02.01.05

Nie mam wrażenia, że to sen, raczej rodzaj "przemieszczenia" w czasie. Czuję ciepło poranka, zapachy nieznanego miejsca. Kamienista dróżka, obok świątynia. Wstaje szaro - niebieski świt, ludzie ubrani w białe szaty zdążają do świątyń. Gwar pierwszych ludzkich głosów, modlitwy, przeciągłe zawodzenia. To nie jest współczesne miasto. Zatapiam się w tę atmosferę.
Siedzę na progu świątyni jako żebraczka, obok mnie przechodzą ludzie. Widzę ich bose stopy w sandałach. Stopy tych ludzi widzę wyraźnie, nawet niekształtne palce, rzemyki na sandałach. Przede mną nieduża miska na jałmużnę, wyszczerbiona . Przechodzący rzucają monety, niewielkie miedziaki (bez połysku). Raptem błyska złota moneta, podnoszę głowę szukając swego darczyńcy. Widzę tylko plecy (modlący się to mężczyźni). Jedna postać odwraca się w tłumie. Ma zakrytą twarz i głowę. Patrzą na mnie oczy tej postaci, piękne, duże, wschodnie. Tłum porywa tę postać, wszyscy zmierzają ... chyba do ołtarza.
Brama świątyni, przed którą siedzę, jest wąska, górna część podwyższona jakby w trójkąt. Na kamienistej drodze zbierają się ludzie. To są ciemne postacie, jakby światło ich nie obejmowało, czarne ubrania. Przygotowują duży ciemno - brązowy krzyż z belek. Przygotowują się.... chyba do Drogi Krzyżowej ? Czyżby to była Jerozolima?

Jerozolima

Szaroniebieski świt
Ciche głosy modlitw arabskich i żydowskich
Przewlekłe, płaczliwe, jak lamenty dusz udręczonych
Na progu świątyni siedzę
Żebraczka w habit szczelnie opatulona
Miskę obtłuczoną wystawiam na jałmużnę
Jak nadzieję na przeżycie
Stopy wiernych przechodzą obok
Brzęk drobnych monet jak śpiew egzotycznego ptaka
Rozbudza mą wiarę na wieczorny posiłek
Coraz więcej stóp, oczu ludzi nie widzę
Zgarbiona w niewolniczym pokłonie
Ludzie przed Bogiem idą uklęknąć
Ja... już klęczę i modlę się o dary maleńkie
Nagle dźwięk donośny zagłusza szmery poranka
Złota moneta jaśnieje w misce miedziaków
Sylwetki ludzi podążają ku ołtarzowi
Szukam oczu darczyńcy
On jeden spojrzał na mnie
Spotkały się nasze oczy, na moment ...
Hojny dar wśród miedziaków błyszczy jak Łaska
Zawsze kryjesz się w tłumie, Panie ?
Głosy modlitw jak ptaki płyną w przestworza
Obok, kamienistą dróżką, wśród straganów
Inny orszak rozpoczyna Drogę Krzyżową na Golgotę
Dusze pielgrzymów jak moja jałmużnicza miska
Pragną Twego Daru
Miedziak w nich zabłyśnie, czy złoto?

Styczeń 2005

Uczęszczając kilka lat na Drogę Krzyżową co tydzień, dostałam silny impuls, jakby wewnętrzny głos, aby pisać własne rozważania. Nazwałam je rozmową serca z Jezusem w Drodze Krzyżowej. Podczas Faustinum (spotkań formacyjnych) gdy uroczyście obchodziliśmy spotkanie opłatkowe pod koniec stycznia, każdy z uczestników "losuje" patrona na kolejny rok i przesłanie słowne. Moim "patronem" na ten rok jest Matka Boża Bolesna. W przesłaniu (kilka słów na wylosowanej kartce) otrzymałam tekst: rozważ ogrom bolesnej męki; rozważaj w ten sposób, jakby była wyłącznie dla ciebie podjęta.....

Rozmowa serca z Jezusem w Drodze Krzyżowej

STACJA I

Pan Jezus przed sądem Piłata

Już wykiełkowała w sercach ludzkich
Nienawiść
Zbudowała Krzyż
Piłat umył nad nim ręce
Stałeś milczący
Król Człowieczy bez korony, berła
Serce, myśli, Twoja Miłość
Nie krzyczały o litość
To nie był czas na słowa
To czas na cierpienie
Bóg to przewidział, ukazał Ci w Ogrodzie Oliwnym
Odsuń ode mnie ten kielich...
Krzyczała w Tobie nadzieja, że człowiek...
Jak Bóg może być...
Miłosierny
Twoja, nie moja wola niech się stanie
Stała się......
Dla zbawienia człowieka
Musisz zmartwychwstać....


STACJA II

Pan Jezus bierze krzyż na swe ramiona

Milczysz, w bólu, z krzyżem na ramionach
Patrzysz , gdy zdejmujemy krzyże ze ścian
Ze swoich pleców, sumień
Serca zakrywamy miękkim jedwabiem
Aby nie zraniło ich cierpienie
Pamięć o Twej Męce zostawiamy w kościołach
Na czternastu tablicach
Ale....
Czasem, na zwykłej drodze spojrzy na nas ból
Dotknie nas
Oczy jego jak Twoje
Rozdziera się jedwabna zasłona na sercu
To chwila, w której widzimy
Własne krzyże na Twoich ramionach
I już nie Jesteś tylko stacją Drogi Krzyżowej
Martwym obrazem z XXI wieku
Jesteś naszym cierpieniem
Naszymi łzami
Naszym milczeniem w niezrozumieniu
Powiedziałeś:
Niech każdy weźmie swój krzyż
I niech mnie naśladuje....


STACJA III

Pierwszy upadek Pana Jezusa

W Drodze Krzyżowej jesteś człowiekiem
Jak ja, oni
Ubiczowany, zraniony, nie masz sił
Jak nasze ciało dotknięte chorobą, życiem
Grzechem
Potknąłeś się o kamień, upadasz
Na kamieniu może moje imię wypisane?
A może twoje, towarzyszu z pracy, spotkania, pielgrzymki?
Kamień milczy, tajemniczy
Jezus zna jego imię....
Powstaje, daje nadzieję na przebaczenie
Kopią go oprawcy
Okrucieństwo siły nad Milczeniem Miłości
Powstaje, sam
Ja, człowiek Ci nie pomogłem
Bałem się podejść, strach, lęk, przerażenie....
Zamykam oczy
Lepiej nie widzieć? Nie słyszeć?
Ale w moim sercu.... już działa Bóg
Ukazuje siłę Miłości...
Krzyż Jezusa - to nie martwe drzewo
Ono żyje, pulsuje milionami ludzkich istot
Czekających na zbawienie
I ja w nim też jestem...

STACJA IV

Spotkanie z Matką

Chwila dwóch samotnych serc
Moment spojrzenia na wzajemny ból
Ból dźwigany
Ból mieczem boleści przebity
Gdzie Twoi towarzysze, Jezu?
Gdzie Twoi obrońcy?
Gdzie ja?
Tylko Krzyż i Matka
Bóg Ich wyznaczył na nasze Zbawienie...
W naszym bólu już nie jesteśmy samotni
Czuwają Oczy Matki, czuwają Oczy Jezusa
Wokół wrzawa świata, jak na Kalwarii
Krzyk i popychanie, deptanie tych, co nie zdążają
Wystarczy sekunda spojrzenia
Sekunda przelania Miłości
I już mamy Jego siłę
Poprawiamy na plecach nasz krzyż przeznaczenia
Powołania
Spojrzałeś na nas, jak na Matkę swoją
Mieczem naszej boleści przebiłeś Swój Krzyż
Idziemy za Tobą
Na Kalwarię własnego życia....

STACJA V

Cyrenejczyk pomaga Jezusowi nieść krzyż

Stoję w tłumie, ja, Szymon Cyrenejczyk
Patrzę jak cierpi człowiek z krzyżem
Przejdzie obok mnie
To jego cierpienie, przeznaczenie
Ja wrócę do domu
Ktoś mnie szarpie, wyciąga z tłumu
Pomagaj, krzyczy
Dlaczego ja?
Setki lat zadają sobie Cyrenejczycy to pytanie
Krzyż dla mnie?
Bunt rozrywa serce
Zaciskają się pięści...
Pochylona postać Jezusa
Oczy pełne zrozumienia, miłości
Patrzą tylko na mnie
Już nie jestem zwykłym przechodniem w życiu
On prosi... jak człowiek, nie jak Bóg
Łagodnieje serce, już nie ma pięści
Dwie pary rąk dźwigają krzyż
Łaska cierpienia w milczeniu....
Wybrał mnie
Zaufał....
Nie pytam...dlaczego ja?
Brzemię miłości...
Upadnę pod nim nie raz
Bądź ze mną, gdy poniosę swój krzyż



STACJA VI

Weronika ociera twarz Jezusa


W upale i kurzu
W drodze na Golgotę
Przedziera się przez tłum Weronika
Miłosierdzie i odwaga
Ociera Twą twarz
Nagradzasz ją Twoim Odbiciem
Na zwykłej chuście
Na zwykłym życiu
Zostawiasz ślad
Wystarczy wyciągnąć do Ciebie ręce
A już nigdy nie będą puste
Nie ukrywaj się w tłumie, mówisz
Pozwól działać sercu
Przeznacz je dla miłości
Odwagi...
Moc powołania
Habit zakonny, sutanna
Jak chusta Weroniki
Obrączka małżeńska
Jak chusta Weroniki
Samotność
Jak chusta Weroniki
Pozwól Bogu wypisać na niej...
Twoje imię

STACJA VII

Drugi upadek Jezusa

Śmiechy, popychanie, wrogie okrzyki
To Twoja muzyka w drodze na Golgotę
Śpiew ptaków zagłuszony, tylko kamienie pod stopami
Przyroda milczy, zna tajemnice Twej męki
Ziemia już przygotowuje się by zadrżeć
Zraniona Twoją krwią
Tylko ludzie są głusi
Cudze cierpienie boli tylko mądre serca
Upadając drugi raz, dajesz katom czas...
Na ciszę choćby litości
Dla nas samych, odrzucających łaskę Zbawienia
Upadasz przygnieciony krzyżem
Rzucamy na Twój Krzyż nasze krzyże
Nie chcemy ich
Przytulasz ten ciężar do serca
Nie zostawiasz na kalwaryjskiej drodze
Żadnego...
Twoja krew pobłogosławi je
Miłość przemówi...
Do końca masz nadzieję, powstając z upadku
Ujrzeć wokół siebie więcej Szymonów i Weronik.

STACJA VIII

Pan Jezus pociesza płaczące niewiasty

Litują się niewiasty nad Twoją męką
Płaczą...
Cóż Ci po łzach, które tak łatwo osusza życie
Litość przeminie, czas ją zapomni
Tyle cierpienia wokół
Twardnieją na nie serca, szańcem codzienności chronione
Aby tylko cudze cierpienia nas nie zraniły
Litość dajemy ofiarom
Słowa czułe, próżne, nic nie znaczące
Choć czasem piękne
Nad dziećmi swoimi płaczcie - mówi Jezus
Łzy litości nie koją bólu
Trzeba go ująć w ciepłe dłonie
Nawet gdyby był cudzy, obcy
Ogrzać, towarzysząc mu, aż
Do pierwszego uśmiechu
Do pierwszej nadziei ...
Do pierwszej wspólnej modlitwy
Czy o to prosiłeś, Jezu?


STACJA IX

Pan Jezus trzeci raz upada

Zamyślił się Bóg stwarzając człowieka
Na obraz i podobieństwo Swoje
Wolną wolę mu palcem świętym wpisał w serce niepokorne
Człowiek wziął boży obraz w ręce swoje
Grzechem w niego rzucił, rozbił nadzieje boże
Syna na zbawienie świata zesłanego
Na kamienie rzucił, po raz trzeci
I ocet podał spragnionemu
Odkupiciel powstaje i choć znieważony
Dar Miłosierdzia rozdaje, jak skarb niedoceniony
Z ilu naszych upadków, Jezu tak zelżony
Podnosisz nasze ciała, dusze grzechem udręczone?
Czas życia Bóg darował mnie, pielgrzymowi świata
Na policzenie upadków
Na szukanie Brata
Tego, co krzyż zaniósł na Golgoty wzgórze
O jedno On tak bardzo prosi
Z Krzyża, w lód świata wbitego:
Wspomnij na zamyślenie Boga
Gdy stwarzał cię na obraz i podobieństwo Jego....

STACJA X

Obnażenie z szat Pana Jezusa

Nie wystarczy katom, że Cię zranili, Jezu
Suknię ofiarowaną przez Matkę
Zdzierają z Ciebie, aby widać było Twe rany
Aby poniżyć Twoją ludzką godność
Kiedyś na Sądzie, Bóg odsłoni nasze dusze
Zdejmie z nas błyszczące suknie grzechu pychy
Odsłoni zranienia, zabliźnione rany
Leczyliśmy je ludzkimi sposobami:
Zapomnieniem, odejściem od krzyża, od Boga
Odrzuceniem modlitwy
Chcieliśmy się przypodobać światu
Ludzkie leki nie leczą, oddalają tylko ból
Często zabijają ludzką godność
Kaci zdarli z Jezusa szatę, otworzyli rany
W ranach moich szukajcie zbawienia
Nie w ziołach tego świata, nie w jego ubraniach
Krzyczy Twoje milczące przyzwolenie na poniżenie
Błogosławiona Szato Jezusa
Utkana rękami Matki Bolesnej
Zdeptana przez katów
Tamtych i współczesnych
Oczyść nasze oczy....

STACJA XI

Przybicie Jezusa do krzyża

Po co Cię kaci popychają?
Sam położysz się na krzyżu
Jak na chwilę spocznienia dla nóg obolałych
Dla pleców porytych biczami
Ale nie ma dla Ciebie wytchnienia
Młot i gwoździe już przygotowane
Po co ta wrzawa wokoło?
Przecież nie uciekniesz od krzyża
Sam go nie wybrałeś, zgodziłeś się:
Twoja wola, nie moja, Panie
Stuk młota, nogi przybite
Lewa ręka przybita
Spoglądasz jak kaci przybijają Twoją prawą rękę
Już nią nie pobłogosławisz...
Nie ma zbawienia, nie ma nadziei
Poza krzyżem...
Trzeba jak Jezus, własny krzyż zarzucić na plecy
Życie poda gwoździe
Znajdą się kaci z młotem
Krzyż, to jedyny klucz do nieba
Poszukaj krzyża Człowieku, który kiedyś odrzuciłeś
Może ze strachu?
Może z wygody?
Może zabrakło modlitwy? Miłości ?
Jeszcze czas, Przechodniu ulic tego świata
Twój krzyż wybrał ci Bóg z miłością według sił twoich...
Ten najcięższy już dawno dał Synowi.

STACJA XII

Śmierć Pana Jezusa na krzyżu

Ból całego świata zawisł na krzyżu
Cierpienie rozdarło zasłonę
Między niebem a ziemią
Bóg wyciągnął ręce po Syna
Ale On jeszcze zbawiał łotra na krzyżu
Zadrżała ziemia, krew Chrystusa
Zmieszana z goryczą octu, ostatnim darem człowieka
Spłynęła ze świętego ciała
Milczał Jan
Milczała Matka Bolesna
Zamilkli nawet kaci
To błogosławiona cisza
Cisza śmierci, której się tak lękamy
Umarł Jezus na krzyżu
Umierają też nasi bliscy
Już nie ma do kogo powiedzieć- kocham cię
Cierpimy widząc, ile gwoździ
Wbiliśmy im za życia w ich krzyż
Ile razy przybijaliśmy im ręce
Gdy chcieli tylko.... pobłogosławić, poradzić
Jezu, matko, ojcze, bracie, siostro, przyjacielu
Wstaw się u Boga za nami
W obliczu ciszy śmierci
Błagamy Zbawczą Miłość Cierpienia
Przebacz....

