnie, na nowo, jak tajemnice różańca
W nastrojach ciemnej nocy i jasnych dni
Światło, mrok, Anioł Stróż i ... wąż

Znasz kamienie własnej drogi krzyżowej
Znajome ci są z nawróceń i upadków
Oswajasz ból przydrożnych cierni
Przyglądasz się prawdzie w konfesjonale
Nie myli cię dźwięk głosu, pokolorowane słowa

I choć wiesz, że radość to nakaz chrześcijanina
Ty, Nauczycielu Jego nauki, odkrywasz
Swoje powołanie ... zbliżając się do Ogrójca
Patrząc na ból Człowieka ... i Boga
Tam twoje miejsce, tam śpiewasz psalmy Dawida


18.04.04

Kąpiel w cudownej wodzie w Lourdes. Stojąc już w wodzie, miałam wypowiedzieć intencje. Pomyślałam o samobójstwie chłopca, kiedy zanurzyłam nogi, poczułam ogromny szloch w sercu. Jakby ktoś zapłakał we mnie.

Będąc w grocie odniosłam wrażenie, że Matka Boża jest w tym miejscu szczególnie oddana ludziom i ich prośbom. Jest jak "służąca", jak pasterka, bez królewskiego majestatu, całkiem oddana ludziom, "uwięziona" przez nich, uległa i poddana, modlitwie proszących. Matka Boża z La Sallete każe się zastanowić, wskazuje palcem kierunek, jest w niej coś z nauczycielki. Ona tam panuje, stanowi prawo. Jest królewska. Wskazuje i naucza. W Medjugorie - adoruje Jezusa, wskazuje na Chrystusa jako źródło.


Pielgrzym

W zaułkach starych ulic i domów Asyżu
W ciemnych kościołach z mozaikami na ścianie
W pięknych bazylikach Rzymu, przy grobach świętych
Szukam Cię, Panie

Przed monstrancją z Krwią Twoją i Ciałem w Lanciano
W domku Czarnej Madonny w Loreto ... i
W kaplicy Matki Ubogich w Banneux
Szukam Cię, Panie

Przed figurą Matki Bożej w Lourdes,
Nad grobem świętej Bernadetty w Nevers
W kaplicy Cudownego Medalika, całując relikwie krwi w Brugge
Szukam Cię, Panie

Za światłem Twym idę, wlokąc niemoc własną
Po kamieniach startych stopami pielgrzymów
Nadzieję dźwigam jak garb znaczny, bo idąc ...
Szukam Cię, Panie

A gdy wreszcie Cię znajdzie serce moje, Panie
Uklęknę, cudem miłości przemieniona
I krzyknę z mocą, jak Szaweł, do Ciebie
Cóż mam czynić, Boże


Sen. Do Kościoła na Nobla weszły dzieci w brudnych ubrankach, aby schronić się przed deszczem. Chłopcy pozdejmowali górne ubranie i mieli gołe torsy. Byłam zdziwiona, bo w kościele był stół a na nim resztki jedzenia. Nikt się nie odzywał do siebie. Chodziłam między nimi, a oni przyglądali mi się z nadzieją, jakby czegoś oczekiwali. Wyszłam z tej sali i znalazłam bardzo białego ptaka. Wyraźnie czułam w ręku miękkość jego puchu, zachwyciła mnie biel skrzydeł.


Dziewczynka

Nie nosi już sukienek z falbankami, wstążek kolorowych
Jak matka i babcia w dzieciństwie,
Lubi spodnie i bluzki modne
Włoski ma proste, jak paź z dawnych obrazów
Cieszą ją filmy, komputer, piosenki zabawne
Co w nich poszukuje? świata dla siebie?
Życie buduje z kawałków dnia codziennego
Z uśmiechów przyjaciół, sprzeczek z kolegami
Z łez wylanych nad sprawami, o których my - dorośli
Już zapominamy ...
Czasami wepnie we włosy spinkę kolorową
Zachwyci się gwiazdami, motylem lub wierszem
Jeszcze nie patrzy w niebo, nie pyta o los przeznaczony
Dzieciństwo nie wie, o czasie utraconym
W niedzielę siądzie w kościele, trochę zadumana
Nad mszą zbyt długą dla niej, uroczystą
Nie rozumie wszystkich słów Twych, Panie
Ale szuka Cię, w obrazach świętych, paciorkach różańca szeptanych
Popatrz na nią Matko Łaskawa,
Daj jej Anioła Pięknego z ręką wyciągniętą,
Ze skrzydłem, co ochronę daje na czas niebezpieczny
Poprowadź w dni szare, ale
Do ludzi dobrych ... i miejsc świętych
Ukaż stronice jej przeznaczeń
A serce i rozum uczyń pojętnym
I gdy się nauczy, czytać losu swojego alfabet
Podaruj jej zdrowie i łaskę pięknej modlitwy:
O miłość
Nadzieję
Wiarę


23.05.04

Modliłam się przed obrazem Matki Bożej Częstochowskiej, w naszym kościele na Nobla. Spojrzałam w górę na obraz i pomyślałam, że nie mam żadnego przesłania. Modliłam się za rodzinę i pomyślałam o krewnej, która nie jest przyjazna dla ludzi. Usłyszałam: "Odpowiem ci, ale tak po kucharsku". Zobaczyłam kocioł z wodą nad palącymi się szczapkami drewna. Duży ogień (złe emocje) mogą jak wrząca woda zalać szczapki. Następuje oczyszczenie kontaktu miedzy ludźmi. Niekiedy zły duch powoli dokłada szczapki i wszystko się długo gotuje. Złe emocje długo trwają jak woda, która nie osiąga wrzenia. Oceniam to jako przyzwolenie na wieloletnie "podgrzewanie" zła.

W pewnej chwili usłyszałam: "Podejdź bliżej (do obrazu Matki Bożej), żebym cię lepiej widziała". Uklękłam - była akurat Koronka do Miłosierdzia Bożego - zobaczyłam nad głowami ludzi okrągły rogal (jak wianek) o pełnym okręgu, pełen syczących pszczół. I usłyszałam: "To jest to, co wam przeszkadza". Interpretuję to, że jest to coś, co odcina od wyższych uczuć i przeżyć w czasie mszy, co powoduje rozproszenie. Matka Boża pokazała mi to na innych ludziach, nie na mnie. Może to było związane z faktem, że koło mnie siedziała starsza, miła pani, która ciągle grzebała w plastikowej torebce, szeleszcząc nią przez większość mszy.

