04.01.2008

Podczas mszy świętej ujrzałam dziwny obraz: poprzez puste pola szedł Jezus i ciągnął za sobą duży krzyż. Dłuższa belka żłobiła głęboką bruzdę. Za krzyżem podążał tłum. Jedni szli bruzdą, a inni, pustym polem. Poprzeczna belka krzyża tworzyła jakby skrzydła chroniące ludzi idących za Jezusem. Miałam wrażenie, że ci, którzy nie szli głęboką bruzdą (nauka Jezusa), a wybrali sobie łatwiejszą drogę (wątpiący, poszukujący Prawdy), też byli chronieni opiekuńczymi ramionami krzyża.
Obraz był ciemny, pozbawiony refleksów światła. Jezus wspinał się pod górę, ciągnąc mozolnie krzyż. Zrozumiałam, iż każdy kto chroni się w ramionach krzyża, podąża za Jezusem. Są ludzie, którzy czynią to z wielką miłością, idąc wyznaczoną przez Niego drogą (głęboka bruzda) i tacy (idący wygodniejszą drogą), którzy poszukują swej drogi do Boga.
Dla wszystkich ramiona krzyża otwarte są dla zbawienia. Wybór drogi należy już do nas, a Jezus czeka, dźwigając krzyż ... („Będę z wami aż do skończenia świata”).


Siła miłości

Zraniło mnie życie cierpieniem
Jak Ciebie włócznia Longinusa
Z boku Twojego krew trysnęła i woda
Z mojego serca, miłość do Ciebie

Miłością daną mi tak nieoczekiwanie
Zalepiam ranę, jak pszczoły, plastrami miodu
Słodyczą napełnia się dusza moja
Gdy dzielę Twoje cierpienie, z moim

I choć po ludzku ból noszę w sobie
Jak żołnierz zraniony w walce
Mam dziwną siłę, klęcząc przed Tobą
I ufność nieodpartą

O jedno proszę Cię Jezu, mój Panie
Gdy znowu świat zrani me serce
Bądź Weroniką, twarz osłoń chustą
Jak Szymon, pomóż, ponieść krzyż dalej


28.01.2008

W czasie Adoracji Najświętszego Sakramentu, kiedy kościół był prawie pusty, skupiłam się na wewnętrznej ciszy. Przyszła do mnie myśl: jak dobrze byłoby zobaczyć realnie Jezusa. Nadal pozostawałam w ciszy, bez słów modlitwy. Gdzieś w sercu usłyszałam: Ja, niewidzialny, porozumiewam się z niewidzialnym - twoją duszą. Niewidzialne „widzi” niewidzialne. Twoja dusza rozpoznaje Mnie, gdy Mnie adoruje, rozmawiamy ze sobą. Ludzkie oczy widzą to co zewnętrzne. A to co zewnętrzne, też jest przez każdego inaczej widziane. Byłem na ziemi widziany ludzkimi oczami ... a nie rozpoznano Mnie - usłyszałam cichą skargę.


Dom na Świętej Górze

Rozkładam księgę życia swego
Jak biblię
Odkrytą na nowo, pośród ksiąg na półce
Na rozdział trafiam napisany
Latami wędrówek przez życie długie
Odczytuję słowa sercem, nie oczami ...

Żyłam, by szukać ciebie, ścieżko jedyna
Która do Domu prowadzisz
Na Górze Świętej On stoi
Krzyż, jak drogowskaz błyszczy obok w słońcu
Nogi pielgrzyma  pod nim się uginają

Szukam okna, nieziemskimi kolorami zdobionego
Drzwi otwartych, jak serce niechronione
Stołu, przy którym wytchnienia doznam
Pokarmu, dla ciągłego głodu mojego

Dzięki Ci, Boże za obraz Domu tego
Dzięki za tę ścieżkę jedyną
Stacjami krzyżowymi znaczoną
Dzięki za okno, z którego radość wypływa
Za drzwi Twego Domu, szeroko otwarte
Za stół, zastawiony Miłością


Przy kościele moim

Przystanęłaś Święta Matko
Przy kościele moim
W kamienny posąg obleczona
Na czuwaniu długim zostałaś
W deszczu mokniesz
Zimą, biały śnieg futrem Cię otula
Rękami, orła przytrzymujesz
Jakbyś sprawiedliwość zniewalała
Kazała jej czekać cierpliwie
Orzeł, ptak przestrzeni
Do nieba chce ulecieć, skargę ponieść
Na niewdzięcznych ...

Oczy masz Maryjo, zamknięte
Jakbyś im nie dowierzała
I sercem jedynie chciała słyszeć
Modlitwy przechodniów
Na Twojej twarzy ślady ciemne
Jak blizny po łzach
Deszcz je wyżłobił, czy rzeźbiarz?
Ciepłem palących lampek się ogrzewasz
Kroki idących do kościoła rozpoznajesz

Matko Święta, czuwająca przy kościele moim
Na deszcz z nieba i łez naszych wystawiona
Na mróz zimy i serc naszych narażona
Trwaj przy nas, w kamieniu zastygła
Byśmy mogli Ci szeptać:
„Pod Twoją Obronę” ...


01.02.2008

Moim marzeniem, które zrealizowałam trzy lata temu, była pielgrzymka do Izraela. Jednak Ziemia Święta była ciągle w moim sercu. Pragnęłam tam znowu być, iść po śladach Chrystusa. Z drugiej strony, to kosztowna podróż. Może to tylko pycha - pytałam swego serca podczas mszy świętej. Jakby w odpowiedzi, ujrzałam wielki, piękny dywan, kolorowy, pełen mocnych barw. Sam środek tej tkaniny miał wielkie czerwone koło, centrum tego dywanu. Izrael, słyszałam w sercu, to źródło mocy bożego ducha, to sedno chrześcijaństwa. Krew Chrystusa głęboko wsiąkła w tę ziemię, jest bożą siłą, mocą i karmi pielgrzymów. To nie siła państwa, które jest nękane konfliktami - to siła Boga, który przemierzał te tereny, siła Matki Bożej, proroków i apostołów.


Bolesna miłość

Mówię Ci, Jezu, że Cię kocham
Kiedy klęczę przed Tobą jak grzesznik skruszony
Zapach świec, pieśni, modlitwa unosi
I widok wiernych, modlących
Powietrze jest wtedy, jak balsam na rany
I bunt gdzieś znika na zasady świata

Ale są inne chwile, których też doświadczam
Gdy huragan wydarzeń
Do serca śmieci naniesie
Klęcząc i mówiąc: kocham Cię, Jezu
Na mur natrafiam, jak na ścianę płaczu
Wtedy po omacku, w ciszy, bez pieśni kojących
Szukam za tym murem, Twojego oddechu
Słowa gasną, jak niewierne myśli
A dusza przyzywa i płacze

Ten czas przyzywania, szukania Cię, Jezu
Trwały ślad, bolesny, w sercu moim rzeźbi
A kiedy go dotykam, jak figury świętej
Oczami widzę Drogę na Golgotę
I mówiąc do Jezusa: kocham Ciebie, Panie
Wiem, że ta prawdziwa miłość, święta
Tak bardzo zraniona, jest też bolesna


07.02.2008

W nocy, po środzie popielcowej, miałam przedziwny sen. Krążyłam z kilkoma osobami po ulicach opustoszałego miasta. Stare kamienice nie miały okien ani drzwi. Miałam wrażenie, że są jak ludzie bez oczu i ust. Z oddali wyłonił się wózek akumulatorowy, a na nim ksiądz ze złotą monstrancją. Osoby obok mnie zaczęły biec do księdza wykrzykując: o, ksiądz po kolędzie. Myślałam, że nie zdążę za nimi, ale ksiądz czekał i uśmiechał się do mnie. Każdej osobie ksiądz dał do ucałowania monstrancję z Najświętszym Sakramentem.


Dziwna procesja

Może to było na jawie
Ale bardziej we śnie przedziwnym
Widziałam procesję z monstrancją
I ludzi, jak kolorowe motyle
Ksiądz w szaty uroczyste ubrany
Aniołowie baldachim nieśli
Śpiew słyszałam, wysokie i czyste tony
A światło było takie przejrzyste

Gdy przeszli ludzie
W motyle przebrani, jak święci
Inną procesję dostrzegłam
Ludzi zbolałych, do ziemi przygiętych
O kulach wsparci, ranami pokryci
Chorych na plecach i noszach nieśli
Gotowa byłam im współczuć
Gdyby nie postać Jezusa
Szedł obok, pomagał chorym
Z uśmiechem tak słodkim, łaskawym ...
Wołałam do duszy: zbudź ze snu ciało
Jak budzik, dręczącym hałasem
Niech wstanie i niech się nie spóźnia
Na tę procesję z Jezusem


20.02.2008

Przed mszą świętą zastanawiałam się jak to się dzieje, że ludzie tak łatwo usprawiedliwiają swoje zachowania. Często mówią, że czynią to w imię miłości do drugiego człowieka, a raczej, myślę, w imię miłości do samego siebie. Chodzi tu o łatwość rozwodów, usprawiedliwianie pewnych zachowań seksualnych, wróżby itp. Tolerancja, to słowo staje się hasłem, ale czy dobrze pojętym. Tolerujemy wokół siebie tyle zachowań, które powinny być moralnie oceniane. Zachowujemy się jakby nie istniało pojęcie grzechu. Obserwuję to w telewizji, prasie, podczas dyskusji o życiu. Padają słowa: mam prawo do szczęścia (trzy, cztery małżeństwa), mam prawo do wolności (aborcja), mam prawo być homoseksualistą, bo tak czuję ... Padają argumenty o miłości, w imię miłości itd. Współczesny świat, myślę, ma duży problem z relatywizmem moralnym. To tak jakby szatan oblekł się w szaty anioła i przemawiał do ludzi, usprawiedliwiając wszelkie złe moralnie czyny. Tylko, że prawdziwy anioł, tak myślę, nosi „markowe” szaty, a diabeł przyobleka się w „podróbki”.
Naszym zadaniem (trudnym w obecnych czasach) jest rozróżnienie prawdziwej, bożej „marki” szat anioła od „podróbek” w które ubiera się szatan.


Smutek

Położyłam smutek na piasku
Wiatr go zasypał, na chwilę
Morskie fale odkryły
Odłamkami bursztynu błyszczał w słońcu
Ranił serce bólem ...

Położyłam smutek przed człowiekiem
Przestraszył się człowiek
Oczu mojego smutku
Recepty w popłochu szukał
Lekarstwa nie znalazł

Położyłam smutek na różańcu
Przemówiłam Tajemnicą Radosną
Smutek wił się jak dym z kadzidła
Próbował walczyć
Krzyż przy różańcu go pochwycił, pochłonął

Smutku, który nawiedzasz serca
I cień kładziesz na dusze
Nie jesteś niepokonany
Są Tajemnice Wielkie
Przed którymi i ty klękasz
Choć nie uciekasz ...


Twarze

Idę ulicą, a wokół twarze
Nie dostrzegam ich wieku
Tylko nadzieje i myśli
Głęboko ukryte na dnie oczu
Twarzom wydaje się, że są różne
Piękniejsze, brzydsze
Dla przechodnia idącego ulicą
Są mijaniem, zapomnieniem
O ich indywidualności ...
Twarze przechodzą samotnie, bądź parami
Samotne lubią przyglądać się innym
Twarze w parach mają swoje sprawy
Kiedy mijam twarze na ulicy
Gnębi mnie myśl
Jak długo muszę uczyć się miłości
Do ich oczu, myśli, duszy
Abym mogła, z ręką na sercu
Powiedzieć Ci, Jezu, kocham Ciebie


03.03.2008

Obudziłam się rano, spojrzałam na obraz Jezusa Miłosiernego i przyszła mi do głowy myśl: człowiek został tak stworzony, że posługuje się zmysłami, widzi fizyczną stronę świata. Dostrzega oczami, słyszy ...
Ta „zmysłowość” naszego postrzegania może prowadzić do pewnej rutyny, a nawet rozproszenia (dotyczy to mszy świętej). Jeśli nie dotknie nas mocna łaska wiary (widzenie duszą, sercem), nie przełamiemy naszej „fizyczności”. Będziemy widzieli jedynie zewnętrzność obrządku (wystrój ołtarza, wygląd księdza itd). Uczestnicząc w mszy świętej, nabożeństwie, powinniśmy modlić się o duchowy kontakt z Bogiem i przełamać postrzeganie fizyczne i patrzeć „okiem duszy”. Oddajemy Bogu cześć, klękając, patrząc, słuchając słów Pisma Świętego. Do tego służy nasza zmysłowa strona człowieczeństwa, tak zostaliśmy stworzeni. Aby jednak słuchanie i patrzenie nie było tylko na poziomie „fizyczności”, potrzebne jest z naszej strony zaangażowanie serca. Wiadomo, że „zmusić” człowieka do miłości, Bóg nie chce - dał nam przecież wolną wolę. Myślę jednak, że gdy Bóg raz dotknie człowieka łaską doświadczenia Jego Miłości w mszy świętej, to wtedy „odrzucimy” naszą zmysłowość postrzegania, rozproszenie, rutynę czynności i otworzymy się mocno na doznania duchowe. Każda msza będzie wówczas spotkaniem osobistym, pełnym miłości, a nasze oczy, uszy „otworzą się” na Słowo, które nas silnie przeniknie i nie „zniknie” po wyjściu z kościoła i zanurzeniu się w codzienności.


