14.02.06

Sen. Przebywam w kościele, może to nocna adoracja, bo kościół jest ciemny , a w rzędach ławek pochylone głowy. Przy ołtarzu - duży krzyż z Chrystusem. Klękam, modlę się, po chwili dostrzegam, że Jezus staje się żywy, schodzi z krzyża. Rozpoczynam wewnętrzny dialog z Jezusem. On jest uśmiechnięty, my w kościele mamy smutne, spuszczone głowy. Dlaczego do nas zszedłeś z krzyża Jezu? - pytam. Bo jesteście smutni. Odnoszę wrażenie że Jezus ma żal do ludzi, że w kościele są "smutni". To jakby "pójść na przyjęcie" (msza) i nie radować się z obecności Tego, który zaprasza. Potem jest czas, gdy Jezus wychodzi z kościoła (dziwne, modlący się nawet tego nie zauważają). Podążam jak zahipnotyzowana za Jezusem. Wiem, że przemawia bezpośrednio do mojej duszy, uczy mnie, ale o czym - tego nie pamiętam. Czuję jedynie fizyczne ciepło w sercu. Sylwetka Jezusa jest przeze mnie obserwowana, znam każdy szczegół Jego ubrania, ma długą koszulę, jasną - podobną do stroju Arabów, spodnie koloru kakaowego i sandały, włosy ciemno blond. Dziwne, ale nie pamiętam fragmentów twarzy, jakby Jego oczy hipnotyzowały mnie i prowadziły. Wędruję za Jezusem po mieście, wszędzie hałas, samochody. Dochodzimy do budynku na zatłoczonej ulicy, boję się że nie rozpoznam tego budynku, a chcę go zapamiętać gdy się obudzę. Echo brzmi mi w uszach - szkoła, szkoła! Jezus otwiera drzwi, dziwi mnie to i pytam: Jezu, Ty musisz kluczem otwierać drzwi aby wejść? Ja, odpowiada Jezus - Ja nie muszę, mogę wszędzie wejść bez klucza. Ale wtedy, co zrobię z tobą? Spojrzenie Jezusa miało w sobie wyraz przyjacielskiej kpiny. Po przebudzeniu, przypomniałam sobie budynek, do którego mnie Jezus wprowadzał. Schodki... i ten dźwięk: Szkoła, szkoła. (naprzeciwko klasztoru). Tak, to był budynek klasztoru Sióstr M. B. Miłosierdzia, do którego przychodzimy na "Faustinum", szkoły w której uczą nas o Bożym Miłosierdziu. Następnej nocy sen jakby "trwał"... Pytam w nim Jezusa, dlaczego schodzi z krzyża i dlaczego ja to widzę? Odpowiada: wielu ludzi traktuje Mnie jak zabalsamowaną mumię, zastygłą na krzyżu. A Ja jestem żywy, chodzę wśród was. Wychodzicie z kościoła, a Ja idę z wami, nie zostaję "martwy". Martwy jestem tylko w waszych sercach, gdy o Mnie nie pamiętacie.


Skała

Widzę Cię Jezu w Ogrójcu
O skałę oparłeś plecy
Anioł obok pociesza
Śpią Twoi Towarzysze

Mijają lata i wieki
I mnie Bóg przeznaczył ziemię
W ulicznym gwarze żyjemy
Jak Ty kiedyś, w Jerozolimie

Skał licznych nie zmiotła historia
I człowiek niewiele się zmienił
Kamień zdrady, choroby, wrogości
Świat w proch nie przemienił

Są tacy szczęśliwi, co wierzą
W lot bezbolesny, ponad skałami
Młodość skrzydła im daje
A pycha w powietrze unosi

Tylko, że ptak choć ma skrzydła
Na ziemię też musi powrócić
A człowiek choćby był silny
Spadochron beztroski traci

I spada, nie jak ptak, delikatnie
Na skałę, czy drzewo przydrożne
Ale gwałtownie, boleśnie
Uderza o kamień swój przeznaczony

To łaska, widzieć Cię, Jezu o skałę wspartego
Znać miejsce, gdzie i przy której skale
Miłosierne Twe ręce pochwycą i...
Ochronią upadającego


01.03.06

Pojawia się obraz, w którym widzę jakby trzy schodki z napisami (od dołu): słowo, muzyka, cisza. Nie wiem co to znaczy. Słyszę: tak człowiek wielbi Boga. Najwyżej jest stopień - cisza. Wypełniony słowem, muzyką, uwielbieniem Boga człowiek (ale to już chyba tylko święty) wchodzi na schodek - cisza. W tej ciszy - Bóg przemawia "nie zagłuszony".

Przypomina mi to wakacje u "dziadków". Ciepło, słońce, przyroda, bezpieczeństwo... I nagle głos: musimy tak właśnie wypełniać nasze serce Jezusem, dobrem, ciągle poszerzać strefę naszego serca tym wypełnieniem. Wówczas stajemy się lepsi, bardziej dojrzali w Bogu. Gdy dobro w naszym sercu zajmuje tylko mały kawałek, narażamy się na penetrację zła. Zło tłumaczy nam, że nie warto cierpieć, modlić się, trzeba żyć... dla siebie. Ono "zaraża" ten kawałek dobra w nas. Może gdy serce wypełnione jest dobrem (siłą łaski) nie jest tak skore do "zatrucia"?


Ksiądz Jan

Pochylony nad Stołem Pańskim
Z miłością
Do Boga i ludzi
Uważnie spogląda
Na wiernych
Jak ojciec zatroskany nad zbawieniem każdego
Błogosławi
Nakazuje śpiewem wielbić Pana
Kładąc ręce na naszych głowach
Prosi za nami mocą swego kapłańskiego przywileju
Pochylają się głowy
Zgnębione, pełne trosk
Oddają jego modlitwie, z dziecięcą ufnością
Cały ciężar życia, aby go przemienił
Z wody codzienności
W świąteczne wino
Kapłan - egzorcysta
Odganiający zło siłą Kościoła
Uczy biedaków słów nadziei
Aby stali się bogaczami
Piękny kapłan - żołnierz Chrystusa


Błaganie

Wyciągnij rękę po świat ludzki, Boże
Rycerzy Dobra zbudź, uśpionych w górach
Niech przyjdą chronić ziarna
Zasianego przy skalistych drogach
Pomogą wzrosnąć zdrowym plonom zboża
Miłość zesłałeś, wiem, o Dobry Boże
Świat Ją ukrzyżował na Golgoty wzgórzu
Świętych męczenników dałeś do pomocy ludziom
Na obrazach wiszą, zamknięci w kościołach

Podaj rękę, Boże, światu niewdzięcznemu
Gdzie zło tak bujnie kwitnie, a dobro zanika
Gdzie łez więcej niż rosy na ziemi
A serc zranionych więcej niż kamieni

Marzy mi się, Boże, wielce Miłosierny
Świat ludzi tak piękny, jak aniołów chóry
Gdzie człowiek spragniony chleba powszedniego
Dzieli go z miłością dla bliźniego swego
W świecie tym, o Boże ,broń nie kala ludzi
A ręce bezbronne podnoszą i leczą
Świat bez serc samotnych, starych, smutnych ludzi
Bez dzieci porzuconych, z twarzami pustymi

Na błaganie moje do Boga zwrócone
Rzecze do mnie dusza w leciutkim powiewie:
Bóg rękę wyciąga do świata ludzkiego
Wystarczy Ją pochwycić w codziennej modlitwie
Nie zwiedzie Bóg nadziei ku Niemu posłanej
Na krzyż nie położy twej ludzkiej miłości
Kamieni nie poda, gdy o chleb Go prosisz

Nie Boga pytaj, duszo, dlaczego
Świat ten jest skłócony, ciernisty
Lecz swych ziomków pytaj, żyjących w tym świecie
Dlaczego, mimo tylu darów zsyłanych na ziemię
Ciągle odrzucają cud... Miłości Bożej.


15.03.06

Przebudziłam się z dziwnym "obrazem". Szklany dom, a w nim dziecko obracające się wokoło. Ze szklanego domu widać świat zewnętrzny, inne szklane domy, ludzi wykonujących pracę. Pozorny ład i normalność - a jednak dziecko - symbol nie wychodzi ze szklanego domu. Używa "aparatury" do porozumiewania się ze światem zewnętrznym, z innymi ludźmi. W szklanym domu nie ma drzwi, przez które można wyjść... do innych ludzi. Czy zatraciliśmy chęć porozumiewania się bezpośredniego, patrząc w oczy innym... bez szklanych ścian? Społeczeństwo w moim "domu" działało poprawnie, tworzyło dzieła, porozumiewało się, produkowało rzeczy, idee, myśli. Jednak było jakieś... kalekie. Brakowało poprzecznej belki na krzyżu życia - dotknięcia człowieka przez człowieka. Chronione szkłem szklanego domu - nie doświadczało... uczuć, w tym uczucia cierpienia. W moim obrazie był to świat przewidywalnych w swym działaniu... robotów.


Stacja

Zostawiłeś mnie Jezu na stacji
Trzeciego upadku
Bez biletu
Pochylona pod własnym krzyżem
Czekam na Twój znak
Dokąd iść?
Ty podążyłeś pieszo dalej, ku śmierci...
Gdyby to była stacja lamentów kobiet
Znalazłabym może pocieszenie u ludzi
Przytłoczona krzyżem na samotnej stacji
Moich rozważań o życiu
I o Twoim
Czekam 40 dni postu
Na Twój powrót do mnie
Wróć do duszy mojej
Podnieś mój krzyż
Będę na Ciebie wiernie czekała
Na mojej samotnej stacji trzeciego upadku
Aż Zmartwychwstaniesz...


Modlitwa cierpiącego

W strugi deszczu oblekł się dzień
I jak dusza moja, płacze
Boże, Ty jesteś nadzieją
Dla smutku mojego
Jak kropla deszczu dla ziemi suchej
Jak woda, dla kwiatka zwiędłego
Duszę moją chcę Tobą nakarmić
Wlać do niej kroplę Krwi Świętej
Pod krzyżem Jezusa stanąć
A lęk mój na krzyżu zawiesić
W modlitwie się oblec milczącą
Bez słów i gestów zbędnych
I trwać tak, z różańcem w ręku
Wsłuchując się w krople deszczu
Powtarzać duszy zbolałej
Koronki tej słowa święte:
"Dla Jego bolesnej męki...
Dla Jego męki bolesnej..."
I ufać, tylko zaufać
Jak dziecko w Ojca wpatrzone
Iż lęk i ból duszy zadane
Sam Bóg
Miłosierdziem osłoni


20.03.06

Będąc na mszy w kościele, ukazał mi się obraz kuli obracającej się nieustannie. Na zewnątrz, ja, nieruchoma. Jak model słońca i ziemi. Przed moimi oczami różne wydarzenia, miejsca, ja, ciągle ta sama, z moim "wewnętrznym" dzieckiem. Pomyślałam (może błędnie) że być może człowiek jest w swej istocie stabilny, jest ciągle dzieckiem - szczerym, wracającym do pierwszych uczuć, pomimo wieku. To świat obraca się, ukazuje różnorodność, nowe wydarzenia, miejsca. "Wybieramy" z tej kuli rzeczy dobre, piękne, ale patrzymy też na zło, okrucieństwo. Karmimy dusze wydarzeniami bieżącymi. Inne wydarzenia kształtowały ludzi sprzed 100, 500 lat. Czy człowiek sprzed 500 lat nie marzył? Nie kochał? Ależ tak... ciągle wewnątrz był dzieckiem - człowiekiem. W naszym XXI wieku, nasza kula obraca się z "wielością" wydarzeń, ale czy "ubogaca" bardziej, czy likwiduje zło, czy nie czyni go atrakcyjnym? Czy nasze "wewnętrzne dziecko" nie jest łudzone bardziej niż ci ludzie sprzed kilkuset lat? Choćby wielością wyborów, które przemijają, obracając się dalej? Może lepiej szukać w sobie wartości danych nam przez Boga, w duszy nieśmiertelnej. Może to my jesteśmy tym stabilnym słońcem? Inne rzeczy przemijają, jak na obracającej się kuli. Wołają "patrz na mnie" (wydarzenia społeczne, historia) - zmieniają człowieka, ale przecież nie powinny zabić jego istoty - dziecka Boga, słońca, które trwa bez ruchu... Bo ono jest najważniejsze, bez niego kula obracająca się - ziemia zamarłaby. Słońce, czyli człowiek jest w tym wszystkim bardzo ważny.


Ziarenko

Obok mnie szedłeś Jezu
Ale Cię nie widziałam
Ściśnięta w tłumie na drodze życia
Jak ziarno, z wieloma ziarnami
Łaska wielka, jak dłoń święta
Wyrwała mnie z pochodu ziaren
Do groty na uboczu uniosła
Do ręki krzyż cierpienia wcisnęła
A ptak przelotny zaśpiewał:
Czekaj tu na Pana
On chce ciebie poznać...
Na mszy świętej, przy ołtarzu stoję
Choć nadal jak ziarenko się czuję
Niewielkie
Ręce składam i czekam cierpliwie
Z miłością
Kiedy do mnie przyjdziesz Jezu
I...
Poznamy siebie


Magdalena współczesna

Jeszcze jesteś w Efraim
Jeszcze jak Maria mogę wylać wonny olej
Na Twoje nogi
Jeszcze czas, by łzy swoje
Na Twoich stopach zostawić
I patrzeć jak wysychają
Od Twojego błogosławieństwa
A potem
W Jerozolimie Hosanna będzie brzmiała
Osiołek, liście palmy
Ale Ty już krzyż widzisz na Golgocie
Jeszcze Wieczerza Ostatnia
I Droga Krzyżowa...
Nie pobłogosławi już ręka Boga-Człowieka
Mojej głowy, jak tamtą Magdalenę
I łzy moje nie otrą stóp świętych
Magdaleną jestem w rozpaczy
Współczesną
Która krzyże wystrugane przez człowieka, całuje
Twarzy Twojej szuka na obrazach
A łzy ociera własną
Nie Twoją ręką
Magdalena z 21 wieku
Jak tamta, którą ochroniłeś
Ciągle błaga o łaskę ujrzenia Ciebie
Wpatrując się w Twój Znak
Świętą Eucharystię


22.03.06

"Ktoś" wewnętrznie przymuszał mnie do pójścia na poranną mszę. Moje "lenistwo" stawiało warunki: a to zimno, a to byłaś wczoraj... Nagle postanowiłam pójść pomimo późnej godziny (za 7 minut dziewiąta). Choć nie biegłam szybko, zdążyłam, dziwiąc się, skąd we mnie tyle siły? Pod koniec mszy usłyszałam: pomogłaś umierającemu... komu? - spytałam. Krótka odpowiedź - nieważne imię... Myślę, że to niekoniecznie musiała być osoba umierająca fizycznie. Może moja msza uratowała kogoś po prostu od złej decyzji... od grzechu. Nie wiemy, jaką siłę ma msza i nasze intencje składane na ołtarzu.