STACJA XIII

Zdjęcie Pana Jezusa z krzyża

Zdjęto ciało Jezusa z krzyża
Jako człowiek jest martwy
Krzyż wbity w ziemię, zbroczony Jego krwią
Udręczonym ciałem
Ciągle stoi, wyciąga swoje drewniane ręce
Zbawiciel ustąpił ci miejsca na twój krzyż
Teraz On stoi przed twoim krzyżem
Zawsze czeka na ciebie
Podtrzymuje twoje pokaleczone ciało i duszę
Daje napój Ducha Świętego, nie gorzki ocet
Nie obelgi, nie śmiech
Daje Miłość
To krzyż zbawczy...
Stań przy nim, daj się "ukrzyżować" za grzechy
Ofiarowaniem modlitwy, cierpienia, milczenia
Boisz się szyderstw ludzkich, bólu, samotności?
To ciernie życia
I choćbyś uciekał od Chrystusowego krzyża wysoko jak ptak
Ludzie przybiją cię do innych krzyży
Zawsze znajdą się tacy, co wystrugają krzyże wojny, przemocy, zła
Na nich jest tylko ból, bez pocieszenia
Na tych krzyżach ustawianych przez ludzi nie zawisł Jezus
Wyrzeźbiło je zło, obojętność
Tylko jeden krzyż wyciąga do ciebie ręce
Krzyż Chrystusa Miłosiernego
Módl się człowieku, abyś nie pomylił krzyża
Ludzkiego z Chrystusowym.

STACJA XIV

Złożenie Pana Jezusa w grobie

Złożono Cię w grobie
Cisza groty, rozpacz Twoich wyznawców
Przedtem spocząłeś na rękach Matki
Pożegnanie - bolesna, milcząca pieta
Cierpienie zawsze jest nieme
Mówi do serca, duszy, oczy i słowa go nie rozumieją
Matka Boża z Jezusem na kolanach
To symbol bólu milionów matek
Urodziły dla życia
Świat przemocy oddał im dzieci martwe
Dla ilu istnień ludzkich łono matki było grobem?
Dlaczego Jezu, tak długo człowiek musi oddychać złem?
Po co zabijać ciało, duszę?
Wyciągamy z żalu do Boga pięści - wołamy, dlaczego?
A to nie Bóg, to ludzie kopią groby
Twój grób, Jezu, będzie pusty
Zimna grota Cię nie pochłonie
Pójdziesz Zmartwychwstały do człowieka
Jestem, powiesz
Ciągle żywy...
Bóg nie stworzył człowieka dla grobu
Stworzył go... dla wieczności.



22 .01.2005

Znajoma zaprosiła nas na spotkanie z kobietą, która jak to przedstawiła, prowadzi grupy rzekomo modlitewne, ma ciekawe przeżycia, otrzymuje "przekazy" od samego Jezusa.
Kobieta ta działała dawniej w grupach modlitewnych w kościele kilka lat i była bardzo zaangażowana. Nasza znajoma straciła z nią kontakt na kilka lat, pamiętała tylko, że owa kobieta zaangażowana była poważnie w Odnowie w Duchu Świętym.
Spotkanie przebiegło zaskakująco: kobieta, którą nam znajoma zaprezentowała, wygłaszała tak przedziwne teorie o swoim posłannictwie i kontaktach bezpośrednich z Jezusem, że wszyscy wprost zamarli z przerażenia. Wiele z jej przekonań to zwykłe bluźnierstwa przeciw kościołowi. Miałam wrażenie, że umysłem tej kobiety "ktoś" się bawi. Pomieszanie teorii filozofii wschodu, new age, wróżb, przepowiedni. Do tego jeszcze wiara w tarota, teorie kosmiczne. W to wszystko wplątane imię ...Jezus, jakby na ironię. Byłam na początku lekko przerażona, jak zło może owładnąć niegdyś religijnym człowiekiem.
Po powrocie do mieszkania zrozumiałam poranny sen... ktoś układał stos kamieni, pod którymi, jak w jaskini, miałam... przeczekać. Ale co?
Po spotkaniu skojarzyłam sen z tym spotkaniem. Jaskinię zakrył ktoś drzwiami (deską?), a gdy zaciekawiona spytałam po co? - usłyszałam w sercu odpowiedź: to tylko na trzy godziny (właśnie tyle trwało spotkanie z tamtą kobietą).
Zmartwiona stanem tej kobiety spytałam rano w kościele Jezusa Miłosiernego: dlaczego nie może pomóc takim ludziom poprzez jakieś olśnienie umysłu. Ujrzałam w wyobraźni bose nogi człowieka w białej szacie, nogi były spętane okowami stalowymi. Cichutki głos odpowiedział: każdy człowiek ma wolną wolę. Przed ludzką wolną wolą stoję spętany. Tylko człowiek z własnej woli, z miłości do Mnie - może się zbliżyć.


Gorsza, lepsza miłość....

Tyle sporów i wojen świat zalicza wrogich
I wciąż nie ustają...
Kto Cię kocha bardziej, Jezu tak mi drogi
Chrześcijanin, protestant, czy też muzułmanin?

Czym jest Miłość Boże, i jak ją poznawać?
Czy czołgiem, bombami, zabijać i karać?
Nawet Biblia, Panie , dzieli chrześcijan dzisiaj
A słowa w niej zawarte, różnie są interpretowane

Twoja Męka Panie dla wielu jest znakiem
Ale, czy sam znak, miłością zapłonie?
Miłości trzeba dotknąć, jak Tomasz ran Twoich
Nie pozna jej, nie doświadczy, człowiek nie zraniony

Do walki nie powstanie, bez szatańskich pokus
Smaku jej nie pozna, bez bólu, upadków
Miłość, twarz ma Twoją, oplutą, skrwawioną
Rozpozna ją tylko, powstający z kolan

Ze zdumieniem spojrzy, że w szatach żebraka
Przemierza ta Miłość, świat wciąż tak skłócony
Która miłość jest gorsza, a która lepsza dla nas?
Z którą trzeba walczyć, a której pokłonić

A wówczas zrozumie bez słów i emocji
Człowiek, który wyszedł Miłości naprzeciw
Jak trudno ją poznać, choć serce wciąż szuka
Ona jest tak cicha i pokorna bardzo
Ze często ją mijamy jak ślepi i głusi


24.01.2005

Sen. Byłam w pomieszczeniu pełnym siana, bardzo dużym. Poprzez dach niezbyt szczelny, a może pozbawiony desek, zobaczyłam piękne słońce, kulę ogromną, jarzącą się, z której spływały jasne promienie.
W pewnym momencie z siana zaczęły wyłaniać się ludzkie ręce. Wiele rąk. Na niektórych rękach zakwitały kolorowe kwiaty, na innych nie. Moje ręce były puste, poczułam żal. Dlaczego ja nie otrzymałam prezentu? Trwała cisza, miałam nawet wrażenie, nieco dziwne, jakby ktoś instalował we mnie kasetę z nagraniem wykładu? Do końca nie pamiętam całości tego wykładu, jedynie istotny fragment. "Daję nagrody ludziom, nie bądź o nie zazdrosna, jedni za swe życie, czyny - otrzymują tzw. prezenty , inni są dla mnie tak ważni (znam ich przywiązanie do Mnie), że nie muszę ich obdarowywać- to ci na których mogę liczyć - bez wynagrodzenia".

Modlitwa dziecka

Chciałabym, Jezu strudzony
Abyś odpoczął na chwilę
Na progu chłopskiej chaty
W porannym, ciepłym słońcu
Babcia Ci poda bochen
Ciepłego chleba z pieca
Źródlaną wodą popijesz
Szaty wypiorą Ci dzieci
Dziadek sandały oczyści
Skowronek do snu Cię utuli
Zaśniesz strudzony bez lęku
Zadbamy o snu Twego chwile
Krzyż, który dźwigasz z mozołem
Schowamy w bezpiecznym miejscu
A gdy się wreszcie obudzisz
Obiad Ci babcia poda
Czerwonych jabłek nazbiera ciocia
Na dalszą drogę po świecie
W szacie upranej i czystej
Pójdziesz jak pielgrzym ubogi
Jest jeszcze tyle chat ludzkich i progów
Może ugoszczą Cię inni?


04.02.05

Kościół na Nobla. Po Drodze Krzyżowej chwilę trwałam na adoracji Najświętszego Sakramentu.
W myślach ujrzałam Papieża. Poczułam, że przytulam go do siebie, obejmuję.
Uczucie to było tak fizyczne, że aż dostrzegłam rozłożenie rąk wokół siebie. To były sekundy. I wówczas cichutki głos we mnie poprosił: napisz o Nim wiersz, tylko bardzo prosty.


Papież

Ulepiła Go boża mądrość, z radości Stwórcy
Z Miłosierdzia Jego
I jak łaskę zesłała na ziemię
Nauczyciela Wielkiego

Upadł dar święty na grunt twardy
Świat oczy bólem mu napełnił
Serce cierniem udręczył
Człowiek - Papież, dla nas dojrzewał

Nadzieją karmi ludzi
Nie lękaj się , powtarza
On Kapłan tego Świata zna Prawdę
Co dusze ubogaca

Upadł bezradny od kuli
Świat zadrżał lękiem dotknięty
Strażniku Nadziei, powstań!
Zapłakał grzesznik i święty

Powstał, z pomocną ręką Maryi
Już nie tak silny, lecz starzec
Cierpiący, siwy , cierpliwy
I pielgrzymował dalej...

Jakie przesłanie nam dajesz, Boże
W starcu zbolałym i chorym,
Czy dusza nasza, jak On, ukrzyżowana
W niemocy swojej?

Na plecach Jego krzyż grzechów świata
Krok, jak Jezusa, z wysiłku upada
Duch Jego wielki, grzech ludzi ciężki
Bóg czeka i siły daje...

Dałeś nam Boże Znak Pojednania
Postać On przybrał Papieża
Tak mało żąda, serce i nauka Jego :
Darmo Miłość wam dano, darmo ją dawajcie

06.02.05

Msza święta w Borzęcinie

Ewangelia tej niedzieli mówiła o chrześcijanach jako soli ziemi.
Zastanawiałam się jak wygląda ta nasza Wspólnota.
Ujrzałam obraz dużego różańca, nawleczone były na nim (zamiast paciorków) czerwone, żywe owoce kaliny.
Przyglądając się bliżej, dokładniej, zobaczyłam , że niektóre owoce są soczyste, czerwone, ale między nimi są też owoce zwiędłe, zeschłe, sczerniałe.
Zastanawiałam się, czy (według prawa natury )wszystkie owoce czeka śmierć?
"Otrzymałam" odpowiedź , iż każdy owoc, który "odchodzi" (więdnie z powodu śmierci, bądź to duchowej, bądź cielesnej) odradza się. Cały różaniec ciągle, zasila Krzyż Chrystusa, nadając mu moc odradzania różańca. "Po ludzku" zrozumiałam , iż nawet jeśli nadejdzie czas, gdy pewna liczba ludzi odejdzie od chrześcijaństwa, to narodzą się (z mocy Krzyża) inni, którzy "zasilą" go swoją siłą: święci, księża, a nawet zwykli wierni.

Kapliczka

Ulepiła ją mgła pokory
Musnął światłem Bóg Wszechmogący
Na świat zesłał Niepokalaną
Łask pełną, błogosławioną

Stoi teraz w posągu rzeźbiona
Kapliczka z Maryją Świętą
Czeka na pieśni i modły majowe
Ludzi zwyczajnych, nie świętych

Uklękną przed Nią w zadumie, pomodlą
Kwiatami ozdobią, wstążkami
Westchną cicho, strudzeni życiem
Maryjo, ktoś szepnie, chodź z nami

Tam w domu, w izbie , przy oknie z kwiatami
Będzie Ci cieplej, wygodniej
Deszcz nie dosięgnie, ni burza Twych ramion
I człowiek zły Cię nie dotknie

Za gościnę, rzeknie Święta Panienka
Dziękuję z miłością , kochani
Ktoś kiedyś, z wiarą, za dary uzdrowień
Postawił ten posąg na chwałę

Stoję tu, dłutem w kamieniu wykuta
Aby strzec tego, co w ludziach święte
Przypominam, że jest ktoś na ziemi
Kto prośbami nie gardzi waszymi

O Maryjo Święta z przydrożnego sanktuarium
Co strzeżesz sumień i łask nie szczędzisz
Tak samotna jesteś czasem przy tej drodze
Gdy przechodzimy obok Ciebie obojętni.


11.02.05

Święto M.B. z Lourdes. Sanktuarium na Siekierkach. Jestem na uroczystej mszy. Nabożeństwo jest pięknie prowadzone przez księdza. Nawet nie czuję specjalnie zniecierpliwienia choć mija trzecia godzina. Podczas długiej ceremonii namaszczenia chorych, próbuję poddać się medytacji. Polecam Matce Bożej z Siekierek wszystkich chorych, których znam, przepraszam za grzechy, upadki. W pewnej chwili dostrzegam symbol ludzkiego grzechu w sercu, w postaci czarnego kamienia - to węgiel. Mój wewnętrzny głos - nazywam go "tłumaczem" wyjaśnia mi, iż Duch Święty pod wpływem żywej skruchy, pokuty - spala ten nasz "węgiel".
Jak zwykle do końca niepewna wyjaśnienia, zastanawiam się, co w takim razie z ... popiołem po spaleniu "grzechów".
On nadal jarzy się w naszym sercu, a jeśli traci blask - komunia święta ponownie rozżarza to nasze wewnętrzne "palenisko". Ludzie noszący w sobie twardy kamień nie rozpalony łaską Ducha Świętego nie odczuwają w sobie żaru modlitewnego. Duch Święty nie zadziałał (sami Mu w tym przeszkodzili?). Z obojętnością kładą Najświętszy Sakrament w swoim sercu na tym kamieniu (grzechach), nie ma w nich żalu, winy tylko... chłód.
Mój "tłumacz" tak prosto przedstawił skomplikowaną sytuację stanu ludzkiego ducha, iż nawet wydawała mi się zbyt... uproszczona. Po dłuższym zastanowieniu uważam, że jednak zawiera w sobie pewną myśl do rozważenia: grzechy ciągle się w nas spalają... a pamięć o nich jest jak popiół.

Kamień

Ciężar życia odczułam
Na ramionach mych spoczął
Jak kamień, który każe przystanąć
W miejscu, przeze mnie nie wybranym
Z tęsknotą wspomniałam tych, co już odeszli
Twarze ich wypełniły serce moje
Wokół życie tętniło własnym rytmem
A ja , usiadłam na kamieniu
Nawet wiatr był cichy
Żadnej melodii
Tylko ja i kamień
Jak rachunek sumienia
Milczeliśmy...
Głową w niego uderzać, czy sercem?
Czy kamień może rozgrzeszać?
Kiedyś , Jezu, Twój krzyż wbito w kamień
Siłę i moc miałeś Boga
Ja- tylko niemoc człowieka
Póki mnie nie udźwigniesz
Mówi mój kamień
Drogi nie przejdziesz
Chwastem zakwitniesz w jego cieniu
Kiedyś, na Golgocie ofiara twego Boga
Spłynęła i na kamień twój
Na życie twoje...
I moc ci dał Bóg... w modlitwie.



14.02.05

Bardzo przeżyłam śmierć Siostry Łucji (zm.13.02.). Miałam wrażenie jakby odeszła z tego świata osoba, która "chroni" ten świat przed bożą sprawiedliwością. W modlitwie oddałam ją Bogu, prosząc o łaskę za jej wstawiennictwem. I wówczas... spoglądając na obraz Matki Bożej z Medjugore, zaczęły do mnie spływać słowa... Początkowo chciałam aby tylko trwały we mnie. Żal mi jednak było , aby uleciały w zapomnienie. Spisałam więc je dając tytuł wiersza: Dar

Dar

Wyciągam do Ciebie ręce, Panie
O pocieszenie prosząc
A Ty mi każesz zamknąć oczy
I trwać w pokorze
Milczę więc ciszą karmiąc się jak chlebem
Czas ciało przenika
Nie ma w nim słowa, gestu żadnego
Tylko błogosławiona cisza
I w adoracji tak zagłębiona
Pełna spokojnej nadziei
Liczę na znak Twój
Na pocieszenie
Na ulgę w moim zranieniu
Czas mija, minuty z rzadka
Wyznacza zegar milczenia
Trwam tak... w nadziei
Z pustymi rękami
Napełnisz je Panie, darami ?
Oczy otwieram na znak Twój podany
Na rękach szukając pociechy
Cóż widzę?
Maleńki krzyżyk drewniany...
Pokuty przypomnienie.