Innego dnia, kiedy klęczałam przed obrazem Matki Bożej Częstochowskiej, usłyszałam: "Bądź wierna w modlitwie. Jeśli ty, która mnie nie widzisz a mówisz, że mnie kochasz, to jakże Ja, który ciebie widzi, mogę cię nie kochać" -Zdziwił mnie staroświecki, biblijny szyk tego zdania. Była to odpowiedź na wątpliwość, mój niepokój, podczas Adoracji w ciągu dnia poprzedniego, kiedy przyszłam do kościoła na Nobla i zostałam tam około pół godziny.


Jest miłość...

Jest miłość, której dłonie dotknąć nie mogą
Choć chciałyby ją objąć serdecznie
To miłość, ponad miłością człowieka
Zbawiająca, wieczna
Jak dotknąć jej tu na ziemi?
Szuka człowiek gestami ludzkimi
Drewniany krzyż dłońmi ogarnie
Obraz Jezusa przytuli
Posąg Maryi ukwieci różami
Medalik zawiesi na szyi...
Relikwie ukryte w szkatule
Z lękiem dotknie, jak cudu
Jest miłość...której dosięgnąć nie mogą
Zwyczajne pragnienia i gesty
Przychodzi do nas w...
Modlitwie
Znak daje w ofierze bezkrwawej
Poznać ją możesz... przez łaskę
Gdy kapłan ci hostię podaje
Miłość ta nie ma wymiaru
Ludzki ją dotyk nie zmierzy
Moc jej i siła w modlitwie
W błagalnym rąk uniesieniu
Złóż ręce... i po nic nie sięgaj
Poczekaj na nią cierpliwie
Sama cię dotknie, jak promień, w ciszy
Zaufaj jej
Ma moc wielką, uzdrawiającą
Świętych i nie świętych.


27.05.2004

Śnili mi się chłopcy ustawieni w rzędach , jak na apelu. Ubrani byli w jednakowe czarne swetry. Do dziś pamiętam ich wzór. Pod szyją mieli białe kołnierzyki. Przewodził nimi mężczyzna ubrany w długie, białe szaty. Był uśmiechnięty i radosny. Podszedł do mnie i wręczył mi świadectwo ukończenia szkoły z dobrym wynikiem. Okazało się, że jest to świadectwo mojego zmarłego syna Dawida. Mężczyzna ten, wręczając mi to świadectwo, był niezwykle serdeczny. Byłam osobą z zewnątrz. Czułam , że nie wolno mi podchodzić do tych chłopców. Miałam wrażenie, że ktoś uczynił mi łaskę, że ich w ogóle zobaczyłam. Mój syn stał w drugim rzędzie, widziałam tylko jego profil. Chciałam do niego krzyknąć, ale ich przewodnik zakazał mi. Pod koniec tej "wizyty" otrzymałam od ich przewodnika kartkę , na której było napisane wyraźnie czarnym flamastrem: Uśmiechnij się, mamo. Po pewnym czasie zdałam sobie sprawę, że sen ten wiązał się z mszą świętą, jaką ofiarowaliśmy w intencji zmarłego syna.


Do syna

Jaki jesteś maleńki, pomyślałam
Widząc synka w białym czepeczku
Z niebieskim smokiem w buzi...
Kto ciebie obroni?
Ty Matko, podpowiedziało mi serce

Jaki z ciebie urwis, pomyślałam
Widząc brudne kolana i buzię
Obroniłem gola, mamo, chwalił się
Kto ciebie obroni, synku?
Ty Matko, podpowiedziało mi serce

Jaki z ciebie dorosły mężczyzna, pomyślałam
Widząc go w ślubnym garniturze
Z kwiatami w butonierce
Kocham tę dziewczynę, mamo
Śmiały się jego oczy
Kto ciebie obroni, synku?
Ty Boże, podpowiedziało wierne serce


17.06.04

Leżę i myślę, dlaczego ludzie wolą oglądać zło niż dobro w telewizji. I usłyszałam odpowiedź. "Gdy oglądamy zło w filmach, to czujemy się lepsi, a jak oglądamy coś dobrego i wzniosłego, to mamy poczucie winy i wydaje nam się, że do tego nie dorównujemy, to nas irytuje, zniechęca i przełączamy na inny kanał".

Śniłam, że jestem na przystanku, wokoło obcy ludzie. Ludzie stoją tyłem do mnie. W tym tłumie rozpoznaję kogoś, kto jest mi w miarę bliski - szczupły, wysoki mężczyzna z jasnymi włosami, promieniuje z niego dobroć. Popatrzył mi w oczy, podszedł do mnie i powiedział: "Jednak rozpoznałaś mnie". Wziął mnie za ręce i poczułam ciepło, ręce miał bardzo gorące. Spytałam, czy jest księdzem. A on powiedział: "Nie mam koloratki". Wyciągnął papier (starodruk), nie mogłam dokładnie odczytać, co tam napisane: "St. ...(i znane mi imię)?". Chciałam czytać dalej, ale powiedział: "Już wystarczy". Ocknęłam się, poczułam gorąco w rękach, "widziałam" dobroć owego nieznajomego. Uśmiechnął się, wsiadł do autobusu i powiedział: "Ja jeszcze wrócę". Miał na sobie szary prochowiec, tak jakby ktoś anioła przebrał w ubranie z lat pięćdziesiątych.


Dla matki

Nie pozwól, aby mnie dopadły wilcze kły
Ludzi o kamiennych sercach
Wskaż kierunek wiatru do krainy dobroci
Pokaż mi wyspę z rajskimi kwiatami
Naucz modlitwy, która ukojenie daje
Poczytaj książki o radosnych dzieciach
Podaj mi rękę gdy zabłądzę
Naleśników usmaż na cały tydzień
I tylko uśmiechaj się
Nie płacz
Za dużo żądam, mamo?
Niewiele, dziecko
Miłość przecież za darmo rozdaję


Do Dobrego Człowieka

Pożycz mi Dobry Człowieku
Szczyptę swojej miłości do świata i ludzi
Chciałbym ją dodać do bochna życia
Który tak mozolnie piekę

Pożycz mi tę szczyptę, bo opustoszały moje dłonie
Tak jakby codzienność wymiotła z nich drobiny
Które pieczołowicie zbierałam
Chcąc nakarmić serca najbliższych i obcych
Nie wiem Dobry Człowieku
Czy oddam ci tę szczyptę pożyczonej miłości
Bo nieudolnym jestem piekarzem swego bochna życia
Ciągle uczę się go formować, ciągle na nowo...


Przyjaciele

Na rozstajnych drogach stanął Człowiek
Samotność przy nim - macocha nieczuła
Dokąd podążasz, spytała ciekawie
Na twej mapie - prawdy nie ma

Przyjaciół wielu cię opuściło
Innych sam odepchnąłeś
Kto podaruje ci worek z nadzieją?
Kto drogę ci wskaże, bez gniewu?