Wieczność

Gdyby był na świecie dąb
Mocarny, z silnymi korzeniami
Skryłabym się pod nim
Gdyby był na świecie trwały dom
Na fundamentach ze skały
Zamieszkałabym w nim

Świat rodzi dęby, które orkan łamie
Domy, które niszczeją
Prawdy, które się starzeją
A ludzie, jak błędni rycerze
Wędrując w poszukiwaniu wiecznej Prawdy
Wiecznego domu, dębu
Mijają Krzyż, na którym wieczność ...
Wyciąga do człowieka ręce


Jak drzewo

Potykam się o życie moje
Jak drzewo wyrwane podczas burzy
Wiatr historii je niesie
Mojej i mojego narodu
Podczas ciszy bezwietrznej, deszczu łagodnego
Próbuję się na nowo zakorzenić
Często na ugór trafiam, piasek pustynny
Opadłe gałęzie ku słońcu wznoszę
Błagając o życie
Ja człowiek, jak to drzewo, szukam ...
Szukam Tego, który kazał mi istnieć

Na pustynnym polu, krzyż wbity w ziemię
Drzewa wyrwane wichurą
Oplotły go jak korona
Przywarły, jak przy murze obronnym
I trwają, sycąc korzenie, aby zakwitnąć
Otoczyć krzyż nowym lasem
Mają źródło wody sycącej
Cień przed palącym słońcem
A nocą sen spokojny

Układam swoje życie
Obok życia zakwitającego pod krzyżem
Słucham rozmów pięknych
Między Niewiastą a Panem Krzyża
A korzenie mojego życia żywią się
Mocniej wrastają
Gdy wrogi wicher zawiewa
Pochylam się tylko
Przylegam do ziemi i trwam
W bezpiecznych ramionach Pana Krzyża


14.03.2008

Poprzez eliminowanie wiary w Boga jako źródła człowieczeństwa, świat skupia się na fizyczności człowieka (wartość urody, młodości, towarów). Obserwując współczesną literaturę, sztukę, widzę w niej zawarte kompleksy współczesnych ludzi, brak idei wyższych. Odrywanie człowieka od Boga sprawia, że zapominamy o tym, co w człowieku jest najważniejsze - o pięknie jego duszy. A przecież najpiękniejsze dzieła powstały w wyniku tego niepokoju we wnętrzu człowieka, przekonanego, że nie jesteśmy tylko ciałem. Świadomość posiadania duszy (którą się tak wyśmiewa) sprawia, że człowiek zwraca się ku Bogu - Najwyższej Miłości.
Jak tłumaczyć czyny miłosierdzia, patriotyzmu, poświęcenia życia - jeśli nie istnieniem wartości ponad cielesnej. Gdybyśmy nie mieli tej świadomości, wynikającej z wiary w Boga i w duszę daną nam przez Niego, nikt nie dokonałby czynów wykraczających poza zwykłą ochronę własnego życia. Życie jest wartością nadzwyczajną, nie tylko ze względu na ciało, ale także ze względu na duszę, klejnot otrzymany przy urodzeniu. To dusza każe nam wykraczać poza naszą fizyczność, dokonywać rzeczy trudnych, często wbrew sobie, wbrew lękowi. Ona towarzyszy nam, choć często jest odrzucona w zapomnienie. W chwilach trudnych w naszym życiu, to z niej czerpiemy siłę (a nie z uległego ciała), to ona daje nam świadomość więzi z Bogiem, który pomaga, oczyszcza i koi niepokój. Odbieranie człowiekowi wiary w duszę nieśmiertelną jest wielkim grzechem współczesnego świata. Powstaną pokolenia zainteresowane jedynie „używaniem” świata dla celów swego ciała. Nie będą szczęśliwi tacy ludzie, bo nie będą mieli świadomości o swym niezwykłym powołaniu na ziemi, a kultura, muzyka, literatura ograniczy się do ukazywania jedynie ludzkich emocji, często w formie krzyku. Czy ten krzyk nie jest jednocześnie wołaniem: oddajcie nam duszę, oddajcie wartości, które sprawią, że uwierzymy w sens naszego człowieczeństwa, naszego życia ...


Tęsknota

Tęsknota jest jak człowiek
U bramy Nadziei stojący
Bez klucza ...
Jak pejzaż piękny we śnie
Farbami go nie odtworzymy
Tęsknota jest jak pieśń słyszana w sercu
Nutami jej zapisać nie można
Jak wędrówka przez las gęsty
Za światłem ponad drzewami
Tęsknota jest łaską
Pielgrzymuje z człowiekiem przez życie
Prowadzi pod Krzyż
Tam spotykają się
Ludzka tęsknota i Miłość
Niebo i ziemia
Pod krzyżem człowiek znajduje
Klucz do bramy Nadziei
Farby do namalowania pięknego obrazu
Nuty wspaniałej pieśni
Słowa do modlitwy
Światło w lesie zagubienia
Pod krzyżem
Ludzką tęsknotę, Bóg wypełnia
Ojcowską miłością


28.03.2008

Przed Świętem Miłosierdzia

Na początku mszy skarżę się Jezusowi, że nie doświadczam zwykłej ludzkiej radości ze Świąt Wielkanocnych. Myślę, że jestem niegodna tego przeżycia.
Wówczas w sercu ujrzałam obraz krzyża z konającym Jezusem oraz trzęsienie ziemi. Poruszone kamienie rozpryskują się na kawałki. Te kamienie, słyszę w sercu, to symbol Mojej Męki. Przeznaczyłem ich okruchy dla dusz współczujących. Noszą one w sobie te odłamki, które przypominają im o Mojej Męce. Odłamki kamieni raniąc życie tych dusz, nie pozwalają im zapomnieć o Mnie, szczególnie wówczas, gdy wątpliwości, zło próbuje ich dotknąć, gdy tracą siły ...
Radość ze Zmartwychwstania nie jest tylko formą radości przeżywania świąt zwyczajowo: procesje, święcenie pokarmów, spotkania rodzinne. Prawdziwa radość duchowa jest też pamięcią dla kogo Jezus zmartwychwstał. Taka radość budzi głęboką refleksję, nierzadko bolesną, o odpowiedzialności za własne życie - stąd często ma poważny wymiar. Dziwny zbieg okoliczności, tego dnia, już po moich rozważaniach, ksiądz czytał fragment Ewangelii o odrzuconym kamieniu, który stał się kamieniem węgielnym. Później w nocy „przyszedł” do mnie wiersz o Bożym Miłosierdziu.


Ramiona Miłosierdzia

Miłosierdzie Boże ma oczy Jezusa
Konającego z Miłości
Miłosierdzie Boże czeka jak pielgrzym na pustyni
W poszukiwaniu oazy ludzkiej duszy
Miłosierdzie Boże jest cierpliwe, wyczekujące
Nie przyspiesza kroków wątpiących
Miłosierdzie Boże ma dłonie Jezusa błogosławiącego
Nawet tych, którzy Go nie widzą
Miłosierdzie Boże czeka na progu świątyni
Pełne łask, jak kosze Wielkanocne
Miłosierdzie Boże przebacza, zapomina
Jest jak ptak, który zniża lot
I nie wybiera pól pełnych ziaren
Miłosierdzie Boże ma oczy Jezusa
Nie lęka się bólu, głodu, cierpień, krzyża
Wypija nawet kielich goryczy
Miłosierdzie Boże czeka w deszczu, burzy, potopie
Za dnia i w nocy
Jak Ojciec Miłosierny otwiera ramiona
Dla dusz synów marnotrawnych


29.03.2008

Jest noc, nie mogę usnąć, mam wrażenie, że jest to dla mnie dziwny czas czuwania. W piątkowej części nowenny, Jezus polecił modlić się za dusze czyśćcowe.
Słyszę dziwny głos, który wyjaśnia, że śmierć jest przejściem z jednego świata do drugiego. To jakby „prześlizgiwanie się” przez wąski otwór ... ku światłu. Określiłabym to jako swoiste „drugie” narodziny. Zostaje ciało, a my, nasza dusza, zdążamy dalej, jakby w koniecznej dla nas, dalszej pielgrzymce ku następnemu światu. To przejście nie jest bolesne (jakby wąż zrzucał skórę), gdy jest w nas miłość, gotowość zmiany „świata”. We współczesnym świecie unikamy mówienia o śmierci, jakby ona nie istniała, nie dotyczyła nas. Śmierć kojarzy się nam z tragedią, a  przecież dotyczy nas wszystkich.
To doświadczenie, którego doznałam w nocy, było bardzo ciekawe - śmierć jako faza dalszej pielgrzymki ...
Często mamy tego świadomość, ale wolimy nie zastanawiać się nad tym, jakbyśmy byli tylko związani sprawami ziemskimi.


Gdy Bóg dotyka

Jest taka rozpacz i myśli płaczące
Nie gasi ich żadne ludzkie słowo
Bezbronni stajemy twarzą w twarz, tragedii
Pytamy: dlaczego?
A wokół twarze i oczy zamknięte
A usta - milczące ...
Wygrażamy dłońmi w pięści zaciśnięte
Czasem opuszczamy jak zwiędłe kwiaty

Jest taka rozpacz i myśli płaczące
Dla których nie ma leku, ani zioła
Ale jest Ktoś, kto rozpozna dno ludzkiej rozpaczy
Kto zanurzy w sercu miłosierne dłonie
A gdy Go wezwiesz modlitwą, zginając kolana
Dotknie twej rozpaczy, przytuli, ogrzeje
I choć ona nie zniknie, jak spalona świeca
Kiedy Bóg ją dotknie
Stanie się ... błogosławiona


13.04.2008

Współczesnemu człowiekowi jest trudno żyć w tych czasach, ponieważ dobro jest oszpecane, a zło ubierane w kolorowe szaty. Wzrok człowieka jest fizyczny i ogląda to co widzi. Potrzeba dużo serca, rozumu i intelektu, zwłaszcza teraz, aby rozeznać dobro i zło.


Bajka o miłości

Dawno, dawno temu, wędrując po ziemi
Zgubił anioł kamień, niezwykły, bezcenny
Gdy go człowiek znalazł, wyśpiewał pieśń piękną
Serce swe otworzył, miłość wypłynęła

A była to miłość bogata, obfita
Czerpali ją ludzie pełnymi sercami
I nikt nie był głodny miłości na ziemi
Nadmiarem karmiła spragnionych uczucia

Raj pełen miłości trwałby pewnie długo
Gdyby nie pojawił się człowiek zza morza
Ukradł kamień anioła, chciał go dobrze sprzedać
Wyczerpał się zapas ofiarnej miłości

Strapieni tym ludzie, wyruszyli w pogoń
Szukali złodzieja bezcennej miłości
Jubilerzy - oszuści mamili ich złotem
Wmawiając, iż blask jego, to okruch z kamienia anioła

Zamęt powstał pośród ludzi wielki
Każdy chciał coś kupić, posiadać na własność
Zbudowano grobowce - sejfy, dla zdobytych skarbów
Strzeżono pilnie, by ich nikt nie ukradł

Gdzieś jednak na świecie jest kamień bezcenny
Legendy o nim krążą, jak miłość rozdawał
A ludzie ciągle marzą, że znajdą na ziemi
Miłość, której żaden szyfr sejfu, nigdy nie uwięzi


16.04.2008

Przed mszą świętą zastanawiałam się czym jest moja wolna wola. Chciałabym, aby moja wolna wola była zgodna z wolą Boga. W wyobraźni zobaczyłam okno, przez które patrzyłam na postać Pana Jezusa. Pomyślałam: chcę otworzyć to okno, żeby mnie nie oddzielało od Jezusa. I wówczas usłyszałam cichą odpowiedź, nieco żartobliwą, ale dającą do myślenia: przecież okno otwiera się od wewnątrz i tylko ty możesz go otworzyć.
I wtedy zrozumiałam, że to była odpowiedź na moje pytanie dotyczące wolnej woli. Rozumiem przez to, że otwarcie okna, czyli oddanie mojej wolnej woli Bogu, jest z mojej strony wielkim zaufaniem do Boga i oddaniem bez lęku siebie - Bogu. Nie chroni mnie wtedy żadna „szyba” moich wątpliwości i lęku i świadomie poddaję się całkowicie działaniu woli Boga.


List do aniołów

Osłońcie mnie aniołowie
Skrzydłami swymi jak tarczą
I sił dodajcie, niebiańscy stróże
Bym strzegła wiary mych przodków
Tak dziwna dziś toczy się bitwa
O prawdę - wiary i miłości
Tak wielu fałszywych proroków
Maluje ikony nadziei
Ikony te wabią barwą
Często tak piękną jak tęcza
Wielu ludziom wzrok słabnie
Niewolę z wolnością ... mylą

W ikonach nowych proroków
Nie ma krzyża z Chrystusem
Na szyjach błyszczy jak medal
Ozdobą jest kolorową
Fałszywi prorocy piszą
Nową biblię dla ludzi
Miłość w niej twarz ma młodą
Prawda wstydliwie się skrywa
Nadzieja ma kształt pieniądza
A wiara to martwy relikt

Osłońcie mnie aniołowie
Przed światem ikon współczesnych
Zapiszcie rylcem rzeźbiarza
Pokorę i mądrość świętych
I jeszcze o jedno proszę
W postscriptum mojego listu
Wesprzyjcie mnie w ludzkiej nadziei
Iż prawda zwycięży fałszywych proroków


Zaduma

To czas, gdy myśli biegną ku przeszłości
Jak raki, wstecz wędrują
Do marzeń z dzieciństwa
Kolorowych motyli nadziei
Wyciągamy ręce poprzez zasłony wspomnień
Mijamy kolejne lustra lat
Aż dojdziemy do dziecka z lusterkiem
Tak małym
Iż nie ma w nim jeszcze odbicia świata
Tylko oczy ciekawe: kim jestem?