25.02.05

Budząc się rano w piątek miałam uczucie przedziwnej duchowej miłości, która mnie otacza. Jakby "ktoś" chciał mi przekazać, że jestem kimś ważnym. To były sekundy, ale bardzo piękne. W myślach ujrzałam piękny kwiat. Chyba to była róża czerwona. Jakiś życzliwy wewnętrzny głos "tłumaczył" mi, że wiara ludzi zawiera się w tym pięknym pąku. Kwiat jest świeży, piękny, pachnący. To zachęta zesłana z nieba, aby kochać Boga. Ale kwiat więdnie, traci zapach, schnie - pomyślałam. Ale wiara w nim istnieje, choć już bez płatków, listków. Trwa niejako "w pamięci" tego kwiatu, unosi się, nic ją już nie podpiera, nie pociesza zapachem, nie podlewa .Ale jest. To bardzo trudne do zrozumienia. To wiara silniejsza, trwająca dzięki łasce, nie umacniana z zewnątrz, silna dzięki woli, ta wiara ufa, że ma już swoje miejsce, choć wokół niej nie ma niczego, co by ją podtrzymywało. To silne przekonane, że mimo braku "pocieszenia" (zapach, zieleń, woda)... jest się we właściwym miejscu. Myślę, że to obraz wiary ludzi już bardzo silnie związanych z Bogiem. Oni się "unoszą" jak ptaki, karmią łaską spływającą wprost do duszy.

Poczekaj

Są takie dni, gdy wołasz o Miłość
A ona milczy
Są takie dni, gdy wzywasz Nadzieję
A ona nie przychodzi
Są takie dni, gdy świeczkę zapalasz dla Wiary
A ona gaśnie
Są takie dni ...
Gdy Jezus zakryty na krzyżu
Fioletową zasłoną
Szuka dla ciebie Miłości, Nadziei, Wiary
W poście, modlitwie, cierpieniu
I nie mów, że opuściła cię Wiara, Nadzieja, Miłość
One na pustyni, w męce
Kształt przybierają krzyża
Na jego ramionach wypisuje się
Nadzieja dla twojego życia
Miłość, której szukasz
Wiara, abyś nie zgubił Nadziei i Miłości
Poczekaj w spokojnym zaufaniu
W kolejnej mszy, z eucharystią w sercu
Zmartwychwstanie w tobie
Pomimo smutku opuszczenia
Zapali się, w czasie wyznaczonym
Według boskiego zegara
Czekaj, nawet gdyby twoje oczy były ślepe
A uszy głuche
Dla Jezusa cud
Nadziei, Wiary i Miłości
Jest chlebem powszednim...

01.03.05

Obudziłam się, mając wrażenie, że spadam zbyt szybko, jakby ktoś z pośpiechem zrzucił mnie z jakiegoś miejsca, w którym przebywałam. Było we mnie dziwne uczucie "oddechu", jakiś rytm przedziwny, piękny, głęboki. Uświadomiłam sobie nagle, to co przeżywałam w swoim niby - śnie. Ktoś próbował mi wytłumaczyć uczucie, które opisane słowami nie do końca oddaje to, co chciałabym przekazać. To jakby być na pięknym balecie, a później niezdarnie go naśladować. Ale spróbuję. Czuję oddech ziemi, całego kosmosu? Widzę lasy, morza, piękną przyrodę. To wszystko oddycha, żyje, ma w sobie "duszę".
Wiem, że Bóg tam jest. On jest w tej przecudnej, bogatej, kolorowej przyrodzie. Przenika każdą drobinę ziemi i... człowieka. Jesteśmy w Nim. On nas "czuje". Widzi w każdej sekundzie. "Oddychamy", żyjemy wraz z Nim - jakby na Jego ciele. Nic nie jest możliwe aby nie dostrzegał. Jesteśmy w Nim. Ważni, bardzo ważni w swej drobinie. Jesteśmy drobiną a zarazem całym kosmosem. Oddychamy tym samym rytmem, co Bóg. Łączy to wszystko wielka Miłość. Niszcząc przyrodę , siebie, duchowo i moralnie- urażamy Go, sprawiamy ból. On to czuje w swoim rytmie oddechu. Jest duchem przenikającym wszechrzeczy.
Jest w pięknie gór, oceanów. To jakby Jego ciało... Bóg to nie Starzec z brodą, którego mamy wizję - to oddech, rytm, uczucia, a nawet... ból. Z powodu człowieka, który niszczy....
Moje odczucia trwały tylko sekundy, ale były... nadzieją, dały mi wiarę w Wielki Boski Plan Życia. Nie skryjemy się przed Bogiem. Nasz oddech jest w Nim...


Pamięć

Pamięć , czas piękny nosi
Jak kwiat żywy
Jak łaskę , co życie daje
W milczeniu dorosłym
Ja, łąkę pamiętam, pełną polnych kwiatów
I strumień maleńki
Mostkiem podzielony
Czysty wśród zieleni, słońcem ozdobiony
Niezbyt daleki od chaty dziadków moich
Wydawał mi się drogą
Ku światu innemu
Tam, teraz myślę, po latach mądrzejsza
Szukałam Ciebie, Boże mi nieznany
Mała dziewczynka, samotna wśród kwiatów
Z oczami pełnymi barw namalowanych
Słów modlitw nie znając na pamięć
Czekałam spokojna
Powietrzem się karmiąc
Na czas, gdy poznam Cię, Panie
Dla dziecka śpiewałeś, Boże Najmilejszy
Głosami ptaków i ciszą poranka
Tu, nad strumieniem
Pełnym plusku stworzeń
Duszę mą Panie, w serce Swoje brałeś
I choć myślałam, że to strumień woła
Aby w nim ręce zanurzyć, oczyścić
To Ty, Boże
Nad nim pieczę miałeś
I tajemnicę Swoją wlałeś
W duszę dziecka czystą
Już nie ma tych kwiatów
Strumień także wysechł
A chatę dziadków starość powaliła
Pamięć została
Jak obraz wielkiego artysty
W muzeum życia go nie zastawiłam
Patrzę na niego w modlitwie skupiona
Szukając znaków i barw czystych
Znam Imię Tego, co go namalował
To Ty,
Boże Najwyższy



02.03.05

Mam składać świadectwo w kościele. Dwa dni przedtem czuję się źle, jeszcze nigdy nie doświadczyłam takiej słabości. Chcę zrezygnować z pobytu w kościele. Na godzinę przed mszą, na mojego męża, który wraca do domu, rzuca się z tyłu pies. Ugryzł go. To przeważa moją decyzję. Nie jadę. Próbuję modlić się do Jezusa. Cisza. Wielka cisza, znikąd pomocy. I tylko obraz. Droga w perspektywie, długa - na końcu maleńki obraz Jezusa Miłosiernego. Zrozumiałam- ta droga to moja.... wolna wola. Co z nią zrobię? Albo pokonam słabość, lęk przed wystąpieniem (dotyczy to mojej książki), albo "użyję" swojej wolnej woli i ... ucieknę, usprawiedliwię się. Pokonałam swoją wolę rezygnacji. Dałam świadectwo i ... całe złe samopoczucie uleciało....

W ciemności...

Podaj mi rękę, Panie
Bo na wąskiej drodze stoję
Lękam się stopę postawić
Gdy Morze Czerwone Wiary się ... rozdziela
Samotna stoję, a słowa Twoje zagłusza wiatr
Przede mną ciemność widzę
Aniołowie w rozmowie zatopieni
Sprawy ważne świata omawiają
Bezbronna jestem w ludzkim opuszczeniu
Ktoś cicho szepcze - odwagi
Ktoś inny - bądź ostrożna
Głos taki też słyszę
Dla ciebie Bóg cudu nie uczyni
Są święci, dla nich Bóg łaskawy
Łoskot fal, pustka, ciemność
I ja...
Gdyby choć promień jasny księżyca
Słowo jedno...
Człowiek jeden...
Kapłan dla mnie przeznaczony...
Wzburzone fale omiatają moją wąską
Bezpieczną dróżkę...
Czas na decyzję krótki
Czuję się jak Piotr w łódce miotanej burzą
A Jezus śpi spokojny...
Budzę Go, jak Piotr, krzykiem
Panie, tonę...
Czemu twoja wiara, Piotrze, taka słaba?
Powiedziałeś...
Piotr tego nie wiedział
Choć blisko Twoich rąk był

W ciemnościach strachu, łoskocie fal
Zagłuszających Twe słowa
Sprawdzasz naszą wiarę, Jezu?


06.03.05

Niedzielna msza. Dlaczego, zastanawiam się, ciągle widzę obraz zeschniętego liścia przed oczami. Liść ulatuje, upada, jest kruchy, lekki. Próbuję wyeliminować ten obraz, przeszkadza mi w skupieniu. Wtedy pojawia się obraz starego wozu konnego, a właściwie koło metalowe, które najeżdża na ten liść. Zaraz go rozjedzie, pomyślałam, ale ...lekki podmuch unosi "mój liść". I odsuwa go na bok. Nadal nie widzę sensu tego obrazu i próbuję oddalić od siebie "przeszkadzające mi" myśli. "Pomyśl"- ciągle jednak słyszę. "Czym jest liść, czym podmuch?"
Mój "wewnętrzny" podpowiadacz wyjaśnił mi, iż zeschnięty liść to obraz człowieka podatnego na działanie Ducha Świętego. Takim zeschniętym liściem są z pewnością ludzie stojący bardzo blisko Boga. Lekko unoszą się, gdy Duch Święty wskazuje im ścieżki , a nawet "chroni", jak w przypadku owego metalowego koła, które mogłoby rozjechać liść. Lekkość (dlatego obraz zeschłego liścia) jest konieczna, daje człowiekowi wolność od emocji tego świata, pozwala unosić się wysoko (bez bagażu "przywiązań") i stąd do takiej duszy gotowej, ma dostęp Duch Święty. Myślę, że mało jest ludzi tak ukształtowanych. Dlaczego trzeba być tak kruchym, lekkim (nie obciążonym ciężarami przywiązań do świata) aby Duch Święty działał na nas?
I wówczas rozpoczęła się komunia święta. Mały lekki opłatek, a jaka moc! Duch Święty nie działa jak grom z jasnego nieba , jest cichy, lekki jak podmuch. I może dlatego niezauważany?




Powołanie

Jest taka droga
Samotna
Trochę drzew obok niej rośnie
Czasem polne kwiaty
Przydrożny krzyż pochyla się łaskawie

Cichną na niej śmiech i rozmowy
Krzyki, płacz i kłótnie wszelkie
Cisza śpiewa jedynie psalm uwielbienia
Na tej drodze staje
Bóg i człowiek

Pomiędzy nimi, Wielkie Milczenie
I światło, które nie oślepia
Tylko przenika, jaskrawe
Kto pierwszy przemówi?
Nie wiem
Znam tylko ludzi z tej drogi
Habity dziś noszą, sutanny
A w sercu...
Milczenie Boga

07.03.05

Modląc się ujrzałam dwie szklanki napełnione krystaliczną wodą. Uznałam to za temat do rozważań. Czyjaś ręka rozlewała z jednej szklanki wodę wokoło, szklanka ta napełniała się znowu czystą wodą. Druga szklanka stała nieruchomo, po pewnym czasie woda w niej stawała się mętna. Dlaczego? Wielokrotnie w modlitwie zadawałam sobie to pytanie. O co chodzi w tym obrazie? Po wielu modlitwach zrozumiałam, że obie szklanki to jakby przykład dwóch dusz chrześcijańskich napełnionych Duchem Świętym - krystaliczną wodą.
Szklanka z wodą rozlaną to chrześcijanin dzielący się swoją wiarą i wiedzą o Jezusie. To życie ciągle ciekawe, dążące do poznania Boga. Duch Święty napełnia taką duszę ciągle nową, krystaliczną wodą. Taki chrześcijanin, który dzieli się swoją miłością do Boga, naucza - otrzymuje nowe dary - nową wodę. Modlitwa jest dla niego łaską. Szklanka z wodą mętną - to chrześcijanin "letni", kiedyś w szkole poznał prawdy o Bogu, ale je tylko "magazynował", nie dzielił się, nie szukał wiedzy nowej, skierowującej go ku Miłości Gorejącej. Taka woda zmętniała nie daje mu mocy, siły. To ciągle ten sam pokarm, a modlitwa - mozolnym obowiązkiem. Może nawet tak być, że "nudzi go" ten napój. Poprzestaje na obrzędach, nie pragnie nowego poznania. Jego woda w szklance zamiast żyć nowymi darami, płynąć - jest jak stojąca w stawie woda.
Chrześcijaństwo to droga, ciągłe podążanie, a nie wygodny przystanek. Chrześcijaninem człowiek się staje przez całe życie, to rozwój duszy i umysłu, doskonalenie siebie.

W kołysce Stwórcy

Zawieszeni pomiędzy niebem i ziemią
W kołysce Stwórcy
Zbliżamy się do ziemi
Grzechem Adama przyciągani

Zawieszeni pomiędzy niebem i ziemią
W kołysce Stwórcy
Wysyłamy duszę ku niebu
Ona pamięta o Ojcu

Zawieszeni pomiędzy niebem i ziemią
Na ziemi siejemy ziarna swego życia
Zbiory Ojciec szacuje w niebie
Na własnej wadze
Nasza, podaje tylko kilogramy pychy
Albo cierpienia
Wagę Stwórcy Miłosierdzie kontroluje

Gdzie jest złoty punkt?
Gdzie ręce Boga i człowieka się splatają?
Zawieszeni w kołysce Stwórcy
Szukamy Go siejąc i zbierając
Zakopując talenty i pomnażając

Znaku widocznego wypatrujemy
Pomiędzy niebem a ziemią
W kołysce zawieszeni
Jest taki znak, jak drabina
Pomiędzy niebem i ziemią
Bóg go ustawił na Golgocie
Krzyż z Synem Jego
Pomiędzy niebem a ziemią....


Marzec 05

Jeszcze w telewizji nie ma alarmujących wieści o chorobie papieża. Pewnego dnia mam sen, że jestem prawie w pustym, słonecznym pokoju i ...usługuję przy leżącym na łóżku papieżu. Poprawiam kołdrę, podaję pić i jestem bardzo szczęśliwa. Boję się, że za chwilę przyjdzie siostra zakonna i "odbierze mi" tę pracę. Sen był tak wyrazisty, a radość tak wielka, że cały dzień byłam szczęśliwa.

Próbuję medytować stację Drogi Krzyżowej - Jezus umiera na krzyżu. Moja uwaga jest całkowicie skupiona na krzyżu i głowie Chrystusa. Raptem jakby ktoś "nałożył" inny film, pojawia się sylwetka papieża (ubrany na biało).Leży na łóżku, nie mam świadomości, że jest chory, raczej, że odpoczywa. Podnosi się trzykrotnie i błogosławi. Dziwi mnie, że tak sprawnie porusza się.

Po śmierci papieża. Podczas Adoracji "uskarżam się" Panu Jezusowi, że zabrał nam Jana Pawła II i tylu ludzi rozpacza po jego śmierci.
W głębi duszy usłyszałam piękny głos: zabrałem wam chorego człowieka, a daję silnego, mądrego...Apostoła.


ZNAK BOGA

Na tron Piotrowy zasiadł
Z twarzą jasną i słowem mądrym
Prosto głowę uniósł, głosząc słowo boże
Szukał owczarni po świecie
Jak pasterz z lekarstwem nadziei
Ufał, że człowiek jest wielki
Należy w niego uwierzyć

Wzrok jego jak wzrok Chrystusa
Przenikał duszę każdego
Miliony rąk chciały go dotknąć
Jak świętej relikwii w kościele
Silnym chciał być po ludzku
Bóg jednak mocy mu nie dał
Kruchością człowieka, bez siły
Tajemnicę miłości obwieszczał

Wskazywał, gdzie cud tkwi w człowieku
Nie w głosie, który zanika
Lecz w krzyżu, co laską świętą jest w życiu
Podpiera w milczeniu, gdy ból przenika
Zamilkł na zawsze na świecie
Prorok trudnego wieku
Widzialnym znakiem był Boga
Tak trudno w śmierć Jego uwierzyć

O śmierci dana każdemu
By próg przekroczyć nadziei
Módl się za nami, Papieżu
Zmartwychwstań dla naszej Nadziei


05.04.05

Próbuję podczas Adoracji dowiedzieć się w medytacji: dlaczego papież czuł się "przymuszony" duchowo do tak licznych pielgrzymek. Otrzymałam wówczas "obraz" papieża przemierzającego ziemię. Każdy jego krok pozostawiał za sobą dół - ślad.
Ów ślad napełniał się wodą. Ta woda - to źródło Ducha Świętego, usłyszałam. Każdy krok papieża, jego ślady pielgrzymkowe "to napełnianie ziemi" Duchem Świętym, Jego fizyczna, dotykalna obecność.

Tej nocy mam sen. Jestem na bardzo zaludnionej ulicy, coś w rodzaju bazaru - krzyki, zakupy, chaos. Mam wrażenie wielkiej obcości tego miejsca i ludzi. W pewnej chwili widzę krótką procesję. Siostra zakonna niesie monstrancję, która promieniuje na niebiesko. Klękam tylko ja, inni, mam wrażenie, że nie zauważają tej procesji.
Pytam się: dlaczego siostra niesie Najświętszy Sakrament? Natychmiast otrzymuję odpowiedź: bo zabrakło... księży.