Zakrzyknął Człowiek do nieba z bólu
Samotność ze strachem umknęła
Wzywam Cię, posłańcu niebieski
Ty wskaż mi drogę, zagubioną w życiu

Anioł krzyku Człowieka nie słyszał
Jak dotrzeć miał , skrzydła rozwinąć?
Połamał je Człowiek grzechem
O pomoc nikogo nie prosił

Przysiadł Człowiek na kamieniu, zmęczony
Z łez gorzkich proste słowa składa
I jak dziecko w modlitwie, bezbronny
O Anioła Bożego... błaga

Do strażnika swej duszy zawołał
A on przybiegł... ze skrzydłem złamanym
Odtąd idą razem w przyjaźni
On - Człowiek i Stróż jego
Anioł


21.06.04

Zastanawiałam się, dlaczego Europie tak zależy, żeby w Konstytucji Unii Europejskiej nie było odniesienia do Boga, i "usłyszałam" cały wywód:, "Gdy odnosimy się do Bożych Przykazań, to wtedy nie możemy relatywizować moralności, ani zła. Morderstwo jest morderstwem, cudzołóstwo jest cudzołóstwem itd., (czyli Dziesięć Przykazań). Jeśli nie odnosimy się do Boga, tylko do tzw. ludzkiej sprawiedliwości, wtedy Dekalog da się relatywizować, naginać zachowania człowieka do oceny ludzkiej sprawiedliwości, a nie Boskiej. Czyli, w mordercy szukamy jakiegoś psychicznego problemu, w matce dokonującej aborcji - problemów bytowych. Cudzołóstwo usprawiedliwiamy. Odnosimy się do ludzkiej sprawiedliwości, która nie jest obiektywna, bo jest stworzona przez ludzi określonej epoki, mody, a ona się zmienia wraz z każdym nowym pokoleniem. To co nie tolerowano (społecznie) 100 lat temu, dziś jest regułą. Nie podlega moralnej ocenie.


Czerwona Madonno,

Szalona Kobieto, błąkająca się po kościołach
Człowiek, czy choroba, odjęła ci rozum?
A może byłaś za słaba
Aby przeciwstawić się światu?
Teraz pokazujesz mu czerwona twarz
Obficie wymalowaną szminką
I jak pokutująca Indianka
Obnosisz ją w tłumie . . normalnych
Czerwony płaszcz, czerwona mini sukienka
Śpiewasz w kaplicy Madonnom
Zwrotkę, czasem dwie
I wychodzisz szukać niecierpliwie
Może Madonny Karmiącej, Madonny z Dzieciątkiem
A może ... Łaskawej?
Łaskawej bardziej, niż "my-normalni."


Ulice miasta

Mała, cygańska dziewczynka
Klęka w brudnym autobusie
Żebrząc o pieniądze
Taki świat stworzyłeś człowieku

Stary, pomarszczony mężczyzna
Dźwiga tekturowe paki
Dostał dary z opieki
Tak świat stworzyłeś, człowieku

Kobieta obuta jedynie
W swoje pełne odcisków i ran stopy
Zarzuca plecak pełen szmat
Taki świat stworzyłeś, człowieku

Młody chłopak z tabliczką na piersi
Obwieszcza światu
Pomóżcie mi, potrzebuję pieniędzy na życie
Tak świat stworzyłeś, człowieku

Zabrakło Matki Teresy
Ona zebrałaby wszystkich
Nakarmiła sercem i strawą
Taki świat stworzyłaś Matko Tereso


30.06.04

Na Mszy u ks. Jana podczas Adoracji Najświętszego Sakramentu "zobaczyłam" krzyż drewniany z Panem Jezusem. Wisiały na nim różne łańcuchy i łańcuszki. Myślałam, że to wota. Ale w pewnej chwili zobaczyłam człowieka, który miał na głowie zawieszony łańcuch, a końcówka jego była założona na krzyż. Chciałam zrozumieć, o co chodzi i wtedy zobaczyłam różne łańcuchy łączące ludzi i krzyż, grube, cienkie, krótkie, długie, np. człowiek był dalej a łańcuch sięgał do samego krzyża na ołtarzu. Wtedy chciałam zobaczyć mój łańcuch i ujrzałam siebie połączoną z krzyżem krótkim, grubym łańcuchem. Zaczęłam się zastanawiać, co to znaczy. Wszystko to było w formie obrazów. Zadałam sobie pytanie trochę z pretensją:, "Dlaczego mój łańcuch jest taki krótki i gruby, jak dla zwierząt?" I usłyszałam: "Żebym cię blisko trzymał". Potem zapytałam: "Czy mogę mieć dar widzenia poszczególnych ludzi, jaki rodzaj łańcucha łączy ich z krzyżem?" I wtedy usłyszałam: "A po co ci to!?"


Stworzeni

Na obraz i podobieństwo Boga,
Szukamy go w Niebie, niewinne dzieci
Pamiętamy dotknięcie Jego miłości
I ręce składane do modlitwy

A potem dojrzewanie bez pokory
Oczy w ziemię utkwione, w serce ludzi
I zranienie, dla przypomnienia ...
Na obraz i podobieństwo ... stworzeni

Łaska światła gwałtownego
Podczas mszy, modlitwy
Oczy wpatrzone w Czarną Madonnę
Karty Biblii na nowo odkryte

Z okruchów łaski zebranych na Ziemi
Odtwarzamy Niebo zagubione
Szukamy niecierpliwie dotknięcia miłości
Zapomnianej Obietnicy

Przygarbieni, dojrzali, z siwymi włosami
Podpierając się własnymi krzyżami
Na kolanach, z nadzieją ...
Daj Nam Panie, kochać jak dziecko,
błagamy


Dojrzałość

Zawsze wydaje resztę z banknotu miłości
Chce ofiarować więcej niż otrzymuje
Pamięta własne grzechy niewdzięczności
Tej młodzieńczej
Przysiada na pniu ściętego drzewa
Patrząc na innych jak w zachwycie wdrapują się na górę życia
Pamięta swoje upadki, rany
Z młodości niespokojnej
Podaje rękę proszącym o pomoc
Podnosi tych, co zawrót poczuli głowy
Bo zbyt szybko chcieli sięgnąć chmur
Jak to młodzi
Potrzebuje samotności, wpatrzenia w niebo, gwiazdy
Lubi poczuć powietrze życia bez dotykania
Czuje wówczas czas mocniej
Ale on już nie boli
Woli poczuć ciepło dłoni ukochanego człowieka
Niż gorące pocałunki niestałej namiętności
Poszukuje w oczach tajemnicy, a nie urody