W zadumie, lata są jak minuty
Czas to nie monotonny stuk dzięcioła
Wspominamy chwile
Uśmiech, ciepłą dłoń, dobre słowo
Ciepło słońca, powiew wiatru, zapachy
Krzyż cierpienia spadający nagle
Bez uprzedzenia, tajemnego znaku
Jak krótkie wydaje się życie
Z chwil ważnych złożone ...

W zwiniętej wstędze codzienności
Lat wypisanych w metryce
Pośród rytuału gestów, czynności powszednich
Zaciekawienia, nudy, oczekiwania
Tkwią brylanty chwil wartych zadumy
I, jakim byś nie było, życie
Kolorowe motyle z dziecinnych marzeń
Nigdy nie umierają ...
Nadzieja je rodzi i modlitwa
A potem wypuszcza na wolność
Aby wróciły w świętej, ludzkiej zadumie


19.04.2008

Na dzisiejszej mszy świętej była młodzież przystępująca do bierzmowania i dzieci oczekujące na chrzest. Ofiarowałam tę mszę w ich intencji. Zrobiłam to z pewnymi wątpliwościami, będąc bardziej skłonna poświęcić tę mszę własnej rodzinie.
Usłyszałam wtedy w sercu: ofiarowanie mszy za osoby, które ci się nigdy nie odwdzięczą, bo nie wiedzą o twojej intencji ofiary, jest cenniejsze niż ofiara za osoby bliskie.


Komunia

Kiedy przychodzisz do mnie w komunii, Jezu
Powinnam słyszeć śpiew chórów anielskich
I trąby głośno brzmiące
Ale nie słyszę ...

Cicha pieśń unosi się w kościele
Pośpieszne kroki wiernych słychać
Latem ptaki za oknem trele wznoszą
I głos kapłana: Oto Ciało Chrystusa

Smak chleba w ustach taki powszedni
Jak ten, który spożywam codziennie
A przecież cud stał się nieziemski
Jezus zawitał we mnie

Milczę i szukam wielkiej ciszy
Abyś Ty mówił do mnie, Panie
W kontemplacji zanurzam siebie
Sięgnęłam po Twoją Miłość, Jezu

Szukam Twych oczu, spojrzenia pełnego miłości
W nim pragnę Prawdę jedyną wyczytać
Jak piękny, niebiański to moment
Gdy Bóg ... dotyka człowieka

I myślę, że w tej radosnej chwili
Gdy Jezus uświęca mą duszę
Milkną nawet anielscy śpiewacy, na trąbach nie grają muzycy
To błogosławiony czas - wielkiej, świętej ciszy


04.05.2008

Dziesięć dni temu wyruszyłam wraz z mężem na pielgrzymkę do Medjugorje i odczułam wielkie błogosławieństwo tej pielgrzymki. Modlitwa, różaniec spływały obficie z ust pielgrzymów, także uśmiech i pogoda ducha. Ludzie mówili o wielu łaskach jakich doświadczyli. Moją pielgrzymkę oddałam w intencjach Świętej Maryi. Niczego nie żądałam, o nic nie prosiłam, a te dziesięć dni spędziłam, jakby unosząc się ku niebu. Byłam świadkiem (02.05) objawienia się Maryi jednej z widzących.
Chciałabym podzielić się kilkoma wrażeniami. Podczas mszy świętej w kościele św. Jakuba , doświadczyłam „widzenia” Matki Bożej, miała czoło przesłonięte białym materiałem, na głowę narzucony niebieski, długi welon. Widok ten przypominał trochę strój zakonny. Pomyślałam, że może to gra mojej wyobraźni. Kiedy oczekiwaliśmy w wielkim tłoku (02.05) na Miriam, która tego dnia miała spotkanie z Maryją (dzieje się to każdego 2-go dnia miesiąca), wszyscy czekaliśmy na godz. 10. Było gorąco i trudno nawet było ustać. Pomyślałam - jeszcze całą godzinę trzeba być w tym tłumie. I nagle nad budynkiem ujrzałam, jakby na ekranie, postać Matki Bożej, podobną do tej, którą widziałam w kościele. Płynęła jakby na obłoku i pomyślałam - znowu gra wyobraźni. Ale w tej samej chwili twarz Miriam przybrała nieziemski wygląd i rozpoczęło się spotkanie z Maryją. Miriam powiedziała, że Matka Boża nie była ani smutna, ani wesoła. Spisane orędzie podano do wiadomości.
Wielu ludzi stawia zarzuty wizjonerom, że tak długo (już 27 lat) trwają objawienia, a Maryja w swoich orędziach ciągle napomina, prosi o modlitwy. Dlaczego tak długo? Myślę, że to wielki akt oddania i cierpliwości Nieba dla ludzi. Matka Boża „przychodzi” w Medjugorje do ludzi, jak do rodziny. Uczy swoje dzieci cierpliwie (tak jak to się dzieje w zwykłej rodzinie). Czasem te nauki muszą trwać wiele lat. Oddanie Matki Bożej, to wielka łaska dla świata. Łaskę tę doceniają pielgrzymi. Miliony wiernych przyjeżdża do Medjugorje. To czas dla wszystkich na nawrócenie. A nawróceń w Medjugorje jest dużo. Nikt nie wie, ile jeszcze lat błogosławionych objawieniami, przeżyje Medjugorje. Pielgrzymi napływają tu jak do sanktuarium, w którym niebo dotknęło ziemi. Pomyślałam (to moja osobista opinia), że Maryja może pojawiać się tam jeszcze trzy lata, a może sześć. Tak jak Jezus, który przebywał w rodzinie 30 lat, lub całe Jego życie, czyli 33 lata. Mówi się, że to ostatnie objawienia Matki Bożej na świecie. Może dlatego tak długo przemawia przez Swoje orędzia, tak długo czeka. Jak każda ludzka matka czeka na nawrócenie swoich dzieci. Czeka z miłością, ukazując się , aby wielu uwierzyło w Prawdę.

Po powrocie z Medjugorje, będąc już w domu, przed snem założyłam na szyję medalion z Duchem Świętym, który kupiłam w Medjugorje. Nad ranem zostałam zaatakowana jak gdyby przez armię zła - tak jakby jakiś tabun skakał po całym ciele. Odczuwałam fizyczny ból (tak jak przy torturach). Chciałam krzyknąć: ratunku! - ale była cisza i bałam się zbudzić innych ludzi. Przez moment wszystko się uspokoiło i potem nastąpił powtórny atak i cały czas miałam świadomość tego. Przypomniałam sobie jak kilka lat temu, na początku mojej twórczości, byłam duszona za szyję. Tej nocy wiedziałam, że mając ten medalion, moja szyja będzie chroniona przed dotykiem zła. I rzeczywiście, każda cząstka mojego ciała była boleśnie atakowana, z wyjątkiem szyi.


Medjugorje

Wspinam się na Górę Objawień
Kamienistą drogą
Przy stacjach Drogi Krzyżowej na Kriżevac
Rękami dotykam głazów
Bronię się przed upadkiem
W tej pielgrzymiej podróży
Tajemnice odkrywam tego miejsca
Nie moje wątłe siły podnoszą mnie w górę
Nie moja ludzka wiara
Każdy kamień to paciorek różańca
Stawiam na nim stopy
Maryja unosi wyżej
Ku Bogu
Kamienie omodlone modlitwami
W różnych językach
Wyślizgane od ludzkich nóg
Prowadzą ku nadziei
Na tej trudnej drodze
Pielgrzymi nie mają wieku ani chorób
Każdy dostaje bagaż
Miłość Maryi
Różaniec w ręku, stopy na kamieniach
Głowa w niebie
Jak łatwa może być droga, nawet po głazach
Z bożą miłością na ramionach
Dzięki Ci Maryjo Święta za Medjugorje
Dzięki za miłość do Jezusa
Która dotknęła moje serce


15.05.2008

Zastanawiałam się przed mszą, jak trudna jest ewangelizacja. Często osoby religijne źle oceniają tzw. niedowiarków. Ujrzałam w wyobraźni konny wóz i samolot. Co to znaczy? Ktoś (może Anioł Stróż) wyjaśniał mi tą zależność. Są ludzie, którzy wędrują przez życie konnym wozem, muszą doświadczać wiele, widzieć, przekonywać się, po prostu uczyć się swojej drogi pielgrzymowania przez życie. Spotykają wiele miejsc, ludzi, ulegają im. Droga do Boga jest dla nich długa, powolna, tak jak podróż konnym pojazdem. To nie znaczy, że jest gorsza. To też nauka. Może taki sposób „podróżowania” wybrał dla nich Bóg? Dla innych Bóg wybrał samolot. Moment olśnienia, przeznaczenie dla jakiegoś wyższego celu, wtedy ludzie ci dochodzą do wiary szybką drogą (samolotem). Myślę, że obie drogi są dla Boga cenne. Dlatego nawracanie na wiarę w Boga to niezwykle trudne i delikatne zadanie. To kapłański trud, rozpoznanie ludzkiej duszy i jej przeznaczenia w drodze do Boga.
Tego samego dnia, podczas mszy świętej, zobaczyłam pewną kobietę, zachowującą się nieco dziwnie, gesty, nerwowe słowa, zachowanie, które oceniane jest przez niektórych jako dewocyjne. Jezus (słyszę w sercu) mówi do człowieka. Są serca zranione, pełne ran nie zagojonych . W sercu czystym, pogodzonym z przeznaczeniem, życiem, głos Jezusa odbija się czystym echem, pokornym zrozumieniem Jego słów. W sercu poranionych ludzi, echo Jego słów „zniekształca się”. Rany serca „zatrzymują” pewne słowa. Echo Jego słów nie oddaje w całości nauki Jezusa. Stąd czasem obserwujemy dziwne, nieracjonalne zachowania. Ból serca, zranienia, potrzebują oczyszczenia w wielu komuniach, aby Jezus mógł wyleczyć te zranienia. Wówczas Jego słowa będą docierały do serca czystym echem.


Nie jestem posągiem

Nie jestem pięknym posągiem z alabastru
Ani podziwianą postacią z marmuru
Nie wzbudzam zachwytu w oczach
Rzeźbiarzy tego świata, wspaniałych
Ani słów moich nie powtórzą potomni

Człowiekiem jestem tak niezwykle kruchym
W choroby i bóle, ciało moje obleczone
Ale to do mnie, do ciebie, człowieku
Maryja wyciąga ręce swe spragnione
To na naszą miłość czeka lata całe
To nasze dusze pragnie błogosławić

Cóż mogę Ci dać w zamian, Maryjo
Za Twoją miłość do ludzi na ziemi
Złożone ręce, różaniec z modlitwą
Trochę łez maleńkich, niech grzeją Twe ręce
Westchnienia, pielgrzymki do miejsc uświęconych
Trud dnia codziennego, obietnice poprawy
Myśli nabożne i msze święte
I codzienne, przepraszam, za serce niepokorne

Nie jestem posągiem pięknym z alabastru
Ani postacią z marmuru trwałego
Ale mogę się schylić u stóp Twoich, Matko
I w Twoich intencjach oddać życie moje
Kiedy czołem dotknę Twoich stóp, Mateńko
A usta moje ciepło Twe poczują
Ja, człowiek, z ciała tak bardzo kruchego
Może pieśń usłyszę, wyśpiewa ją anioł
O wielkiej miłości Boga, do człowieka na ziemi


Odpowiedź starca

Wędruję w tłumie drogą
Czasem ktoś upadnie
Kurz spod stóp idących
Twarz jego zakrywa
Tłum jest gniewny, śpieszący
Jakby cel znał, wiedział dokąd zmierza

Próbuję wydobyć się z tłumu
Szarpią mnie i krzyczą obelżywe słowa
Nie czyń bałaganu, nie zatrzymuj - wrzeszczą
Idziemy do celu, czas nasz drogocenny
Jaki cel - pytałam
Nikt ... nie odpowiedział

Serce moje było niespokojne
Przestało bić rytmem goniącego tłumu
I dziwny refren melodii łagodnej
Brzmiał w uszach jak błagalny pean:
Zaczekaj ... pozostań ... z tymi
Co z tłumu odpadli

Ledwie oczy przetarłam na poboczu drogi
Uśmiechem obdarowując moich towarzyszy
Ponownie ujrzałam tłum gniewny, biegnący
Czyżby zawrócili z ustalonej drogi?
Nie - wyjaśnił starzec, obok mnie siedzący
Czasem ... cel obrany, jest tylko ucieczką


17.05.2008

Dziś poświęciłam mszę swemu synowi - to dzień jego urodzin. Przede mną stała grupka dzieci niewidomych. Jedno z dzieci, chłopiec, przystępował do pierwszej komunii. Dziwne, ale bardzo się tym faktem wzruszyłam i również poleciłam te dzieci we mszy, następnie poleciłam dzieci, które czekały na chrzest.
Jezu, powiedziałam (myśląc tak bardzo po ludzku), czy nie za dużo polecam Ci ludzi i spraw?
Usłyszałam w sercu: Podczas każdej mszy świętej przelewam całą Swą krew, a wielu ludzi nie poleca nikogo - ani żadnych osób ani intencji ... Ileż Mojej krwi spada do kielicha nadaremno, a krew ta mogłaby błogosławić. Niczego ani nikogo za dużo ... do polecania we mszy świętej!