Medytacja

Zgasły światła w kościele po mszy ostatniej
Ciemnością się oblekł kościół pusty
Jedynie lampka czerwona przy tabernakulum świeci
Aniołowie wartę nocną już rozpoczęli
Posnęli święci na obrazach
Matka Boża Dzieciątko do snu układa
Jezus na modlitwach wiernych głowę złożył
Rozważa łaski, o które prosili

Klęczę sama w pustym kościele
Sen to, czy jawa, myśli jak ptaki trzepoczą
Nagle w ciszy, głos słyszę przy konfesjonale:
Krzyża się nie lękam...
Jakieś cienie, jak Anioły w mroku
Rozmowę toczą, pewnie spowiedź świętą
Krzyża się nie lękam...powtarzam to zdanie
Medytuję w sercu, jak boże przesłanie


Krzyża się nie lękam...jednak...lękam, Panie
Ileż wiary trzeba, Boże Wszechmogący
Ile łaski Twojej, ile woli mojej
Aby nieść z godnością krzyż swój dany w łasce
Słonymi łzami i gorzkimi słowy nie splamić go, Boże
Jak padając pod nim, szybko się podnosić?
Jak bez lęku ponieść, kiedy już zadany?

W medytacji cichej tyle pytań krąży
Na odpowiedź czeka serce zatroskane
Wyśpiewaj Aniele pieśń błagalną dla mnie
Dla krzyża mojego o ławkę wspartego
Naucz jak z nim chodzić, kiedy nogi bolą
Kiedy lęk ogarnia...

Anioł skrzydła poprawił przy ołtarzu głównym
Słowom moim i sercu nakazał milczenie
Ręką wskazał krzyż z Jezusem piękny
Lęk twój?
Czymże on jest? - spytał
W obliczu Miłosierdzia Jego.


08.04.05

Przed pielgrzymką do Izraela, podczas adoracji Najświętszego Sakramentu mam nadzieję spotkać w grupie pielgrzymów kapłana, bądź ludzi , z którymi zaprzyjaźnię się. Proszę o to Pana Jezusa. W duszy słyszę odpowiedź: Nie licz na to, skup się na własnym sercu.

Przed mszą proszę o kapłana, który byłby mi pomocny w spowiedzi. Po chwili gdzieś w sercu słyszę prostą odpowiedź, dziwnie mnie zastanawiającą: Tak, rozumiem cię, chcesz aby kapłan pomógł ci dostrzec "kurz", którego sama nie dostrzegasz w duszy.
Zachwyciło mnie to zdanie. Przecież w najlepiej posprzątanym mieszkaniu, zawsze ktoś dostrzeże więcej, w tym przypadku "kurz", którego moja chęć duchowego rozwoju ... nie dostrzegła.
Ten "kurz" pokrywa czasami takie sfery ludzkiego ducha i serca, że nie zauważamy, jak cenny klejnot jest nim pokryty.


Prośba

Aniele Boży, Stróżu mój
Wędruj ze mną po polach mojego życia
Wskazuj dobre ścieżki
Nie odpoczywaj
Trzymaj za rękę, gdy błądzę
Między prawdą a zwątpieniem
Połóż dłoń na moich ranach
Niech nie płaczą
Blizny przykryj anielskim puchem
Abym nie rozważała ich źródła
Nie potykała się o rozpacz
Podaj linę, gdy skała wysoka zasłoni światło
Ukaż przepaść grzechu
I trzymaj mnie mocno,
Aby podmuch szatański, nie strącił mnie w nią
Wędruj ze mną ramię przy ramieniu
Otwórz uszy na twój szept
Krzykiem budź, gdy boże dary przesypiam
Nie odwracaj się, gdy zawinię
Nie skarż Archaniołom: zgubiłem ją
Szukaj, zawsze, wszędzie
Codziennie
Postaw na drodze dobrego człowieka
Zasłoń przed złymi oczami i słowami
Nie zgub mnie , błagam, Stróżu mój
Tobie Pan Bóg zaufał...


20.04.05

Małgorzata, autorka Orędzi Miłosiernej Miłości z Belgii stworzyła, pod natchnieniem, Legion Małych Dusz, z siedzibą w Chevremont. Jezus wskazywał jej drogę, rozmawiała z Nim.

Na śmierć Małgorzaty

Pamiętam twoje oczy
Ostatnie spojrzenie
Jak niebieskie skrawki jasnego nieba
Spojrzałyśmy na siebie bez słów
To było długie spojrzenie
Słowem nie mogłyśmy wyrazić swoich uczuć
Ty innym mówiłaś językiem, ja innym
Ale tego samego Pana miałyśmy
Najlepszego tłumacza Miłości
I On stanął pomiędzy nami
Rozumiany bez słów
Sercem spragnionym jedynie
Rzeczy pięknych, dobrych
Miłosiernych
W oczach twych była radość
Jakiś promyk tajemnicy
Oczy twoje mówiły
Weź tę tajemnicę
Ponieś dalej...
Mój czas ku innym już zwrócony światom
Czułam , że to pożegnanie
Ale nie chciałam wierzyć
Tacy jak ty, powinni żyć wiecznie
I żyją...
Wieczne odpoczywanie ukołysało twą duszę

Pozostałam z twoją tajemnicą spojrzenia
Błogosławieństwa
Znakiem krzyża na czole
Jak łaską, której nie wolno zmarnować
A światłość, dar ci ofiarowany
Wskazała drogę
Wieczne odpoczywanie racz Małgorzacie dać Panie...

21.04.05

Jestem w kościele przed mszą. Mam czas na medytację. Myślę o pielgrzymce do Ziemi Świętej. Łzy napływają mi do oczu. Tak bardzo bym chciała, Jezu, aby pielgrzymki do Ziemi Świętej dawały ludziom odrodzenie duszy.
W sercu słyszę głos: widziałem wszystkich pielgrzymów podczas swojej Drogi Krzyżowej; każdej twarzy błogosławiłem.
Widziałem tych sprzed stu lat i was.
Wlewałem w was łaskę. Nie wszyscy przyjmowali ją według moich pragnień. Nie mogłam tego zrozumieć do końca. Wówczas jak na filmie pokazali mi się ludzie wśród zamieszania bazarowego na Drodze Kalwaryjskiej. Otrzymali książki, każdy jednakową. Jedni obejrzeli tytuł, okładkę - nie zaglądali do środka, inni spojrzeniem przeglądali treść, jeszcze inni zaczynali dokładnie czytać, nie zwracając uwagi na hałasy. Byli i tacy, którzy po drodze... wyrzucali je do kosza. Czy teraz rozumiesz? - usłyszałam.


Ziemia Święta

Moje ręce miały marzenie, a usta pragnienie
Dotknąć Twojej Ziemi, Jezu
Ziemi Świętej
Moje ręce dotknęły jedynie kamieni
Moje usta całowały ślady innych pocałunków
Pielgrzymów sprzed setek lat
I tych obecnych
Po śladach Twoich wędrówek podążałam
Radosna z sercem czujnie schowanym
Aby nie wyfrunęło
Znaki Twoje zbierałam jak monety złote
Na czas przyszłej zadumy
Nad Twoją Miłością
W wietrze wiejącym nad pustynią Judzką
Szukałam pokarmu
Na czas postu
W Morzu Martwym i Jeziorze Galilejskim
Wody Życia
Na czas duchowego umartwienia
Dotykałam kamieni, drzew, które
Być może, pamiętały Twoje łzy, krew
Jak człowiek chciałam się nimi nakarmić
Zaczerpnąć lekarstwa dla duszy mojej
Jerozolimo, nad którą płakałeś
Byłaś nadzieją dla serca mojego
Bezpieczeństwem i świadkiem
Dzięki Ci Boże, że kryłeś Syna w grotach, górach
Dzięki Ci za ich potęgę przetrwania
Małe kapliczki, obelisk, niewielki ślad na murze
Znaczą dziś Drogę na Kalwarię
Ta droga pełna straganów przypomina
Twoją drogę
I czułam na niej, jak Ty, dwa tysiące lat temu
Jedynie wrzawę dnia codziennego
Przenikała uszy bazarowymi okrzykami
Zagłuszała mękę Twojego serca
Umierałeś wśród ślepych na cud
Który był blisko
Chciałam dotykać Twoich błogosławionych śladów, Jezu
A dotykałam jedynie kamieni, wody, powietrza,
Kurzu współczesnych ulic,
Dzwonów kościołów i muzułmańskich śpiewów
Ale dusza moja, bez rąk, ust, oczu
Przepełniała się radością
Twojego zaistnienia na ziemi...
W duszy nieśmiertelnej odciskasz ślad
Ziemio Święta
Pamięć jej dajesz...
Nieśmiertelną.


06.05.05

Adoracja Najświętszego Sakramentu. Wystawienie Najświętszego Sakramentu w kaplicy. Siostra zamyka kraty.
Dlaczego Jezu, trzeba Cię tak strzec przed ludźmi? - pytam.
I piękna odpowiedź: Jestem miłością , a miłość jest bezbronna....


Następnego dnia, przed mszą świętą otrzymuję przedziwne przesłanie (wiąże się to z moim wierszem o dzieciach nienarodzonych). Bóg w swoich planach zsyła na ziemię dusze błogosławione "specjalnym pocałunkiem". Mają one prowadzić pewne grupy ludzi do Boga. Jeśli jednak nastąpi aborcja ?Kto te dusze zastąpi?
Każde poczęcie (słyszę dalej) winno być przez człowieka (ojca, matkę) "wymodlone". Ma to być modlitwa o duszę błogosławioną. Przyjście na świat dziecka to nie akt natury jedynie, to wielka "akcja" Boga i człowieka.
To akt stwórczy. Każdy "przypadek" narodzin (bez miłości) to tragedia dla tej duszy, jej wielka walka w ... smutku.
Ten "smutek" , tak go określam, jest bagażem na życie, stąd zawsze musimy błagać Boga... o Jego wolę w zesłaniu dla nas upragnionego dziecka. Błaganie to zawiera się już w samym akcie małżeństwa, w gotowości na przyjęcie duszy, a nie tylko ciała dziecka. Aborcja, narodziny w wyniku chwilowej namiętności, która mija, nie były chyba w planach Boga? Tak to rozumiem.
Rodzina stanowi "rdzeń boży", jeśli w rodzinie pojawiają się ludzie jej szkodzący, źle życzący jej członkom (złość, zazdrość, przekleństwa) to dotyka to całego "rdzenia", nie tylko konkretnych osób, do których owe złe myśli są skierowane. Zaczyna wówczas ów "rdzeń" chwiać się, przerywać. Mówimy wówczas - taka dobra rodzina, a coś złego w niej się dzieje....


Tajemnica przebaczenia

Doznałam radości , przenikającej
Jakiej życie unieść nie może
Spłynęła z Synaju Dekalogiem
Jasnością , przed którą ciemność klęka
Trwała sekundy...
Dusza ją przyjęła, zapamiętała
Jak świętość daną grzesznikowi
Na czas smutku
Jak zapas pokarmu w głodzie nadziei
Już wiem, jak wielka jest Miłość Boga
Poznali ją święci
I zatrzymali w sercach
Odtąd światłość była ich Matką
Moje serce zadrżało, sumienie grzesznika
Zwinęło się jak kłębek wełny
W bólu
Jak dziecko niewdzięczne wobec Rodzica
Krzyczało ... przebacz
Im głośniej krzyczało
Tym dłużej trwał cud radości niepojętej
I myśl ludzka, jasna, zaświtała
W tajemnicy przebaczenia...
Twoja miłość, Boże, jest najpełniejsza?


12.05.05

Jestem 15 minut przed mszą, skupiam się na Najświętszym Sakramencie, oddaję się działaniu Ducha Świętego, oczyszczam się, aby żadne myśli nie zakłócały mojej medytacji. Po chwili widzę obraz. Ktoś rozwija przede mną kolorowy rulon, rodzaj mapy zapisanej literami (raczej hebrajskimi).Wiem, że ich nie odczytam, jednocześnie nie ma we mnie żalu, że jakaś tajemnica zostaje przede mną zakryta. Rulon rozwija się w kształcie trójkąta. Widzę na nim dróżki, kwiaty czerwone, zaznaczone są lasy zielonym kolorem. Rulon ma brzegi zbrązowiałe, jak stary rękopis, jest miękki, bardziej jedwabny niż papierowy.
Gdzieś w sercu słyszę głos: to twoja droga życiowa. Zastanawiam się dlaczego odkryty jest tylko "rąbek", reszta rulonu zwinięta.
Czy oznacza to, że Bóg zna moją drogę życiową, a ja jeszcze nie znam swoich wyborów? Czy ważna jest w tym przypadku moja wolna wola?
Nadal ktoś "opowiada" mi sens owej mapy. Kwiaty, las, to "siew" moich przodków. To oni poprzez dobre życie, modlitwy, zasiali ziarno kwiatów, drzew (choć poszli dalej w życiu i efektów swego "dobra" nie widzieli). Ja z tego korzystam, moja droga przez to jest usiana łaskami przez nich "zasianymi".
Czy z nich skorzystam? Myśląc w ten sposób, pytam siebie co dzieje się z ludźmi, których "zasiew" przodków jest "kolczasty", gdzie zamiast kwiatów jest pustynia? Jak więc ważne jest nasze działanie obecnie dla przyszłości naszych następców!





Różaniec życia

Krzyk, lub płacz żałosny nowe życie budzi
Anioł sznur z perłami do nieba mocuje
Po sznurze, jak różańcu płyną losy ludzi
Na nim, znaki tajemne, Pan Bóg wypisuje

Na różańcu życia są :radości i smutki
Żałoba, czasem droga pusta, kamień wystający
Bóg ludzi obdziela różnymi perłami
I różną długością od ziemi.... do nieba

Są różańce życia z jednym znakiem tylko
Ot, zaledwie krzyżyk... i różaniec znika
Jeden podmuch mały i życie zanika
Pamięć po nim w sercu na długo zostaje

Są różańce życia długie ponad siły
Na końcu same krzyże bolesnej choroby
I choć ręce nadal trzymają go wiernie
Trzeba modlitw wielu i pomocnych dłoni

Jak przedziwnie Boże, wplatasz tajemnice wielkie
W ten ludzki różaniec, ślad duszy na ziemi
Czy człowiek rozpozna je na swojej drodze?
Czy odnajdzie Miłość, Wiarę i Nadzieję?

Jak ślepcy szukamy po omacku pereł
Mylimy Twe Dary z ziemskimi darami
Miłości szukamy według ludzkich recept
Na krzyż natrafiamy....

A on, jak drogowskaz staje, gdy mylimy drogę
Zbyt szybko, o Boże i niezbyt starannie
Czytamy Twe znaki ukryte w różańcu
Tajemnic jego do końca nie znamy...

Wszak jedną , Bolesną, Bóg odkrył przed nami
Jak prawdę, o której pamiętać nie chcemy
Różaniec życia raz jest darowany
Jak prezent, tak piękny...
Że niepowtarzalny



18.05.05

Jestem na mszy u księdza Jana Szymborskiego. Boli mnie kręgosłup i jestem zniecierpliwiona. Kobieta przede mną uklękła tak, że muszę przybrać pozycję niewygodną dla mnie .Jak, zadaję sobie pytanie - skargę, przetrzymam cały różaniec? Proszę Matkę Najświętszą o wewnętrzny spokój.
Czuję zawrót głowy, jakby otoczenie wokół mnie oddaliło się. Jestem na łące u "dziadków". Mam kilka lat, może osiem? Zbieram czerwone jabłka i niosę je dziadkowi w sukience. Jestem szczęśliwa wśród zieleni, spokojna. Dziadek, gdy do niego dobiegam, pokazuje mi kijem, który zawsze używał jako laski, na łąkę przed sobą. Czuję do niego żal, że nie chce moich jabłek. Ale patrzę na obraz, który mi wskazuje. Widzę łąkę pełną kwiatów (to autentyczna łąka spod domu moich dziadków).Na łące, przy strumieniu siedzi Matka Boża i Pan Jezus. Rozmawiają. Matka Boża pochyla głowę w kierunku Pana Jezusa, jakby Go do czegoś przekonywała (może do intencji naszych modlitw różańcowych?).
Obok Matki Bożej leży złota korona, obok Pana Jezusa - krzyż. Oboje, mam wrażenie, wypoczywają, mocząc nogi w źródełku. Nie podchodziłam blisko, chłonęłam ten obraz w szczegółach. Chciałam Im dać jabłka (w tym obrazie mam świadomość dziecka, jakiegoś rodzaju niewinności).Czekałam aż skończą rozmowę i spojrzą na mnie. Moje jabłka w sukience były tak piękne, czerwone. Widziałam czystą, wprost krystaliczną wodę strumienia. Byłam trochę zdziwiona wielością szczegółów owej wizji: kwiatów, kolorów, płatków. To wszystko drgało w przedziwnym świetle. Mam wrażenie, że byłby z tego piękny obraz, ale czy zaakceptowałabym go pamiętając jak piękne obrazy widziałam? Ocknęłam się po chwili powtarzając... Zdrowaś Maryjo. Różaniec się już skończył... Gdzie byłam w tym czasie?