09.07.04

Msza na Saskiej Kępie. Po Komunii miałam wrażenie, że Pan Jezus "wychodzi" z krzyża stojącego na ołtarzu, tak jakby krzyż poruszał się, a postać Chrystusa zaczęła się wyłaniać. Usłyszałam, że rodzimy się każdy ze swoim krzyżem. Ten świat jest ściśle związany z krzyżem i jego kształtem. Po mszy była Droga Krzyżowa i Adoracja Eucharystii w kaplicy Serca Jezusowego. Modląc się ujrzałam obraz pochylonych ludzi. Miałam wrażenie, że jestem na jakimś cmentarzu, chociaż grobów nie było. Było szaro. Cały plac był pełen krzyży, różnego kształtu i wielkości. Małe, duże, kolorowe, rzeźbione, ale bez Chrystusa. Między tymi krzyżami poruszali się ludzie, pochylone sylwetki, ale twarzy ich nie było widać. Byli podobnie ubrani, na szaro. Każdy szukał jakiegoś krzyża. Podnosili je i odrzucali. Miałam wrażenie, że dobrze wiedzą, jakiego krzyża szukają. Interpretuję to tak, że każdy człowiek zsyłany jest na ziemię z krzyżem, a dużo ludzi odrzuca ten krzyż z własnej woli i przychodzi taki czas, gdy zaczynają rozumieć, że bez tego krzyża nie pojmą prawdy o życiu. I wtedy jak gdyby wyruszają na poszukiwanie swego krzyża, tam gdzie go zgubili, odrzucili, zostawili...


Dusza

Stwórco gór i oceanów,
Malarzu świata, Rzemieślniku doskonały
Artysto wschodów i zachodów słońca
Stoję przed Twoimi cudami
A moja dusza ulatuje na szczyty gór
Jakże ją ściągnę w dół, gdy pokocha ich tajemnice?
Wołam, krzyczę, echo dosięga ...
Wraca do mojego ciała.

Wiem, że ci w nim ciasno, grzesznie,
Szepczę do niej łagodnie, tłumaczę:
Jakże to - człowiek bez duszy?

Nad brzegiem morza podziwiam talent Stwórcy
Szum wody, obłoki wpadające gdzieś za horyzontem
Ona, dusza, wyrywa się znowu
Skacze po zbielałych od piany falach
Posyłam po nią rybitwę, a może mewę?
Wracaj, krzyczę
Wiesz, że nie mogę zostać bez ciebie. Duszy.

Klękamy przed Tobą, Boże
Obie, ja i moja Dusza - uciekinierka
Jesteśmy razem
Upilnuję ją
Dla Ciebie, Panie.


22.08.04

Po mszy z Adoracją na Saskiej Kępie w Kościele na Nobla. Najpierw modliłam się przed Najświętszym Sakramentem i potem uklękłam przed obrazem Matki Bożej Częstochowskiej w intencji pielgrzymki Banneux i pożegnałam się z Matką Bożą. Przeprosiłam, że nie kupiłam kwiatów, aby położyć przed figurą Matki Bożej przed Kościołem i wtedy zobaczyłam obrazy w postaci kielichów do hostii: srebrne, złote, miedziane, do nich padały nasze ofiary (może to była Krew Chrystusa ofiarowana podczas podniesienia; nasze modlitwy i cierpienia ofiarowane podczas życia)? Matka Boża w powietrzu zabierała te kielichy i podawała je Aniołom, którzy unosili je do góry. Niektóre kielichy były puste, niektóre były mało wypełnione, a niektóre pełne. Myślę, że to nasze modlitwy, za nas samych, za bliźnich, za rodziny wypełniają te kielichy. Puste, znaczą, że nikt się za życia za tą osobę nie modlił i nie polecał jej Bogu. Mam tu następującą refleksję: może pielgrzymki, modlitwy ofiarowane Matce Bożej, napełniają te puste kielichy i powodują, że Ona te intencje rozdziela, wypełniając pusty kielich?


Różaniec

Zapomniałam zabrać różaniec na modlitwę
Ręce chowam wstydliwie pod ławkę
Dziesięć palców, zamiast różańca?
O Maryjo, wybacz, przepraszam

Patrz przed tobą, usłyszałam głos przepiękny
Dziesięć siwych głów kobiet modlących
Odmów z nimi pozdrowień dziesiątek
Odliczając paciorki ... na głowie

Za tym głosem idąc natchniona
Odliczałam głowy, jak kwiaty
W bukiet "Zdrowaś Maryjo" wpinałam
Tworząc łańcuch dusz, przebogaty


A gdy cały różaniec przeminął
A głów jeszcze zostało kilkoro
Wyszeptałam Maryi cichutko:
Teraz Ty, pobłogosław im, Matko

I schowałam głęboko na sercu
Ów różaniec, prezent Najświętszy
Zrozumiałam, że i ONA modli się z nami
Broniąc dusze w paciorkach Tajemnic


31.08.04

Po powrocie z pielgrzymki z Banneux. Sen. Byłam w jakimś ciemnym korytarzu i czekałam na odpowiedź na swoje pytanie:, "Dlaczego ta pielgrzymka wyglądała inaczej i różniła się od poprzednich?" Wtedy otworzyły się drzwi z napisem po łacinie, na złotej tablicy, którego niestety nie pamiętam. Prowadził mnie mężczyzna ubrany w staromodny strój ze złotymi i czerwonymi elementami. Doszliśmy do pokoju i tam otrzymałam odpowiedź w postaci filmu- przekazujący obrazy z tej pielgrzymki, kończące się nawet tragicznie. W autokarze były pokazane osoby bez twarzy i mężczyzna pięknie ubrany (przystojny i budzący zaufanie), który jak gdyby dotykał te osoby czarną mazią i spluwał na nie też tą mazią. Podszedł do mnie i widziałam jego twarz. Splunął na mnie. Wtedy ktoś białym ręcznikiem odgrodził mnie od niego. Przyszła do mnie myśl, że - jest to przecież pielgrzymka pokutna w intencjach Matki Bożej. Usłyszałam: "Żyjecie dzięki modlitwom księdza Grzegorza" (tzn. uratowaliście siebie fizycznie i duchowo dzięki tym modlitwom). Widziałam efekty tej pielgrzymki i to, co mogło się zdarzyć w jej trakcie, ale ten mężczyzna - przewodnik, który mnie prowadził - nie chciał już odpowiedzieć na inne moje pytania. Uśmiechnął się tylko serdecznie (tak jak do męczącego dziecka) i powiedział: "Wystarczy, koniec audiencji". Drzwi się za mną zamknęły. Jeszcze przed wyjściem spojrzał na mnie z uśmiechem i pomachał ręką nad moją głową i powiedział: "Wymazuję obrazy, które ty widziałaś, a które by się wydarzyły, gdyby nie modlitwy tego księdza!"