Moim jesteś ...

Jest takie uczucie
Jak skryty zabójca dopada człowieka
Łamie kręgosłup wiary
Rozkwitającą miłość
Tlącą się nadzieję
Przygniata człowieka do ziemi
Zasypuje piachem beznadziei
Ręce przyjaciół topi we mgle
Słowa miłości w głaz milczenia zamienia
Rani tonami pieśni oskarżającej
Unosi się nad skulonym w bólu człowiekiem
Jak sęp triumfujący
Lęk ...

Dał ci ten lęk, człowieku, sęp piekielny
W ucho szepnął oszustwo wielkie
Abyś uwierzył, że ...
Jezus nie zmartwychwstał
I nie ma Go przy tobie ...
Abyś nie miał wiary, nadziei i miłości
W wielkim poniżeniu, bólu, lęku
Staje przy tobie Jezus
Podnosi się z własnego upadku
I szuka ciebie
Kładzie twój lęk na swój krzyż
A Jego oczy mówią:
Moim jesteś, nie sępa, człowieku


Uwielbienie

Chcę wielbić Imię Twoje, Boże
I w Twoje ręce składać życie moje
Wiarę chcę mieć, że dni moje są darem
Te trudne i te łaski pełne

Chcę wielbić Imię Twoje, Boże
Mieć przed oczami -  Oczy Twoje
Pamiętać o Miłości, którą karmisz ludzi
I każdy jej okruszek, jak chleb, podnosić z ziemi

Chcę słyszeć oddech Twój, obok tchnienia mego
Ręce codziennie wyciągać do Ciebie
Jak dziecko krzyczeć ku obłokom w niebie
Niech Twoja, nie moja wola, mnie uleczy

Chcę mocno zaufać Miłosierdziu Twemu
Gdy rozpacz, tak ludzka, przygniata niemocą
Krzyża chcę dotknąć Twego Syna, Boże
I jak On się podnieść, z upadku każdego

Chcę wielbić Imię Twoje, Boże
O cierpliwość błagać, dla tych, co nie wierzą
Iż jedno westchnienie: ufam Tobie, Boże
Łaską jasności, wrogą ciemność przemieni

Hołd Tobie oddaję, Ojcze wszystkich ludzi
W złożone dłonie list - modlitwę wkładam
A kiedy krzyż mi wręczysz, zamiast róży świata
Daj moc, bym się tych słów miłości nie zaparła


29.05.2008

W czasie wystawienia Najświętszego Sakramentu, zobaczyłam poranione serce człowieka. I usłyszałam: to właśnie takie poranione serce potrzebuje transfuzji Mojej Krwi - Mojej Miłości.


Niedzielny poranek

Doznałam pięknej chwili
Uczucia tak wzniosłego, mgnienia zaledwie
Jakby dusza zapragnęła
Patrzenia oczami świętych
Doznałam radości dziękczynienia Bogu

Pękała skorupa serca
Wypływało uczucie ogromnej wdzięczności
Na twarzy łzy palące
Serce, dusza, ciało, topiły się jak wosk
Zalewała je lawa wszechogarniającej Miłości

Uczucie to spłynęło nagle porankiem
Przed modlitwą, powszedniością dnia
Jakby czekało na moje przebudzenie
Na oczyszczone snem serce
Na duszę oczekującą Pana w niedzielny poranek

Boże, modliłam się, dziękuję Ci
Za moją wiarę w Twoją miłość
Za nadzieję spotkania z Tobą
Za dotyk miłości, który przeżyłam
Za łaskę dziękczynienia, której doznałam


Miłość świąteczna i codzienna

Miłość świąteczna ubiera się uroczyście
Garnitur zakłada od ślubu
Jeśli jeszcze pasuje
Sukienkę z dobrego sklepu
Wysiada z błyszczącego samochodu przed kościołem
Na szyi złoty medalik, obrączka na palcu
Miłość świąteczna śpiewa pieśni
Wita się z sąsiadami po mszy
Co ma w sercu, tylko ona wie
Miłość świąteczna ma swoje tajemnice
Zna je Jezus, może jeszcze ksiądz w konfesjonale

Miłość codzienna jest ciągle spragniona
Biegnie w deszczu, śnieżycy, a nawet w chorobie
Czasem ma buty stare i płaszcz niemodny
Ale kiedy klęka przed ołtarzem
Czuje się jak w pałacu
Miłość codzienna nie błyszczy
Często ubrana jest w starość i laskę
Tylko oczy i serce ma ciągle ciekawe
Słów Jezusa, widoku hostii świętej
Miłość codzienna jest nienasycona
Rozpala się każdego poranka

Miłości świąteczna, piękna, ubrana w tradycję
W obowiązek niedzielnej mszy
Kiedy przechodzisz obok Jezusa
Pamiętaj, że Jego Dom, czeka na ciebie
Przystrojony miłością świąteczną ... i codzienną


12.06.2008

Zadałam sobie pytanie: kim jest człowiek? - i ujrzałam pięknego, dużego motyla. Jedno skrzydło było przepiękne, kolorowe (jak pióra pawia), a drugie - szare, ciemne. Usłyszałam, że tak właśnie wygląda człowiek. Pan Bóg daje piękną duszę człowiekowi, a jednocześnie rodzimy się z grzechem pierworodnym, okaleczeni przez ten grzech i dlatego to skrzydło jest takie ciemne. I dlatego musimy pracować nad sobą, aby wyczyścić to szare skrzydło, aby móc unieść się jak motyl - w naszym życiu duchowym.


Gdy anioł spada z nieba

Jestem jak człowiek spowity żalem
Wypłynął on z ciemności, bez zaproszenia
Założył mi ciemne okulary
Widzę przez nie śmieci pod murami
Niebo pełne burzowych chmur
Popękane chodniki
Kłótnię na rogu ulicy
Szurając nogami dźwigam lekki bagaż
Jak ciężką walizę
Chwila nieuwagi
Potykam się o wózek inwalidzki
Uśmiechnięta, młoda kobieta
Z wysiłkiem porusza kołami
Przepraszam, mówi ...
Najechałam na panią
I ten uśmiech, jasny, słoneczny, wesoły
Kalekiego, dobrego anioła ...
Spadły ciemne okulary
Znikły burzowe chmury
Pośród śmieci pod murem
Widzę maleńkie kwiatki
Żal, który jak hinduskie sari
Otaczał mnie szczelnie
Znikł ...
Dziękuję ci, dobry aniele, wyszeptałam
Spadłeś mi z nieba ...


Zwykła świętość

Kazał mi anioł szukać świętych ludzi
Nie na kartach ksiąg mądrych
Ale wśród żyjących
Jakże mam rozpoznać, spytałam anioła
W zwykłych ludziach, świętych?
Ale anioł odleciał, porady mi nie dał
Na ławce usiadłam obok starszej pani
Kilka słów wymieniłam o pięknej pogodzie
A potem historia popłynęła o świętej kobiecie
O ludziach, którzy żyją dzięki jej odwadze

Przypomniałam sobie życie dziadka, babci
Los ich trudny i mozół codzienny
Spracowane dłonie i śpiewy poranne
Gdy wiejskimi ścieżkami na mszę podążali
Pomyślałam o misjonarzach, ich ewangelizacji
O młodych powstańcach, gdy za kraj ginęli
O ludziach, którzy życie za wiarę oddali
O samotnej kobiecie i jej chorym dziecku

Ileż pięknych historii, zwykłych, szarych ludzi
Gubimy pośród współczesnych wartości
Ilu świętych mijamy, stwarzając własnych idoli
Zrozumiałam, aniele, czemu odleciałeś
I kazałeś mnie samej szukać świętych ludzi
Świętość codzienna jest cicha, pokorna
Iż życie jej nie zauważa

Dziękuję Ci, Boże, za tych zwykłych świętych
Za dobro, co zakwitło obok mnie na ziemi
Jest jak kromka chleba żywiąca spragnionych
Wiarą .. i nadzieją
W człowieka
On przecież na obraz Boga był stworzony


Bezdomne serce

Troszczą się władze o bezdomnych
Rzuconych gdzieś po norach miasta
Są dla nich noclegownie, zupy
Społeczny i charytatywny zapał

Jest też bezdomność z własnym kluczem
Czysta, zadbana, pije kawę
Tylko jej serce smutne płacze
Bezdomne jest, bo nie kochane

Gdy wczesnym rankiem wstaje z łóżka
Snów chwyta się, przyjaciół nocy
Tych o człowieku, który odda
Choć na minuty, mały serca pokój

Pokój ten może być niewielki
Zmieści się w nim bezdomne serce
Ono nie zwykło żyć w pałacu
Drugiego pragnie tylko serca

O serce bezdomne, które czekasz
Na dom bez klucza obojętności
Wyjdź z domu i cierpliwie szukaj
Tak wiele serc wokół, bezdomnych

Bezdomność zaśnie w noclegowni
Ubrana w ciuchy i społeczną troskę
Serce bezdomne, nawet w pięknym domu
Nic do snu nie utuli, prócz miłości 


17.06.2008

Podczas Adoracji - kiedy klęczałam i kraty zasłaniały mi Przenajświętszy Sakrament, byłam smutna i wtedy usłyszałam: nie ma na ziemi takich krat, które stanęłyby między Mną a człowiekiem - a jeśli człowiek myśli, że istnieją, to znaczy, że sam je zbudował.

Nad ranem zobaczyłam, że jestem wyprowadzona przez kogoś na dziwny balkon otoczony mgłą i oparami. Miałam świadomość, że umarłam dla jakiegoś świata i ta osoba powiedziała mi, że jest kimś kto przenosi mnie do świata, w którym żyjemy i że spotkamy się w drodze powrotnej, kiedy będę umierała dla tego świata i wracała do świata, dla którego kiedyś umarłam.
Wszystko to się działo na takim balkonie ponad górami, we mgle. Osoba, która ze mną rozmawiała (może to był anioł), była bardzo przyjazna, ale zdecydowana, bo nawet miałam chęć wrócić, ale wiedziałam, że ta osoba nie pozwoli mi na to.


Bolesna rozmowa

Spotykam cię w dzień i w nocy
W blasku słońca i snach niezwykłych
I choć ty, do mnie nic nie mówisz
Jesteś, na wyciągnięcie mej ręki

Kiedy drzewo dotykam, w jego liściach się chowasz
Ptakiem się stajesz, który śpiewem budzi
Jak anioł skrzydłem osłaniasz w kłopotach
A potem, w chmurach kryjesz się, wysokich

Gdy zginam kolana w modlitwie pokutnej
I pytam Boga, dlaczego cię nie ma?
Czuję, jakby ktoś płaszczem otaczał mnie miękkim
I łzy ocierał niewidoczną chustą

A potem razem wracamy do domu
Ta sama kanapa i zdjęcia te same
Twarz twoja tak młoda, dojrzałość jej nie tknie
A matka, synku, coraz starsza ...

Płynące lata bólu nie ujmują
Kształty on zmienia, choć rani tak samo
A ja, jak wędrowiec z workiem i laską tułacza
Ciągle ciebie szukam, w obcych twarzach, obok

Kiedy noc przyzywa do snu głębokiego
W niebo się wpatruję i pytam: gdzie jesteś?
Odszedłem, szept cichutki słyszę
Wiem synku, odpowiem ... lecz pamięć i miłość została


22.06.2008

Miałam dziwny sen, ale jednocześnie niezwykle piękny. Ktoś spotkany w kościele podsunął mi różaniec. Odmawiaj go -  powiedział - i pomyśl ...
Wzięłam różaniec do domu i zaczęłam go odmawiać. A tu ... zamiast perełki - Ojcze Nasz - plastikowa piłka! Zatrwożyłam się. Pomyśl - usłyszałam - przecież to mistrzostwa Europy w piłce nożnej - stadiony pełne kibiców, emocje ...
A w kościele? Czy w kościele jest tyle ludzi co na stadionach?
A przecież na ołtarzu jest nasz największy skarb - Jezus.
Co mam czynić? - spytałam się. I wtedy ta sama osoba, która podarowała mi różaniec, położyła mi na moją rękę kilka przepięknych miniatur namalowanych na porcelanie. To były cudowne arcydzieła. Kolory tak piękne, jakich nie spotykam na obrazach. Miniatury przedstawiały Matkę Bożą, Serce Jezusa i maleńkiego Jezusa.
Módl się - usłyszałam -  i ofiaruj za ludzi.

Dwa dni później było Święto Narodzin Jana Chrzciciela.
Mszę świętą ofiarowałam za dzieci własne, wnuków, dzieci przyjaciół - przez ręce św. Jana Chrzciciela. W wyobraźni zobaczyłam piękną różę i usłyszałam: z tej róży spadną kiedyś płatki. Czekaj i zbieraj te płatki, aż dojrzeją i spadną wokół ciebie. A wówczas pomyśl o pięknych słowach, modlitwach, czynach, myślach i wyraź je w swoich wierszach.