Grota

Tak bardzo bym chciała powrócić
Do lat dziecięcych, niewinnych
By sercem jedynie chłonąć
Ten Cud w grocie Narodzin

Chcę poznać myśli Józefa
Tęsknoty Maryi świętej
Chcę widzieć tamte gwiazdy
Co kiedyś jaśniały na niebie

O ciszy w grocie marzę
Nad cudem zamyślonej
O milczeniu, co nagle zapadło
Jakby zatrwożone

Czy byłeś tam w grocie, Boże?
Ukryty w ten Dzień Narodzin
Musiałeś tam być i jak ojciec
Nie jedną łzę uronić

Spadły Twe łzy na ziemię
Błogosławieństwem świętym
Twój Syn w Dzieciątko się wcielił
W Betlejem, grocie odległej

Jak wielki Bóg Dar ofiarował
Dłoniom, za fiat Maryi
Poniesie go Ona w sercu
Jak znak Zbawienia tej ziemi

Niepokalana, bez grzechu
Przeczysta i bez zmazy
Serce ma bardzo kobiece
Nie wolne od bólu skazy

O czym myślałaś, Maryjo
Wpatrzona w kolebkę z Jezusem
O przepowiedniach proroków?
O losie Twojego dziecka?

Do serca Maryi świętej
Bóg wlał Tajemnicę Zbawienia
Z tą Tajemnicą, jak krzyżem
Miłość rozważać będzie

Jak zbawia w trudzie i bólu
Jak mówi do uszu głuchych
Jak oczy ślepe uzdrawia
Jak Prawdy naucza od wieków...
Ciągle nowych ludzi


Gdy niebo dotyka ziemi

Dzięki Ci , Matko Najdroższa
Za miejsca święte na ziemi
Za stopy Twoje na zwykłym drzewie
Za obrazy błogosławione
Za prośby o modlitwę różańcową
Za źródła, które dłonią wskazałaś
Za niebo, które dotknęło ziemi...

Ślad, który po Tobie pozostał
Kapliczki dziś zdobią, kościoły
I choć nikt już cudu nie widzi oczami
Tkwi on w sercach pielgrzymów
Perłami różańca jaśnieje
Modlitwą posłaną, jak dusza
Po łaskę jej uzdrowienia
Wszak niebo tam ziemi dotknęło...

Tam w miejscach świętych, Maryjo
Pojawiasz się jak Stróż Boży
Z miłością schylasz głowę
Prośbami nie gardząc naszymi
Na słowach modlitwy pielgrzyma
Odciskasz swój pocałunek
Duszę bierzesz w swoje władanie
I znaczysz w niej... miejsce święte

Jakże Twe serce, o Pani, wielkie i tajemnicze
Wybierasz na miejsca święte
Zwykłe pola, gór szczyty
Ludziom prostym i dzieciom niesiesz swoje przesłanie
Szkiełko mędrca nie pojmie Twojego błagania
W drewnianej kapliczce, gdzieś w polu zielonym
W deszczu ulewnym, a jakże słodkim
Gdzie prosty człowiek rozpoznał Cię, Matko
Poczułam również Twój ciepły dotyk

I zrozumiałam, w tym deszczu , słocie
Wśród figur woskowych się modląc
Wędrujesz Matko za ludem swoim
I nie opuszczasz go nigdy
Jak ludzka matka w zwyczajnej chacie
Cud czynisz objawienia
Gdy dziecko Twoje klęknie z różańcem
W mszy świętej szukając ukojenia
To wówczas niebo dotyka ziemi
Choć oczy tego nie widzą
Bo miejsce święte, sam Bóg nam wyznaczył
W duszy... nieśmiertelnej


25.05.05

Podczas porannej medytacji i modlitwy ujrzałam obraz wielkiej tuby (rogu), który zawisł na niebie. Z rogu tego wysypywały się jasne drobinki przemieniające się w trakcie zbliżania do ziemi w... ludzi. Były ich miliony. Przyszło mi na myśl, że to my- ludzie stworzeni przez Boga, w jednym akcie stwórczym, jak nasiona jesteśmy zrzuceni na ziemię. Dojrzewamy i rodzimy się w określonym przez Boga czasie.

Pytanie dziecka

Zapytał mnie raz w lesie
Szkrab jeszcze bardzo mały
Co znaczy, że dusza jest w ciele?
I kolor ma jaki?
Niebieski, różowy, a może biały?
Podniosłam oczy do nieba
Szukając w nim natchnienia
Drzewa dziwnie zamilkły
Ptaki przestały śpiewać
Dziecko spojrzało ufnie
Jakby ciszy nie słysząc
Niebo jasne milczało ...
Na co czekało w tej ciszy?
Jedynie białe obłoczki
Jak uśmiech aniołów wesołych
Dodały odwagi mym słowom
Skrytym gdzieś w sercu głęboko

Dusza...zaczęłam nieśmiało
Wokół czując pytanie
Jest... jak kromeczka chleba
Miodem posmarowana
Ona nas karmi słodyczą
Budzi rankiem do życia
W nocy bajki wyświetla
O świętych, co nam dobrze życzą
Naucza, co dobre, dla brata twego i siostry
Jak uśmiech zdobyć matki i ojca
Jak zmieniać łzy smutku na łzy radości
Jakie słowa wyśpiewać w piosence
By ludzie się radowali
Jakie kolory malować w laurce
Na święta tych, co kochamy


Wiele jeszcze przykładów
Chciałam szkrabowi podać
Ale on nagle przerwał:
Wiem już, jak duszę rozpoznać!
Jak ?- spytałam ciekawa
Sama nie wiedząc wiele
Dusza, rzekł szkrab mały
To Nauczyciel w ciele...
Gdy go chcemy posłuchać
Wszystkiego nas nauczy
A gdy głusi jesteśmy?- spytałam nieśmiało
Wyrzuca nas ze swej szkoły...
Bo wiemy...za mało

Zaśmiały się Anioły z prostej szkraba wiedzy
Drzewa znów zaszumiały
Ptaki trele zaczęły
Tylko dusza, o którą pytał
Szkrab jeszcze przed chwilą ciekawy
Zaczęła ....we mnie płakać
Szczęścia to były łzy?
Czy przedziwnej...obawy.


27.05. 05

Może pod wpływem przemian społecznych w kraju, zastanawiałam się nad naszym losem. Wówczas nagle ujrzałam szosę... prowadzącą do nikąd. Szosa była nowa, ledwo wybudowana . Obok niej leżały wyrwane kępy traw, drzew.
Były zielone, pożyteczne, jeszcze zdolne do życie, ale przeznaczone na ....odsunięcie, umieranie....Mam wrażenie, że dotyczy to dużej ilości ludzi w Polsce, w sile wieku, którzy mogli by coś tworzyć, dać dla kraju, ale zostali "unicestwieni"(bezrobocie).Droga-szosa była dla nowego pokolenia. Odniosłam wrażenie , że była utworzona dla ludzi chcących szybkiego sukcesu, kariery i prowadziła... do nikąd.

Ból

Jest taki ból w człowieku
Którego apteczne leki nie zwalczą
Chirurdzy nie powstrzymają
Zioła nie złagodzą
Zadziwia samego człowieka
Zjawia się jak kukułka w obcym gnieździe
Podrzuca ból
I znika
A ty czyń z bólem według woli twojej
Dobro? Zło?
Radość? Nienawiść?
Odrzuć lub przemyśl
Boga poproś o lekarstwo
Albo węża
A może bożka jakiegoś z naszego świata?
Ból podrzucony jak kukułcze jajko
Woła do naszej duszy
Szukaj Prawdy o nim
Poranisz się wśród ciernistych krzaków życia
Poszukując jego przyczyny
Rany ci tłum zada, gdy w kolejce
Po lek przeciwbólowy staniesz
Aż w końcu ...
Poraniony i pobity
Pokoju zaznasz przed Jezusem do krzyża przybitym
Ból twój u stóp Jego złożysz
I poniesiesz go dalej przez życie
Już wiesz, że ból ten na wszelkie leki....jest odporny
Bóg nam go zadał
Z miłością , nadzieją i wiarą
Jak wielką tajemnicę.


29.05. 05

Medytacja. Zastanawiam się nad życiem w starości. Jeśli starzy ludzie tak narzekają na zbyt długie życie, to dlaczego, pomimo wszystko, tak kurczowo trzymają się jeszcze życia, chcą trwać...Usłyszałam: ze wstydu. Zdziwiło mnie to bardzo. Zaczęłam "przegląd" znanych mi starszych osób. Wielu z nich jest daleko od Boga, są nerwowi, często zachowują się "dziecinnie". Czyżby usprawiedliwiał to wiek? A może właśnie wiek jest sprawdzianem człowieczeństwa? Duchowego wzrostu?
Stary człowiek winien rozeznawać swoje błędy i dążyć do ideału. Już nie musi zabiegać o miłość, może ją dawać , być neutralny w ocenie, "odłożyć" własną niecierpliwość, złość. Dawne rany są już zagojone, starość powinna znać lekarstwo na spokój, mieć dystans wobec zjawisk, które młodych irytują. Może stąd ów wstyd, że mimo wieku nie jesteśmy ciągle "gotowi" stanąć przed Bogiem?


Po prośbie

Widziałam starość , jak przemierzała ulice
Podpierając się laską
Widziałam starość, jak przemykała się po domu
Aby nie przeszkadzać
Widziałam starość w kościelnej ławce
Błagającą o jeszcze kilka nadziei
Widziałam starość na inwalidzkim wózku
Popychaną z niecierpliwością
Widziałam starość, która chciała doradzać
Patrzono na nią niełaskawie
Widziałam starość pochyloną nad grobem bliskich
Z suchymi liśćmi rozmawiała
Widziałam starość o zgorzkniałych oczach
Życie z niej zadrwiło
Widziałam starość, która chciała być silna
Nikt jej nie wierzył
Widziałam starość, którą nikt nie kochał
A jednak nie umierała
Ciągle trwała
Starość, którą spotkałam po drodze
Przemierza ciągle świat
Jak Bóg, "okaleczony" przez człowieka
Po prośbie puka do serc
O miłość ostatnią...


Bezrobotny Anioł

Za dużo płaczu na świecie
Twarzy przygnębionych
Za dużo dzieci głodnych, matek porzuconych
Za dużo zimna i obojętności
Za mało rąk przyjaznych, za mało miłości
Modlitwy za mało, za dużo przemocy
Zbyt wiele lęków, nieprzespanych nocy
Zęby zło szczerzy ciesząc się wygraną
Bóg, mówią ludzie .... zapomniał już o nas

Są jednak chwile, jak błyski na niebie
Kiedy Anioł sznur złoty posyła na ziemię
I chwyta go starzec i matka zgnębiona
Szukając nadziei w ramionach Anioła
A wówczas Anioł, ów boski posłaniec
Znajduje ludzi, którzy zechcą dawać
Człowiek przy człowieku staje zachwycony
Znika obojętność w cieple rąk splecionych

I tak myśli Anioł, tym cudem zdziwiony
Nie mogąc zrozumieć tej pięknej przemiany
Jak szybko znikają lęki i łzy słone
Gdy ze złem do walki staje zwykły człowiek
Trochę słów serdecznych, czasem grosz niewielki
Modlitwa, różaniec, koronki perełki...
Gdyby świat te cuda wpisał w swoje normy
Spałby dziś spokojnie...
Anioł Bezrobotny.

Lekarstwo dla duszy

Gliniane naczynie mej duszy
Czas życia na kawałki rozbił
Zlepić je nakazałeś, Panie
Na pewnej mszy błagalno- proszącej

Wzięłam różaniec do ręki
Kilka modlitw do Ducha Świętego
Msze ofiarowane za bliskich zmarłych
I tęsknotę do Boga Wszechmocnego

Lepiłam mozolnie dzban duszy
Z lękiem i niepewnością
Drogą krzyżową wspierałam
I zwykłą codzienną troską

A kiedy już ulepiłam
Gliniany dzban mojej duszy
Blizn tyle na nim dostrzegłam
Z ran dawnych, co jeszcze bolały

Jakże Ci, Boże Jedyny, zanieść
Dzban taki kaleki?
Jak wlejesz w niego Swe dary?
Mogą przez rany ulecieć...

Cichutki szept do mnie dotarł
Jak powiew letniego wietrzyka:
Przez rany Syna przemawiam
Ranami ... duszę twą leczę.

04/05.06.05

Zastanawiam się nad trudnością zrozumienia pojęcia Trójcy Świętej. Chciałabym przybliżyć sobie tę tajemnicę tak zwyczajnie.... po ludzku. Słyszę, podczas medytacji, wewnętrzny głos: wytłumaczę ci to , to będzie prezent na twoje urodziny.
Jesteś osobą- Ja, ale jako osoba-Ja, jesteś też matką i córką. Jako osoba-matka, dajesz dzieciom swoje poświęcenie, nie przestając być osobą -Ja mającą swoje tajemnice, swoją indywidualność. "Wypromieniowujesz" jak gdyby ze swojej osoby - Ja, osobę-matkę o określonych cechach i zadaniach, tak samo czynisz jako osoba-córka. Jesteś osobą-Ja, osobą-matką, osobą-córką.
Bóg jest jeden w trzech osobach. Bóg zesłał na ziemię swojego syna-Jezusa, "wypromieniował" jak gdyby siebie, w postaci syna. Są jednością, choć Jezus przybiera postać zwykłego śmiertelnika, ale jest bożym Synem. Kto mnie pozna- naucza-pozna mojego Ojca. Bóg cierpi tak samo jak poniżany Jezus. Ty też cierpisz jako osoba-Ja i osoba-matka, gdy doświadczasz cierpień od dzieci.
Jest w nas kilka osób, choć na zewnątrz mamy jedną twarz. Cierpimy, gdy obraża się nas jako osobę-Ja, ale czy nie bardziej, gdy dzieci obrażają osobę-matkę? Najgorszym grzechem jest obrażać Ducha Świętego (Nowy Testament).
Duch święty to sublimacja uczuć Ojca i Syna,. To wielka miłość. W Starym Testamencie, Bóg Sprawiedliwy-karze, w Nowym Testamencie, Bóg się ofiarowuje w postaci Jezusa. Umiera za nasze grzechy na ziemi, wraca do Ojca. Pozostawia na ziemi Ducha Świętego. Dar dla świata -Miłość Ojca i Syna. Ta miłość- Ojciec-Syn nie polega jedynie na wzajemnej "adoracji". Ona działa, tworzy , kieruje, ofiarowuje (siedem darów Ducha Świętego), wpływa na ludzkie życie. Jest więc Osobą a nie samym uczuciem. To tak, jakby Duch Święty był najpiękniejszym podarunkiem Boga dla ludzi, to Jego bezgraniczna Miłość-uosobiona do działania. Bóg Jeden ale w trzech osobach: Bóg-Stworzyciel, Bóg-Ofiara, Bóg- Duch Święty.

Tajemnica piękna

Do gwiazd człowiek dziś sięga
Tajemnic ich szuka poznania
A mnie Anioł w dzień zwykły
Dał dziwne przesłanie:

Innym zostaw gwiazdy, planety
Niech liczą je na nieboskłonie
Ty, szukaj tajemnic w człowieku
Bez lunet, map i wykresów

Nie twarz oceniaj i szatę
Lecz, ile w nim uczuć świętych
Ile wyrzeczeń i ofiar podjętych
Jak ból i rany zadane w pokory kryształ zmienia

Zważ, jak wdzięcznością i wiarą
W modlitwie, do Boga sięga
Jezusa szukaj w człowieku
Choćby krzyż jego Judasz przesłaniał

Klucz znajdź do duszy piękna
Świat chce go ukryć przed nami
Jak znaleźć klucz ten, Aniele?
Gdzie szukać? Za morzem, górami?