Starość

Chodzi zawsze poboczem
Aby ją nikt nie potrącił
Nie nadąża za rytmem zdrowych nóg
Urodziła się za wcześnie
Nie rozróżnia rapu od popu
Nie wie, co to twardy dysk
Dużo wie o wojnie, ale nikt o nią nie pyta
Siada na ławce w parku i karmi głodne ptaki
Garną się do niej bardziej niż wnuki
Ukrywa miłość pod wiekowym futrem
Aby jej nikt nie ośmieszył
Czasem nakarmi tę miłość wspomnieniami
Różańcem, Gorzkimi Żalami
Nad Drogą Krzyżową Jezusa
Płacze jak nad własną
Martwią ją raczej stare buty niż polityka
Jej trofeum to recepta i odcinek renty
Czasem telefon od dzieci
Zajęci, chwali się innej starości
Powoli powraca do domu
Patrzy w okno, telewizor
Czasem w lustro
Własnym oczom zadaje pytanie
Kim jesteś?
Ty, w moim lustrze
Ale ono milczy
Lustro nie ma głosu
Ani uczuć...



04.04.06

Zastanawia mnie (na niektórych mszach) dziwna "samotność" ludzi stojących obok. Jesteśmy przy ołtarzu z Jezusem, powinniśmy być radośni, a podczas wymiany gestu pokoju ludzie nie uśmiechają się do siebie, są "daleko" , brak kontaktu wzrokowego, gest pokoju jest formalny, sztuczny. Jezus kroczył z Apostołami, potrzebował ludzi. Podczas mszy ludzie nie powinni być "pojedynczo". Nawet obcy sobie, nieznani poprzez gest ręki winni okazać sobie serdeczność, Przypominam sobie taką mszę, na której byłam smutna. Stojąca obok mnie kobieta tak pięknie przekazała gest pokoju, z serdecznym uśmiechem, że znikł cały smutek. To takie ważne!

Myślałam też, dlaczego ludzie tak łatwo ulegają złym emocjom, agresji. A przecież stwarzają sobie świat wolności, sami zaznaczają sobie jej obszar. Moralność, Dekalog przestają być normą. Dużo dziś wolno i zmusza się nas do tolerancyjnego spojrzenia na świat. Jeśli jesteśmy tacy wolni... to dlaczego tak agresywni wobec innych, bardziej moralnych poglądów? Skromność, uczciwość nie jest w cenie. Pycha - tak. Szatan lubi "siadać" na ludzkiej pysze i wolności. Prawo "piękniejszego i silniejszego" wygrywa na ekranie, w sporcie, życiu. Takie czasy - mówią młodzi, wyścig szczurów trwa-do sukcesu. Odpadają słabi, którzy nie potrafią deptać innych.
Wygrywa tupet, a nie talent. Tworzymy wartości "na dziś" i "tu i teraz", odrzucamy Dekalog, bo zabrania chwilowych przyjemności.
A przecież Dekalog nie zniewala, został dany dla utrzymania ludzkiej godności, chroni człowieka... przed człowiekiem, jego pychą i egoizmem. Wierzę jednak głęboko, że Dekalog zostanie kiedyś na nowo odkryty i ludzie zechcą żyć według niego. Wyścig szczurów trwa, na razie są w biegu, ale czy wiedzą, gdzie jest meta i czy w ogóle czeka tam na nich nagroda? A Szatan chichocze się... Jego chichot zagłusza głośna muzyka i krzykliwe głosy pysznych ludzi.


Trudne pytania

Tak trudno zrozumieć, Boże
Miłość, którą zesłałeś na ziemię
Dlaczego człowiek jej pragnie
A nie chce przytulić do siebie?
Dlaczego tak bardzo się boi
Poddać jej prawom szlachetnym
Dlaczego woli cierpieć
I z grzechem żyć codziennie?
Dlaczego w ciemności kroczy
Mijając światło i prawdę
Dlaczego płacze samotny
I swojej ufa władzy?
Dlaczego wierzy w idoli i królów
Którzy nad nim panują?
A wolność duszy krępuje
Choć Bóg ją cudem namaścił?
Dlaczego oszustwem świata się karmi
Blasku złudnego jej nie chce rozpoznać
Dlaczego w mocy widzi nadzieję
A krzyż za słabość uważa?
Dlaczego choć ból czuje
Miłości Twej, Boże nie ufa?
Pytań zbyt wiele dziś stawiam
A Miłość cierpliwie ich słucha
Ktoś szepnął, może Anioł
Odpowiedź prostą, choć trudną
Bóg pragnie miłości człowieka, a nie... niewolnika.


Czyściec

Jest jak ręce wyciągnięte do Miłości
Która przechodzi obok
Jak drzewo ukochane, które
Wycinamy, bo od lat nie daje owoców
Jak grób zapomniany, po którym stąpają ludzie
Zapalając lampki bliskim
Czyściec jest jak człowiek z bagażem
Któremu odjechał ostatni autobus
Jak noc bezsenna
Jak pusty konfesjonał
Jak ptak, który nie śpiewa
Czyściec jest milczeniem
Kiedy słów potrzebujemy
Jak grzech, który rani pamięć
Jak miłość matki
Zamieciona pod dywan codzienności
Aby nie przeszkadzała swymi oczekującymi oczami

Znasz i ty ziemski czyściec...
Z ziemskiego czyśćca możesz wysłać list
Z modlitwą i znaczkiem Nadziei
Do Boga
Boże odpisz...
Na adres mojego czyśćca
Będę czekać
Przy wyciętym drzewie ukochanym
Pustym konfesjonale
W bezsenną noc
W milczeniu
Z pamięcią grzechu
Przy grobie zapomnianym
Z ptakiem, który nie umie śpiewać


17.04.06

Podczas mszy (poniedziałek wielkanocny) przed moimi oczami ukazał się złoty krzyżyk na szyi człowieka. Potem przykryty był pięknym strojem, nie było go widać. A potem ze zdziwieniem ukazał mi się obraz człowieka, którego piękny strój przemienił się w łachmany, a złoty krzyżyk... był dobrze widoczny! Nie rozumiałam tego "przesłania". Powoli jednak zaczynałam to rozumieć. Poniedziałek - przecież ksiądz przypomniał nam o Chrzcie Świętym. Ten krzyżyk to symbol naszego chrztu. Podczas życia zapominamy o jego wartość, przykrywamy "strojami" (zajęcia, zabieganie, troski o dobra itp.). Przychodzi czas gdy te "stroje" opadają z nas, stają się "łachmanami". To o co zabiegaliśmy, nie zawsze było istotne, ważne. Życie powoli "odziera" nas z tych "strojów", zostają łachmany... a nawet nagość - konfrontacja: my - Bóg. I to co najważniejsze - złoty krzyżyk na szyi - symbol chrztu ciągle trwa, jak przypomnienie do kogo tak naprawdę należymy. Widzimy to wyraźnie, gdy opadną "stroje".

Daj mi, Panie

Daj mi Boże serce, które nie pamięta
Smutków i urazów
Od ludzi przyjętych
Daj serce, przez które, jak przez groty otwór
Promień słońca wymiecie to, co prochem bywa
Daj wicher skuteczny, niech kamienie bólu
Wypadną z serca, jak okruchy lekkie
I daj Boże święty
Duszę z materii tak pięknej
Aby łaski Twoje, przez nią nie... wyciekły
Daj Boże serce bez pamięci
Na ból włócznią życia zadany
Daj Boże, duszy, siłę wielką
By łaski Twoje, dźwigać umiała


21.04.06

W czasie Drogi Krzyżowej "ujrzałam" kulę, na której był krzyżyk. Krzyżyk był przymocowany luźno, pochylał się na boki, choć kula była stabilna , jak z ołowiu.
Zastanawiam się co to znaczy. Przy stacji "śmierć na Krzyżu" obraz kuli i krzyża zmienił się. Krzyż stał na jej szczycie nieruchomo. Zrozumiałam, że Droga Krzyżowa" jest moim nabożeństwem. Poprzez nią polecamy dusze zmarłych Bogu. One są razem ze mną i błagają o święty czas zbliżenia do Boga.

Tej nocy we śnie ujrzałam niebieską poświatę i kolumnę postaci zdążających do tej jasno-błękitnej poświaty. Ja stałam z tyłu. Usłyszałam głos: to są dusze czyśćcowe, zbawione dzięki modlitwom wstawienniczym. Ty też masz swój udział w tym. Nagle na tle tych postaci wyłoniła się sylwetka bardzo wysokiego mężczyzny o przenikliwym wzroku, ubranego niezwykle elegancko. Jego długi, czarny skórzany płaszcz błyszczał się. Zapamiętałam też doskonale ostrzyżoną głowę na jeża. Był "doskonały" w swoim wyglądzie. Popatrzył na mnie groźnie i powiedział: jeszcze mi zapłacisz za te dusze. Dziwne, ale nie odczułam żadnego lęku. Jakby te osoby zmierzające do światła dawały mi większą siłę niż lęk przed groźbami tego "eleganta". Można tu dodać refleksję, że Zło często przybiera wygląd niezwykle elegancki, nieskazitelny w wyglądzie zewnętrznym.


Rozmowa z Aniołem

Mam wrażenie mój Aniele
Że kroczysz przede mną
Zawsze o kilka kroków dalej
A ja Cię dogonić nie mogę
Potykam się o godziny, lata życia
Jak w piaskowej zaspie
Przystaję, często zmęczona
Nie dorównuję Twoim krokom
Czasem Cię nie widzę
Za mgłą, która wyrasta jak wróg
Atakujący bez przyczyny
Potykam się o własne myśli
Wyciągam rękę - błagam
Podnieś mnie..
Stoisz, tylko kilka kroków ode mnie
Czekasz na mój wysiłek
W podnoszeniu się z kolan
Słabości..
Stróżem twoim jestem - słyszę
A nie Zbawicielem


Urodziny mojego Anioła

Tyle lat jesteś ze mną, Aniele
Wiele walk ze mną stoczyłeś
W wielu smutkach byłeś mi pociechą
W radościach wielu, towarzyszem

Ile razy odrzuciłam twe skrzydła
By swoimi drogami podążyć
Ile razy od ciebie się odwróciłam
Nie słuchając twoich napomnień

Wiele razy płakałeś ze mną
Nad wspomnieniem o grzechach minionych
Wiele razy prowadziłeś przed ołtarz
I prosiłeś, dopomóż jej, Boże

Mam nadzieję, że sił sporo nabrałeś
W sanktuariach gdzie razem byliśmy
Na kolanach moich spocząłeś
Podczas mszy i różańców tajemnic

Prowadziłam ciebie, Aniele
ścieżkami zawiłymi
A ty, z mapą bożą dla mnie spisaną
Gubiłeś się, biegnąc za mną po ziemi

Tyle lat z sobą jesteśmy
Przyjacielu, Stróżu kochany
Już poznaję głos twój niebieski
Pośród szumu innych, słyszanych

Tak bym chciała ci szczerze dziękować
W dzień urodzin twoich, kolejnych
Tak bym chciała ci wynagrodzić
Wszystkie łzy twoje, niepotrzebne

Tak bym chciała uszyć ci skrzydła
Z moich modlitw i uczynków skrojone
Tak bym chciała podziękować Bogu za Ciebie,
Mojego Stróża wiernego


Życzenia Anioła

Bogu podziękowałaś, w kolejne urodziny
Za dar Anioła swego, stróża wiernego
Cóż ja ci w zamian dam w podarunku?
Spytał mnie Anioł z wdziękiem
Nie mam złota, diamentów
Niczego, co na ziemi jest cenne

Mogę ci ofiarować łzy czyste
Co sercu nie szkodzą
Suknią swoją je otrę
A oczy twe ujrzą na nowo
Twarze ludzi, radosne i piękne
Bez grymasów, min wrogich, zaciętych

Mogę dotknąć twych uszu szeptem
Takim cichym, łagodnym i miłym
Wtedy dotrą do nich modlitwy
A nie kłótnie i słowa niewdzięczne

Mogę zasłonić cię skrzydłem
Nawet dwoma
Przed światem, który sam człowiek stwarza
Nie zwracając uwagi na Boga

Cóż ci mogę więcej podarować?
Mogę sprawić, jeśli na to tylko pozwolisz
By codzienność była ci małym świętem
Aby Jezus w twym sercu królował

Mogę dzwonek darowany mi w niebie
Zawiesić na twojej duszy
Aby dzwonił na msze i różaniec
I na ludzkie o pomoc wołanie

Mogę, choć tego nie poczujesz
Mocno do ciebie się przytulić
Objąć skrzydłami jak pisklę w gnieździe
Chyba nie masz na pióra... alergii

Kiedy mimo to kichniesz głośno
Krzyknę wesoło: na zdrowie!
To ja, Anioł Stróż twój na ziemi
Zawsze pamiętam o tobie