Intencje

Ofiarowuję na mszy świętej, intencje moje
Na ręce Maryi i patronów świętych
I niecierpliwie czekam, jak żebrak
Na dar Twego błogosławieństwa, Jezu

Wierzę, że każdą moją intencję
Na ołtarz składaną, w koszyku nadziei
W dłonie bierzesz, rozważasz, według bożej woli
I zwracasz memu życiu, jak różaniec pereł

Ten różaniec łask perłami lśniący
Czasem gubię, jak ślepiec bezradny
Własną wolą kieruję się w drogę
Na tej drodze, mgła, Twój różaniec zakrywa

Kiedy wracam zmęczona z tej drogi
Gdy kamienie własnej woli mnie zranią
Duszę, serce przywodzę przed ołtarz
Panie Jezu, pytam, próśb mych zapomniałeś?

Lata życia biegną w szalonym galopie
Zapomnienie gasi świece dawnych mych intencji
Aż chwila przychodzi niezwykłej bliskości
I serce poznaje, wysłuchałeś Panie próśb moich

Dziś wiem, musiały jak kwiat dojrzeć
Umocnione siłą Twej Świętej Ofiary
Przemieniłeś je w owoc Twej woli
I w dłonie moje składasz, na znak Twej obecności    


27.06.2008

Rekolekcje w Olszy (Ognisko Miłości Marty Robin)

Podczas adoracji w kaplicy Ogniska Miłości (Olsza pod Łodzią), doznaję głębokiego bólu płynącego z krzyża Chrystusa i słyszę to pytanie: Jak Mnie kochasz, córko Moja?
Przeżycie to próbuję przekazać w wierszu.


Trzykroć cię pytam ...

Pod krzyżem klękam w pokorze
A myśli moje milczą
Nawet czas zatrzymał się zmęczony
Jak zegar zniewolony ciszą
Usta powtarzają słowa miłości
Jakby serce kierowało dźwiękiem
Kocham Panie Ciebie ponad życie
Wielbię Ciebie ...

Jak Mnie kochasz, córko? - słyszę
Głos bolesny drąży mą duszę
Niepokorny obraz przed oczami stanął
Piotra, który trzy razy zaparł się Ciebie
Jakaś trwoga ogarnęła mnie mocno
Gdy ponownie z miłością spytałeś
Jak Mnie kochasz, córko Moja?
Żal „piotrowy” dotknął mnie jak strzała
A Ty ciągle patrzący z krzyża
Trzeci raz postawiłeś pytanie ...
Ból z krzyża, jak wulkanu lawa
Ogarnął ogniem me serce
Dotknął mnie ... i zastygłam w Twym bólu
Rozumiejąc pytanie Twych oczu

Czy gotowa jestem, jak Szymon, mimo lęku
Którym świat doświadcza każdego
Ponieść krzyż, wraz z Tobą, przez życie
I poświadczyć swą wiarę, wiernością do bólu
W Prawdę, dla której - umarłeś na krzyżu


05.07.2008

Myślę, że człowiek powinien przechodzić trzy fazy w swej miłości do Boga, niezależnie od wieku. Może być młody i już przeszedł te fazy, ale może być starszy i jeszcze nie doszedł do 3-ciej fazy.
Pierwsza faza - kiedy ciągle o coś prosimy i czegoś chcemy.
Druga faza - kiedy składamy dziękczynienie za wszystko co otrzymaliśmy - dobre i złe.
Trzecia faza - kiedy powinniśmy się opiekować Bogiem - naszym Ojcem, kiedy powinniśmy nie zasmucać Go naszymi grzechami, złością, irytacją i być jeszcze bardziej aktywni religijnie i chronić Go przed ludźmi, którzy Go obrażają. Winniśmy wtedy okazać odwagę, przyznając się do naszej miłości do Boga nie tylko słowem, ale przede wszystkim czynem.

Zadałam sobie pytanie: jak można spotkać się z Tobą, Boże? I wtedy zobaczyłam zamglone lustro. Zrozumiałam, że Bóg musi odbić Swoje Oblicze w czystym zwierciadle naszej duszy. Człowiek powinien się więc dużo modlić (ale gorliwie, nie mechanicznie).
W „zamglonym” lustrze naszej duszy, Oblicze Boże nie odbija się. To zamglone Oblicze - to znak naszej grzeszności, brak modlitwy, brak uczestnictwa we mszy, odsuwanie spowiedzi „na potem”.

Kilka dni później, podczas medytacji ujrzałam człowieka przeglądającego się w lustrze ... Na ciele miał blizny po ranach. Te blizny, usłyszałam w sercu, to nasze grzechy. Rana się zagoiła (spowiedź, przebaczenie), ale blizny pozostają w naszej pamięci, w naszym lustrze - duszy. Jak pięknie byłoby patrzeć na siebie ... bez tych szpecących jednak blizn, ale niestety jesteśmy grzeszni. Pamięć o tych „bliznach” potrzebna nam jest, abyśmy nie powtarzali grzechów, nie „szpecili się” bliznami.


Płocha miłość

Jak płocha jest ludzka miłość ...
Jak ćma ku światłu chce dążyć
W cieniu pokory nie chce cierpliwie czekać
W blasku światła chce się pławić

Miłość Jezusa do ludzi, pod krzyż Go popchnęła
W ciemności poniżenia się zanurzył
Bezbronny z miłości wobec swoich katów
Szeptał: wybacz im Boże, nie wiedzą co czynią

Jak płocha jest ludzka miłość
Iskierkami świeci zaledwie, habit pokory odrzuca
Ustrojona chce być, zwycięska ...
Złożonych rąk do nieba, długo nie utrzyma

Słabe iskierki płochej miłości Bóg zbiera
Drzewcem krzyża Swego Syna łączy i zespala
Słabość płochej miłości podtrzymuje
Jak ogniki lampki wieczystej

O słabości płochej miłości człowieka
Ciężarem życia przygnieciona
Krzyż święty ciebie błogosławił
Twą słabość -  na krzyżu Jezus zbawił


15.07.2008

W kościele, tuż przed mszą świętą, poczułam ogromne wzruszenie. Postanowiłam oddać tę mszę w intencji grzeszników w mojej rodzinie i bliskich przyjaciół - o nawrócenie i łaski dla nich. I wtedy zobaczyłam jakąś postać, która rozrzucała okruchy chleba, mniejsze i większe. Przede mną upadł duży kawałek bułki i usłyszałam w sercu, że każdy człowiek otrzymuje łaski, dary (okruchy). Są one na każdej drodze naszego życia. Ale często mijamy je, nie zauważamy. Taką łaską może być spotkany człowiek, modlitwa. Ale my nie dostrzegamy ich wartości, nie cenimy tego, będąc w pogoni za własnymi celami.


Moje ścieżki

Na pielgrzymkę wysłałeś mnie, Boże
W mozolną drogę przez życie
Ścieżek tyle musiałam przemierzyć
I żadne, przede mną, nie rozstąpiło się morze
Topiłam się w dniach codziennych
Czasem bez tchu, bez krzyku
Krawędzi chwytałam się bólu
Aby ponownie wypłynąć

Zawsze krzyż towarzyszył mi w drodze
Maleńki, na szyi był przy mnie
Żale i prośby słałam do Ciebie
Jak dziecko, gdy traci nadzieję
Wśród chwastów i zbóż pełnych ziaren
Ścieżka mnie wiodła do Ciebie
Poznałam noce zwątpienia
Poznałam moc Miłosierdzia

Aż przyszedł dzień, jak mgnienie światła
I morze się rozstąpiło ...
Ścieżkę wśród fal życia ujrzałam piękną
Wdzięcznością, jak bujne kwiaty, kwitła
Odeszły gdzieś moje żale i prośby, po ludzku dziecinne
Modlitwa dziękczynna serce me wypełniła
Za ręce i nogi Jezusa zranione
Za miłość płynącą z krzyża ...

Wstecz patrząc widziałam swe ścieżki pielgrzyma
Te próśb pełne i ludzkiej wdzięczności
Lecz duszy tych ścieżek było za mało
O coś walczyła, krzyczała ...
Czego chcesz duszo moja? -  pytałam
Gdzieś głos usłyszałam, tak tkliwy i słodki
Broń mnie, ochraniaj, przed światem całym
Nie pozwól by ludzie mnie, czynem i słowem ranili


16.07.2008

Są takie słowa nauki ewangelicznej, które przyjmujemy jako oczywiste, wierzymy im. Ale „słowo - wiedza” aby było naprawdę przeżyte dogłębnie, musi dotknąć naszego serca, musi znaleźć w sercu stałe miejsce, trwać w nim mocno. Musi nastąpić olśnienie za przyczyną Ducha Świętego, aby słowo stało się żywe ...
Doświadczyłam takiego olśnienia, gdy słowo, w które wierzyłam, wtargnęło mocno w moje serce, stało się żywe, było nie tylko wiedzą, wiarą, ale zagościło w sercu mocą, przeświadczeniem Prawdy, od której nikt ani nic mnie nie odsunie, nie wzbudzi wątpliwości.
Po modlitwie wieczornej zasnęłam, ale był to jakby „sen na jawie” - słyszałam w sercu głos, który mnie nauczał.
Komunia święta - to ciało Chrystusa. Aby „oddać siebie” ludziom, Chrystus ponownie staje się na ołtarzu substancjonalnie człowiekiem - Bogiem. Pojawia się w postaci Chrystusa - człowieka, cierpiącego, z ciałem i krwią i oddaje się człowiekowi - nie jako symbol, ale żywe ciało, takie jakie przybrał żyjąc na ziemi. Na każdej mszy jest On uczestnikiem Przeistoczenia, dotyka nas jako żywy człowiek - Bóg. Człowiekowi materialnemu (z ciałem i krwią) przekazuje Siebie, człowieka - Boga (z ciałem i krwią).
Jeśli nasza dusza i serce nie doświadczą olśnienia dogłębnego, że to jest Prawda, będziemy skłonni przyjmować komunię bardziej jako symbol duchowy niż ciało Jezusa, choć byśmy mieli wiedzę nawet dogłębną.
Nasze usta (materialne), nasze człowieczeństwo (materialne) otrzymuje dar materialny, autentyczny.
Wielki Duch Miłości, Duch Święty ciągle karmi człowieka żywym ciałem Chrystusa, „zniża się”  niejako do naszej materialności - ubogaca nas boskością Daru krwi i ciała Chrystusa.
Chrystus stał się człowiekiem na ziemi, cierpiał i żył tak jak my. Na każdej mszy potwierdza to, przychodząc na ołtarz.
Każdy katolik zna tę Prawdę, może o niej mówić, nauczać, ale czy przeżywa ciągle na nowo każdą mszę jako piękne spotkanie, czy jego serce poznaje swego Pana w hostii świętej?
Czy serce bije mocniej, gdy zbliża się do kapłana, czy czci Boga w swoim ciele?
Czy codzienne troski, myśli nie przesłaniają tego pięknego aktu zespolenia człowieka z człowiekiem - Bogiem?
Jak bardzo konieczna jest modlitwa - prośba do Ducha Świętego przed komunią, aby oświecił nasz umysł, serce, że tu, właśnie na tej mszy, na której jesteśmy - patrzy na nas Jezus oczami takimi jakie i my mamy, cierpi ciałem takim jakie i my mamy i z Miłości oddaje się nam, aby ubogacić nas Swoją Miłością, przemienić nasze człowieczeństwo materialne w duchowe, boże bogactwo.
Po tym olśnieniu, wieczornej nauce (może anioła?) msza święta staje się w moim sercu cudem, radosnym spotkaniem, pokojem wewnętrznym, świadomością, że mogę patrzeć na Jezusa duszą, która widzi to co niewidzialne dla oczu, widzi sercem, które bije mocniej podczas tego spotkania, wyrywa się do Boga, choć tylko jest sercem człowieka dającym życie na ziemi - i umysłem, który nie „widzi” tylko materialnych kształtów, ale głęboko doświadcza kształtu bożego świata.


Olśnienie

Tęskniłam za pięknem
Łączącym oczy, serce, duszę
W jedno tajemnicze olśnienie
Szukałam go w pejzażach przyrody
Obrazach i muzyce mistrzów
Radowały oczy, serce biło mocniej
Dusza dziwnie milczała ...
Szukałam piękna w mądrości filozofów
Pięknych strofach poezji
Serce drgało, oczy płakały
A dusza nadal, z powagą milczała ...
Szukałam piękna w ludziach
Znajdowałam je w ich sercach
Gestach pomocnych, przyjaźni, miłości
Widzisz duszo, mówiłam
Jak piękny jest człowiek!
Ale ona stała obok ...
Zamknęłam tęsknotę olśnienia
W skarbcu marzeń
Jak powieść o życiu niedokończonym ...