Sama go ulep z łez swoich
Z korony cierniowej zadanej
Samotność połóż na dłoni
O miłosierdzie pytaj Jezusa

Nad kluczem tak utworzonym
Zapali się światło święte
Przyłóż do serca człowieka
A poznasz ... duszy piękno

Jak sezam otwarty zaklęciem
Ukaże blask skarbów tajemnych
Warto jest poznać duszę bliźniego
Artysta ją stworzył... Największy

29.06.05

Podczas modlitwy (zamknięte oczy) przewinął mi się obraz Jezusa siedzącego na dużym, płaskim kamieniu. Jak w kalejdoskopie zmieniał się Jego obraz: raz był w królewskim stroju, raz zmaltretowany, krwawiący. Wokół Jezusa był wielki obszar trawy bardzo zielonej. Miałam wrażenie , że Jezus jest bardzo samotny, wyczekujący.... Gdzieś w oddali było miasto, ludzie, ale ten obraz był bardzo zamazany. Jezus czekał... Byłam tego pewna. Próbowałam skupić się , aby zrozumieć to przesłanie, usłyszeć w duszy głos o "prawdzie" tego widzenia.
Otrzymałam taką interpretację. Jezus czeka na ludzi, czeka też na mnie, boimy się podejść do Niego blisko, po tej zielonej murawie. Jeśli już ktoś "odważy się" podejść, nawet w pół drogi do oczekującego Jezusa- nie ma odwrotu. Musi podchodzić coraz bliżej. To "podchodzenie" do Jezusa Samotnego odbywa się w wielkiej ciszy, towarzyszy człowiekowi spokój, ale i lęk wielki, czy podoła "odrzucić" to co jest wokół zielonej murawy: miasta , ludzie.
Na tej drodze do Jezusa jest samotność, ale nie ma ona wymiaru cierpienia, jedynie samopoznanie swej duszy. Musimy stanąć sami przed sobą, bez pomocy innych, potrzebna jest w tej drodze odwaga człowieka, wolna wola, aby "zbliżenie" do Jezusa było całkowite, bez oglądania się za siebie. To przy tym kamieniu Bóg daje łaski. Dano mi odczuć, że to bardzo trudne wejść na tę murawę. Uczynili to już ludzie święci.

Tak trudno.........

Tak trudno iść za Tobą, Jezu
Choć powtarzasz - Jestem Miłością
A my ku człowiekowi się skłaniamy
Szukając pociechy
Otrzymujemy obojętność, nienawiść
Gesty cierpliwości jedynie, drwiący śmiech
Czasem nawet miłość
Na sekundy życia

Tak trudno iść za Tobą, Jezu
Prosisz o obecność naszą przy krzyżu
Nie wymagasz, aby rany Twe opatrywać
Ale my boimy się na nie patrzeć
Jak na grzechy nasze

Tak trudno iść za Tobą, Jezu
Choć niewiasty pod krzyżem
Prosiłeś jedynie o cichy szept modlitwy
Małą łzę, nie głośne łkanie
A my wolimy wielki wrzask
O swojej krzywdzie

Tak trudno iść za Tobą, Jezu
Choć chcesz od nas tylko Miłosierdzia
A nie ofiary
Dla naszych serc, sprawiedliwość ludzka
Jest ważniejsza
O nią toczymy wojny, rozbijamy rodziny, zabijamy

Tak trudno iść za Tobą, Jezu
Ciągle nie wierzymy, że Boża Miłość
Jest... dla człowieka

Na nic

Kiedyś świat wydawał mi się prawdą
Kiedyś moc władców - potęgą
A nauka siłą
Kiedyś prawdy szukałam u filozofów
Umysły sławnych były mi autorytetem
Nie znalazłam miejsca...
Na własne szczęście

Kiedyś stanęłam naprzeciw krzyża
Człowiek na nim cierpiał
Samotny
Zawisł z mocy sądu, autorytetu, nauki, tłumu
Patrzył na mnie zamarły w drzewie
Jeden krzyż w kościelnej nawie
I ja
Jedna

Jeden liść na drzewie, a jakże ważny
Mała łza, wobec wielkiej rozpaczy
Jedna dłoń wyciągnięta, a jakże cenna

Na nic tysiące dłoni podanych
Na nic wielki ogień wobec płomienia świecy
Na nic tłum wobec jednego człowieka
Na nic ogromne fale wobec jednej kropli
Na nic wielkie cmentarze wobec jednej mogiły

Kiedyś stanęłam naprzeciw krzyża
To Ty, Jezu, powiedziałeś do mnie:
Na nic cała prawda o ludziach i świecie
Wobec prawdy... o tobie samej!

05.08.05

Wystawienie Najświętszego Sakramentu na ołtarzu Serca Jezusowego w kościele na Nobla. Po kilku minutach przed ołtarz przyszła siostra zakonna i zebrała zwiędłe bukiety. Trwała adoracja i było kilkadziesiąt osób. W pewnej chwili usłyszałam wewnętrzny głos: stawiajcie przy mnie zawsze świeże bukiety kwiatów, a nie zwiędłe. Co to znaczy- pomyślałam, adorując Najświętszy Sakrament. Po chwili zrozumiałam. Bukiety kwiatów są jak nasze modlitwy, muszą być zawsze świeże- czyli żywe, serdeczne, mówione z miłością. Bukiety zwiędłe- to nasze "zwiędłe" modlitwy, odmawiane z rutyną, pośpiechem, z obowiązku. Często modlimy się rozglądając, nieuważni na to, co istotne w kościele. Pan Jezus "przyjmuje" te zwiędłe bukiety naszych modlitw, ale tak naprawdę czeka kiedy przyniesiemy na ołtarz - świeży, piękny, pachnący bukiet kwiatów - modlitw szczerych, pełnych miłości i dobrych uczynków.


Kościół

Są takie miejsca bezpieczne na świecie
Gdzie zło zatrzymuje się na progu
Twojej duszy
Może czeka ale nie dotyka
W blasku świec, oddechu kadzidłem
Jezus zasiada obok ciebie
Zamknij oczy, posłuchaj Jego słów
On wkracza z kapłanem na ołtarz
I cud się dzieje Przeistoczenia
Tam, nawet twoje łzy cię karmią
A dusza strapiona znajduje odpocznienie
Tam pod krzyżem klękasz
A on cię unosi z prochu
Do Serca Najświętszego
Tam nikt nie upada , nie traci nadziei
Nie zaznaje głodu, lęku
Sam Jezus go karmi
Serce i ciało leczy
Wystarczy przekroczyć próg
Drzwi możesz zostawić otwarte
Złodziej twej pokory nie podąży za tobą
Może tylko
Poczeka....
Zamknij oczy, poślij duszę na ołtarz
Anioł twój Stróż ją poniesie
A ty czekaj, na cud
Z wiary, miłości i nadziei się narodzi
Czasem jednego chmurnego dnia
A czasem wielu lat trzeba
Czasem dłonie jednego kapłana wystarczą
Z hostią świętą
A czasem dziesiątek dłoni potrzeba
Ale idź, ciągle idź
Do jedynego bezpiecznego miejsca
Dla ciebie, człowieku
Znacz go łzami, ślad po sobie zostaw
Nie zniknie
Aniołowie świetlistym kręgiem go znaczą
Są takie miejsca piękne na świecie...
Tam sam Bóg pełni święty dyżur
Ofiarując się człowiekowi


Ludzka ikona

Pożegnałeś mnie Jezu, po mszy
Ludzką ikoną
Jakby mało było świętych obrazów w kościele
Ta ludzka ikona, jak obraz żywy
Utkwiła w sercu moim
Klęcząca, siwa kobieta, zatopiona w modlitwie
Obok niej - syn
Nazywają takich "downami"
Niepełnosprawnymi...
Trzymał rękę na jej głowie
Jakby ochraniał
Czekał z cierpliwą miłością, dumą
Kiedy zakończy rozmowę z Bogiem
Trwali...
Nieporuszeni wobec ludzi wypływających
Jak strumień, po błogosławieństwie
On, syn, zdawał się być, jak Jezus
Który pieczę ma nad Prawdą
Żywa ikona poruszyła się
Syn pomógł matce powstać z kolan
Podążyli razem
Za nimi, Pokora, podskakiwała wesoło
Dzięki Ci Jezu, za dar oczu
Dzięki za dar mszy świętej

12.08.05

Msza święta. Podczas modlitwy ujrzałam nagle przed oczami obraz Anioła w białej szacie, który ciągnął za sobą postać człowieka. Jego głowę miał pod pachą , jakby ten człowiek opierał się. Anioł przeszedł obok ławek, kierując się ku ołtarzowi. Obraz ten miał w sobie coś śmiesznego , pomimo powagi mszy, jakby Anioł mocował się ze swoim podopiecznym...


Modlitwa grzesznika

Przebacz Boże, bo zgrzeszyłem
Choć z wiarą biłem się w piersi
Przebacz Boże, bo ufałem
Pamięci bardziej niż sercu
Przebacz Boże grzechy i potknięcia
Oczy moje zanurz w Miłosierdziu Twoim
Uszom daj łaskę rozgrzeszenia
Naucz liczyć przebaczenia Twoje
Ukaż, jak cierpliwie czekasz
Na tych, co skarbu na ziemi szukają
Podaj krzyż
Nadzieję dla kamieni moich
I czas daj święty
Abym ręce po niego wyciągnął.....


Pytania

Jak stanąć przed Tobą, Boże?
Co czynić, by stać się godniejszym?
Za Matką skryć się Bolesną,
Czy za Jezusem cierpiącym?
Z płaczem podbiec bez lęku,
Czy modlitwą błagalną?
Na miejscach Cię szukać świętych,
Czy przy kapliczce przydrożnej?
W tłumie skryć się pielgrzymów,
Czy w modlitwie uklęknąć samotnie?
Własny krzyż dźwigać bez skargi,
Czy też innym pomagać go unieść?
Jak stanąć przed Tobą, Boże
Aby Cię... nie obrazić?

Dopóki pytasz, rzekł Anioł,
Serce twe w pychę niestrojne,
Pytania zadajesz głośno
Bóg... w ciszy daje odpowiedź
Odkryj tę Ciszę w sobie
A chroń ją, jak miejsce święte
Bóg jest w nim częstym gościem
I tam zostawia... odpowiedź

18.08.05

Adoracja
W uniesieniu, posyłam ku Chrystusowi słowa modlitwy i mojej gotowości bycia w uwielbieniu przy Jego Tronie. Czuję piękno tego "obrazu", światło , czystość kolorów, radość." Na ziemię" sprowadzają mnie słowa, które słyszę w duszy, a które później muszę rozważyć w sercu: chcesz być ze Mną przy pięknym Tronie, a przecież, gdy schodzę na ziemię , ludzie "oblepiają Mnie" swoim błotem. Czy i wtedy będziesz ze Mną? Zastanowiły mnie te słowa i dlatego je rozważałam. Jezus chce być wielbiony jak Boży Syn, ale też zauważany na ziemi, gdy poniżony, obrażany, wzgardzony (oblepiony błotem) prosi o miłość.
Jakże często - zrozumiałam- nie mamy odwagi bronić Jezusa tu na ziemi...


Nadzieja

Nadzieję Bóg zesłał do żłóbka drewnianego
Dzieciątkiem była niewinnym
W ręce Ją oddał Józefa i Panny świętej
Aby Ją utulić
Nieobca była Nadziei ludzka bezbronność
I płacz w kolebce drewnianej
Jak człowiek się narodziła
I do człowieka przyszła po chwałę
Wiele lat przemierzała swe ścieżki
Wielu ludzi dotknęła swym słowem
By na końcu, z rozpaczą i bólem
Znów, na drewnianej kolebce głowę swą oprzeć
Tą kolebką nie był żłóbek narodzin
Lecz krzyż wielki dla Nadziei zbity
Nie kołysał Cię na nim śpiew Matki, cichy
Lecz głos ludzki, głośny i mściwy

Dwie kolebki były w Twym życiu
Nadziejo, przez Boga zesłana
Mały żłóbek w grocie ukryty
I krzyż wielki...
W skałę, na Golgocie wbity
Najpierw siano, potem kamień zimny
Twoim łożem były, Nadziejo
Lecz Bóg, jak Miłość, za obłokiem skryty
Co rok, posyła na świat... Nową Nadzieję
Miłosierny, Sprawiedliwy, Cierpliwy
Ciągle czeka na ludzi gotowych
Co oddadzą Nadziei swe serce
I krzyżować nie będą Ją grzechem


22.08.05 Przed wyjazdem do Banneux, Belgia

Sen niezwykle wyraźny. Jestem w swoim pokoju, na progu widzę zwierzę w kształcie węża. Nie mogę przekroczyć progu. Głowa tego stwora zmienia się, ukazują się głowy ludzkie. Wiem, że muszę go zabić , aby wyjść z pokoju, ale... przecież nie mogę zabić stwora z ludzką twarzą! Nie bój się, słyszę, wbij włócznię między oczy. Obejrzyj się! Na podłodze widzę czarną włócznię z dziwnego metalu o chropowatym wyglądzie, jakby pochodziła z bardzo dawnych czasów. Biorę ją obiema rękami. W tym czasie stwór przybiera głowę węża, otwiera szeroko paszczę. Widzę wielkie gardło z zębami? Uderzam silnie włócznią między oczy (tak mi nakazuje wewnętrzny głos).Wąż-stwór ... znika. Czuję wielką siłę w sobie, gdy go uderzam, jakbym to nie była ja. Nigdy nie zabijałam...
To był wysiłek, trud znaczny, ale odczuwam przedziwny spokój...
Nie wiązałam tego snu z pielgrzymką, ale... była ona niezwykle owocna dla mnie, a sami pielgrzymi we wzajemnych kontaktach, tak życzliwi i serdeczni, jak jedna kochająca się rodzina. Byłam na wielu pielgrzymkach, ale ta była wyjątkowa!


Telefon duszy

Jest taka "komórka" złota
Wpisana w życie każdego
Pieśni piękne wygrywa
Na pocieszenie, ostrzeżenie, zagubienie
Duszy
Sygnał tych pieśni Bóg nagrał
Dzwoniąc do nas na rozmowę - modlitwę

Zagłuszamy boże pieśni złotej komórki
Komórkami, ekranami ludzkimi
Nagrywamy na nich własny świat
Wypełniamy byle jakim pokarmem
Wiadomości, informacji, obrazu
Czy pocieszają, ratują, darzą przyjaźnią?
Ofiarują miłość bezinteresowną?
A może tylko usypiają?
Na kilka dni, miesiące a nawet lata?
Cichnie sygnał złotej komórki...
Ale jest ktoś, kto ciągle wierzy w moment ciszy
W życiu człowieka
A wówczas melodia złotej komórki
Zaczyna brzmieć jak dzwon...


24.08.05

Banneux, Belgia. Pierwszy dzień przed obrazem Matki Najświętszej. Jestem już czwarty raz, nigdy nie odczułam takiego "stanu". Jak go opisać? Zapadłam się w jakiś letarg, przeogromny spokój. Dziękuję Matce Bożej, że mnie zaprosiła do siebie. Czuję dotknięcie po prawej stronie ciała, ale nie chcę się odwracać, jestem poza wszystkim. Chcę być tylko z Maryją. "Widzę" sukienkę szarą, fałdy układające się na sukni - fartuchu "roboczym". Pytam w sercu, dlaczego, Matko Boża, masz taką zwykłą szatę, jak posługująca kobieta? "Słyszę" odpowiedź: jestem Matką Bożą Pielęgniarką. Opatruję rany serc, duszy i ciała. W Banneux jest Dom Opieki dla ludzi chorych. Przyjeżdżają na wózkach do świętego obrazu i źródełka. Wielu chorych pielgrzymów składa swoje prośby przed Maryją. Jakże nie wierzyć, że Matka Boża w Banneux jest ciągle żywa, ciągle wysłuchująca, troskliwa?