23.04.06

Dzień Bożego Miłosierdzia

Ile razy chciałem cię nakarmić
Pokarmem Mojego Miłosierdzia
Moja ręka trafiała w pustkę
Ile razy chciałem cię napoić
Napojem Mojego Miłosierdzia
Nie czułeś się spragniony
Pukałem do ciebie, ale spałeś
Czekałem na ciebie, nie przychodziłeś
Ile lat?
Dlaczego właśnie dziś
Chcesz abym cię nakarmił i napoił?
Czyżby twój świat cię zawiódł?
Tak, Jezu
Syciłem się i poiłem własną pychą
Umierałem z głodu...
Zakładałem zamki na duszę moją
A ona cierpiała w niewoli
Otwieram dziś zamki kluczem
Twojej łaski Jezu
Wystawiam pychę za próg
I przychodzę tam gdzie karmisz
Swoim Miłosierdziem, Panie
I błogosławię chwilę, kiedy zapukałeś
Do serca mojego
Kiedy ono jeszcze całkiem nie ogłuchło

Rozmowa

Patrzysz na mnie z obrazu
Jezu Miłosierny
O ufność mnie pytasz codziennie
Dni moje płyną tak jak smętny strumień
Omywając serce, zostawiają kamień
Ale czuję w geście Twoich dłoni, Jezu
W promieniach, co spływają w ziemię
Że choć nikim jestem, Ty chcesz do mnie
Mówić...
I cierpliwie czekasz, kiedy Ci odpowiem
Ufnością...
W Miłosierdzie Twoje

Już wiem, nie pragniesz słów miłości
Co czczą Cię jak posąg martwy
Pytanie zawarł malarz w oczach Twoich
O odwagę wiary, w dolinie ciemności
Kiedy milkną śpiewy psalmów uroczystych
I cierpienie gasi świece na ołtarzu
Wtedy Ty wychodzisz do ludzi z Nadzieją
I w ramiona bierzesz Miłosierdzia Swego

Gdy zamykam oczy, słyszę prośby słowa:
Pomóż krzyż Mój dźwigać
Chustą pot Mi otrzyj
Nie uciekaj w trwodze z Ogrójca Mojego
Cierpienie... ma siłę
Upadniesz, pomogę
Tylko daj mi serce, daj ufności zgodę
By go mogło dotknąć Miłosierdzie Boże

28.04.06

"Zobaczyłam" dużą taflę wody o pięknej, jasnoniebieskiej barwie. "Usłyszałam": to jest źródło Ducha Świętego. Kto z niego pije, zawsze będzie czuł się nasycony i silny aby pokonać przeciwności losu i ataki zła. Musi jednak nieustannie czerpać z tego źródła.

Kilka dni później, tuż przed mszą, skarżę się Jezusowi, że czuję się opuszczona, nie czuję Jego obecności. "Widzę" wtedy małe wzniesienie, jakby schodek i stojącego na nim Jezusa. "Słyszę": Ja cię nie opuszczam, idę przed tobą i wskazuję ci drogę, abyś podążała za Mną, a nie stała tylko w miejscu.

Następnie, "widzę" siebie klęczącą. Nade mną na bardzo wysokim stopniu - stoi Jezus, oczekujący, że podążę za Nim. Skarżę się, że stopień na którym stoi Jezus, jest za wysoki dla mnie. Wówczas Jezus wyciąga rękę, mówiąc: pomogę ci. Ja jednak znowu narzekam, że za wysoko i nie zdołam wspiąć się do Niego. Wtedy Jezus z uśmiechem wyciąga obie ręce. Czuję się niezwykle wzruszona i lekko rozbawiona moją dziecinnością. Pomyślałam, że to moje "widzenie" wskazuje, że Chrystus zawsze gotowy jest pomagać, tylko trzeba Go prosić jak dziecko...


Mała miłość

Moja miłość jest mała
Jak serce w moim ciele
Mała jak kłos
W łanie zboża na polu
Moja miłość jest mała
Jak kwiat polny na łące
Jak ptak w rozkwitłym drzewie
Moją miłość zamykam w sobie
Aby uczyć ją komu ma służyć
Pod krzyżem składam ją na Golgocie
Niech jak pączek rozkwitnie nadzieją
Moją miłość oddaje Tobie
Niech cierpliwie czeka na chwilę
Gdy łzy Twoje Jezu, zbawienne
Z miłości małej... przemienią ją w wielką


10 05 06

Podczas Adoracji w kościele na ul. Nobla jestem dziwnie skupiona, spokojna.
Żadna myśl mi nie "przeszkadza". Nagle widzę obraz kolorowy: Jezus kroczy po zielonej łące, nie widzę twarzy. Łąkę i zwykłą drogę rozdziela przepiękny wąski strumień. Jak go przejść, myślę i w ogóle co ten "obraz" znaczy. Ukazuje się napis "śmierć". Tak, Jezus jest po tej pięknej stronie na zielonej łące, a my ludzie na swojej drodze. Widzę, jak niektórzy skręcają ku Jezusowi po wąskich kładkach. Inni idą dalej, jakby te kładki ich nie dotyczyły. Myślę, że te kładki to "czas śmierci", godzina odejścia z naszej drogi. Każdy ma swoją kładkę od strony Jezusa. Myślę też, że Bóg daje człowiekowi szansę i czasem możemy "ominąć" swoją kładkę (nagłe ozdrowienie) przez łaskę Miłosierdzia... Ludzie, którzy pod wpływem choroby, zmian umysłowych popełniają samobójstwo, sami kładą kładki śmierci od strony swojej ludzkiej drogi. Czasem Bóg ich ratuje... i ich kładka łamie się. Wracają na drogę. Wszystko dzieje się w jakimś celu. Myślę, że Bóg daje człowiekowi w Swej miłości wiele szans i czeka... na jego zgodę na śmierć.


Święta Skarga

Próbuję rozerwać hałas wokół mnie
Oddalić słowa niepotrzebne
Dotrzeć do ciszy Golgoty
Do słów Skargi Świętej:
"Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił..."
Ranię serce
Oddaję duszę milczeniu
Ta cisza boli
Anioł każe mi stanąć pod krzyżem
Nie upadać
Ze wzrokiem utkwionym w ziemi
Ale patrzeć...
Na ostatnie spojrzenie Chrystusa
Zranić uszy Świętą Skargą
"Boże, mój Boże..."
Bóg - Święta Miłość
Opuścił Syna na chwilę... śmierci
I wtedy
Święta Miłość spoczęła na ludziach
Aby dotknąć
Mnie i ciebie


14 05 06

Nad ranem, po krótkiej modlitwie "ujrzałam" przedziwny obraz. Człowiek kroczący drogą, jak gdyby podparty krzyżem. Szedł prosto, a krzyż nie był mu ciężarem, ale raczej mocną konstrukcją, na której wspierał ciało. Inni ludzie, w innym miejscu nie mieli takiego wzmocnienia, jedynie ciało i wykonywali różne czynności, bawili się. Byli pozornie "wolni". Usłyszałam pytanie: jak Bóg może podnieść człowieka do Siebie? Na mocnej konstrukcji krzyża unosi go łatwiej. Ludzie nie wsparci na tej konstrukcji, poddani jedynie władzy giętkiego ciała, mogą się Bogu po prostu "wymknąć". Może to dziwne, ale... znak krzyża to jakby przynależność, a raczej gotowość na spotkanie z Bogiem. Ten krzyż to nasze cierpienie, które życie zadało, ale jednocześnie moc - wsparcie na nim daje siłę. Zbliża do "oczu Boga". Na czym uniesie Bóg ludzi oddanych jedynie sile własnego ciała (często pozornej), czyli własnych przyjemności? Na czym wesprą się gdy zawiedzie ciało, życie? Zwiną się w kłębek niemocy? Zrozumiałam, że krzyż to nie tylko cierpienie, ale także dar zaufania Boga. Często to trudno zrozumieć, opierając się jedynie na ludzkiej logice, która "każe" nam być przede wszystkim szczęśliwym.


Krzyż Chrystusa

Rękami chwytam drzewo krzyża
Spękane jest od burz i deszczu
Ponad dwadzieścia wieków stoi
A wokół niego miłość ludzka
Miliony istnień pod tym krzyżem
Łzami ciepłymi go zraszały
I w dłoniach spragnionych ogrzewały
By był jak dąb mocny dla pokoleń

Gdy zło jak tajfun chce pomiatać
I głodem zabić czczących Ciebie
Kroplami krwi zaschniętymi w krzyżu
Jak ptaki karmisz wygłodniałych
Wodą, co tryska z Twego boku
Poisz pielgrzymów ku Tobie spieszących
A tym, co w drodze boleśnie upadli
Wlewasz nadzieję słowem łagodnym

Trzymam się krzyża jak statek kotwicy
Miliony istnień pod nim trwały
Zwyczajni ludzie i grzesznicy
A z nim święci - męczennicy
Pod krzyżem ziemia jest ubita
Twardą ufnością od pokoleń
Iż ręka Twoja, Jezu, z krzyża
Pociągnie wyżej nas... do Boga


Obraz

Z kawałków życia chcę namalować
Obraz prawdy o życiu człowieka
W puste pola układam
Perełki różańca jak kwiaty
Niech zdobią łaską koloru
To, co codzienne i szare
Nie boję się krzyżem łączyć
To, co takie tajemne w życiu
Maluję białe ptaki
Modlitwą są, w tym obrazie prawdy
Kiedy braknie mi farby
Nie idę do sklepu kupować
Klękam przed Tobą, w Adoracji Jezu
I proszę Ciebie o pomoc
I widzę wówczas kwiaty, jak ludzkie dusze
W Twych rękach
Zerwane w porannej rosie, przy pierwszym blasku słońca
Unosisz je, Jezu do serca
Nie więdną, w cieple Twych dłoni
Maluję je, jak widzę
W moim obrazie prawdy
I błagam Ciebie, Jezu
Bądź mistrzem nieudolnego malarza
Poprawiaj krzywe linie, ukazuj czyste barwy
A nade wszystko, Panie
Prośbę mam wielką, gorącą
Błogosław mej pracy w tworzeniu
Trudnego obrazu... o Prawdzie



26.05.06 - Dzień Matki

Powrót matki

Już cię nie ma ze mną
Z aniołami tańczysz
I choć mówią do mnie:
Ona już nie płacze
Nie wierzę wam, mądrzy aniołowie
Cóż wy wiecie o matkach
Bóg je tylko rozumie
I choć wianki noszą
Jak majowe pieśni
Okularów ziemskich nie zdejmują z twarzy
Przez nie widzą ziemię, wypatrują dzieci
Czasem nie poznają
Tak się postarzały
Synku, szepczą cicho, córeczko kochana
Czemuście tak smutni i zafrasowani?
Przytula do serca rękami ciepłymi
Próbuje zatrzymać skarb swój na tej ziemi
Ale ona z Raju
One są z tej ziemi...
Choć czasem cud się dzieje
Ot tyci, malutki
Syn gdzieś słyszy słowa matczynej piosenki
Córce śni się łąka, na niej matka woła
Czas ziemski z niebieskim się zetknął
W milczącym wspomnieniu
Matka, jakby obok...
Przemknęła po ziemi
To chwila maleńka, ale jakaś święta
Potem słowa piosenki milkną...
I sen gdzieś ucieka...
A Matkę aniołowie odwożą... do nieba

30.05.06

Wizyta Papieża w Oświęcimiu

W milczeniu kroczy po miejscu kaźni...
"Gdzie był Bóg " - zadawali pytanie ludzie - gdy Niemcy zabijali...
Zastanawiam się...
Bóg był - gdy umierał Zbawiciel, Syn Boga i byli tam ludzie, którzy go zabili.
Niemcy dali nam wysoką kulturę, ale i Hitlera.
Może Bóg chciał ludziom pokazać, że to co tworzą - muzykę, poezje, kulturę (wysoką), jeśli ona nie "zabija" zła, to wszystko co może wspaniałego stworzyć człowiek jest niczym ważnym, choć wydaje się ważne dla człowieka. "Stworzenia" człowieka są na tyle cenne na ile potrafią zabić zło. A zło... jest zabijane tylko przez cierpienie odkupieńcze. Nie muzyka cudowna, słowo najpiękniejsze. Szatan też tworzyć może... piękno. Ale nie piękno duszy. To piękno kultury niemieckiej nie przeciwstawiło się złu. Kiedyś, dwa tysiące lat temu, Syn Boży "odkupił" świat - ogromnym cierpieniem. Oświęcim - to miejsce kaźni, to loch w którym cierpiał Chrystus w postaci milionów ludzi. Odkupieńcza moc cierpienia - to tajemnica Boga. Świat bez cierpienia, męki Chrystusa, męki ludzi, nie zostałby zbawiony... nie zbawiał by się nadal. Odkupieńcza moc męki Chrystusa... trwa. Widać to w historii świata. Polacy, szczególnie doświadczeni cierpieniem - może są "wybrani". Może Bóg nam... zaufał? Polska Chrystusem Narodów - tak powiedział nasz wieszcz. Tam w Jerozolimie cierpiał Boży Syn, zbawiał świat, a wokół Niego był grzech, ludzie zabójcy. W Polsce jest cierpienie, ból (odczuwany jako niesprawiedliwość), jest Krzyż, ale też, jak w Jerozolimie dwa tysiące lat temu - krąży grzech, zło, bardzo silnie. Ludzie mówią, że "Bóg milczał", a może właśnie wtedy głośno krzyczał: człowieku, tylko Prawda cię wyzwoli. Szukaj Jej w Bożym rozumieniu człowieczeństwa, takim jak człowieczeństwo Jezusa, a nie w swojej fałszywej prawdzie, którą tworzysz ze strachu przed Prawdą, lub z niewiedzy o tej Prawdzie, choćby ta twoja prawda, człowieku, była tak piękna jak muzyka niemieckich mistrzów, najpiękniejsze poezje, bądź wysokie osiągnięcia naukowe. Bóg żąda od nas tak wiele... duszy podobnej do duszy Syna Swego. Między ideałem, o który "zabiega" Bóg, a naszą niedoskonałością jest Boże Miłosierdzie. Ręka Boga wyciągnięta do człowieka, którego przecież tak bardzo kocha. Bóg daje każdemu człowiekowi, narodowi, światu wolną wolę... aby, jak Jego Syn czynił "odkupienie" siebie.