Przyszło do mnie nieoczekiwanie
W skromnym kościele, bez obrazów mistrzów
Złotych kandelabrów, organów wspaniałych
Starszy ksiądz unosił delikatnie świętą hostię
Jak piękno całego świata
Hostia rozbłysła blaskiem słońca
A promienie Jej, jak dotyk Miłości
Osiadały na głowach klęczących
Cisza tej chwili ... śpiewała hymny anielskie
A moja, niema dotąd, oczekująca dusza
Przemówiła ...
Oto twoja tęsknota


Uwielbienie po komunii

Zamykam oczy
Na światło świata zewnętrznego
W białym opłatku eucharystii
Który zagościł w moich ustach
Smakuję kroplę krwi Jezusa
Zbawiającą
Czasem czuję słoną łzę
Czasem słodycz miłości
Tajemnicą rozlewają się w mojej duszy
Moja ludzka miłość, ludzkie łzy
Mieszają się
Z Jego cierpieniem, Jego obecnością
Karmią duszę zagłodzoną
Bólem ludzkich rozterek
W tej pięknej chwili komunii
Boga z człowiekiem
Słowa zasypiają, jak ptaki odpoczywające
Na świętych obrazach
Słodkie milczenie wije gniazdo
Dla kropli miłości
Słychać szum skrzydeł aniołów pracowitych
Rozgarniających zasłony ku światu
Z którego Bóg wyciąga rękę do człowieka
O Jezu, uwięziony w moich ustach
Wypełnij Sobą serce i duszę moją
Obdarz darem Swojej Miłości


19.07.2008

Gietrzwałd. Podczas Adoracji Najświętszego Sakramentu, oddaję cześć Matce Bożej.
Jesteś dla mnie Matką - mówię - i widzę obraz sprzed kilkudziesięciu lat. Jestem przed oknem domu, w którym urodziłam się, mam dopiero kilka lat. Moja mama miała w zwyczaju podawać mi kubek ciepłego mleka przez okno. Kochałam ten zwyczaj, piłam mleko powoli jak cudowny nektar. Pewnego dnia mleko nie było dobre ... jakieś gorzkie. Od tej pory odczuwałam do niego niechęć.
Nagle słyszę w sercu:  to mleko (ciepłe i dobre) - to pokarm, jaki daję ludziom. Moje łaski, które są przez nich docenione, żywią ludzkie serca bezpieczeństwem i miłością. Kiedy dorastacie i wchodzicie w życie, to wtedy mleko, które było dla was pożywieniem, jest „zatruwane” przez świat goryczą ... To są grzechy tolerowane przez was i brak ufności dziecięcej. Zatruwa się cudowny smak pokarmu Moich łask ...
Ja, jak twoja matka, nadal karmię mlekiem - pokarmem słodkim jak miód. Przychodźcie do Mnie, a odzyskacie jego smak, smak Moich łask, które poczujecie jak ufne dzieci, tak jak ty, gdy go smakowałaś z radością.
Przy Mnie odzyskacie tą radość.

Następnego dnia nad ranem, po powrocie z Gietrzwałdu. Jestem na granicy snu i jawy. Słyszę dziwną naukę, widzę obraz drabiny ...
Słyszę w sercu: tam na górze jest Boża Miłość. Pytam: jak ją poznać i dotrzeć do niej?
Słyszę w odpowiedzi: po szczeblach drabiny, które są szczeblami miłości do człowieka, do bliźniego.
Każdy szczebel to twój dar dla bliźniego: sympatia, wysłuchanie, tolerancja, wybaczenie.
Widzę wiele drabin, niektóre mają szczeble tylko na dole, później - pusta przestrzeń ...
Tak wygląda wasza miłość, która jest tylko do tych, którzy was kochają, do rodziny.
Aby pójść wyżej, trzeba wiele wysiłku, wiele szczebli, nawet z trudem zdobywanych, aby unieść się wyżej, aby poznawać Bożą Miłość ... Nie poznasz Jej, jeśli nie zapełnisz swojej drabiny szczeblami swojej ludzkiej miłości do ludzi.
Czasem nawet jeśli uniesiemy się wyżej, to na dole naszej drabiny brakuje szczebli ... Są to pozostawione, zadawnione urazy, które przebaczyliśmy ... ale pozostaje pusta przestrzeń ... brakuje szczebla uzupełniającego naszą „drabinę” do poznania Bożej Miłości. Cały czas trzeba być czujnym, aby nasza drabina była cała i nie okaleczona.
Do poznania Bożej Miłości musimy się wspinać całe życie, mozolnie - często spoglądając ... w dół. Wiedzy o Bożej Miłości nie osiąga się poprzez szczególny dar. To trudna praca całego życia - to ciągłe „budowanie” szczebli w swojej drabinie - szczebli miłości bliźniego.


Ludzka pokora

Przed obrazem Twoim świętym
Z pokorą klękam, Matko Święta
I głos słyszę, jakby obraz pytał
Czymże jest twoja pokora?
Jakie ma ramiona?
Ile bólu gotowa przytulić?
Ile zranień pomieścić?
Jaka jest ludzka pokora?
Kolana zgięte w modlitwie
Tak szybko bolą
Słowa modlitwy ulatują
Czas pokory człowieka taki krótki
Przemija, nagrody oczekuje
A potem
Nogi wyprostowane, głowa uniesiona
Słowa niepokorne
Ramiona zamknięte na ból bliźniego
Czymże jest twoja pokora
Dzwon na Anioł Pański rozbrzmiewa
Głośnym pytaniem
Przypomina
O Twoim fiat, Maryjo
Twojej zgodzie na zaufanie Bogu
Twoich oczekujących ramionach
Szeroko otwartych dla każdego
Nawet dla tych
Którym trudno uklęknąć
Przed Twoim świętym obrazem
Twoją świętą pokorą


24.07.2008

W czasie Adoracji przed Najświętszym Sakramentem modlę się własnymi słowami: Jesteś Jezu cudem, przed którym klękam - ja, proch marny ...
Słyszę dowcipną ripostę, jakby odpowiedź na moją nieco egzaltowaną modlitwę ...
A po co cud ... cudowi? Cud jest właśnie dla takiego jak ty ... prochu marnego.

Po modlitwie wieczornej, zastanawiam się nad człowiekiem, sensem jego życia. Jak ważne i istotne jest to zwykłe życie dla Jezusa. Poniósł za nas śmierć.
Nagle przed oczami ujrzałam sylwetkę człowieka (jakby model anatomiczny). Sylwetka rozpołowiła się (jak owoc). W środku ujrzałam promieniujący jasnym światłem kryształ. To zapewne ludzka dusza, dana nam przez Boga. Kryształ jaśniał światłem - dziwnym i przezroczystym. Bóg dał nam taką piękną duszę, pomyślałam. To nasza łączność z Bogiem, to Jego „udział” w każdym człowieku. Duszę pokrywa ziemskie ciało. Tu na ziemi konieczna jest nasza fizyczność, tak jak fizyczne jest nasze otoczenie, świat , w którym żyjemy.
Ale ...  jest w nas pierwiastek boski, piękny, promieniujący kryształ - nie z tego świata, świata fizycznego. Należymy (oprócz tego świata), także do duchowego świata Boga.
Dobrze o tym sobie ciągle przypominać. Pamiętać, iż kiedyś ten „kryształ” wróci ... do Stwórcy. Co w nim odbiliśmy? Dobro czy zło? Obojętność czy ufność Bogu?


Ludzkie anioły

Anioły z mojego dzieciństwa
Unosiły się w świetlistych kręgach
Jak piękne, nieziemskie istoty
A ich bose stopy nie dotykały ziemi

Wyrosłam z dzieciństwa, jak z sukienki w kwiatki
I moje anioły sprowadziłam na ziemię
Chodzą teraz przebrane w bluzki, palta, sutanny
Przebiegają obok mnie na ulicy

W kościele słyszę ich kroki
Szurają nogami, stukają laskami
Zajmują ławki na porannej mszy
Uśmiechają się do znajomych twarzy

Moje anioły sprowadzone na ziemię
Robią zakupy, są zmęczone, liczą niewielkie pieniądze
Ratują chorych słowem dobrym i herbatą
Śmieją się i płaczą wzruszone

W moich aniołach bije wielkie serce
Zawsze gotowe przelewać miłość
Na tych, którzy w nią zwątpili
Choćby dobrym gestem, spojrzeniem współczującym

Chodzą w butach, często niewygodnych
I nie mogą unosić się nad ziemią
Potykają się o krzywe chodniki i trudne życie
Spieszą się, gdy wzywamy je na pomoc

Dziękuję Ci, Boże, za oczy, które widzą
Aniołów przebranych za ludzi
Dla mnie są jak bose, piękne anioły
Z mojego dzieciństwa


04.08.2008

Święto patrona proboszczów, św. Jana Vianney, proboszcza z Ars.


Do mojego Proboszcza

Bóg dał Ci dwa serca
W jedno, nie wlałby tyle odwagi
Kapłańskim pobłogosławił powołaniem
I z ojcowskim pocałunkiem, na świat wyprawił

Obietnicy łatwego życia nie dopisał
Plany miał wobec Ciebie, własne
W kołyskę, Pismo Święte, anioł wrzucił
Matka Boża, zamiast Twej własnej, przejęła opiekę

Wiara Twoja ziarnkiem gorczycy zakwitła
Góry poruszyła, rzeźbiąc w nich mury kościołów
Powstawały z Twojej siły i uporu
Z Twojej miłości, tęsknoty ... i nadziei

Choć tajemnice duszy Twej nieznane
Na drodze swej, Jezusa ujrzałeś, bezdomnego
O dom Cię prosił - kościół, nawet skromny
By krzyż ciężki mógł o mur jego oprzeć

Człowiekiem jesteś i siły Twe wątłe
Jedno z serc Twoich, osłabło od pracy
Czasu dla niego nie miałeś za wiele
Samo więc ... poprosiło, o mały przystanek

To drugie jednak, nadal mocno bije
Sił Ci dodaje w kapłańskiej posłudze
Choć smutek czasem na twarzy Twej gości
I myśli bliskie o podróży dalekiej

Inżynierze bożych, budowniczych planów
Nie słabość Twoja, choroba, uniosą Cię z ziemi
Ale czas to będzie, gdy Bóg, rękami aniołów
Ukończy, budowę domu pięknego, dla Ciebie

Patron Twój, z Ars Proboszcz
Szepnął mi po mszy świętej, z uśmiechem i bardzo dowcipnie
Niech Proboszcz twój modli się dalej gorliwie
Aniołowie, tam w niebie, postawili Mu zaledwie ... kamień węgielny
15.08.2008

Przed mszą świętą.

Ofiaruję ją w intencjach Świętej Maryi Niepokalanej. Zastanawiam się, tak po ludzku, jak zrozumieć cel takich intencji. Przed oczami, jak kadr z filmu, ujrzałam sylwetkę Matki Bożej. Dźwigała z ziemi wielkie pakunki (nasze prośby). Wokół byli aniołowie, którzy Jej pomagali. Usłyszałam w sercu: ofiarowując msze i różańce w intencjach Maryi ... pomagasz Jej dźwigać te ciężkie pakunki (ludzkie pragnienia) i unosić do nieba.


Msza z aniołem

Przez ulicę idę zalaną deszczem
Jakby niebo płaczu utulić nie mogło
Ku Tobie zmierzam, Jezu
Skryty w mieszkaniu złotym
Na mszę idę świętą

Witam Ciebie z aniołem moim
W ławce siadamy, jak para nierozłączna
Tobie powierzam się, Jezu
W tej chwili łaski pełnej
Na mszy świętej

Mój anioł wśród wiernych stłoczony
Skrzydła pod płaszczem chowa
Czuję, że chciałby być z Tobą, Jezu
Na ołtarzu, wśród innych aniołów
Na mszy świętej

Idź, szepczę do niego, mój stróżu
Płaszcz zostaw, skrzydła rozprostuj anielskie
Adoruj tam Jezusa, Maryję
W tej chwili wielkiej
Na mszy świętej

Mam prośbę, mój stróżu, może zbyt śmiałą
Ucałuj ode mnie Jezusa stopy
Dotknij i odwiedź swój świat na ołtarzu
Wypełnij światłem swe anielskie skrzydła
Na tej mszy świętej

Kiedy staniesz obok kapłana
Który dar daje hostii świętej
Uśmiechnij się do mnie, stróżu mój, aniele
Podaruj choć jeden oddech, cudu ołtarza
Na dzień mój ... codzienny


18.08.2008

Przed mszą świętą mówię do Pana Jezusa: Wymagasz od nas świętości, a my przez grzech pierworodny, jesteśmy takimi kalekami na tym świecie. I nagle w sercu usłyszałam: Dlatego dostajecie ode Mnie wózki inwalidzkie i to Ja was popycham, oczywiście jeśli sobie tego życzycie.


Bolesna tęsknota

W zwykły dzień
Zachmurzony jak twarz dziecka
Dotknęła mnie ... Tęsknota
Tak ogromna
Iż musiałam zatrzymać się
Tęsknota była niema
Łzom nie pozwalała płynąć
W bezszelestnej ciszy
Zagościła w sercu
Uwiła gniazdo na koronie cierniowej
Bolała ...
Nie mogłam Jej rękami przytulić
Była bez ciała ...
Krew w moim sercu płynęła
Dziwnym rytmem
Przepływała między cierniami
Z raniącym jękiem
A Tęsknota, jak ptak osiadły w gnieździe
Nie wyfruwała ...
Choć raniły Ją ciernie korony
Moja cicha, bolesna Tęsknoto
Daję Ci moje serce, trwaj w nim
Przypominaj o swoim istnieniu
To nic, że Jesteś rozpięta na krzyżu
Krwawiąca, oparta o skałę w Getsemani
Przyszłaś do mnie jak niemy, święty gość
To ja przemówię za Ciebie ...
Zapłaczę za Ciebie ...