Tajemnice różańca

Matko Boża Fatimska
Matko Różańcowa
Podaruj mi w Tajemnicy Zwiastowania
Swoją nadzieję
Podaruj w Tajemnicy Narodzenia
Odrodzenie mej duszy
Przyjmij w Tajemnicy Ofiarowania moje krzyże
Przyjmij w Tajemnicy Odnalezienia Jezusa, moje zagubienie

Matko, bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy błądzimy,
Wskaż drogę tym, którzy boją się Tobie ofiarować.


10.09.04

Przed Mszą w kościele na ulicy Nobla. Zastanawiałam się nad tym, co znaczy posiadać siłę, pewność siebie, na tym świecie i ujrzałam dwa obrazy: człowieka bogatego, w luksusowym wozie, pięknie ubranego, w pięknym domu, pewnego siebie. Drugi obraz: zobaczyłam ludzi modlących się w kościele, skromni ludzie, zakonnicy, księża. I wtedy "głos" powiedział mi: "Porównaj te dwie siły. Czy ci pierwsi są tak silni, jak ci drudzy? Gdy "obedrze" się ich z zewnętrznych oznak bogactwa, domu, samochodu, pieniędzy - stają się słabi, ponieważ siłę i pewność siebie dają im te rzeczy, a często wyłącznie tylko te rzeczy. Oni bez nich, dla samych siebie, stają się nikim. Ci drudzy, którzy czerpią siłę od Boga i mają prawdziwą łaskę - umacniają się, bez potrzeby podpierania się rzeczami.
To ich serce i umysł są siłą i tej siły nie muszą "ubierać", dekorować kolorami, ziemskiego życia". (Przypomina mi to przysłowie, czego się nauczysz i co masz w głowie to nikt ci tego nie odbierze). Wydaje mi się, że z bogactwem ziemskim (uroda, talent, zamożność) wiąże się wiele negatywnych emocji - próżność, strach przed utratą, wywyższanie się - i to zagraża pozytywnym emocjom. Ludzie wierzący, nawet skromni i biedni nie mogą nic stracić, mogą jedynie stawać się bardziej bogaci. Człowiek bogaty materialnie musi wydatkować dużo energii na ochronę tego, co posiada a człowiek zwrócony do Boga może jedynie zyskać bogactwo wewnętrzne. Sądzę, że ludzie dobrzy, czyści, są bardziej atakowani przez zło, choroby, ponieważ zły duch chce ich osłabić, odebrać im nadzieję wiary, bo swym życiem "rozprzestrzeniają" dobro. Jest to szczególnie zauważalne wśród katolików, świętych, którzy żyli i żyją w ubóstwie i chorobach.


Wojownik

Kiedy kołyskę opuścił i ramiona matki
Drewniany miecz mu ojciec podarował
Walcz z życiem na tej ziemi, powiedział
Nadzieję daje tylko męska wola
Wojował długo , jak ojciec przykazał
Drewnianym mieczem , a później ...ze stali
Twardy był , miłość odrzucał
Ludzie z nim przegrywali.

Aż przyszedł dzień, gdy na drodze stanął
Silniejszy , z mieczem potężnym
Miecz wypadł wojownikowi z dłoni
Ostrzem wbił się w twardą, jak on , ziemię
Z miecza wbitego gdzieś na polu
Krzyż powstał, z broni odwiecznej
Błysnął w promieniach zachodu słońca
Lękiem dotknął surowe serce woja
Łzy , które niegdyś zakopał
Przed progiem własnego domu
Zrosiły ziemię wokół miecza - krzyża
Nadzieję dając , z Miłości stworzoną.

Tak czasem czyni Bóg z wojownika
Miecz mu wytrąca z dłoni
I siłę daje mocniejszą od niego
Wskazując na znak :
Krzyża świętego.


18.09.04

Odczułam przymus napisania wiersza do Ojca Pio. Jak zwykle poprosiłam Siostrę Ledóchowską o pomoc. Ale nie miałam żadnego sygnału. Zaczęłam się wpatrywać w obraz Ojca Pio. Podchodziłam kilka razy pod jego obraz. Zamykałam oczy szukając inspiracji w krótkiej medytacji. Była martwa cisza. I wtedy usłyszałam: "Sama sobie wymyśl, ja nie mam talentu", ale nadal nie miałam żadnej inspiracji, jednak czułam przymus napisania. Usiadłam i rozpoczęłam pierwsze słowa, jak gdyby modlitwy - rozmowy. Po dwudziestu minutach powstał krótki wiersz.


Ojcze Pio

Daj mi swą siłę i wiarę
Choć okruch jej maleńki
Po co Ci ona w niebie?
Świętym już jesteś, wielkim świętym
Proszę, bo piękna była na ziemi
Twa wiara w tym świecie niewdzięcznym
I tylko Bóg zna prawdę
O duszach zbawionych - przez Ciebie
Nakarmię serce swe płoche
Słabnące na ścieżkach ciernistych
Dotykiem świętego Mnicha
Modlitwą do niego wieczystą

Zmartwychwstań miłości Twa Ojcze
Pomóż swym wiernym, co proszą
Pokonać wytrwale i godnie
Czas życia, darowany tak hojnie
Wyciągnij dłoń swą z nieba, co San Giovani dotyka
Przytul tych, których nikt nie chce...
Podnieś z kolan grzeszników,
Ukaż Jezusa na krzyżu, to On
Stygmaty Ci zesłał ...
Uśmiechnij się, choćby przez łzy i
Szepnij, szepnij każdemu cichutko:
Modlę się i ... błogosławię ciebie!


19.09.04

Przyszła mi myśl o ludzkiej duszy i ujrzałam koło. U niektórych ludzi, koło to było wypełnione duszą, a u niektórych, dusza jakby uniosła się nad tym kołem. Zastanawiałam się, dlaczego ta dusza nie jest w tym kole, czyli symbolu człowieka tak jak w innych kołach i wtedy usłyszałam wewnętrzny głos, mówiący, że te osoby są pełne ciężkich grzechów i ta dusza jako element Boski zostałaby skalana w tych ludziach. Stąd aby nie "brudzić" się grzechami, nie chce się łączyć ściśle z tym człowiekiem, bo nie widzi nadziei na oczyszczenie go. Miałam wrażenie, że ci ludzie, których dusze są na zewnątrz, to ludzie, którzy kierują się wyłącznie "fizycznością", reagują bez empatii na drugiego człowieka, reagują gniewem, brutalnością, wulgaryzmami itd. I ta dusza nie chce być u nich w środku (w tym kole), bo byłaby skalana, a dusza jest elementem boskim. Do takich ludzi, u których dusza jest "na zewnątrz", łatwy dostęp ma szatan. Uzdrowienie następuje, kiedy pod wpływem jakiejś łaski (czyjaś modlitwa, miłosierdzie) ta dusza wchodzi do tego człowieka (koła). Obrazowo wygląda to jakby czerwone, pulsujące koło (może to było serce),a wokół niego, obracające się mniejsze "koło" duszy. Miałam wrażenie jakby ziemia obracała się wokół słońca. Zdziwiła mnie myśl, że dusza jako czysty element boski nie może być złączona z fizycznym brudem i grzechem człowieka. Ona czeka na oczyszczenie człowieka i wtedy w pełni się z nim łączy i kieruje nim.