Santa Maria z Banneux

Gdy noc gasi ostatnie światła
Cisza zalega w alejkach i kapliczkach
Dogasają świece zapalone nadzieją pielgrzymów
Szemrze cichutko święte źródełko
Od ludzkich rąk odpoczywa
Wysokie drzewa opowiadają sobie historie zasłyszane
W nocnej ciszy, Maryja siada przy źródełku
Do Syna modlitwy posyła
Złożone starannie w różaniec
Tajemnicy łez człowieka, dziękczynienia, miłości
Żadnej perełki nie upuści
Potem, jak Wielka Pielęgniarka
Chorych w pobliskim szpitalu utuli
Policzy wózki, kule, laski pobłogosławi
Odstawione na noc, jak krzyże
Rankiem, ponownie ludzie je poniosą
Utuli do snu tych, którzy na twardej poduszce Samotności
Muszą codziennie kłaść głowę
Psalm piękny im zaśpiewa..
Szata na Maryi Świętej zwyczajna, nie królewska
Szary fartuch pielęgniarki, proste sandały
Matka Ubogich..
Bezszelestnie obok pielgrzymów przechodzi
Cuda czyni uzdrowienia.
Dotknij mnie, Matko, szepczą w kaplicy pielgrzymi
A Ona... dotyka
Rękami oddanych opiekunów
Spojrzeniem współczującym człowieka
Uśmiechem, który łączy
Modlitwą, znakiem krzyża
Na mszy obok kapłana siada skromnie
I słucha...
Matko Najświętsza Ubogich z Banneux
Która codziennie odmawiasz różaniec ludzkich serc - próśb
Weź nasze łzy i dziękczynienia, nasze dusze
W podzięce szczerej i...
Módl się za nami.


Trudna odpowiedź

Jako dziecko, pęki kwiatów
Brałam od Ciebie, Boże,
Jak solenizantka, którą się rozpieszcza
Czekałam na nie jak na podarunek
Który mi się należy...
Myślałam - Bóg pracuje dla mnie
W młodości zachwyciła mnie niezależność
Ja pracowałam dla siebie...
Bóg przyglądał się moim poczynaniom
Uśmiechał się jak Ojciec pobłażliwy
Ale przyszedł czas na duchową dojrzałość
Znikły prezenty i pobłażliwość
Do bukietów Twoich, Boże,
Ręce wyciągam przez kolczaste druty życia
Czasem po omacku, w wielkiej ciemności
I trudno mi je dosięgnąć
Kaleczę kolana, ręce i duszę
A jasność świeci małym światełkiem latarki
Bukiety kwiatów, duchowe radości
Są jak ułuda w ręku
Im dalej podążam, tym odleglejsze się wydają
I pytam Ciebie, Boże
Dlaczego?
Odpowiadasz...
Już czas, abyś ty pracowała... dla Mnie


25.08.05
Banneux - msza święta, adoracja.

Tak zazdroszczę, mówię do Pana Jezusa, świętym i błogosławionym, wszelkich łask, jakich im udzielasz, Panie, a ja jestem taka niedoskonała... Słyszę w głębi serca "wesoły" głos, bo tak mogę go określić. Ten głos jest... taki ludzki... Ja też jestem "zazdrosny" o ciebie, gdy o mnie nie pamiętasz, nie troszczysz się o mnie... Poczułam tak przeogromną radość, że ktoś taki jak ja, może być warty... zazdrości Jezusa! Jakże Go więc nie kochać? Zabiegać o rzeczy, sprawy nie związane z Bogiem? Przecież Jezus daje tyle radości!

Klucz

Klucza szukałam do serca swojego
Miłość dając nieudolną
Piękna szukałam w człowieku
Blizny zadane leczę do dziś
Radości czekałam od życia mojego
Łez nazbierałam kilka czarek
Słowami próbowałam leczyć
Były zbyt kalekie
Milczeniem łagodziłam spory
Kamieniem twardym wracały
W pląsach z życiem nie znalazłam
Błogosławieństwa...

Klucza do serca szukałam...
Maleńka, biała hostia cud uczyniła
Przylgnęła mocno, jak znak Miłości Świętej
Otwarło się serce niespokojne
Błogosławieństwo otrzymałam
Dla życia mojego....


Wielbi dusza moja Pana

Wielbi dusza moja Pana
Za życie......
Dar dany z nadzieją, że go docenię
A duszy mojej nie zgubię
Na bezdrożach świata
Wielbi dusza moja Pana
Za wiarę....
Że krzyż podany poniosę
Choćby z jękiem
Wielbi dusza moja Pana
Za miłość.....
Daną w upadkach
Za oczy Boga życzliwe i ufne
Gdy ze złem walczę
Wielbi dusza moja Pana
Za życie......
Żyjąc mogę mówić do Ciebie, Boże
I doświadczać cudu...
Twoich odpowiedzi.


26.08.05

Adoracja Krzyża w Tetremont.

Odczytuję głośno modlitwę do pięciu ran Jezusa. Potem jest modlitwa księdza. Nie jestem w jakimś stanie ekstazy, nawet trochę rozproszona. Po chwili czuję tak ogromny, niepojęty stan radości, jakiego nigdy nie odczuwałam. Trudno go wyrazić słowami. Moje serce chce wyskoczyć, nie mieści się we mnie. Ogromny szloch oczyszczający przejmuje moje ciało. Mam wrażenie, że zacznę głośno krzyczeć, szlochać, że tej radości jest "za dużo" - nie podołam jej ponieść. Boję się ludzkiej reakcji pielgrzymów - moich towarzyszy, bo jestem przed krzyżem, na ich oczach, a nie lubię histerycznych zachowań, zbyt emocjonalnych. To uczucie przypominało ogromne wrzenie w naczyniu, aż pokrywka z tego naczynia poruszała się, a gorące uczucia przelewały się. Piękne, oczyszczające uczucie. Nie zapomnę tego daru nigdy...

Adoracja

Jest we mnie pragnienie wielkie
Uklęknąć przed Tobą, Jezu
W pustym, zamkniętym kościele
I trwać w skupieniu świętym

Wśród świec zgaszonych i ciszy organów
Obrazów uśpionych i ław wysprzątanych
Stanęłabym sama, w prawdzie o życiu moim
Z nadzieją i lękiem, przed ołtarzem Twoim

Nie wiem , ile byłoby milczenia
W tej adoracji samotnej
Ile słów błagalnych, dziękczynno-proszących
Ile łez płynęłoby, oczyszczających

Pod krzyżem bym uklękła
Jak pielgrzym utrudzony
Wśród ciszy śpiącego kościoła
Czekała, głosu Twego spragniona

Milczenie swoje bym dała, pełne uwielbienia
I krzyże życia w bukiet przedziwny zebrane
A Ty uczyłbyś mnie miłości
Do Boga, przez ludzi zranionego

Jest we mnie pragnienie wielkie....
Czuje to dusza stęskniona
Spotkania oczu Twych miłosiernych
Dotknięcia rąk do mnie zwróconych

Gdyby...

Gdyby miłość miała ręce
Poczułbyś jej ciepły dotyk
Gdyby miłość miała oczy
Patrzyłaby na nas czule
Gdyby miłość miała ciało
Przytuliłaby cię do siebie
A tak stoisz człowieku na rozdrożu
Pełen lęku szukasz oczu, rąk
Czekasz ciągle na dotyk miłości

Kiedyś Bóg zesłał na świat
Taką Miłość
Miała ręce, które błogosławiły
Oczy, które leczyły
Słowa, które napełniały nadzieją
Człowiek Ją ukrzyżował !
Nie uwierzył w łaskę Miłości

Ale Ona nie umarła
Zmartwychwstała
Jej oczy ciebie widzą /
Jej ręce ciebie błogosławią
Jej usta mówią do ciebie z miłością
Nie krzyżuj Jej, człowieku
Zanim nie pokażesz Jej swojej duszy
Dotknie ciebie
Przytuli
Spojrzy


27.08.05

Ostatni dzień w Banneux

Dziękuję Matce Bożej za tę pielgrzymkę. Czym mogę się odwdzięczyć, pytam, tak zwyczajnie, po ludzku. Przecież wszystko co piękne należy do Ciebie, Maryjo... Słyszę - módl się za ludzi w Belgii, to dobrzy ludzie...

W czasie modlitwy różańcowej za dusze czyśćcowe jedna z pielgrzymujących osób podejmuje inicjatywę modlitwy w autokarze - za dusze czyśćcowe. Jesteśmy wszyscy już zmęczeni, zbliża się kolejna już godzina podróży w autokarze. Kolejny dziesiątek różańca... Moją duszę przejmuje raptem wielka rozpacz. Widzę obce twarze i twarze moich zmarłych bliskich. Na piersiach maja woreczki - sakiewki z dziwnego materiału, jakby z juty. Sylwetki są pochylone w wielkim uniżeniu, jak żebracy, którzy samą postawą proszą, bez słów. Czuję ich wielką prośbę, jakby od tej modlitwy wiele zależało. Wielki szloch przejmuje moje serce, rozpacz nieutulona. Cierpienie ich staje się moim. Obraz ten dano mi abym poczuła dosadniej, silniej, jak ważna jest modlitwa za dusze czyśćcowe.


Twarze

Nie znam twarzy Boga ani anioła
Nie znam twarzy krewnych, zmarłych dawno
Znam piękne twarze dzieci
I tajemnicze twarze młodych
Ale..
Tylko stare twarze mówią wyraźnie
Bruzdami wyżłobionymi przez łzy
Zmarszczkami śmiechu i cierpienia
Są mapą
Tajemnej krainy
Życia
Państwem bez granic
Dla armii Dobra i Zła
Na starych twarzach
Widzę naznaczone pola
Zwycięstw i klęsk
Duszy..
Nad ciałem


Matko Bolesna

Zraniona i bolesna wędrujesz po świecie
Jakby nie dość cierpienia
Życie Twe doznało
Święta Matko wśród bolesnych matek
Niepokalana

Zbierasz dla Syna dusze
Pokaleczone i chore
Dłońmi ogrzewasz serca zamarłe
Świętą szatą łzy ocierasz
Poisz nadzieją ze źródełek

Wytarte od modlitw perełki różańca
W róże przemieniasz
Zapachem ich ozdabiasz
Rany nie gojące
Pocałunkiem błogosławisz obrazy
W sanktuariach dla Ciebie wzniesionych
Cudami uzdrowień duszy i ciała znaczysz

Wędruje po świecie Serce Twe, cierniami splecione
W bólu matek ziemskich ból Swój objawiasz
Do Ciebie, Matko Bolesna, wyciągają ręce
A Ty, chwytasz je i jak w tańcu świętym
Do Syna prowadzisz po błogosławieństwo
Za przyjęcie bólu, za ciernie życia
Za pokorę w Miłości...


30.08.05

Po powrocie z Banneux

Zbliża się godzina mojej codziennej mszy o godzinie 9.00. Próbuję przemóc opór przedziwny - jakiś głoś (znam go) mówi: nie musisz iść do kościoła, przecież byłaś codziennie na mszy, przeżyłaś tyle wspaniałych chwil... (znowu kuszenie...) Poszłam na mszę i przeżyłam niezwykłe "nauczanie" przed Najświętszym Sakramentem, podczas Adoracji, po mszy. Ostrożność. Dlaczego, Jezu, pytam, niektórzy tak wiele mówią o ostrożności i tylko ostrożności? Czy należy być tak bardzo ostrożnym, pytam? Wewnętrzny głos odpowiada mi, a jednocześnie "widzę" w sercu rzekę i drewniany most o mocnej konstrukcji z dużych bali. Bale są naprawdę, na co zwracam uwagę, silnej konstrukcji. A teraz ciekawy wywód: ludzie są czasem zbyt ostrożni, boją się przejść po tym moście... do Mnie. Zatrzymują się... z ostrożności. A to niezbyt mądre, można wiele stracić... Za mostem widzę piękną łąkę z kwiatami. Są okazałe, wielokrotnie większe niż w rzeczywistości. Mają piękny zapach. Chcę przekroczyć ten most. Dlaczego ludzie boją się na niego wejść? - pytam. Łąka, na której znajdują się ci, którzy pokonają ostrożność - słyszę głos w sercu, to niezwykła łąka, niezwykłe są na niej kwiaty. To kwiaty piękne... ale nie tylko do oglądania. Zerwanie, dotknięcie takiego kwiatu, to... rodzaj ślubu. Zerwiesz, na przykład, kwiat pokory - musisz być pokorą. Zerwiesz kwiat cnoty... musisz być cnotą, zerwiesz kwiat ślubów zakonnych, musisz go dopełnić...Daję piękny kwiat - dar, słyszę, ale... wymagam też dopełnienia przyrzeczenia. To ślub przede Mną. Może dlatego tak mało ludzi chce przekroczyć ten most? Dlatego ciągle mówią o ostrożności. Może nie chodzi tu o lęk przed tym, co nam Zły "mówi", ale o lęk przed odpowiedzialnością, powagą ślubu dopełnienia przyrzeczenia.

Usprawiedliwienie

Chciałabym cię duszo
W pięknym ogrodzie umieścić
Wonią zapachów otoczyć szlachetną
Chciałabym cię duszo
Ochronić jak mocarz przed światem
A mogę cię tylko pod krzyżem życia ugościć

Ale pójdę za tobą, jak małżonka ślubna
W drogę dla mnie zbyt trudną
Prowadź mnie, po śladach słów Chrystusa
Daj przystanąć, gdy za tobą nie nadążam
Daj pokutę czynić, gdy słów Jezusa zapomnę
Daj odpocząć w pocieszeniu błogosławionym

Zaniosę cię duszo zgnębiona
Przed ołtarz Pana naszego
Pobłogosław, powiem, Jezu
W dłoniach Swych, duszę potrzymaj
W miłosierdziu zanurz jej zniecierpliwienie
Powiedz jej, powiedz, Boże mój Drogi:
Ty skrzydła masz, duszo przepiękna
Ona - tylko dwie zmęczone nogi


Samotność

Zanurzeni w codzienności
Wtopieni w miejską obojętność
Wędrujących obok siebie ludzi
Czujemy, jak biegnie za nami
Samotność

Jak gazela mknie za młodymi
Choćby tysiącami zajęć mylili jej tropy
Miłością ziemską, ciągle nową
Wypełniali czas

Za starymi podąża jak zraniona łania
Odgłosem laski daje znać o sobie
Nie musi biec
Krok jej równy krokowi starości

Jest jak woal przezroczysty, niewidoczny
Ale bolesny w dotyku
Choćbyś hałasem otoczył się jak zapomnieniem
Ona, samotność, ciągle szepcze
Po co jesteś na tej ziemi?

Może warto przystanąć, oswoić tą upartą samotność
Przemienić w Anioła
Stróżem niech się stanie, a nie ucieczką
Podaruję ci, moja samotności, modlitwę
Ofiarę mszy świętej, nadzieję i wiarę
Podam rękę
Może staniesz się wtedy uśmiechniętym przyjacielem


13.09.05

Nie mogę zasnąć, co jest dla mnie nietypowe. Modlę się za zmarłych, proszę Anioła swojego o rozmowę. Przychodzi do mnie wiersz "Bajka o człowieku".
Wtedy słyszę: wstań i zapisz, bo zapomnisz. Zapisuję, "wygładzam" go następnego dnia. W dalszej rozmowie ze swą duszą otrzymuję obraz człowieka, który żyje na tym świecie. Żyjemy nie tylko życiem wewnętrznym, ale także swoją "fizycznością". Mamy zmysły potrzebne aby przetrwać. Ale ...zbyt wielu z nas "zakorzenia" się mocno w tym świecie. Staje się jego niewolnikami. Ulegamy namiętności, obrazom, przywiązujemy się do tego świata. Widziałam korzeń w kształcie spirali utkwiony w ziemi. Owe silne przywiązania "fizyczne" odbierają nam Wolność działania według potrzeb duchowych. Aby poznać Boga, musimy się uwolnić od tych "spirali". Korzystać z nich, ale nie zakorzeniać się. Bóg chce nas "unosić", przemieszczać, nauczać. Jak nauczać kogoś, kto jest niewolnikiem?

Bajka o człowieku

Był raz sobie człowiek, obok niego Anioł
Anioł go ochraniał, człowiek nauk słuchał
Samotny diabeł zazdrośnie na tę przyjaźń patrzył
Jak ją popsuć, myślał
Jak zabić tę przyjaźń...
Chwastami plunął, gdy Dobro sadzili
Natrudził się człowiek przy zbieraniu plonów
Gdy Anioł nauczał człowieka radości
Diabeł ich przedrzeźniał, uczył płaczu, złości
Co Anioł pokazał na świecie pięknego
Diabeł szpecił, kolorami złego
O miłości szeptał Anioł w tajemnicy
By diabeł nie słyszał o jej sile, mocy
Człowiek wykształcony przez Anioła swego
Schował miłość w sercu, jak klejnot zbyt cenny
Diabeł, co się chował na ścieżkach człowieka
Kusił go i błagał: pokaż skarb swój wielki
Gdy człowiek uległ diabłu ciekawskiemu
Z nauk o miłości zapomniał tak wiele
Mam kochać, ale kogo?
Tego nie spamiętał...
Bawił się miłością człowiek, blaskiem jej ujęty
I tak idą razem, on i miłość własna
Ona go pociesza, często mylą drogi...
Diabeł na Anioła popatruje z dala
Szczęśliwy, że poplątał w pamięci człowieka
I tak z tej niepamięci, świat przedziwny powstał
Zbyt dużo w nim diabłów, które śmieją się radośnie
Zbyt wielu Aniołów, które zamiast śmiać się...
Płaczą

Nie mów

Nie mów, że Bóg cię opuścił
A krzyż swój dźwigasz samotny
Nie mów, że modlitw twych nie wysłuchał
Czy wiesz, jak do Niego się modlić?
Nie mów, że serce twoje oziębło
Bo Jezus za serce twe umarł
Nie mów, że Boga już nie znasz,
Bo właśnie przy tobie usiadł
Nie mów, że płaczu twego zapomniał
On zna twój szloch rozpaczliwy
Nie mów, że sam jesteś na świecie
Jest obok ciebie, w hostii, Bóg żywy
Nie mów, różaniec zgubiłem
Nie umiem się na nim modlić
Jesteś przy Sercu Maryi
Ona z łez twoich go stworzy
Nie mów...
Nie mów, latami się przecież modliłem
Dla Boga - lata są niczym
On działa w tchnieniu sekundy
A krzyż twój w łaski przemienia obfite.