Bukiety życia

Bukiety Ci ofiarujemy, Boże
Z kwiatów naszej świętości
Są jak zapachy ulotne
Chwilowe, nieśmiałe i delikatne

Bukiety życia pod ołtarz składamy
Z rozpaczą, błaganiem, prośbą
Chwasty z pszenicą w nich, poprzetykane
Łzami i wstydem zroszone...

Z miłością składamy bukiety świętości
Ze strachem, te z chwastami
Zbyt wiele pól przemierzyć w życiu musimy
Zbyt wiele plonów chcemy zebrać od razu
Zachłanni i niedoskonali...

Wyznacz nam ścieżki po polach, bez chwastów
Postaw Anioła, niech głośno zagrzmi
Ostrzeże z mocą, trąbami
Kiedy na ziemię z chwastami wabieni
Wkroczyć zechcemy...


02.06.06

Podczas Adoracji na spotkaniu formacji "Faustinum" usłyszałam: uczestnictwo w grupie modlitewnej jest bardzo ważne. Modlitwy w intencji innych członków formacji mają zbawienną moc, o wiele większa niż nasze własne modlitwy o nasze własne zbawienie. Pomyślałam, że sam Pan Jezus przyszedł tu na świat i zbawiał poprzez ludzi, był w rodzinie, a potem w grupie apostolskiej. Czasami może wydawać się, że taka grupa nie jest bardzo spójna, a ludzie specjalnie się nie podobają. Nie czekaj na dobre reakcje, na jakiś uśmiech, tylko samemu to zastosuj. Na przykład: masz troje dzieci i na jakąś uroczystość tylko jedno złoży ci życzenia. To wtedy czy nie myślisz bardziej o tych dwojgu, którzy zapomnieli? Dopóki żyjesz, żyje twoje zbawienie, bo po śmierci jest tylko sprawiedliwość, ale nadal poprzez modlitwę żyjących zbawiani są zmarli... Jak gdyby nasza modlitwa usprawiedliwiała ich przed sprawiedliwością. Ciebie zbawiają inni poprzez swoją modlitwę. Tak jak ta reszta dzieci, która nie przyszła złożyć ci życzeń, jest usprawiedliwiona przez naszą miłość. I stąd może są tak gwałtowne nawrócenia. Prawdziwy cud, ale czy ten cud nie wynika z modlitwy za niewierzących? Jezusowi byli ludzie potrzebni do tworzenia dobrych rzeczy, ale również był potrzebny człowiek, który zrobił dla Niego krzyż... Czyli ludzie, którzy nam krzyż szykują, też są nam potrzebni do zbawienia.


Jak dziecko

Chcę Cię kochać, Jezu, jak dziecko zbłąkane
Które w tłumie rąk szuka tej jedynej
I choć świat nas łudzi jak fatamorgana
Chcę jak dziecko ufne
Kryjąc się za Tobą, podążać wśród ludzi
Chcę dłoń Twoją czuć na mym ramieniu
Uszy mieć głuche na kuszenia wszelkie
Oczy zasłonięte Twoją dłonią, Panie
A wolę swą poddać, Twojej woli Jezu
Wiem...
To nie uchroni przed żadnym cierpieniem

Nie chcę szukać darów, które gdy dotykam
Stają się jak pyłek unoszony z wiatrem
Chcę mieć raczej w dłoni Twoją dłoń przebitą
Niż w ramionach dźwigać kolor tego świata
Chcę Cię kochać, Jezu, jak dziecko zbłąkane,
Które, gdy znalazło rękę raz wybraną
Woli z nią wędrować po pustynnym szlaku
Niż czekać zagubione w przepięknej oazie


21 06 06

Adoracja przed Najświętszym Sakramentem w Kościele na ul. Nobla

W kościele są tylko 2 osoby. Klękam sama przed Najświętszym Sakramentem. Staram się przekazać Chrystusowi moje problemy, troski, zmartwienia. I nagle "słyszę": za dużo mówisz, pozwól Mnie coś powiedzieć. Zamilkłam zawstydzona... Zamknęłam oczy. Po chwili ujrzałam obraz z przedziwnym światłem, jak zdjęcie z najlepszego aparatu. Barwy trudne do określenia. Można powiedzieć "świecące". Widzę strumień wśród zieleni i leżące przy nim grube drzewo. Siedzę na nim jako dziecko, obok mnie Jezus w białym ubraniu. Proszę, aby mnie przytulił. Poczucie bezgranicznego bezpieczeństwa, trwa wielka cisza. Widzisz, "słyszę" głos-strumień płynie jak czas w życiu. Ty jesteś w bezruchu, obserwujesz co niesie woda. Czasem zwiędłe liście, czasem zerwane konary, jakieś brudy, wszystko płynie dalej... To twoje doświadczenia życiowe, troski, niepowodzenia. Czasem dostrzeżesz dary... płatki róż zrzucane przez Matkę Najświętszą. Wypatruj ich i nie zmarnuj. Dostrzeż. Lata mijają, przepływają w strumieniu jak liście, konary... Nie goń za nimi... Przepłynęły. Czekaj na nowe i ucz się odrzucać to, co przepłynęło. Nie zatracaj się w złych wspomnieniach. Strumień czasem pokaże ci nowe wyzwania, nowe cele. Najważniejsze to dostrzec je... Nie goń za tym, co strumień poniósł dalej i nie przegap nowej łaski, która przepływa obok ciebie. Nie masz wpływu na czas. Przeszły czas to nauka, aby dostrzec gdzie było zło. Szukaj darów - płatków róż Matki Bożej. Czasem płyną razem ze zwiędłymi liśćmi pośród nich. Modlitwa cierpliwa otworzy ci oczy. Nie dobrze jest widzieć tylko przedmioty płynące w strumieniu. Trzeba widzieć także jego czysty nurt. Tak jak Moje Miłosierdzie trwa, przebacza to, co przeminęło w czasie, tak ty trwaj przy Mnie i patrz Moimi oczami. Życie płynie, przyniesie jeszcze wiele pięknych, ale i nie pięknych rzeczy. Poniesie je nurt strumienia. Trwaj w tym co piękne...


Idzie Życie

Idzie Życie drogą, czasem o kamień się potknie
Przechodzący człowiek boleśnie go trąci
Ciemne myśli jak bombki zawiesza na drzewach
Chciałoby Życie o nich na zawsze zapomnieć

Idzie Życie drogą, zbyt trudną dla siebie
Słońce dawno zaszło, ciemność zagościła
Bez świeczki, latarki, na drodze nieznanej
Szuka Życie światła aby nie zabłądzić

Różaniec w kieszeni błyszczy sztucznym światłem
Kiedyś w sanktuarium Życie go kupiło
Sprzedawca zachęcał: nawet w nocy świeci
Ale życie dawno się na nim nie modliło

W noc ciemną, bezgwiezdną, szuka Życie celu
Mateńko Najdroższa, Pani serca mego
Jestem zagubiony pośród pustej drogi
Pod drzewem usiądę, przeczekam noc wrogą

Z różańcem błyszczącym jak świetlik wśród bagien
Siada Życie i czeka na cud drogowskazu
Zdrowaś Maryjo, szepcze, perełki dotyka
Różaniec krzyżem się zaczął... i krzyż go zamyka

I usnęło Życie, swą trwogą zmęczone
Nie spała tylko Matka Święta, przy nim czuwająca
Jakże mogła opuścić Życie, które Ją wezwało
Jak nie wskazać drogi, by się nie błąkało

Na niejednej drodze Życie się uśmiechnie
Na niejednej zapłacze, zakocha, ucieknie
Na niejednej Życiu ułuda zamąci
Zdrowaś Maryjo, szepnie, wyprowadź z ciemności

09.07.06

Przed mszą świętą w Borzęcinie pomyślałam, że wartość modlitwy niezależna jest od miejsca gdzie się ją odmawia. Bóg przyjmuje nasze modlitwy przesyłane z każdego miejsca. Dla jednego będzie to wygodny fotel, a dla innego będzie to zielona łąka. Musimy to akceptować, przyjąć jako naturalne środowisko modlitewne. Niestety ludzie czasami nie są zadowoleni ze swego miejsca modlitewnego. Myślą, że w piękniejszych miejscach przyjdzie do nich większe natchnienie. Kiedy mają zwykły fotel, to marzy im się piękne, ozdobione miejsce. Kiedy indziej zwykła łąka nie wystarcza i chcą pałacu... Człowiek powinien zrozumieć, że najważniejsza jest istota modlitwy, jej autentyczność, żarliwość.

Podczas mszy świętej ujrzałam obraz człowieka jako naczynie przeszklone. Nad naczyniem tym były dwa otwory. Do jednego wpadała czarna masa oblepiająca ścianki. Naczynie wypełniały złe, czarne myśli. Była to odpowiedź na gnębiące mnie od kilku dni złe samopoczucie. Drugi otwór? Co znaczy, zastanawiałam się. Drugim otworem powoli skapywały krople krwi... "Ktoś" tłumaczył mi znaczenie tego obrazu.....Nad naczyniem panuje wolna wola i rozum. To my decydujemy, czym wypełnić nasze wnętrze. Bezwolność, brak myśli dobrych "otwiera" otwór z czernią...Ten otwór z czernią mogą otworzyć też źli, nieszczerzy ludzie, a my osłabieni ich "mocą" pozwalamy na to. Każda decyzja, postanowienie, winno odnosić się do naszej wolnej woli. Z pomocą modlitwy i Ducha Świętego oraz mszy świętej, otrzymujemy moc, siłę otwarcia się na "krople krwi Chrystusa" . One wypełniają nas tą siłą. Decyzja zależy od nas, to najtrudniejsze zadanie dla człowieka... zamknąć otwór z czernią. Nie zawsze się to udaje. Nasze nawyki, wygoda , przekonania, lenistwo, brak odwagi - otwierają dostęp dla "czerni" świata zewnętrznego. A potem żyjemy tym, co jest w nas. Tolerujemy w sobie "czerń", bo ... przecież tak jest wygodniej, nie walczymy o czystość "naczynia" naszego człowieczeństwa.


Cierpienie

Jest jak ptak, który siada na zielonej trawie
Ale jej nie dostrzega
I cierpi z głodu
Cierpienie jest jak ślepy, spragniony pielgrzym
Zrezygnowany nad czystym strumieniem
Dotarł do źródła...
Ale nie widzi, nie słyszy szumu strumienia
Zapomniał słów modlitwy
A może wątpi w jej moc?
Cierpienie jest ślepe i głuche
Opakowane w złoty papier
Wyprodukowany w moim świecie sukcesu
Przewiązane kolorową wstążką rozumu
Cierpienie milczy, nie wydaje głosu bólu
Nad cierpieniem musi zapłakać ktoś święty
Skapnie jedna łza...
A cierpienie zaczyna widzieć i słyszeć
Modli się
A Jezus w lśniącej sukni, jak kapłan
Podaje w dłoniach wodę życia
Święty pokarm Eucharystii
Cierpienie podnosi się i pielgrzymuje dalej
Ku zielonym pastwiskom...
Ku błyszczącym w słońcu strumieniom


01 08 06

Wydaje mi się, że śnię, ale obraz jest tak niezwykły... Wymaga zastanowienia. Widzę szeroką aleję, idą nią ludzie w pielgrzymce. Wielu ludzi... Śpiewają. Z tej szerokiej alei odchodzą w bok jak gałęzie drzewa wąskie dróżki. Widzę drogowskaz z moim imieniem. Idę, otaczają mnie wysokie, zielone rośliny, tworzą swoisty mur z obu stron. Na końcu tej wąskiej alejki widzę drzwi. Wysokie i bardzo wąskie. Napis: droga do Boga... Zastanawiam się nad tym obrazem. Idziemy razem, wszyscy wierzący, w swoistej pielgrzymce, szeroką aleją. Jesteśmy częścią kościoła. W naszej wierze jest jednak miejsce na indywidualną ścieżkę, na "rozmowę z Bogiem" poprzez wejście przez drzwi, które otwierają się tylko dla nas. I na tej naszej ścieżce otrzymujemy od Boga zadania. Myślę, że iść w wielkiej pielgrzymce to chwalebna rzecz. Trzeba też mieć wiedzę, że stajemy przed Bogiem - sami. Rozpoznawalni jako jednostki. Każdy ma własną "bożą" ścieżkę, tajemniczą, bo drogowskaz na niej z naszym imieniem stawia Bóg. Kiedy ją znajdziemy? Jedni wcześniej, drudzy później. To ścieżka szczęśliwa, dająca wolność i pewność, że Bóg się "trudził"... tylko dla nas, wyznaczając tę wąską dróżkę, jako gałąź z głównego pnia.

Imię

Na świat przychodzimy po śladach
Rodziców naszych i przodków
Wędrujemy razem z historią wydarzeń
Stąpamy po śladach narodu
Błądzimy jak inni błądzili
Fałszywe prawdy wyznając
W tłumie się często kryjemy
Nie wiedząc dokąd prowadzi

Aż przyjdzie dzień dojrzałości
Gdy cudze ślady nie nęcą
Szukamy dróg do Miłości
Przed Bogiem chcemy uklęknąć
Ile już ścieżek do Niego, przeszliśmy nieuważnie
Chodząc po cudzych śladach
Obce łzy i marzenia, biorąc za własne
A serce wciąż niespokojne...