W cieniu krzyża

W smutku
Zalewającym duszę jak powódź
Niosąca wody pełne raniących korzeni
W cieniu krzyża staję
Ochłody szukam

Cierpiący
W prażącym upale naszych grzechów
Spalony niewdzięcznością, zapomnieniem
Jezus na krzyżu trwa
Ochłody nie szuka

Skryję się w cieniu Twego krzyża, Jezu
Gdy wokół mnie szum złych myśli
Jak woń trujących kwiatów dręczy
Droga trudna
A siły ... tylko ludzkie

Oczy i uszy zamknę
Cieniem Twego krzyża się uleczę
A zmęczony, ludzki smutek
Kołysanką modlitwy utulony
Pod krzyżem uśnie


26 - 31.08.2008

Banneux, Belgia. Budzę się. Jest godzina 3-cia w nocy. Przypominam sobie o cierpieniach Jezusa w ciemnicy. Odmawiam koronkę do Bożego Miłosierdzia. Jakiś głos wewnętrzny poucza mnie, że Jezus w ciemnicy doświadczył wszystkich ludzkich grzechów, które były i będą na świecie. Cierpiał i wypełniał nimi całe swoje jestestwo. Nic z ludzkich grzechów nie uszło Jego cierpieniu. Poznał ból niewyobrażalny, zbawiał wszystkich ludzi - grzech ludzki brał na siebie. Wstąpił do piekieł ... mówimy w modlitwie. Jezus doznał także nędzy i cierpień dusz potępionych. Kaci w ciemnicy bawili się świętym ciałem Jezusa okrutnie. Nie ma na to świadków, ale w objawieniach pewnych zakonnic są przekazane Jego cierpienia. Poznając te wielkie cierpienia w ciemnicy, żaden człowiek nie powinien być obojętny ... na swój grzech.

Następnego dnia, w czasie rekolekcji w Banneux omawiamy sprawę niemowlęctwa duchowego. Jezus jako niemowlę ... cichy, pokorny, niemy. Jako dziecko zna grzechy świata ... i cierpi.
Pokora i słodycz Maleństwa winno być naszym udziałem. To trudne zadanie, ale jednocześnie myślę, że okres niemowlęctwa ludzkiego - to także wielki rozwój (choćby nauka siedzenia, chodzenia, poznawania świata itd.). Jeśli więc przyjmiemy duchowość niemowlęctwa, nasz własny rozwój poprzez cichość, brak słów niepotrzebnych, radość prostego, nieskalanego materią świata, otworzy przed nami poznanie czystej miłości Jezusa.
Zaczniemy poznawać Boga duchem nie skalonym materią. To trudne zadanie, szczególnie w świecie tak zmaterializowanym jak nasz, tak przeszkadzającym nam w poznaniu Prawdy.


Ofiarowanie duszy

Po świecie krążę
Często wśród półprawdy i fałszu
Mamią światłem pozornego szczęścia
Więzią ludzi pętami
Jak niewolników materii
A Prawda, opuszczona na krzyżu
Krwawi ...

W mszy świętej, w Adoracji
Prawdy pod krzyżem poszukam
Miłość i nadzieję Jej ofiaruję
W tej świętej chwili
Dam mojej duszy wolność
Od półprawdy i fałszu świata
Moje łzy z Twoimi, Prawdo - zmieszam
Może tym ludzkim uwielbieniem
Na sekundę zatrzymam wieczność
I Prawda ...  przestanie krwawić


Wysoko na krzyżu

Na Golgocie zawisłeś Jezu, na krzyżu
Wysoko
Miłosierne ręce Cię nie dotknęły
Tylko raniąca włócznia ...
Na krzyżu, oderwany od ziemi
Uniesiony ku niebu
Widzisz więcej?
Cały świat u Twoich poranionych stóp
O dobry Jezu,
Widzisz też nas, setki lat po Golgocie
Widzisz katów naszego wieku
Ale i świętych, męczenników
Spoglądasz na Faustynę głoszącą Miłosierdzie
Pielgrzymów oddających cześć Twojej Matce
Na tych, którzy chcą dosięgnąć Cię włócznią
I na tych, którzy wielbią Twój krzyż
Na krzyżu widzisz więcej
Także ludzkie krzyże
Deptane przez tłum, nie zauważane
Wbite stopami agresywnymi w ziemię
Przysypane piachem pychy
Jak groby zapomniane
Unieś je, dobry Jezu, na Golgotę
Zapal na nich światełko nadziei
Twojego bolesnego Miłosierdzia
Wszak wysoko, na krzyżu
Widzisz więcej ...


20.09.2008

Gietrzwałd. Msza sobotnia.

Modlę się w intencji kogoś z rodziny, starszej osoby niepraktykującej, obecnie chorej. Skupiona jestem na obrazie Matki Bożej.
Nagle przed moimi oczami pokazuje się, jak na wielkim przezroczu - Matka Boża. Przypomina figurkę MB z Banneux, Belgia. Bardzo duża postać. Ręce i nogi ma skute łańcuchami, na dole wielkie kule (jak u galerników). W sercu słyszę: spowiedź ... komunia ...
Zrozumiałam, że osoba ta otrzyma pomoc, ale musi spełnić te warunki. Bez pokuty, Matka Boża ma związane ręce ... Nagle wstaję i idę do spowiedzi - jakbym chciała aby serce tego człowieka „odtajało” i przemówiło do duszy ...
Odchodząc od konfesjonału, zamyślona, potykam się o wózek, zwykły, dziecinny. Zainteresowana, patrzę, oczekując w nim twarzy dziecka. Z wózka spojrzała na mnie twarz ... dorosłego mężczyzny. Broda, wąsy i ciemne, przenikliwe oczy. To był młody, chory mężczyzna wielkości małego dziecka.
Widzisz - usłyszałam - jak jestem „przykuty” do was, wprost „niesprawny” z miłości ... A wy?
Minęło dwa dni, a ja rozważałam te słowa, nie mogłam do końca zrozumieć ...
Nagle podczas rozmowy wieczornej przyszło olśnienie ...
Jezus jest zawsze oczekujący (jak ten chory mężczyzna na wózku). Wyciąga ręce pełne Miłości, gotowy przebaczać, a my mamy wolną wolę, możemy wybierać - albo przyjąć Miłość, albo Ją odrzucić. On, Jezus jest „bezwolny” wobec nas. Może tylko dawać Miłość. My „zatrzymujemy się” w życiu przed Miłością, odchodzimy od Boga ku własnym sprawom, On zawsze czeka ...


03 - 10.10.2008

W październiku byłam z pielgrzymką w Ziemi Świętej. Poświęciłam ją w intencji Bożego Miłosierdzia dla dusz wątpiących, poszukujących, aby znaleźli ukojenie w Jezusie. Odczuwałam ogromną radość i duchowe bogactwo, które wypełniało moje serce. Wiele odczuć nie potrafiłam wyrazić słowami i nawet nie starałam się. Niech będą w sercu, jak bogactwo, którego nie da się wyrazić liczbami ... Chciałabym aby te wiersze oddały moje uczucia, a jeśli kogoś zachęcę do takiej pielgrzymki, niech Bóg błogosławi obficie.


Betlejem

Jest takie miasto piękne
Pokryte ranami historii
Miasto narodzenia Miłości
Miasto z którego wypędzono Miłość
Podzielone, krwawiące
Wypełnione dźwiękami dzwonów
I arabskimi modłami
Głosami pielgrzymów od setek lat
Straganami z figurkami Jezusa z drzewa oliwnego
Miejsce zesłania Boga na ziemię
Betlejem ...

W kamiennej Grocie Narodzenia
Tkwią pocałunki pielgrzymów
Czułe gesty proszących o łaski
Ciepło bije z lamp, z ludzkich oddechów
Betlejemska gwiazda zdobi święte miejsce
Miliony pielgrzymów na kolanach
Dotykają dłońmi świętej tajemnicy Narodzenia
Tu, w betlejemskiej grocie
Matka Boża podaje każdemu Żywe Dzieciątko
Szuka w sercach ludzkich, kołyski
Kładzie w niej maleńkiego Jezusa
Ufna, że ofiarowany Syn
Będzie karmiony ludzką miłością
Ufna, że nie przemienimy Go w pamiątkę
Z Betlejem
Figurkę z oliwnego drzewa


Ziemio Święta

Byłaś dla mnie, Ziemio Święta
Napojem ożywczym, hostią karmiącą
Łaską spływającą
Pragnieniem dla duszy
Obrazem genialnego mistrza
Byłaś Ziemio Święta, czułym dotykiem
Wód Jeziora Galilejskiego, Jordanu
Słonego Morza Martwego
Oddechem jerozolimskiego gwaru
Ciepłem piasku pustyni, wiatrem łagodnym
Betlejemską tajemnicą Narodzin
Ofiarowałaś mi łzy oczyszczające na Kalwarii
Przy Grobie Pańskim
Jesteś w mym sercu bolesnym wspomnieniem
Jak tylko bolesna może być miłość tęskniąca
Chodziłam po Ziemi Świętej, ziemi Jezusa
Maryi, Apostołów, Anny, Elżbiety i Jana
Dotykałam kamieni, które nie straciły pamięci o Jezusie
W Kafarnaum, na Górze Tabor, Galilei, Judei
Jesteś Ziemio Święta w mojej duszy
Wypełniasz ją światłem dobroczynnym
Miłością piękną, jaka może zrodzić się w człowieku
Sięgam po nią dłońmi, wybieram z serca
W dniach radości i goryczy
Nauczyłaś mnie, Ziemio Święta
Modlitwy serca
W każdym kroku, oddechu, chwalić Boga
Na kamieniach, skałach, szukałam śladów świętych
Stóp Jezusa, Jego dłoni na skale
Łez wylanych w Getsemani
Są tam, w Ziemi Świętej
Jak relikwie
Jak znaki miłosnego przymierza, Boga z człowiekiem


02.11.2008

W Dzień Zaduszny

Przekraczam bramę cmentarza
Jak próg dwa światy dzielący
Na tych, co tajemnicę śmierci poznali
I tych, którzy jej nie dotknęli

Bolesna jesteś ty tajemnico?
A może nadzieją się karmisz?
Pod płytą przykryta, kwiatem ozdobiona
Dla nas żyjących ... milczysz

Wokół nazwiska, daty i krzyże
Obce, nieznane, lecz dziwnie bliskie
To w waszym świecie są moi kochani
To z wami, nie ze mną, świętują tajemnicę

Ja, zniczem płonącym pamięcią
Pragnę tę tajemnicę uświęcić
Liście jesienne na płycie grobu
Zbyt cicho próbują o niej powiedzieć

Znicze zapalamy modlitwą miłości
O łaski dla zmarłych, przebaczenie grzechów
Łzy wam posyłamy, bo miłość jeszcze krwawi
O Jezu, błagamy, bądź im Miłosierny

W zadumie zadusznej, przenikamy światy
Próbujemy zgłębić tajemnicę śmierci
I choć zbliżenia szukamy, wskrzeszając wspomnienia
Strwożone serce lęka się ją poznać

Gdy wieczór zapada na cmentarnym placu
A ciemność błąka się wśród płonących zniczy
Pieśni można posłuchać, naszych wiernych zmarłych
„Przyjdzie czas, poznacie naszą tajemnicę”.


10.11.2008

Pomyślałam o ludzkich talentach, o tym wielkim podarunku, który powinien być wykorzystany do ukazywania szlachetnych celów, dobra.
Niestety, wielu utalentowanych ludzi wykorzystuje swój talent dla apoteozy zła. Mówi się też, że zło jest bardzo atrakcyjne i stąd tyle filmów, powieści o złej ludzkiej naturze, o przestępstwach. Co wynosimy z przeczytania takiej książki, obejrzenia filmu? Depresyjny nastrój i niechęć do otoczenia, nieufność. Twórcy mówią o ... ukazywaniu prawdy. Jakiej prawdy? Tylko „czarnej”?
Zło wplecione w twórczość powinno być ukazane jako fragment ludzkiego życia, z którym podejmuje się walkę. Znika gdzieś elegancja stylu pisarskiego, uczucia wyrażają wulgaryzmy. Podobnie z ludzkim zachowaniem. Mówi się: zdzieramy maski, ukazujemy istotę ... Poprzez zło?
Często powstają dzieła, których twórcy używają alkohol, narkotyki (muzyka). Wmawia się młodzieży, że to „krzyk prawdy” o współczesnym świecie.
Ludzkie serce chce prawdy, rozpoznaje ją w działaniach pięknych, bohaterskich, często cichych. Czyżby twórcy chcieli „zakrzyczeć” prawdę, którą o świecie i ludziach chce ludzkie serce?
Nawet jeśli zło istnieje, nie jest warte takiej apoteozy. Samo opisywanie złej rzeczywistości, nawet z wielkim talentem - to krzywda dla innych, szczególnie młodych umysłów.
Na pytanie o autorytety ... młodzi wzruszają ramionami. Dlaczego?
Piękne jest to, że po zastanowieniu wymieniają Jana Pawła II, który wierzył, że w człowieku  przede wszystkim jest dobro.
Człowiek utalentowany, powinien ukazywać i walczyć o dobro. Zło potrzebuje też talentu, aby go atrakcyjnie przedstawić. Twórcy często dają się złu omamić.
Zwróćmy uwagę na pokolenie, które walczyło o niepodległość Polski. Wierzyli w wartości moralne, takie jak Bóg, Honor i Ojczyzna. Tamto pokolenie nie relatywizowało wartości moralnych. Być może ci, którzy tak głośno krzyczą o władzy zła nad człowiekiem, podświadomie szukają szlachetności i dobra, których nie doświadczyli w swym życiu.
Szczególnie teraz głośny jest ten krzyk.
Jeśli jednak twórcy, dla atrakcyjności tematu i dla zarobku, pokazują zło i wypaczenia, to jest to celowa demoralizacja.