2.10.05

Podczas mszy świętej przed moimi oczami ukazał się obraz spokojnej tafli wody. Raptem zmącił ją kamyk, potem wielki głaz. Nie zrozumiałam od razu tego "przekazu". Jeszcze raz ujrzałam w myśli obraz spokojnej tafli. W tym drugim "spojrzeniu" tafla wody poruszyła się, ale odzyskała szybko spokój i płynęła równym nurtem. Dwa obrazy, takie różne ale co one znaczą, pomyślałam. Gdzieś w duszy odezwał się głos tłumaczący mi, że w jednej wodzie , nawet zwykły kamyk może dokonać wiele zamętu, w tej drugiej , woda porusza się , ale nadal płynie własnym nurtem. To obraz duszy człowieka, jego serca. Przeciwności, tragedie burzą nasz spokój, nasze "gładkie lustro wody", mogą nawet na długo oderwać człowieka od wiary w Boga i pokładanej w Nim ufności. Mącą duszę, ona jest za słaba, poddaje się zawirowaniom "kamyków zrzuconych przez życie". Dusza pełna zaufania do Boga, "dotknięta", nawet głazem, dalej wpatruje się w Boga, jej wody płyną spokojnym nurtem. Choć kamienie, głazy, tkwią na dnie, nie mącą duszy, może tylko niepokoją, ale nie odbierają siły. To wielka łaska.

Druga strona lustra

Przeszłam na drugą stronę lustra
Anioł mnie prowadził
Już nie przyglądałam się sobie
Nie rozważałam jak podobać się światu
W moim lustrze zaczęli przeglądać się
Inni ludzie
Układali fryzury, a ja widziałam
Jak cierpią
Zmieniali ubrania
Czułam ich lęk
Malowali twarze, robili miny poważne
A ich serca błagały
A potem zamykali domy i wychodzili
Ozdobieni
Aby w innych lustrach przeglądać się
Jak w swoim...
Przejście na drugą stronę lustra.. boli
Aniele mój
To nie zaczarowana podróż w bajkę
Z drugiej strony lustra, nie widać twarzy
Starych, młodych, pięknych, brzydkich
Nie słychać słów
Z drugiej strony lustra jest... prawda
Posyłam moim "twarzom" z lustra modlitwę
Proszę
Idź, przejrzyj się...
W Miłosierdziu Bożym

Ściana

Znam taką ścianę w Jerozolimie
Ścianę płaczu..
Wypełniają ją kartki z prośbami
Modlitwami się karmi
Podtrzymując stare mury
Jest taka ściana, przed którą każdy staje
W życiu, nie w Jerozolimie
Wyciągasz do niej ręce z kartką życzeń
A ona wypada z muru
Na ziemię
Podnosisz pogiętą i już nie jesteś pewien
Własnych próśb
Czasem silny powiew wichru unosi ją
Trudno dogonić
Ręce opuszczasz jak bezbronne skrzydła
Ani unieść się, ani pofrunąć
Jest taka ściana w życiu
Nie w Jerozolimie
Nie na śladach Jezusa, ale własnych
Gdy musisz pochylić się w modlitwie
Z rękami gotowymi do przyjęcia bożych życzeń
Czasem to jest... ściana płaczu

Namiot

Postawiłeś Swój namiot między
Wiarą a zwątpieniem
Między nadzieją a lękiem
Postawiłeś Swój namiot między
Ja i Oni
Kimś a czymś
Rozumem i sercem
Postawiłeś Swój namiot między
Dzieckiem a Ojcem
Życiem a śmiercią
Krzyżem wysokim oznaczyłeś, Jezu
Ojciec Twój prezent dał nam
Szlachetny, trudny
Wolną wolę
Jak zegar tyka nakręcony ręką Boga
Czas wskazuje według Jego Nadziei
Błądząc, wątpiąc, kochając
Mylimy namioty
Poranieni rozumem, własnym krzyżem
Wolną wolę dźwigamy
Jak odpowiedzialność dla Nadziei Boga
Postawiłeś Jezu Swój namiot
Między Bogiem a człowiekiem
Mną i moją duszą
I ciągle czekasz cierpliwy
Na Swoich gości...

03.11.05

Budzę się nad ranem, w uszach brzmią słowa, nie wiem czyje. Jestem obudzona, a jakbym zarazem była w innym świecie. Słyszę: w tym tragicznym, świecie jedynie bezpieczne miejsce dla duszy - to zakon. Tam też przeżywa się "burze" duchowe, ale jest się bardzo blisko źródła Prawdy. Ona chroni. Ludzie świeccy tylko pozornie przeżywają radość życia. Zresztą obejrzyj się wokoło... Czy są tacy radośni? Uwikłani w kult pieniądza, uczuć, są niewolnikami tego świata. Niepotrzebni nierzadko w rodzinie, w pracy też można każdego zastąpić. Każdy dzień oddany temu światu - to lęk co będzie jutro... Oczywiście, aby dojrzeć do decyzji oddania się życiu zakonnemu - na to trzeba czasu. Dla niektórych to nieaktualne, ich krzyż to świat zewnętrzny. Szczęściem jest prawdziwe powołanie, szkoda, że coraz rzadsze. świat kusi światełkami kolorowymi, które dziwnie bledną gdy dotykamy go swoim życiem. Według mnie ułudę koloru świata próbujemy przywrócić - sięgając po świat wirtualny: kino, TV, muzyka, Internet, liczne spotkania towarzyskie. Jaki osad po tym zostaje w duszy?! "Zabitego" czasu? Jakże często żalu do otoczenia, do życia - że nie było takie o jakim marzyliśmy. W końcu, wielkich wątpliwości co do sensu swego istnienia.

Mrówka

Chcesz Panie, abym budowała świętość
Z nieświętych kawałków świata
Chcesz Panie, abym z garścią dziegciu w dłoni
Słodyczą codzienność okraszała
Chcesz Panie, abym świętość budowała
W świecie z raju wyzutego
Chcesz Panie...

Na zwykłej drodze pytałam
Niespokojne serce moje
Cisza dziwna zapadła
Wiatr na drzewa umknął
Tylko mrówka czarna przebiegała ścieżką
I choć...
Skarb, ponad siły na plecach dźwigała
Nie słyszałam, by Stwórcy
Jak ja, zadała pytanie:
Święta droga idę?
A może... zwyczajną?


Okno

Myślę, że Bóg zagląda do duszy
Jak człowiek przez okno domu
Myślę, że Bóg chce posłać duszy
Spojrzenie Jezusa Miłosiernego
Jakże ma zajrzeć do duszy
Bóg tak ciekawy jej wnętrza
Gdy dusza okna nie ma
Jak dom zamknięty przez ludzi
Czym jesteś okno mej duszy?
Jak promień wpuścić do ciebie?
By Bóg cię ogrzał spojrzeniem
Darami oświetlił ciebie...
Modlitwa gorąca, cierpliwa
Rzecze mój Anioł, Stróż życia
Buduje okna w duszy
Wymiata ciemność straszliwą
Gdy raz okno modlitwy
Wbudujesz w duszę strapioną
Bóg zajrzy do niej, jak słońce
Zostawi w niej Swój boski promień


08.11.05

Były dni, gdy czułam się bardzo źle, jakby opuścili mnie moi Aniołowie. Czułam się jak na pustyni, całkiem samotna. Może to listopadowy nastrój i stan ducha związany z kłopotami rodzinnymi? Tak by tłumaczył psycholog.
Podczas medytacji modlitewnej przyszedł do mnie wiersz: "Na drodze". Pomyślałam, że może Bóg daje nam taką pustynię - bycie sam na sam ze sobą. Swoistą wolność wyboru drogi. Drogi bez pocieszenia. Czy przez taki stan "pustyni" nie sprawdza nas? Naszej siły? Naszej duszy? A w końcu naszej Miłości do Niego? Miłości bezinteresownej, bez złotych zabawek radości.


Na drodze

Na drodze do Ciebie, Boże
Napotkałam piękne ogrody
Raczyłeś mnie słodkimi napojami
Dbałeś o mnie jak o dziecko ukochane
Przyzwyczaiłam się do raju
Modlitwy moje były jak ptaki
Wdzięczne i lotne

Pewnego dnia obudziłam się na pustyni
Żadnego kwiatu, tylko ciemność
Po omacku wyciągam ręce
Kroki stawiam ostrożne
Nasłuchuję głosów
I już wiem, jestem sama
Widzę Jezusa w Getsemani
Jak płacze, bo Bóg milczy

Wypędziłeś mnie Boże, z raju łagodności
Wiję różaniec z pustynnych kolców
Nabijam na nie moje grzechy
Odmawiam koronkę do Miłosierdzia
Milczeniem Twoim przyoblekam się jak szatą
Echo z raju opuszczonego niknie
Nawet Anioł Stróż odleciał
Na skrzydłach jego napis błyszczał
Jak motto dla człowieka:
Każdy ma swoją samotną pustynię
Wolną wolę...
Moje oczy są ślepe, uszy głuche
Wędruj, mówię do mojej duszy
Wskaż drogę
Ufam Ci... przecież należysz do Boga


Świat i krzyż

Dotykałam cię świecie, rękami dziecka
Wydawałeś mi się słoneczny, bezpieczny
Ciepłe ręce rodziców rozgrzewały cię
Usuwały twój zimny lęk
Ale...
To ręce rodziców uczyły też znaku krzyża
Jakby przewidywały, że powiejesz zimnem
A krzyż Jezusa da mi odwagę

Dotykałam cię świecie, ręką dojrzałą
Wydawałeś się obojętny, mroźny
Szlaki kamienne wytyczałeś
Krzyżami znaczyłeś drogi
Ręce nadal szukały ciepła dziecinnych lat

Dotykałam ciebie świecie
Jak kolumnę dorycką
Byłeś wyniosły, wielki, bezwzględny
Ręce marzły mi od twojego zimna

Dotykaj świat krzyżem Chrystusa
Usłyszałam głos Stróża mojego
Rozgrzej serce Jego Miłością
Bez tego znaku ręce sobie odmrozisz
Dzięki Wam Rodzice za naukę o krzyżu
Dzięki za ten posag święty...


grudzień 2005

Jest msza święta, po mszy - adoracja. Staram się wyciszyć w medytacji .Dostrzegam w wyobraźni bukiet kolorowych baloników. Cóż to znaczy, pytam. Te baloniki są jak poszczególne rodziny - słyszę w myślach głos, który "wyjaśnia" mi sens tego obrazu. W tych balonikach jak w rodzinach jesteśmy skupieni, racząc się własnymi sprawami i kłopotami. Rodzina została stworzona nie po to, słyszę, by się izolować w swoich "balonikach". Tam uczymy się miłości , zasad postępowania wobec człowieka, ale nie po to aby być "balonikiem" funkcjonującym obok innych. Tam, w rodzinie musimy nauczyć się wychodzić poza swoją egoistyczną miłość tylko wobec członków własnej rodziny. Rodzina jest wstępem nauki o miłości do innych ludzi, nie związanych więzami krwi. To pierwszy stopień jedynie, konieczny jak nauka pisania i czytania. Poznaliśmy litery miłości, teraz musimy pisać nimi piękne eseje... o tym, co jest wokół nas .Musimy nauczyć się "przebijać" balony egoizmu rodzinnego aby zmierzać ku poznaniu Miłości Miłosiernej wobec bliźnich. To bardzo trudne. Pan Jezus posłał swoich ukochanych apostołów do ludzi , do pogan, nie zatrzymał ich dla siebie. Swoją matkę "oddał" ludzkości aby przynosiła i innym miłość i opiekę. Tak działają święci i misjonarze. Rozszerzają pojęcie miłości. Promieniuje ona na wszystkich , nie wybiera dobrych i złych, obcych i swoich. Denerwują nas wady innych, ale czy i nasze nie są denerwujące? Umieć spojrzeć na bliźniego z perspektywy, niejako z oddali, poszukać przyczyn jego złego postępowania, pomóc z przyjaźnią - to wielkie zadanie chrześcijanina. Ofiarować mu Miłość... To też trudne, ale... słyszę wewnętrzny głos, daje ci to Wolność. Kochając miłością ponad przywiązaniami ludzkimi, miłością Jezusa, patrzymy na bliźnich inaczej, ich wady nie dotykają nas tak mocno, nie "zniżamy się" do ich złych postępków przez własne oceny pełne oburzenia. One istnieją, owszem, ale my poprzez własny dystans do nich, spojrzenie łagodne, sami stajemy się wolni.
Wady bliźnich nie "oblepiają nas", nie dotykają złem. Staramy się w swej wolności ofiarować swój spokój, swoją przyjaźń, słowo zachęty; własną postawą wychowywać z serdecznością, nie kłuć palcem moralizatorstwa. To też bardzo trudne, ale chyba warto zmierzyć się z tą trudnością.


Miejski obrazek

Czerwona czapka, fioletowa kurtka
Zielone spodnie
Podarte tenisówki znaczą ślady na śniegu
Zgięty jak scyzoryk, który za chwile się złoży
Podąża człowiek
Przed chwilą zamknął drzwi nadziei
Z napisem: opieka społeczna
Przystaje, uśmiecha się
Ogląda skarby złożone w kraciastych torbach
Może dostał nową czapkę?
Ryż, chleb?
Co ludzie dadzą, weźmie
Jednym zbywało z serca
Innym z szafy
Jemu wystarczy, on żyje ze zbywania
Bezdomne dziecko opieki społecznej
Gdzie jest jego Grota Narodzenia?
Gdzie miejsce, w którym złoży
Dary.. na przetrwanie?


"Drobne"

Jak Pielgrzym do drzwi pukam
Czasem ktoś uchyli
Nawet nie pytając, "drobne" w ręce wciśnie
Zdarza się, że krzyknie pełen nienawiści
Nie rozpozna Pielgrzyma serce jego pyszne
Z "drobnymi", jak na tacy, na mszy wrzuconymi
Próbuję powrócić jeszcze wiele razy
Ale ludzie nie chcą ze mną się spotykać
Żebrak, myślą, wystarczy, już dość...dałem

Czasem, gdy zapukam, w oczy czyjeś spojrzę
W progu stanę, tak, że drzwi zamknąć nie można
Twarz moja cierpiąca patrzy na człowieka
A on gestem miłości dłoń wyciąga do mnie
Nie ma na niej "drobnych" wciśniętych niedbale
Nie ma słów, już dałem, co mam dać ci więcej?
Drzwi szerzej otwiera, zaprasza jak brata
I żegna słowami, wracaj do mnie częściej

Jak tłumaczyć ma Pielgrzym do drzwi pukający
Że nie pragnie "drobnych" wciśniętych z niechęcią
On chce tylko wracać na próg twego serca
Nie czekać, jak żebrak, w drzwiach domu twojego


Zbroja

Nie bój się gniewu
Słaby jest wobec zbroi Miłości
Nie bój się nienawiści
U stóp Miłości upada
Nie bój się zła
Kaleczy Miłość
Ale Jej nie zabija
Lękaj się raczej o swoją zbroję Miłości
Bóg cię w nią ubrał
Wysyłając na świat jak na wojnę z kusicielem
A kiedy zbroja Miłości popęka
Kiedy odsłoni łatwe na zranienie
Serce
Idź z modlitwą
Do Niebieskiego Rzemieślnika
Klęknij i błagaj
Napraw, Panie, moją zbroję Miłości
Abym znowu walczył
Z gniewem, nienawiścią, złem
Twoja zbroja, Panie
Jest moim schronieniem