Bóg w Swej Miłości tajemnej
Wyznaczył imienną dróżkę
Nie ma tam śladów stóp innych
Są tylko twoje... i Jego
Na dróżce tej czystej, dziewiczej
Spotkanie tak piękne się dzieje
Bóg o Miłości ci mówi
Miłości też pragnie od ciebie

I tuląc tę prawdę jak pokarm
Dalej przez życie wędrujesz
Już wiesz, Bóg po imieniu cię woła
Nie jesteś...tylko śladem na ziemi

Dom marzeń

Marzy mi się dom na górze zielonej
Z oknami z chmur i drzwiami jak usta
Złożonymi do pocałunku
Okna z chmur zasłaniają przed złym wiatrem
Ludzkich myśli i słów
Drzwi nie otworzą się dla wrogich
Przybyszy - gości
Mój dom zwrócony ku słońcu, gwiazdom
Strzec go będą cherubini w bocianich gniazdach
Ptaki kolorowe przyniosą listy
Same serdeczne i szczęśliwe
Kwiaty barwne dadzą cień
Wiatr delikatny opowie piękne historie
W domu marzeń pić będę czystą wodę
Ze źródła modlitw świętych
Serce nie ściśnie lęk po przebudzeniu
Budzikiem będzie Anioł z jedwabnymi skrzydłami
Stołem, obraz genialnego mistrza
Przemawiający poezją psalmów
Marzenie...
Śnię, że wspinam się do mojego domu
Po lśniących od porannej rosy kamieniach
Cisza daje siłę czepiania się wystających głazów
Przechodzę kolejne stacje Drogi Krzyżowej życia
Jak w Medjugore
Staję zmęczona, rozważam: ukoronowanie cierniem
Mój dom, tam wysoko czeka
Okna z chmur nie przepuszczające zła
Drzwi, jak pocałunek dla utrudzonego pielgrzyma
A po drodze, kolejne stacje Drogi Krzyżowej życia


13.08.06

Podczas medytacji przychodzi do mnie myśl, jakby ktoś mi ją podsunął: Oczy Boga stworzyły dobry i piękny świat. Skąd wiec zło? Z grzechu pierworodnego. Nieposłuszeństwa pierwszych rodziców wobec Boga. Bóg nie chciał, aby człowiek "poznał" owoc zakazanego drzewa. Dlaczego? Na pewno nie dlatego, że chciał ograniczyć wolną wolę człowieka. On - Bóg nie chciał, aby człowiek, skuszony przez szatana patrzył na świat "oczami szatana". Szatan ukazał człowiekowi jego nagość, bezbronność wobec świata i trud pracy. Powstał grzech. Człowiek gubi się między dobrem (świat widziany oczami Boga) a złem (świat widziany przez okulary nałożone przez szatana). Święci znają świat dobra, a my - grzesznicy ciągle potykamy się o wybory. Czasem szatan ukazuje nam "piękno" świata, radzi: tak rób, dokonuj takich wyborów, a będziesz szczęśliwy. Oszukuje i znowu upadamy widząc, że nie o takie "piękno" nam chodziło.

Następnego dnia, podczas mszy ujrzałam człowieka otoczonego jakby przestrzenią. Słowa liturgii mówiły o miłości. Ta przestrzeń, tłumaczył mi "ktoś", to przestrzeń miłości. To twoja postawa wobec człowieka. Spotykasz kogoś złośliwego, niedobrego, patrzysz na niego i ... chroni cię prze nim "przestrzeń miłości". Próbujesz mu się przyjrzeć, poznać. Nie zwracasz uwagi na słowa, postawę, próbujesz go zrozumieć. "Przestrzeń miłości" to dar. Pozwala na dystans, ale nie na obojętność. Tak z ludźmi rozmawiał Jezus. Paradoksalnie owa przestrzeń "chroni cię" przed własną reakcją, często podobną do zachowania tamtego, złośliwego człowieka. Uśmiech, łagodne słowa wypływają z ciebie dzięki tej "przestrzeni miłości". Nie czujesz się "dotknięty", nie wyzwala się z ciebie egoizm, chęć odwetu. Wiesz że jesteś bogaty w dar "przestrzeni miłości". Czy ten dar jest na całe życie? Nie wiem, ale warto prosić o niego w modlitwie.


Sen dziecka

Gdy dziecko śpi, piękny anioł
Siada przy jego łóżku
Skrzydłami okrywa jak troskliwa matka
Kolorowe sny jak ogon pawia zsyła
Kawałek nieba w baloniku na sznurku
W rękę dziecka wkłada
Światem bajek wypełnia sen
A w nich dobro ma uśmiech
Zło, czarodziejską pałeczką elf wymazuje

Kiedy świt sen gasi jak przymrozek
Wschodzącą zaledwie roślinkę
Dziecko budzi się z kawałkiem nieba
Z uśmiechem z bajek, z nadzieją...
Świat poza snem, to stukot kroków
Dorosłych i dzieci
Tych, którzy śpieszą się i którzy marzą
Pośpiech z marzeniami mieszają się
Na drodze znaczonej tysiącami stóp
Wieloma słowami, dobrymi i złymi
Duży człowiek prowadzi małego
Za nimi podąża anioł
Znajomy ze snu
Dziecko i anioł uśmiechają się
Rozpoznają...
Obaj wierzą w spełnienie marzeń
O których... jeszcze dziś nie wiedzą


15 08 06

Święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny

Dzieciątko Maryi

Wyciągam do Ciebie Matko Święta, ręce
Jak w ścianę płaczu wkładam prośby swoje
W obrazach licznych szukam oczu Twoich
Pocieszycielko, Maryjo, Uzdrowienie Chorych
Pozdrowień dziesiątki z różańca paciorków
Wysyłam co dzień w obronie najbliższych
I tak głęboko wierzę w serce Twoje
Niepokalana Matko, Nieustającej Pomocy
Jak dziecko błagam o matczyne względy
Ból mój i troski oddaję Ci całe
Iż zapominam, że Ty również matką z tego świata jesteś
I każdy dzień poznałaś ze zwykłego życia

Dnia pewnego patrząc na figurkę Twoją
W kamieniu wykutą w pozie tak pokornej
Deszczem przemoczoną, jak łzami ludzkimi
Usłyszałam szept nikły, może tylko kropli odgłos
Wyciągam do was ręce z Dzieciątkiem Maleńkim
I proszę, już nie krzywdźcie Jego boskich członków
Matką Jego jestem, jak wy matki tej ziemi
O miłość dla Niego proszę, jak wy dla dzieci swoich
O modlitwę, utulenie w kołysce z miłości rzeźbionej
O obronę Maleństwa przed szyderczym grzechem
O serce dla Niego gorące i wierne
O słowa, które błogosławią, a nie ranią Go
A Ja, Matka...
Wspomogę, ochronię od Złego


25.08.2006

Adoracja krzyża w Tetremont (Belgia)

Słyszę w sercu: nie przykrywajcie Jezusa sukniami. Dziwi mnie to zdanie, próbuję medytować, rozważać je. Chrystus na krzyżu w Tetremont jest w długiej, prostej sukni. Nie spotyka się takiego wizerunku. To krzyż z wypraw krzyżowych odkopany ponad tysiąc lat temu, duży, drewniany. Obok w szkatułce jest drzazga z krzyża Chrystusa. To cenna relikwia. Po chwili wydaje mi się, że zrozumiałam to przesłanie. Ozdabiamy Chrystusowy krzyż, "obudowujemy" kwiatami, ozdobami, wieszamy na pięknych ścianach. Chcemy, aby "zdobił". To są te "suknie". Czy nie znika w naszym sercu istota krzyża Jezusa? Krzyż z Jezusem to nie martwy przedmiot wyrzeźbiony bardziej lub mniej artystycznie, umieszczony jak eksponat w muzeum. To przypomnienie ofiary... To ból, samotność przykuta do drewna. Ciągle żywa, nie zastygająca w martwy kształt. Krzyż z Chrystusem to nie znak, pamiątka Męki - to pulsujące życiem Ciało, Krew, Woda wypływająca z boku. Pochylając się przed Krzyżem musimy o tym pamiętać.

W czasie Adoracji w kaplicy w Banneux na ołtarzu pali się duża świeca, obok (bez monstrancji) mała hostia. Kaplica ma mało światła. Widoczna jest tylko zapalona świeca. Ta świeca góruje nad skromnym "mieszkaniem" Jezusa. Ta świeca, słyszę, jest jak przepiękne, wielkie mieszkanie, w którym "gubimy" to co istotne - miejsce przebywania Jezusa. Świeca przyciąga wzrok (tak jak wspaniałe budowle kościelne), a przecież istotny w kościele jest Jezus w Eucharystii. Obserwuję ludzi w wielkim kościele. Mało kto przyklęka przed czerwoną lampką, tam gdzie w tabernakulum jest Jezus. "Ogłuszeni" wspaniałymi wnętrzami zapominamy kto jest tam najważniejszy. Obserwujemy obrazy, malowidła, sufity, rzeźby...


26 08 2006

Modlitwa przed obrazem Matki Bożej w Banneux

Słyszę w sercu: prosicie o łaski, dary. Często już jesteście nimi obdarzeni (zdrowie, dzieci, itp.), ale ich nie doceniacie. Chcecie łask i darów, które nie zawsze są wam potrzebne, to tylko wasze "wyobrażenie" o szczęściu. Proście o łaskę miłości, o wypełnienie Bożej Woli w swoim życiu. Błaganie o jakiś dar może być wysłuchane, ale czy będzie ważne dla waszego życia? Czy wpłynie na duchowy rozwój?


Jednego się boję...

Jednego się boję, Jezu
Abym nie minęła Cię ze smutkiem
Gdy Ty, radosny, stajesz na mojej drodze
Jednego się boję, Jezu
Abym nie przeszła obojętnie obok Ciebie
Gdy cierpiący wyciągasz rękę
Jednego się boję, Jezu
Abym nie pomyliła Twoich pragnień
Ze swoimi marzeniami
Jednego się boję, Jezu
Abym nie uwielbiła swoich łez
Gdy Twoje spływają nadaremnie
Jednego się boję, Jezu
Abym nie zapatrzyła się w swój krzyż
Gdy Ty obok, upadasz w męce
Jednego się boję, Jezu
Abym Twojej Prawdy
Nie upuściła na ziemię
Zagubiła... i poszła dalej
Zatrzymaj mnie, gdy to uczynię
Miłosierdziem Twoim
Abym na kolanach, ciągle od nowa
Poszukiwała...
Twojej radości, smutku, krzyża, łez
Twojej Prawdy


28.08.2006

Po powrocie z Banneux. Ta noc pełna jest pięknych snów - obrazów, kolorowych, wymownych w swej symbolice. Najcudowniejszy obraz: widzę twarz Chrystusa. Twarz jest tak piękna, iż trudno ją opisać słowami. Widziałam wiele namalowanych twarzy Chrystusa. I nawet te malowane przez genialnych malarzy oddają tylko niewielki procent tego co ujrzałam. Twarz ukazała się na materiale, jakby tiulu i miała trójwymiarowy kształt. "Żyła" w ruchu... Na głowie jakby kornet (noszony przez zakonnice) w kolorze zieleni. Zieleń tego przykrycia okrywała czoło Chrystusa, policzki, aż do ramion. Twarz miała kolor żółto-pomarańczowy, miałam wrażenie, że oświetla ją zachód słońca. Chciałam patrzeć na twarz Chrystusa dłużej, ale znikła, a ja ocknęłam się ze snu. Usiadłam na łóżku i próbowałam na nowo kontemplować jej piękno. We śnie spytałam: dlaczego Jezu masz to zielone nakrycie głowy? Usłyszałam: aby ukryć koronę cierniową... Czyżby Jezus chciał w tym momencie ukazać mi tylko swoje piękno, skryć "symbol" cierpienia" - koronę cierniową? Przecież co tydzień uczestniczę w Drodze Krzyżowej i to nabożeństwo jest ciągle wielką tajemnicą dla mojej duszy. Twarz Chrystusa w moim śnie była tak piękna, że gdybym chciała zwyczajnie ją opisać, musiałabym powiedzieć, że wszystko w tej twarzy było samą proporcją. Oczy, usta, nos tworzyły piękną całość... Chciałam patrzeć długo, ale usłyszałam: nie wytrzymasz tego spojrzenia. Pozostało mi jedynie... mgnienie oblicza, dla zapamiętania, wspomnienia o pięknie Zbawiciela.


Szukam Cię, Panie

Są dni, gdy Cię gubię Boże, pośród codzienności
Jakbym stanęła na pustynnych piaskach
Rękami sięgam wokół, jak we mgle
A w dłoni... tylko moje palce
Kręcę się w koło, szukając Twych oczu
Małego ciepła, radosnego w duszy
A obok, obojętność ludzkiego spojrzenia
I zwykły hałas codzienności
Próbuję jednak wyciągać po Ciebie ręce
I szukać Cię w twarzach nieznanych
W porannym śpiewie ptaka, gdzieś za oknem
W kromce chleba, krojonej na śniadanie
Wśród obłoków wysoko na niebie
Wspominając zmarłych, jakby byli obok
I w słońcu zachodzącym jak ognista kula
W kwiatku wyrosłym nieostrożnie tuż przy drodze
W nadziei, że nie zdepczą go przechodniów buty
W kubku kawy, rozmowie, serdecznym uśmiechu
Nawet w twarzach smutnych i zafrasowanych
Modlitwą przywołuję, jak otwartym oknem
Przybądź Boże do mnie, w codzienności zwykłej
I nie pozwól w niej zagubić Twojego Obrazu
Abym się nie stała jak zegar tykający
Czy klepsydra z piaskiem
Wyznaczająca monotonne, mechaniczne chwile
Chcę w mej duszy, życiu, nosić Ciebie, Jezu żywy
Nawet, gdy codzienność jak brzemię mi ciąży.