Przemijanie dla wieczności

Idę ścieżką wysłaną suchymi liśćmi
Szeleszczą
Namawiają do radości,
Przecież pomarłyście, myślę
Wiatr waszym pogromcą,
Służymy ci, szepczą:
Doświadczeniem przemijania
Zapamiętaj je ...
I raduj się istnieniem

Podnoszę z ziemi liść złoty
W dywanie zeschłych liści zanurzam stopy
Czym byłby świat bez przemijania?
Nie zapalonym zniczem?
Życiem bez pamięci?
Komu wówczas posłalibyśmy
W listopadową mgłę,
W Dzień Zaduszny,
Modlitwę do ... wieczności
Do Tego, który nie przemija:
Wieczne odpoczywanie ...


30.09.04

Pielgrzymka do Włoch - pobyt w Gargano
(grota na górze św. Michała Archanioła). Jest wczesny ranek. Nie mam świadomości czy śpię, czy już się obudziłam. Odczuwam wielki spokój i radość, rodzaj błogostanu, jak bym była pozbawiona ciała, jak powietrze lub światło, które pulsuje i przemieszcza się. Znajduję się jak gdyby w kręgu niebieskawego światła. Ktoś podaje mi dosyć duży woreczek, rodzaj starego mieszka w kształcie serca. Zapamiętałam, że ta tkanina ma dziwną fakturę, jakby grubo tkany len, szary. I słyszę: "To jest podarunek dla ciebie". I zastanawiam się co jest w tym worku. I słyszę: "Pomyśl to ci go dam". Nie wiem jak długo zastanawiałam się co w nim jest. I nagle jak gdyby przez materiał zobaczyłam ogromną ilość malutkich, białych kamyczków. I wtedy jakiś głos podpowiedział mi: "Ofiaruj te kamyczki ludziom, których będziesz spotykać, wraz z modlitwą do Michała Archanioła" (kamyczki z groty na św. górze Gargano uratowały życie ludziom podczas epidemii ok. XVII wieku, przez wstawiennictwo św. Michała Archanioła). Wtedy zadałam pytanie: "a gdy zabraknie mi tych kamieni?" Usłyszałam w odpowiedzi: "To ja dołożę, nigdy ich nie zabraknie".

Po powrocie z Włoch na mszy u ks. Jana Szymborskiego podczas błogosławieństwa indywidualnego , ks. Jan nakłada ręce na głowę i modli się nad każdym. Widziałam księdza dość daleko ,więc skupiłam się na modlitwie. W pewnym momencie usłyszałam burkliwy głos: "chodzi cicho jak złodziej i zabiera mi dusze". Otworzyłam oczy i zobaczyłam , że ksiądz Jan jest już bardzo blisko. Czyżbym "usłyszała" skargę szatana. Wierni z tego kościoła wiedzą jak skutecznie ks. Jan walczy, jako egzorcysta, ze złymi mocami.

Kilka dni później mamy  Drogę Krzyżową - w intencji dusz czyśćcowych.
W stacji, w której Weronika ociera twarz Chrystusa, "zobaczyłam" jak do tej chusty dochodzi wiele postaci, które chciałyby ją dotknąć. Podobnie przy stacji upadku Chrystusa, zauważyłam przy krzyżu wiele tych samych postaci. To samo było przy stacji, gdy Szymon pomaga Chrystusowi nieść krzyż. Nie wiedziałam początkowo o co chodzi i dlaczego tylko przy tych stacjach miałam te "obrazy". Po chwili zrozumiałam, że być może są to dusze czyśćcowe. Dusze te przy każdorazowym odmawianiu Drogi Krzyżowej w ich intencji, próbują "zyskać" łaski, o które modlą się biorący udział w Drodze Krzyżowej. Szczególnie zdziwiła mnie duża ilość tych postaci przy chuście Weroniki - tak jakby każda z tych postaci chciała dotknąć tej chusty. Postacie były szczupłe, wysokie, w długich szatach niebiesko - białych. Nie widziałam twarzy tych postaci, tylko wyciągające się ręce. Podczas tej Drogi Krzyżowej przyszła mi myśl, zwyczajnie po ludzku, dlaczego to Chrystus musiał odkupić nas wszystkich, a nie prorok lub święty. Przecież i oni ginęli, w śmierci męczeńskiej. Wówczas usłyszałam słowo Miłość. I wtedy zrozumiałam, że tylko Najwyższa Miłość może nas odkupić. Stąd śmierć Chrystusa, który był najwyższą miłością Boga. Jako człowiek, wyobrażam sobie wielkie "naczynie miłości", w którym musi się zmieścić cała ludzkość. A takim naczyniem jest tylko Bóg ze swoją idealną miłością. W mękach śmiertelnych ginęli też i inni święci, ale nie mogli być odkupicielami ludzkości, bo mieli w sobie grzech pierworodny, byli znakiem miłości Boga na ziemi, a nie Samą Miłością.


Msza piątkowa

Gdy na ucztę przyszłam do Ciebie, Jezu
Na mszę, czas Ofiarowania
Głos Anioła szepnął mi:
Patrz, ile ran Bogu twemu zadano!
Twarz Chrystusa i ciało przygarbione krzyżem
Krew obficie rany zakrywa
Moja, na piersiach Twych Jezu jest?
A może ostry cierń ją nakłuwa ...

Mszę kapłan już zakończył, moja ... jeszcze trwała
Msza - spowiedź z prawdy o sobie,
Z rany, którą zadałam
I wtedy Anioł, który zbierał po mszy, ludzkie troski
Jak skrzętna siostra zakonna, płatki róż, opadłe
Przy figurach świętych,
Usiadł obok, zmęczenia nie kryjąc
Szepnął: bądź jak Weronika pomocna ...