Sen. Jestem w Sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia w Kawnicach koło Poznania (słynące z wielu łask). Pytam w duszy: na czym polega "pocieszenie Maryi". Trudne pytanie - czy pocieszeniem jest spełnienie naszych próśb? Marzeń? Uzdrowień? Zostaję "przeniesiona" na wysoką górę naprzeciw Sanktuarium. Na tej górze Matka Boża wskazuje mi jak mały jest świat z tej perspektywy, jak małe są nasze problemy... Ale tam na ziemi są one ważne, Matko Najświętsza - mówię. Wówczas przenika mnie tłumaczenie słowa "pocieszenie". Nie wszyscy odchodzimy z Sanktuarium z konkretnym darem w ręku: uzdrowieniem, spełnieniem prośby... Chociaż są i tacy szczęśliwcy. Większość z nas otrzymuje pocieszenie duszy, jakby moc, siłę, wiarę, nadzieję, że poradzimy sobie z trudnościami. Nadal cierpimy z powodu choroby, ale jest to cierpienie, które "nie ubolewa" każdego dnia, nie "oskarża" świata, oddaje się Bogu. To "pocieszenie" - to jakby przejście z drabiniastego wozu, na którym wieziemy swoje troski, ból, do pięknej karocy. Ona wiezie naszą duszę, umocnioną łaską Pocieszycielki Maryi. Trzeba bardzo wierzyć i szukać wewnątrz siebie "tego uzdrowienia", aby nie przegapić łaski. Matka Boża "daje" nam, otacza nas "przestrzenią miłości". Czerpiemy z niej pokarm... dla swych niedoskonałości, bólu, choroby.


Poszukiwanie

Dlaczego wierzysz, w tym świecie niewiary
Dlaczego klęczysz, gdy inni biegają
Dlaczego kochasz to, co niewidzialne
Gdy inni świat widzialny
Na kawałki krają?
Dlaczego ręce do modlitwy składasz
A nie w kolejce stajesz po spełnienie marzeń
Dlaczego?
Brzmi pytanie w świecie
I niesie się echem jak ptak zagubiony
Dlaczego jedni Boga nad życie kochają
A inni życie nad Boga stawiają?
Gdy jedni w ciszy poszukują prawdy
Drudzy hałasem próbują zagłuszyć
To, co w każdym z nas...
Jest niewidzialne
I nie pozwala zapomnieć w hałasie i ciszy
Ciągle boleśnie tkwiące w nas pytanie:
Dlaczego nie chcesz uwierzyć człowieku
Że kroplą jesteś, a nie oceanem


Plon

Mówisz do mnie duszo:
Modlitwy słałam do Boga
A Bóg milczał
Szepczesz do mnie duszo:
Głośno do Boga wołałam
A Bóg milczał
Płaczesz duszo moja:
Bóg mnie nie słyszy
A modlitwy zawisły gdzieś
Między ziemią a niebem...
Może wiatr rozproszył je po polach?
Odpowiadam ci, duszo moja
Bóg pobłogosławił twoje modlitwy
Każde słowo posiał na ziemi
Spadły jak ziarna owocujące
Wzrosną, zakwitną, wydadzą owoc
Tam, gdzie Bóg chce
Modlitwa nie jest czekiem imiennym
Czasem nie wraca pod wskazany adres
Jest jak dar bezcenny
Z ludzkiego miłosierdzia
Obsiewa ubogie pola ludzkich dusz
Cud czyni na ugorze
Karmi
Bóg milczy, bo słucha...
Ciągle słucha naszych modlitw


04.09.2006

Podczas medytacji przed mszą zapytałam: dlaczego właśnie ja doświadczam tych wrażeń, snów? Dlaczego muszę pisać te wiersze? Usłyszałam w sercu: jest to piękny dar, ale bardzo bolesny. Osoba doznająca takich wrażeń jest jak gdyby odsłonięta z warstwy ochronnej. Taka osoba czuje wszystko mocniej niż inni ludzie, ma większą wrażliwość. I to może być przyczyną bolesnych zranień


Wiersze

Przychodzą do mnie
Jak jaskółki ze źdźbłami w dziobkach
Na uwicie gniazda
Po co kręcą się wokoło mnie?
Nie mam czasu by was wszystkie spisać
Na skrawku papieru
Popłyńcie z wiatrem, z szumem lasu
Dalej, do innych ludzi
Albo usiądźcie na kwiatach
Może znajdzie was ktoś
Zbierze delikatnie, pokocha
Dacie mu radość
Ale one brzęczą jak osy
Koło moich uszu
Nagabują, proszą
Przytul nas
My jesteśmy tylko twoje...


Książka

Mała paczka owinięta kolorowym papierem
Nadzieja na spokojny wieczór
Samotny, ale szczęśliwy
Ktoś wypisał w niej swoje myśli
A może tylko opisał życie o jakim marzył?
Wertuję kartki, pełno słów, zdań
Czy odnajdę siebie
W cudzych myślach, tęsknotach?
I poznam świat innych ludzi.


10 09 2006


Niedzielna Msza na ul. Nobla

Podczas Podniesienia, będąc skupiona, zobaczyłam postać Chrystusa, jak gdyby zamiast księdza. Miał jasnorude włosy, które błyszczały, ale ubrany był w strój przypominający żebraka ze średniowiecza. Można by to ubranie określić jako worek z jasnobrązowego, grubego lnu. Pytam: Jezu, czemu Jesteś ubrany jak żebrak? Usłyszałam: bo ciągle żebrzę o waszą miłość.


Cicha miłość

Moja miłość do Ciebie, Boże
Nie jest głośna jak śpiew Chórów Anielskich
Całkiem nieśmiała jest, cicha
Ot, kilkoma nutami brzmi w sercu

Moja miłość do Ciebie, Boże
Nie jest wielka, jak katedra wzniosła
Jest całkiem mała, jak kropelka deszczu
Ot, kilka westchnień błagalnych na mszy świętej

Moja miłość do Ciebie, Boże
Nie jest tak oddana, jak kapłanów Twoich
Jest całkiem maleńka i tak bardzo wdzięczna
Za ich dłonie, w które wkładasz hostię świętą

Moja miłość do Ciebie, Boże
Nie jest , jak muzyka geniusza
Jest zaledwie echem odbitym
Szlachetnych dźwięków, w spragnionej duszy

Moja miłość do Ciebie, Boże
Nie jest jak rozpacz Jezusa w Ogrójcu
Kilka łez małych ocieram z twarzy
Na pamiątkę Męki, podczas Eucharystii

Moja miłość do Ciebie, Boże
Nie jest jak jabłoń obfita w owoce
To tylko małe, zielone jabłuszko
Wyczekujące miłosiernych promieni słońca

Moja miłość do Ciebie, Boże
Nie jest jak krzyż na Golgocie, zbawiająca
To tylko maleńki krzyżyk, rzeźbiony mozolnie
Dla Ciebie
W kamieniołomie codzienności...



15 09 2006

Msza Święta przed ołtarzem Matki Bożej Bolesnej

Ryga, w przeddzień święta Matki Bożej Bolesnej

Piękny obraz piety, kontempluję go jak dzieło sztuki. Jednak... zwisająca ręka Jezusa z kolan Matki Bożej przykuwa moją uwagę, niepokoi, wydaje się żywa, zapraszająca. Mam przemożną chęć dotknąć jej, podać Matce Bożej. Ręka Jezusa jest bezbronna w swoim geście. Słyszę w sercu: kto poda mi rękę? Kto odważy się podejść do Mojej Matki Bolesnej? Cierpiącej... Jest taka samotna w bólu na tym obrazie. Mam wrażenie że Jezus czeka... Ciągle czeka na tych, którzy zechcą uczestniczyć w bólu Jego Matki. Słyszę także cichutki głos: Podanie dłoni to nie akt jednorazowego współczucia, choć martwy jako człowiek, na kolanach Matki, podaną dłoń przytrzymam, pociągnę, potraktuję jak pomoc dla zbawienia... Rozważ w twoim sercu czy masz odwagę? Czy jesteś już gotowa całkiem Mi zaufać? Przejęła mnie wielka trwoga, zastanowienie nad własną wiarą. Jaka ona jest? ...


Pieta

Nie poznam Twego bólu, Matko Bolesna
Znam tylko piety piękne
Nie zliczę łez Twoich na ziemię wylanych
Znam tylko własne, bolesne
Nie poznam rąk Twoich dotyku
Jak Jezus, Syn Twój Jedyny
Do dłoni kamiennych wyciągam rękę
W kaplicach gdzie pieta stoi
Choć kamień jest zimny
Zadziwia mnie ciepło, które oddajesz każdemu
Kto ufnie, z miłością, prosi o opiekę
Jakbyś w tych pietach żyła
Zamykam oczy w samotnym zbliżeniu
Szepcząc: Matko Bolesna
Słów wielu nie muszę używać
W milczeniu jesteś mi bliska
Oddaję Ci, Matko, wszystkie troski własne
A Ty się podziel bólem swoim ze mną
I cud się staje
Przed kamienną pietą
Łzy moje i Twoje, na Jezusa płyną
Modlę się cichutko, aby Go nie zbudzić
Maryjo, Matko moja, jedyna opoko!
I wiem, to Twój głos słyszę w sercu moim:
Tak długo czekałam na ciebie
Dziecię moje...


Trudny dar

Wędrując przez życie, pielgrzym tego świata
Gromadzi skarby błyszczące na drodze
Do serca je składa, jak diamenty cenne
Zakrywa przed ludźmi, by mu ich nie skradli
A kiedy pogubi, nieostrożny pielgrzym
Skarby tego świata, tak zmienne, nietrwałe
Jak nędzarz zrozpaczony pod drzewem zasiądzie
Puste serce obejrzy, pustymi rękami

Czasem Anioł pielgrzyma, zbolałego lękiem
Pośle mu do uszu pieśń z dzieciństwa znaną
Poderwie się pielgrzym, przy kapliczce klęknie
Puste serce zawiesi przy krzyżu nieznanym
Na Chrystusa patrząc, co zawisł wysoko
O dar Go poprosi, bezcenny, miłości
A Chrystus... na krzyż wskaże

I pójdzie pielgrzym dalej, krzyż w sercu dźwigając
Maryję poprosi o siłę, odwagę
Aby nieść go dalej, mimo drwin i śmiechów
Tych co skarbów błyszczących na ziemi szukają
A strapiony Jezus przy kapliczce został
Gdzie pielgrzym puste serce na krzyżu zawiesił
Zamyślił się z troską, nad pielgrzyma losem
Czy wie?
Że krzyż, choć dar bezcenny...
Nie jest skrzydłem, co przed bólem chroni



16 09 2006


Msza Święta przed obrazem Matki Bożej Ostrobramskiej

Podczas mszy słyszę w sercu: Matka Boża jest jak brama... Cóż to znaczy? Brama się otwiera, to moje pierwsze skojarzenie. Przed moimi oczami ukazuje się obraz wiejskiej chaty. Na progu stoi kobieta. Rozkłada ręce, chroniąc drzwi do swojego domu, jak strażniczka zasłaniająca dom przed złem... Rozumiesz? - pyta moje serce. Tak, teraz rozumiem. Matka Boża Ostrobramska jest jak ta kobieta, która zamyka, chroni bramę naszej duszy przed złem. Prosimy Ją przecież w modlitwie: Pod Twoją obronę uciekamy się... Gdy zło, nasze namiętności, złe myśli otwierają bramę naszej duszy, Ona staje przy nas i jak ta kobieta z "wiejskiego obrazka" mocą naszej modlitwy - prośby, zamyka nasze "bramy", które sami otwieramy dla grzechu. Matka Boża Ostrobramska to nasza obrona, strażniczka naszych serc i dusz. To brama przeciwko złu.



Mały, wielki cud

Daj mi pokój w sercu, Mateńko Święta
Cierpliwość do godzin z zegara bijących
I abym z dni swoich więźniów nie czyniła
W oczekiwaniu na cud, który życie odmieni
Jestem tylko zwykłym człowiekiem
Nie znam gwiazdy, gdzie Bóg mą świętość umieścił
Czasem, gdy mgła moich zwątpień opada
Widzę ją, biegnę, choć tak do niej daleko
Obok mnie życie wędruje szare
Jakby samo prosiło: kolor znajdź dla mnie
A ja nadal do nieba oczy wznoszę
Czekając na cud, jak znak święty
Są dni gdy się wydarza
Tak maleńki, aż niezauważalny
Słyszę śpiew radosny anielski
I te słowa:
"Była cicha i piękna jak wiosna
Żyła prosto, zwyczajnie jak my
Ona Boga na świat nam przyniosła..."
I już wiem co mam sercu powiedzieć
W szare dni spowite jak obłok
Spójrz na Tę, którą Bóg cudem uczynił
Ofiarą stała się dla nas...
Jakbyśmy to my
Dla Boga
Cudem byli

04 10 06

Msza Święta (wspomnienie św. Franciszka)

Podczas Podniesienia widzę piękny obraz: człowiek otoczony ciemnogranatową mgłą. Ponad tą mgłą jest wielka jasność mieniąca się różnymi odcieniami. Myślę: jak samotny i przytłoczony ciemnością wydaje się człowiek... I wówczas poprzez ciemną mgłę, jak gwiazda, podąża ku człowiekowi złotożółty symbol - krzyż, który przypomina Krzyż Jerozolimski z odchodzącymi promieniami... Tylko w ten sposób człowiek pozna prawdziwą światłość - Boga - słyszę. Ciemnogranatowa przestrzeń wypełnia się złotymi punktami - symbolami. Myślę, że to symbol Eucharystii. Złotożółty symbol to monstrancja. Jednak człowiek też ma swoje światło, myślę, w swej ciemnogranatowej przestrzeni. To światełko jest jak światło latarki, oświetla jedynie "okolice" życia człowieka, przypomina to trochę poruszanie się kreta. Prawdziwe światło otrzymuje człowiek z "góry" od Boga, poprzez połączenie się z Nim w modlitwie, mszy. Obraz, który ujrzałam nie był jak plakat, który rozpościera się przed oczami. Miałam wrażenie, ze byłam w środku tego obrazu. On żył, oddychał. Światłość "w symbolu" przenikała do kolejnych ludzi, czasem ciemnogranatowe pole było nasycone złotymi symbolami, a czasem jego fragmenty były tylko ciemną przestrzenią, brakowało złotych symboli. Czyżby brak wiary?