Spojrzałam na Pana pod krzyżem
O moc prosząc, o rękę
Krzyż muszę dźwigać, dziś piątek ...
Ręce więc mam zajęte,
Zapraszam do procesji dusz ludzkich na Golgotę,
Co na stacjach czternastu, jak ty, ran szukają zadanych
A gdy wreszcie odnajdziesz - ranę, prawdę o sobie
Połóż ją na ołtarzu, ona wyzwoli ciebie


14.11.04

Msza niedzielna w Borzęcinie. Na chwilę zamykam oczy i widzę obraz. Na obrazie widzę stół, po obu stronach stołu siedzą dwaj chłopcy, a przy nich na przedzie Matka Boża w złotym płaszczu i złotej koronie. Wiem, że jednym z chłopców jest Jezus, po prawej stronie, ubrany również w złote szaty. Po lewej stronie Matki Bożej, drugi chłopiec ubrany jest w zwykłą białą szatę. Zastanawia mnie obecność tego drugiego chłopca. Kim on jest? I wówczas dostrzegam, jak do siedzącej Matki Bożej, jakby z góry tego obrazu, dochodzi mężczyzna ubrany w białą szatę. Przypomina mi to typowy strój żydowski. Mężczyzna ma duże ciemne oczy, czarną długą brodę, twarz raczej trójkątna, podłużna. Jest pochylony. Mam pewność, że to św. Józef. Słyszę pytanie: "Czy wiesz kim jest drugi chłopiec?". I wówczas bez zastanowienia odpowiadam: "To Jan Chrzciciel". Mam wrażenie, że ta święta Rodzina daje mi wybór, czy obrus na stole ma być biały, różowy czy złoty. Wybieram złoty.

W następną niedzielę jestem na mszy w Ożarowie- Ołtarzewie (Misja Misjonarzy Krwi Chrystusa).
Śnieg, jest zimno. Jestem w Ożarowie (Misja Misjonarzy Krwi Chrystusa).Co miesiąc odbywa się tu pielgrzymka (siedem stacji) do Krwi Chrystusa- na zewnątrz misji. Tego dnia w listopadzie jest wyjątkowo zimno, ciemno .Na samym początku naszej Drogi Krzyżowej (było ok.60 osób) słyszę jakby w oddali głos : Wdzięczny jestem , że tu jesteś - odmówisz "Ojcze Nasz" w ... nagrodę?. Przechodzimy sześć stacji, podczas gdy ja ustawiam się w tych ciemnościach , tak aby osoba wręczająca mikrofon nie trafiła "przypadkiem" na mnie.
Chcę sprawdzić , czy ów "głos - obietnica" - to nie są moje ... ułudy.
Przy siódmej stacji (krew, woda, wypływa z boku Jezusa)osoba z mikrofonem przechodzi , mijając innych ludzi ,prosto ... do mnie.

Kilka dni później podczas Adoracji w Kaplicy Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia (na ul. Żytniej).

Podczas cichej adoracji, chwili skupienia, chciałam aby Pan Jezus tak "nastawił" moje serce, aby działało jak "budzik tykający" wyłącznie dla Niego".
Kaplica, w której się modlimy jest najczęściej miejscem modlitwy sióstr, w głównym ołtarzu jest obraz Jezusa Miłosiernego, z prawej strony jest portret św. Faustyny.
Moje "modlitewne uniesienie" i gotowość do poświęcenia "ugasił" miły głos w moim sercu: Musiałabyś nastawić budzik na ...godzinki , różaniec, brewiarz, modlitwy, które w zakonie odmawia się codziennie itd., itd.
A potem miły głos wewnętrzny z przekonaniem podkreślił - nie , ty się do tego nie nadajesz .... .Poczułam powagę tej sytuacji (mój "głos" nie oceniał mnie źle ) jedynie stwierdził... z humorem, że to zbyt trudne zadanie dla mnie. A może także ,że nikt tego ode mnie specjalnie nie oczekuje ?

Msza w Borzęcinie. W swoim po ludzku, naiwnym rozumieniu, "spytałam" Pana Jezusa, jak w takiej dużej grupie ludzi rozpoznaje nasze modlitwy. Każdy przecież - chce być kimś ważnym w życiu, być... indywidualnością.
"Usłyszałam" dziwną odpowiedź - "teraz jest zimno, siano na polu nie pachnie, a przecież gdy zamkniesz oczy , poczujesz jego zapach, odróżnisz jego zapach od innych rzeczy, nawet gdy nie widzisz ich. Ja też tak was poznaję, wasze modlitwy...".
Może przykład z sianem otrzymałam właśnie w Borzęcinie, bo jest to kościół ...dla ludzi zajmujących się ziemią, rolnictwem?


Ślady

Tak łatwo kroczyć po zielonej łące
Gdy słońce ogrzewa nam skronie
A myśl jest czysta i piękna
Bezpieczna
Kroków nie liczymy
Rosa, a nie łzy skrapiają kwiaty pod nogami

Tak trudno kroczyć po betonie
Ślady zaciera kurz, gdy podążamy za tłumem
Na obcych twarzach uśmiech i łzy
Zaciera szara mgła
Rąk przyjaciół nie widzimy
Dokąd wówczas zmierzamy?

Radośni na zielonej łące nadziei
Pogubienie na śladach innych ludzi
Przystańmy na chwilę, z boku
Aby nas nikt nie potrącił
Zamknijmy oczy
Może pod powiekami obraz żywy ujrzymy
Własnej drogi ...


05.12. 04

W czasie modlitwy dziękczynnej ujrzałam obraz: ciemno - brązowy krzyż wbity w bryłę lodu w kształcie serca. Z krzyża kapały wolno krople krwi i spływały po lodzie. Czy ta krew rozpuści lód?

Zastanawiałam się, czym różni się miłość do Boga zwykłych ludzi praktykujących , od miłości świętych. Może różnica ta wyraża się w rozumieniu miłości? Święci zdążają do Jezusa jak wolontariusze, gotowi na wszystko dla tej miłości. Nie oczekują "podarunków" za to uczucie. A my? Ciągle o coś prosimy, próbujemy Wolę Boga "nagiąć" do swoich oczekiwań, potrzeb. Modlimy się o szczęście w naszym rozumieniu, nawet gdy mówimy "bądź Wola Twoja". Taką "Świętą Miłością" darzą Boga ci, którzy dla Niego decydują się poświęcić życie (kapłani, zakonnicy), całkowicie Mu ufając. Święci "cywilni" to ci, którzy żyją zgodnie z Bożymi nakazami, nie próbując ich "naginać" do swoich oczekiwań. Czyżby dążenie do świętości to ciągłe zdobywanie szczytów Ufności? Któż naprawdę jest gotowy, tak jak Apostołowie , odpowiedzieć na wezwanie Jezusa: "pójdź za Mną"...


Dlaczego?