Ludzkie kapliczki

Droga duszy do Boga
Nie jest prosta
Jak podróż w promieniach światła
W podróży tej często jesteśmy nocą
Gubiąc się w zwykłych latarni blaskach
A kiedy zmęczeni szukamy radości
Kapliczki mamią nas... ludzkie
Nie ma w nich krzyży, oblicza Jezusa
Jest gwar bawiących się ludzi

Błyszczą ekrany wabiące oczy
Hałas zagłusza sumienie
Muzyka, kwiaty, płonące świece
W człowieka każą uwierzyć
Tam pycha siedzi przy głównym stole
Ambicja usługi czyni
Tam młodość, siła, gwiazdą jest wielką
Tam wszyscy mówią...
Choć nikt się nie słyszy

W ludzkiej kapliczce
Jak w przydrożnym hotelu
Przystają ludzie wierząc w swe prawa
I zamiast miłości... dostają rachunek
Za świece, kwiaty, zabawę
Ile kapliczek ludzkich, w podróży
Zaliczy dusza zbłąkana?
Na ile rachunków wypisze czeki
Aż konto jej puste zostanie?

W ilu kapliczkach
Przez ludzi stworzonych
Zostawi swe nadzieje?
W ilu, do ludzi się zwykłych pomodli
Idola w nich widząc pięknego?
Rzuć im czasem, Aniele Niebieski
Różaniec i krzyż na ich drogę
Może się schylą, dotkną, pomyślą...
I w podróż ku Tobie wyruszą, Boże


05.10.06

Sen. Jestem wśród bardzo miłych, przyjaznych ludzi. Wszyscy są wobec siebie życzliwi. Ktoś mówi: idziemy na mszę.. Wchodzimy do czystej, słonecznej sali, bez obrazów, świec, ołtarza. Na środku stoi stół. Do stołu podchodzi kapłan. Dziwi mnie tylko kolor kapłańskiego stroju - malinoworóżowy. Przy stole zasiadają też dwaj inni mężczyźni. Stół jest przykryty białym obrusem, pusty. Jeden z mężczyzn trzyma w ręku zapisane, luźne kartki. Wszyscy przy stole siedzą jak ...wykładowcy. Nic się nie dzieje. Ludzie z sali coś mówią, kapłan odpowiada. To raczej rodzaj dyskusji. Czekam kilka minut. Mężczyzna z kartkami podaje mi je, ale nie wiem co tam napisane (pismo jest niewyraźne). Znowu czekam na mszę. Wreszcie zirytowana podnoszę rękę i pytam, trochę ze złością : gdzie tu jest najbliższy kościół? Kapłan jest nieco zdezorientowany ale mówi : pójdziesz prosto... tam są ruiny starego miasta. Tam kiedyś był kościół. Przeraził mnie ten sen. Pośród życzliwych, przyjaznych ludzi brakowało mszy - ofiary. Była tylko miła atmosfera i ludzie, którym ... wydawało się, że uczestniczą we mszy.


Dotknij serce moje

Dotknij serce moje, Boże
Znajdź w nim skarb, który czas zasypał
Przemień myśli w kamień zastygłe
Rozkrusz je, może zranią, ożywią
Jak się dowiem, co we mnie cenne
Jak mam poznać plany Twoje, Boże
Ty jedynie możesz dotknąć serce moje
Weź je, proszę, we władanie Twoje
Postaw mnie z sercem gotowym
W Ogrójcu bądź pod krzyżem świętym
Tak, aby łza Twoja spłynęła na mnie
A nie obok, na ziemię
Porusz skarb, który kiedyś darowałeś
Dmuchnij na pył, którym czas go okrył
W ręce weź, swoje święte
I błagam Cię, oczyść


07.10.06


Podczas mszy świętej ujrzałam obraz Matki Bożej, wokół niej złociste promienie. Obraz przypominał Matkę Bożą z Guadelupy. Promienie wokół Matki Bożej świeciły jak słońce. Nagle Matka Boża odsunęła się w głąb obrazu. Otworzył się owalny otwór, jakby drzwi. Do tych drzwi podążali ludzie ubrani na czarno, pochyleni, wspinając się pod górę. W rękach nieśli krzyże, duże i małe. Niektórzy mieli w dłoniach małe, drewniane krzyże, nieśli je jak bukiety kwiatów podniesione do góry. Na końcu szła osoba z wielkim krzyżem na plecach, ciągnęła go z trudem. Co to oznacza, zapytałam. Usłyszałam w sercu piękne wytłumaczenie.
To ludzie zmarli zdążający już do swego świata. Matka Boża wita ich. Ich krzyże to dar z życia, spalają się w ogniu miłości Maryi. Są zarazem ochroną przed karą za popełnione grzechy. Któż ich nie ma? W ogniu miłości Matki Bożej spalają się ich krzyże. Może dlatego będą mniej cierpieli? Nie odrzucili ziemskich krzyży. A co z tymi, spytałam, co odrzucili krzyże? Wędrują z pustymi rękami, plecami?
Nie otrzymałam jasnej odpowiedzi. Czyżby sami spalali się, a ich dusze cierpią bardzo, że nie mają daru dla Maryi? Październik to maryjny miesiąc, poza tym niedługo będzie Dzień Zaduszny. Obraz ten przyszedł do mnie jak refleksja nad naszym codziennym życiem. Wysłałam do swej duszy jeszcze jedno pytanie: czy możemy za kogoś zanieść krzyż do Matki Bożej, ten krzyż, który zmarły odrzucił wędrując z pustymi rękami? Po prostu zabrać jego krzyż, gdy zawędrujemy do tamtego świata? Nie otrzymałam odpowiedzi. Pozostaje modlitwa za zmarłych, szczera i codzienna.


Wizyta

Przysłałeś mi kiedyś Anioła, Boże
Myślałam, że to żebrak
Drobne mu dałam, jakieś grosze
I drzwi za nim zamknęłam
Dni moje płynęły życiem
Tak zwykłym, jak zwykle bywa
I znowu zapukał w drzwi Anioł
Tym razem drzwi nie zamknęłam

List trzymał w dłoni, czarnym kirem okryty
Zamiast znaczka, krzyż błyszczał
I jedno miałam tylko pragnienie
Chciałam, aby adres pomylił
Bóg przysłał mnie z wieścią bolesną - powiedział
Patrząc głęboko mi w oczy
Kartkę podsunął, z podpisem
Chyba... Twoim, Panie Boże

Bóg sam wypisał me imię i adres bardzo dokładny
Jakby chciał mojej rozpaczy przypomnieć
Mój Syn też cierpiał bardzo
Za ciebie i tych, którzy codziennie odchodzą
Wyciągnął do mnie skrzydła Anioł, na pocieszenie
Zalałam je łzami
I nie mógł do nieba ulecieć

Pozostał przy mnie, w mym smutku
Listonosz Boży, niebieski
Nauczał, jak żyć i się modlić
Za tych, którzy zbyt szybko odeszli
Pewnego dnia uleciał, gdy świt jeszcze nie wstał rankiem
Słów kilka zostawił na kartce papieru
Pamiętaj...
O Bożym Miłosierdziu


11.10.2006

Podczas modlitwy ujrzałam obraz przedziwny. Wysokie góry i kilka ludzkich sylwetek wspinających się mozolnie. Każdy z tych ludzi ubezpieczony był linami asekuracyjnymi. Mimo to ciągle spadali w dół. Jedni odbijali się od skał i wisieli na linie w powietrzu, byli bezbronni, ich życie zależało od podtrzymujących lin. Widziałam jak liny się zrywają. Nie wiedziałam jak rozumieć ten obraz. Gdzieś w sercu usłyszałam zdanie: jedynie Bóg trzyma główną linę asekuracyjną. Nasze liny to: pycha, pewność siebie, wiara we własne siły. Na takich linach "ludzkich" podejmujemy walkę o swoje życie. Ale... one zawodzą. Odpadamy od skał przez chorobę, utratę tego o co walczymy, własną słabość. Bóg trzyma nas na swojej linie, najpewniejszej. Odwołując się do "bożej liny" zachowujemy bezpieczeństwo zbawienia, w tym wypadku wspięcie się na szczyt wymarzonej góry. Nie pychą, zadufaniem, ambicją. Bóg zbawia przez miłość, nie prawo, w które chcielibyśmy uwierzyć (w tym wypadku prawa fizyki, społeczne). Pozwalając na utratę "ludzkiej liny" skierowuje nasze myśli ku tej najważniejszej - ku Bogu.



Jak ptak

Czasem mnie Boże odsuwasz od Siebie
Na wyciągnięcie ręki
Przyglądasz się surowo, ale z troską
Daję ci dzień, miesiąc, lata - mówisz
Na twoje działanie
Na twoją wolę

Miotam się jak ptak z uszkodzonym skrzydłem
Podlecę wyżej i spadam
Anioł osłania mnie przed wrogami
Wiatr nanosi zwiędłe liście
Jak uczucia przeszłe
Nie widzę światła wokół siebie
Ptaki unoszą się w wesołym tańcu ku niebu
Ja czekam

W ciemnej nocy leczę złamane skrzydło
Po omacku szukam lekarstwa
Krzyża, który zadziała jak gips
Anioł opatrzy ranę, a może jakiś święty?
Nie chcę, aby zrosło się krzywo
Pragnę kiedyś znowu ulecieć wysoko
I zatańczyć wokół Twojej Woli, Panie...
Ona nie łamie skrzydeł ptakom


25 10 2006

Podczas adoracji ujrzałam Jezusa z czarną opaską na oczach. To był moment. Zdrowy rozsądek podpowiedział mi: przecież widzisz Najświętszy Sakrament. A potem jakiś szept: ślepy idę do ludzi, nie wybieram lepszych, gorszych, świętych, nie świętych - Miłość idzie do wszystkich... Poczułam wielki ból. Jakże bezbronny jest Jezus w swoim wołaniu o zbliżenie się do Niego, o przyjęcie Jego Miłości.



Trudny wybór

Padał deszcz, chmury zakryły słońce
A ja, na rozstajnych drogach stałam
Bez mapy
Drogi podobne
Ani kuszące, ani odstraszające
Żaden krzew, drzewo, nie przyzywało
Mogę pójść przed siebie
W prawo, lewo
Ale wola milczy
Głos anioła ucichł
Szatan przyglądał się ciekawie
Samotna obojętność
Cisza bez szmeru drzew
Oko cyklonu moich wyborów
Iść, czekać?
Oczy niewidome na znaki
Uszy głuche na święte pieśni
Którędy poszedłeś Jezu?
Gdzie upadłeś pierwszy raz?
Aby na mnie poczekać
Na ilu rozstajach zostawisz mnie ślepą, głuchą?
Abym nie oczami, uszami, pieśniami przyzywana
Trafiła na szlak Twoich upadków
Wola milczy, rozum milczy, zmysły milczą...
Idź za miłością, słyszę
Na rozstajach dróg
W ciszy
Mówi... Miłość


27 10 2006

Adoracja (kaplica na ul. Żytniej u Sióstr MB Miłosierdzia)

Odmawiamy różaniec, tajemnice bolesne. Nie ma we mnie skupienia, jakie zazwyczaj odczuwam. Powtarzam słowa modlitwy. W tajemnicy: "Jezus niesie krzyż", widzę niezwykle bolesny obraz: Jezus leży pod krzyżem w błocie. Obok przechodzą ludzie, jakby Go nie zauważali. Przez kilka bolesnych minut "odczuwam" Jego cierpienie, tym cierpieniem jest - ludzka obojętność. Jezus patrzy na każdego przechodzącego obok, jakby prosił o pomoc. Mam wrażenie, że nie prosi o pomoc dla siebie, choć to właśnie On jest upokorzony w tej scenie. Czuję ogromną pustkę, przerażający smutek Jezusa. Tym obrazem zostałam "doświadczona" tylko kilka minut. Przeszył moje serce ogromnym żalem, mam wrażenie, że gdybym współuczestniczyła dłużej, moja psychika nie wytrzymałaby i zaczęłabym głośno płakać. Obraz ten zatrzymałam w sercu, odbił się w nim jak błogosławiona pieczęć.

W pół drogi

Dlaczego miłość człowieka
Zatrzymuje się u stóp ołtarza
Boi się ofiary?
Pragnie, a nie sięga
W pół drogi staje w maratonie do Boga
Mówi, że kocha
Ale klęka za wcześnie
Nie u stóp Jezusa
Tylko własnego pragnienia, lęku
Dlaczego bardziej wierzy w grzech
A nie przebaczenie?
Wyciągniętych rąk Jezusa nie chwyta
Ufności brakuje?
O duszo człowieka
Przyobleczona w niepokorne ciało
Daj skrzydła łaski
Nie skąp cudu zbliżenia
Stwórcy i stworzenia


12 11 2006

Miałam przedziwny sen. Znalazłam się w obcym miejscu, a nawet kraju. Nikogo nie znałam. Podszedł do mnie mężczyzna i powiedział, że mam teraz wykład, ostrzegł, że moi słuchacze są... nieco dziwni. Wchodzę do klasy. W ławkach siedzą 15-16 letni chłopcy, czarne skóry, irokezy, długie czarne buty. Jak w piekle, pomyślałam. Co ja tu robię? O, to ta od Pana Boga, usłyszałam groźny pomruk. Rozpoczął się trudny dialog. My nie potrzebujemy Boga, zawołał jeden z chłopców. Mamy wolność, robimy co chcemy, mamy komputery, samochody, wszystko jest na nasze usługi. Daje to nam specjalny sponsor. Czego zażądamy jest nasze. Chciałam uciec. Jednocześnie ktoś nakazał mi zostać. Odetchnęłam głęboko (pamiętam ten oddech), jakbym wchłaniała jakąś siłę... Jesteście niewolnikami swojego sponsora, powiedziałam. Daje wam co chcecie, abyście nie mieli wolności, abyście ciągle byli "zajęci" i nie myśleli. Wasza wolność jest w jego ręku. On decyduje jak macie żyć, daje wam swoje "zabawki", a wy się nimi bawicie. Jesteście ograniczani w swojej wolności, wyglądacie jednakowo i jednakowo myślicie. Jak umundurowane wojsko swojego sponsora. Tylko Bóg daje prawdziwą wolność. On słucha waszych dusz nieśmiertelnych. Każdy z was jest inny, ma inne potrzeby serca. Komputery, samochody waszego sponsora są konstruowane dla grup, mas i nikt nie myśli o was jak o konkretnym człowieku. Jesteście masą, którą zarządzają sponsorzy. Ile kupicie tyle jesteście warci... I nic poza tym. Nastąpiła dziwna cisza, a ja wyszłam z sali.


Golgota XXI wieku

Dwa tysiące lat temu, z krzyżem na plecach
Szedł Człowiek - Bóg
Kamieniami mu rany zadawali
Aby w bólu konał

Dwa tysiące lat później
Idzie Człowiek - Bóg, krzyż na plecach niesie
Rany krwawią
Ludzie przechodzą obok, nawet mili
Za kamienie nie chwytają
Krzyże, jak ozdoby na piersiach noszą
Czasem chleb podadzą
Adres do lekarza wskażą
Szymona Cyrenejczyka nie znają
Śpieszą się
Obojętni...
Czasem pocieszają: poczekaj na Boże Narodzenie, Wielkanoc
Uczcimy Cię, gdy będzie Twój czas

Idze Jezus w Drodze Krzyżowej XXI wieku
Nikt Go nie bije, korony cierniowej nie wkłada
Stoi samotny, przeszkadza
Gdy tłum biegnie
Ludzie o krzyż zawadzają
Czasem ktoś krzyknie: na co czekasz?
A On cichutko pyta:
Gdzie moja Golgota?
Gdzie moi oprawcy?



Kobieta w moherowym berecie


Wsparta na lasce, ciężko stąpa
Skończyła się msza
Jej codzienna uczta radości
Często jedyna
Wyśmiano ją za moherowy beret
Symbol nietolerancji prostaczków
A ona
Nie ma już czasu na modne rozważania
Nawet własne nogi zawadzają
Szepcze litanie
Przesuwa perełki różańca
Drepcze wokół domowego ogniska
Własnych dzieci i wnuków
Gdera gdy się rozwodzą
Moherowym beretem przykrywa bolącą głowę
Chroni ją przed nowym światem
Aby nie uleciała wiara jej przodków
Cenna dla niej i niezmienna
Na codziennej mszy pochylone rzędy
Moherowych beretów modlą się
Za szyderców...
Kładzie kwiaty pod świętą figurką
Zapala świeczki pod krzyżem
Jedno ją tylko niepokoi
Kto ją zastąpi gdy przyjdzie czas
Kiedy moherowe berety...
Wnuki wyrzucą na śmietnik!

21 11 2006


Dzień ofiarowania Matki Bożej

Otrzymuję podczas mszy (a później przed Najświętszym Sakramentem-adoracją) przedziwny, duchowy "wykład". Ludzkie ciało wraz z jego emocjami, potrzebami, namiętnościami, nawykami - kieruje się swoistym egoizmem. Chce zaspokojenia swoich potrzeb. To fizyczna strona natury człowieka. Człowiek posiada także duszę - boski dar. To ona dąży do wyższej doskonałości. Zwykły gniew, zazdrość - to fizyczne emocje. Kiedy dusza "ciągnie nas w górę" do doskonałości, nasze ciało odpowiada na jej wezwanie (przez modlitwy, eucharystię). Stajemy się niejako "jedno" z zamiarami duszy. Będąc na etapie wyższego rozwoju duchowego, patrzymy na gniew, zazdrość i inne emocje z oddali. Mamy dystans. Dusza (jej piękno jako boski dar) oddala nas od fizyczności. Wiemy, że nasze ciało reaguje złymi emocjami, ale dusza nie pozwala na ich agresywne działanie. Po prostu - nie chcemy być gniewni, źli. Sami przed sobą wstydzimy się tych uczuć. Dusza nas ochrania.
Na czym polega cud gwałtownych nawróceń? Jednego dnia człowiek działa "według ciała", drugiego dnia nie poznaje już tego, którym był wcześniej... Inaczej myśli, działa. Kieruje się nakazem duszy, bożym nakazem. Jest w człowieku pokój. Pieśń o miłości św. Pawła doskonale ten stan ilustruje: miłość... cierpliwa jest... Dla wielu z nas to długi proces. O łaskę działania według nakazów duszy (bożych nakazów) módlmy się.


Dziwna jesteś duszo


Dziwna jesteś duszo moja
Płaczesz, gdy inni się śmieją
Czekać każesz cierpliwie, gdy inni uciekli
Milczenie nakazujesz, kiedy ludzie mówią
Zamykasz mi oczy, abym nie widziała
Tego, na co inni z ciekawością patrzą

Słyszysz słowa, których ludzie nie słyszą
Każesz piękno widzieć, którego nie widać
Skazy ukazujesz na pięknie przez ludzi uznanym
Modlić mi się każesz, gdy inni się bawią
Odpowiedzi nie dajesz, choć inni je znają
Zatrzymujesz w pół drogi, choć z innymi biegnę
Wskazujesz ścieżki trudne, a prostsze są obok
Nie pozwalasz stąpać po ubitej ziemi

Łzy mi pokazujesz, gdzie zabawa kwitnie
Radość tam, gdzie inni tylko nudę widzą
Trudno mi z tobą, moja duszo dziwna
Iść przez życie zwykłe...
A kiedy w ciemności skarżę się na ciebie
Że mi brak odwagi, że siły nie starczy
Wtedy ty z uśmiechem, jak przyjaciel wierny
Szepczesz mi do ucha:
Z miłości to czynię!


04 12 06


Zastanawiałam się nad doskonaleniem duszy człowieka. Ukazał mi się obraz zwykłego listu ze znaczkiem. Początkowo nie wiedziałam co on oznacza. Później przyszła refleksja. Nasza dusza to jak list wysłany do Boga. Znaczek to chrzest, naznaczenie sakramentem świętym. Aby ten list "doszedł" do Boga, potrzebujemy świętych nauczycieli - kapłanów. Oni jak listonosze "unoszą" ten list wyżej, dalej. Niestety, czasem dusza (ów list) leży gdzieś zagubiona i czeka... na słowo, wydarzenie, które go "uniesie". Czasem, gdy Bóg czeka cierpliwie, kiedy dusza zwróci się do Niego, znajduje ludzi lub tragiczne wydarzenie, które... wieszają ten list na ... krzyżu Chrystusa. Buntujemy się, wielu jednak po pewnym czasie, uznaje, że wydarzenie to "uniosło" go ku Bogu. List - dusza zawieszony na krzyżu Chrystusa to najpewniejsze miejsce. Stamtąd na pewno trafi do Boga.


Sen o prywatnym raju

Utkany z wiecznej materii
Oświetlony światłem mi nie znanym
Jest jak namiot przezroczysty
Oglądam go, okrążam, patrzę
Wewnątrz krzątają się aniołowie w pastelowych szatach
Piękne obrusy kładą na stołach
Wieczerza gotowa - wyśpiewują
Maryja układa w wazonach
Niewiędnące kwiaty
Święci podają Jezusowi kolorowe teczki
Pewnie prośby z ziemi
Przez tkaninę wieczną namiotu
Słyszę śpiew niepowtarzalny

Nie jestem domownikiem tego rajskiego domu
Wielkimi grabiami zamiatam zwiędłe liście grzechów
Jak strażnik któremu dano zlecenie
Oczyszczenia pałacu
Czekam na płomień modlitwy z ziemi
Który podpala stosy zwiędłych liści, odkupuje grzechy
Niecierpliwi mieszkańcy Czyśćca czekają
Aż spali się ich stos
Oczyści im ścieżki do mojego prywatnego raju
Wypatruję płomieni modlitw
Dbam nawet o niewielki ogarek który rozdmuchuję
Ciągle zgarniam zwiędłe liście
Tak ich dużo, Boże, w moim śnie
Między czyśćcem a moim prywatnym rajem


09 12 06

Dotąd wydawało mi się, że wszyscy rodzimy się jak dusze, podobne do siebie, mające te same szanse rozwoju. Podczas mszy ukazał mi się obraz drzewek. Jedne miały rozrośnięte korzenie, rosły bujnie, inne miały marne korzenie ale wyrastały wysoko, inne, mimo silnych korzeni były karłowate. Pomyślałam, że tylko Bóg zna "korzenie" duszy człowieka i jakie ona może wydać plony wzrostu duchowego. Dlatego nie wolno nam oceniać bliźnich. To co dla jednego łatwe (mocne korzenie), inny osiąga z trudem. Może słaby wzrost duchowy człowieka o mocnych korzeniach oceniany jest przez Boga surowiej. Bóg dał człowiekowi w świecie ogromną różnorodność wzrostu duchowego. Jedni marnują łaski (bogate ukorzenienie), inni mimo słabych korzeni wzrastają ponad swe siły. I jest to piękny plan Boga dla naszych dusz, wolny wybór we wzrastaniu, w doskonaleniu się ponad swoją miarę. Modlitwa, msza, daje łaski słabemu, a ci mocni (mocno ukorzenieni) mogą przez swoja pychę i uczucie siły tkwić na ziemi, bez wzrastania ku Bogu.


O dłonie proszę

O dłonie świętych proszę
Na mej krętej drodze
Niech popchną na zakręcie, we właściwą stronę
Niech oczy zasłonią, gdy zbyt zachwycone
Kierują się ku blaskom i spalają serce

O dłonie świętych proszę
Gdy siadam znużona
Kiedy mgła zakrywa drogowskaz nadziei
Podnieście mnie wtedy dłonie święte
Choćby siłą z ziemi

Prowadźcie mnie dłonie
Jak kalekie dziecko
Które ślepnie czasem
Od dnia codziennego
Pokażcie, co w nim święte

W zakamarkach
Życia powszedniego
Zapalcie choćby ogarek niewielki
Świetlikiem się stanie
W mej pielgrzymiej drodze

I proszę was, dłonie
Wszystkich pięknych świętych
Bądźcie ze mną wiernie
Nawet wówczas
Gdy własnej nie podam Wam dłoni


Dobre słowa


Dlaczego widzę więcej, gdy zamykam oczy?
Dlaczego mocniej czuję Twą Miłość
Gdy ręce na sercu położę?
Dlaczego słowa są dla mnie
Jak kamienie polne?
Tak trudno nimi oddać prawdziwe uczucie
Pomieszaj moje słowa w swoim ręku, Boże
Na oczy nałóż welon przezroczysty
Niech słowa moje będą według Twego szyku
A welon osłoni przed brzydotą myśli
Dodaj mi czasem, Boże, myśl jak diament czystą
Wokół której zgromadzę same dobre słowa
I niech będą one moim uwielbieniem
Choć wyszły spod ręki
Zwykłego grzesznika


27 12 06

Podczas mszy świętej przed moimi oczami powstaje obraz: ludzie - krzyże wędrują ku ołtarzowi. Na tych krzyżach jest Chrystus z twarzą i sylwetką poszczególnych osób. Dziwne, ale niektóre sylwetki na krzyżu mają korony cierniowe na głowach, inne nie. Niektóre sylwetki mają przebite ręce, nogi, bok, jak Chrystus, inne mają ciało bez ran. Zastanawia mnie ten obraz. Próbuję go interpretować. Jesteśmy grzesznikami, ranimy ciągle Jezusa na krzyżu. Chrystus odkupił nasze wszystkie grzechy, przyjął na swoje ciało jak widać na Całunie Turyńskim. A może dzieje się tak, że każdy z nas otrzymuje krzyż na swoją drogę pielgrzymią na ziemi. I na tym krzyżu znaczymy własne grzechy, biczujemy, ranimy Jezusa. Nie wszyscy grzeszymy tymi samymi grzechami. Są ludzie, którzy nie ranią Jezusa złością, bluźnierstwem, nie zakładają Mu "cierniowej korony" grzechów, myśli i namiętności. Ich Jezus na krzyżu nie jest tak okrutnie poraniony. Może dopiero na sądzie ostatecznym zobaczymy "nasz krzyż" i co uczyniliśmy Jezusowi naszym życiem.


Rozmowa z kamiennym aniołem

Stał na jakimś placu w Rzymie
Wyrzeźbiony ręką wielkiego artysty
Jego skrzydła sczerniały od smogu
Deszcze wyrzeźbiły na nim własne ślady
Oczy anioła przyglądały się podskakującym gołębiom
Spójrz na mnie, zażądałam
Spojrzał...
Jego kamienne oczy przemówiły:
Aniołowie nie mają świetlistych skrzydeł
Białych sukien
Zbyt często wstępujemy do piekła waszych dusz, serc
Suknie nasze podarte
Od waszych pożądań i namiętności
Skrzydła opuszczone w smutku
Ręce aniołów twarde i silne
Od mocowania się z wami
Nad źródłem dobra i zła
Nogi skamieniałe z bólu od biegania
Po waszych ciernistych ścieżkach
Z ludzkim światem zjednoczeni
Mamy często twarze waszych bliźnich
Mówimy ich ustami o miłości
Opatrujemy ich rękami wasze rany
Nasze skrzydła, pod zwykłym płaszczem
Ukrył Bóg