Widziałam miłość
Nie taką , o której piszą poeci
Miłość ukrytą w modlitwie złożonych rąk
Tak cichą jak lekki podmuch
Ducha Świętego
Nikt jej nie dostrzegł, bo była w sercu
Pewnej zakonnicy
Oczy jej przenikały przez grube szkła okularów
Na ołtarzu szukały Oblubieńca
W jej geście był spokój oddania
Łagodność, która tylko wielbi

Widziałam taką miłość w pewnej kaplicy
Tylko przez chwilę
Sam gest czarnego habitu
Jakby wewnątrz nie było ciała
Tylko dusza
A potem pożegnanie , ukłon głęboki
Do samej ziemi
I ręce jak ptaki znaczące znak krzyża
Dlaczego chciałeś żebym to zobaczyła , Panie?


Grudzień 2004

W związku z rozmyślaniami na temat stanowiska księży (rozmowa męża z pewnym księdzem o "zalewie" rzekomych prywatnych objawień) doszłam do wniosku, iż w czasach gdy tak szeroko panujące zło gości wszędzie, Bóg ma prawo dawać ludziom "przesłania prywatne", takie umocnienia w wierze. Człowiek wierzący chce niejako "dotknąć" swoimi przemyśleniami, wątpliwościami kogoś (a kogo jak nie księdza?), zapytać, czy jego myśli, obrazy, które mu się nasuwają, są poprawne. Na własnym przykładzie wiem, że nigdy nie przekazałabym tych przemyśleń sama - księdzu (gdyby nie inicjatywa męża), wiem, że są zajęci i nie mają czasu na indywidualne rozmowy. Istnieje opinia, że ludzie wykształceni (a taka z formalnego punktu widzenia jestem) nie są skłonni do... objawień. Pewnie to prawda, bo jak cała historia wskazuje, Bóg dotyka... maluczkich, niepiśmiennych, dzieci - w większym stopniu. Są oni jak czysta karta, może na niej zapisać więcej niż w duszach dotkniętych krytycyzmem wiedzy. Mam całe życie doświadczenie "bycia" z ludźmi wykształconymi i tzw. prostymi. Wolę rozmawiać z tymi drugimi. Są bardziej otwarci na działanie Ducha Świętego, nie przypisują pewnych natchnień psychologicznej ułomności w podświadomości. Przeprosiłam w myślach Jezusa, że krytycznie odnoszę się do współczesnego kontaktu ksiądz - wierny. Księża raczej "uciekają" przed podobnymi zwierzeniami, traktując osoby takie jak "nawiedzone". A przecież wiara, Bóg, Jezus, święci nie są tylko marmurowymi, zastygłymi pomnikami na tym świecie, 2000 lat po Objawieniu. Wiem, że "żyją" obok nas, doświadczają, przekazują myśli, nauczają. Jezus wychodził do ludzi, przemierzał ziemię, podobnie Apostołowie. "Dotykał" ludzi wiarą w ich miejscu zamieszkania. Czyni też tak Papież. "Wyjście" do ludzi w XXI wieku, posłuchanie ich świadectw - to jeden z istotnych elementów działania współczesnego kościoła. To moja opinia - może błędna? Każdy z nas jest indywidualnością i do każdego Bóg mówi jego językiem serca. W tłumie rzadko doświadczamy własnej wartości. To nie próżność. Jezus przemawiał do pojedynczych ludzi, poznawał duszę pojedynczego człowieka a nie... wszystkich wiernych. Wracając do ludzi tzw. wykształconych, więcej w nich wątpliwości, krytyki wobec pewnych odczuć religijnych jakich doznają podczas "spotkań w modlitwie". Ważą, mierzą, tłumaczą, wyjaśniają psychologicznie. Trudno wówczas cokolwiek usłyszeć. Jakże Bóg ma przemawiać indywidualnie do serca, gdy osoba, która to słyszy, myśli, że to... tylko podświadomość przemawia. Żyje gestem obrzędu, zna definicję słowa Miłość, ale czy czuje tę Miłość?


Pielgrzymka świętych

Wędrują po ziemi święci i błogosławieni
Wioski przemierzają i miasta stłoczone
Piotr im przewodniczy w majestacie prawa
Modlitwy zbierają , o pomoc , o zdrowie
Jak ich upilnować , martwi się Piotr siwy
Kiedy tylu ludzi błaga ich, zaprasza

Franciszek z Walentym głodnym chleb rozdaje
Faustyna maluje Miłosierdzia zdroje
Tereska kwiatki zrywa, kapliczki ozdabia
Jan Bosko dzieci odwiedza , prezentów nie skąpi
Paweł krzyży szuka , które czas powalił
Może ktoś uklęknie , pomodli się o wiarę?
Ojciec Pio biega ciągle zadyszany
Jak na czas zdążyć , na ludzkie wołanie ?
A Józef ?Przy każdej chałupie przystaje
O zdrowie popyta , meble chce naprawiać
Staruszków przytuli, tych, co nikt nie kocha
I jak inni święci - czas ma by wysłuchać

Idą święci przez miasta i wioski
Rozbiegli się Piotrowi , do ludzi się garną
Błogosławią chorym , zmęczonym sen dają
Łzy otrą , pouczą , nadzieję zostawią
Czas na mnie , Piotr szlakiem niebieskim podążył
Pewnie nowi święci u wrót nieba stoją?
A tym, co tak chętnie na ziemi zostali
Znak pokoju przesłał
Pielgrzymujcie dalej...



Modlitwa do Jana od Krzyża

Proszę Cię Janie święty od Krzyża
Modlitwą człowieka prostą
Daj nam odwagę wiary
I zapal płomień miłości

Ty byłeś duszą Karmelu
Świętych rodziłeś swym słowem
Podaj światu naszemu, co wątpi
Silną rękę świętego

Zechciej spojrzeć na nas, tam z góry
Opuść bramy raju pięknego
Naucz wyrwać z serca nieufność
Ukaż wartość modlitwy szczerej

Wzmocnij głosy niebieskich Aniołów
Zamknij usta diabłom szalonym
Podaj rękę współczesnym Janom
Pomóż ludziom w szkaplerz się oblec

Konfesjonał postaw w kościele
Nie rzeźbiony, drewniany, wspaniały
Lecz duchowy...
Z kapłanem Nadziei

Rozsuń kraty w które człowiek się ubrał
Jak wojownik na wojnę niechcianą
Pobłogosław naszym sercom samotnym
Płomień zapal w duszach spragnionych

Naucz nas Janów współczesnych
Jak kolana zgiąć zbuntowane
Szepnij cicho, że nie my... lecz krzyż jest orężem
A to broń od wieków sprawdzona

I choć żyłeś setki lat wcześniej
Ciemność, jak nam, nie była Ci obca
Błagaj za nami, choćby jednym westchnieniem
Daj im Boże, Janom współczesnym
Wielką moc Ducha Świętego