Ludzka wiara

Czasem jawi się jak biała róża
Zagubiona pod stopami biegnącego tłumu
Kiedyś czysta jak sukienka komunijna
I pełna dziecięcego, nad Bogiem, zachwytu
Teraz zapomnienie ją depcze
Więdnie od słów pełnych nieufności
Gdzieś na dnie serca trzepoczą wspomnienia
Rodzinnych modlitw i mszy świątecznych
A róża, podeptana, więdnie ...

Bywa także wiara wichrem gwałtownym
Który z mocą drzwi otwiera zaryglowane
Szawła przemienia w Pawła
Ślepe oczy przemywa i uszy
I gwałtownie poszukujesz Boga
Łzami, grzechy zmywasz zatwardziałe
Konfesjonał jest ci deską ratunku
Usta stale świętego pokarmu pragną
Łaska wiary dotknęła cię nagle ...

Czasem życie nie daje róży, ani łaski wichru wielkiego
Pęd jedynie, z kolcami, raniący
W ręku trzymasz go jednak cierpliwie
Liczysz ciernie, jak perełki różańca
I uparcie krzyż swój dźwigasz
Święty Duch drogę wiary oświetla
Tajemnicą Miłości się karmisz
Promieniami Jezusa Miłosiernego
A wiara ... nie gaśnie

Możesz być wiaro, różą zadeptaną
Możesz być łaską wichru gwałtownego
Możesz być krzyżem cierpliwie dźwiganym
Pan dał ci wybór
Z Miłości ... do ciebie.


12.11.2008

Byłam na wielu pielgrzymkach, z każdej wynosiłam odmienne przeżycia duchowe, nawet jeśli dwukrotnie byłam w tym samym miejscu.
Do wielu miejsc moja dusza „wyrywa się” ponownie, jakby otrzymywała tam szczególny „pokarm”. Nigdy taki sam ...
Myśląc o pielgrzymkach ujrzałam raptem przed oczami wielkie koło kolorowe, jak tęcza wielu barw przeróżnych. Koło tworzyło piękną całość. Jaki kolor ma ... i tu pomyślałam o mojej ukochanej Ziemi Świętej i wtedy ujrzałam mocną czerwień oraz kolor szary, jak u gołębia. Belgia - byłam w tamtejszych sanktuariach wielokrotnie - skojarzyłam te sanktuaria z kolorem fioletowym. Kaplica na ul. Żytniej w Warszawie (gdzie mamy comiesięczne spotkania formacji Faustinum) - zobaczyłam biały kolor. Sanktuarium Michała Archanioła w Gargano - piękny żółty kolor. San Giovanni Rotondo - biel.
Kolory te silnie kojarzyły mi się z określonymi miejscami. Nie wiem dlaczego, może to tylko wyobraźnia? A może każde sanktuarium tak działa na duszę? Może leczy ją dogłębnie, pozostawiając trwały ślad, a koło z kolorami to taka artystyczna „wizja” dla wytłumaczenia czegoś, czego człowiek do końca nie pozna rozumem, ale „poznaje” to jego serce, dusza?
Po każdej pielgrzymce rozpoznaję w sobie przemianę, swoiste uleczenie z wad, jakby „oczyszczenie”, większe uwrażliwienie na Boga, człowieka, a swoje wady widzę wyraźniej i próbuję je odrzucać.
Może każda pielgrzymka to kolor zmian, próba doskonalenia własnego człowieczeństwa.


Święte aleje

Odkąd nogi nasze ziemi dotkną
Wiele dróg, ścieżek i alei przed nami
Trud pielgrzymowania czeka
Czasem wśród pól żyznych
Gryką i ziołami pachnących
Czasem po drogach wyboistych
Pustej przestrzeni, gdzie znaki zatarte
Kiedy zły los rękę do nas wyciągnie
Ścieżką idziemy wąską, strach czujemy

Czekają na nas też aleje proste
Ku źródełkom Maryi prowadzą
Kiedy raz przejdziesz tę aleję
U stóp Maryi, ręce w źródełku obmyjesz
Doznasz tęsknoty niezwykłej ...
Za aleją w Gietrzwałdzie
Za aleją w Banneux
Za aleją w Luordes
Za alejami innych sanktuariów

Ocieniona drzewami, jak skrzydłem anielskim
Pokój wlewa w serce
Ręka Maryi prowadzi
Matko Boża pięknych alei
Daj wszystkim ludzkim ścieżkom, aleje święte
Daj świętą tęsknotę za nimi
Daj świętą pamięć o nich
Gdy życie zepchnie nas
Na trudne drogi ...


Wdzięczność

Chciałam słowa piękne posłać na ołtarz
Wdzięcznością ozdobić Ofiarę mszy świętej
Usta słów wypowiedzieć nie mogły
Jakby milczenie im ktoś nakazał

Tylko łzy gorące po twarzy płynęły
Komponując z nich melodię przedziwną
Tajemnicze nuty łzami zapisane
Dusza moja, jak muzyk, na fletni grała

Pewnie chwila to była zaledwie
Dzwonek na mszę przerwał ten koncert
Lecz melodia w pięciolinię serca wpisana
Została w pamięci, jak pieśń o ludzkiej wdzięczności.


17.11.2008

Podczas mszy świętej (poświęciłam ją w intencjach Matki Bożej), przeżywałam niezwykle mocno Ostatnią Wieczerzę, potem Drogę Krzyżową Jezusa.
Przed oczami uporczywie widziałam skałę z wbitym palem. Obraz był tak realny, wielkość, chropowatość skały, aż chciało się jej dotknąć.
Gdy miałam hostię w ustach, usłyszałam w sercu głos tak smutny, że nie mogłam opanować łez. Nawet nie wiesz, jak byłem samotny ...
Podczas adoracji rozważałam te słowa. Była przy Tobie, Jezu, Matka i Jan. Matka Boża - Miłość bezinteresowna, oddana - i Jan. Dlaczego Jan a nie inny apostoł?
Jan - to symbol dziecięctwa bożego, ufności, wiary bezgranicznej. Czego od nas oczekuje Jezus na naszej ludzkiej Golgocie? Pomyślałam, wsparcia Maryi i naszej ufności. Ufności dziecka, iż Bóg jest przy nas zawsze. Ten „krzyż w skale” jest dla każdego z nas też przeznaczony. Jezus mówi o samotności. Samotność opuszczenia Go przez nas, nieufność wiary w krzyż w chwilach tragicznych na naszej drodze krzyżowej w świecie.
Nikt nie jest samotny, zrozumiałam, jeśli stanie pod krzyżem jak ufny Jan. On, Jezus czeka.
Tam, gdzie On i ty pod krzyżem nie ma rozpaczy samotności - jest On, Matka, ufność, Bóg. Tyle pięknych osób ... Znika rozpacz samotności.
Słowa Jezusa - nie wiesz jak byłem samotny ... oznaczają dla mnie, że i obecnie Jezus jest samotny na skale Kalwarii naszego serca, gdy ulegamy rozpaczy, beznadziejności, nie ufamy w Jego ciągłą obecność w naszej duszy, gotowość pomocy, wspomożenie Maryi.


Modlitwa o miłość

Jak rozpoznam miłość na ziemi
Jeśli dotyku Twej Miłości, Jezu, nie poznam?
Darem serca, mądrości, mnie nie obdarzysz
Umrze ziemska miłość wśród łez rozpaczy

Uwij w sercu moim, Panie, gniazdo z Twoją Miłością
A ręce ku ludziom wyciągnę szczere
Darem im będę, jak rybak z siecią pełną
Nie, jak żebrak głodny, wyczekujący na datek

O Serce Jezusa, źródło Miłosiernej Miłości
Przy kołysce, ucz matki tej ziemi, Twojej Miłości
Aby głosy dzieci były piękne i szlachetne
A świat nie wydawał się im mroczną tajemnicą

Dotknij nas Panie mocno swoją Miłością
Niech Jej obfitość objawi się wiernością w trudach życia
Dotknij nas Panie swoją Mądrością
Która rozróżnia nauczycieli pięknej i fałszywej miłości


21.11.2008

Podczas medytacji, w moim sercu pojawiło się pytanie: jak nas będzie Jezus osądzał po śmierci? W jaki sposób ujrzymy siebie w swoich grzechach, błędach, upadkach, ale także w dobru, które czyniliśmy ? Jest to wielka tajemnica, ale ... mimo wszystko człowiek powinien ją rozważać.
Przyszła do mnie wizja wielkiego okręgu, w środku - Pan Jezus. Okrąg podzielony był ... na stacje Drogi Krzyżowej. Osądzani według stacji Drogi Krzyżowej? - pytałam samą siebie.
Tak, może i tak wyglądać nasz osąd przez Jezusa. Wszak powiedziane jest, że za każdego z nas poniósł Jezus krzyż na Kalwarię.
Staniemy więc przed sądem z własnym krzyżem na plecach ... Co z nim zrobiliśmy? Jak go nieśliśmy przez życie? Czy tak jak Jezus, czy jak buntownik odrzucający krzyż dla własnych przekonań.
Stacja pierwsza - niesprawiedliwy wyrok. Ile wyroków niesprawiedliwych wydaliśmy, jak powstawaliśmy z upadków, czy ceniliśmy sobie pomoc ludzi, jacy byliśmy wobec nich (Weronika, Szymon). Jakie znaczenie miała w naszym życiu Matka Boża Wspomożycielka. Czy zwracaliśmy się do Niej o pomoc? Co mówiliśmy o naukach Jezusa? - może krytycznie (stacja obnażenia z szat). Czy próbowaliśmy Go bronić? Ile gwoździ wbiliśmy w Jego dłonie? Czy odrzuciliśmy Jego pomoc, gdy chciał nas podnieść z upadku.
Można długo się nad tym zastanawiać, póki jeszcze mamy czas. Póki nie dojdziemy do stacji ... śmierci. To tylko moja osobista refleksja. Ocena życia drogi człowieka poprzez Drogę Krzyżową Jezusa. Na sądzie będzie On i ja. Nie będzie krzyków tłumu, tłumaczenia, że inni też tak postępowali. Nasze oczy i Jego, a pomiędzy - bolesna Prawda. Sprawiedliwa, ostateczna.


Prośba do świętych

Są dni wielkiej pustki we mnie
Nie czuję Cię obok siebie, Boże
Stałeś się, jak gość najdroższy, który odjechał
Pozostawiając bolesną tęsknotę

W skrzynce pocztowej mojej duszy
Nie znajduję listów miłosnego pocieszenia
Usta z trudem wypowiadają modlitwy
Nogi z trudem prowadzą na mszę

Błagam o pomoc Ciebie, Matko Tereso
O siłę Twojego cierpienia
I Ciebie, siostro Faustyno
O zawierzenie Bożemu Miłosierdziu

Patrzcie, mówię, moje kochane
Jak słaba jestem bez pocieszenia
Jak nie potrafię uświęcić codzienności
Gdy dłoń Ojca wydaje się odległa

Rękami ściskam Wasze habity
Jak chora kobieta szaty Jezusa
Przeprowadźcie mnie bezpiecznie przez ciemność
Trudną drogą Waszej świętości

Wyproście łaskę światła Ducha Świętego
A nie płomyka świecy
Przemieńcie moje dziecięce pragnienie Boga
W dojrzałą wierność


08.12.2008

Odczułam potrzebę napisania Drogi Krzyżowej w kontekście prawa ludzkiego i sprawiedliwości, gdyż sądzę, że jest to ważny aspekt życia człowieka w świetle jego zbawienia.

Droga krzyżowa

Stacja I - Pan Jezus przed sądem Piłata
Stoję przed Piłatem, przed ludzką sprawiedliwością, która pozwala „umyć ręce” przed odpowiedzialnością sumienia.
Piłat powołuje się na literę prawa. Czy ma moralne wątpliwości? Pewnie ma ... Ale zabija sumienie usprawiedliwieniem ... takie jest prawo. Decyzje podejmowane w myśl ustanowionego prawa ludzkiego pozwalają mu „zabić” sumienie i moralne wątpliwości.
Moralny niepokój dosięga ludzi, tylko takich, którzy litery prawa bożego mają w sercu. I walczą o prawdę, często z narażeniem życia, bo ich sumienie sprawiedliwości ukształtował Bóg, a nie kodeks prawa.
Kodeks prawa reguluje zasady współżycia społecznego i można tak manipulować prawem, że „karze się” dobro, a zło zwycięża.
Walka o „boże prawa” wymaga wielkiej odwagi i moralnej siły. A to zadanie dla Rycerzy Chrystusa ... nie dla Piłatów.

Stacja II - Pan Jezus niesie krzyż
Na krzyż Chrystusa, który poniósł, spadły wszystkie niesprawiedliwe wyroki wydawane w społeczeństwie, rodzinie, na świecie. Cały moralny ból pokrzywdzonych. To nie drewniany krzyż przygniatał Jezusa, ale wielka ludzka niesprawiedliwość. Z krzyża dźwiganego z trudem dobywały się jęki opuszczonych, płacz głodnych, uwięzionych, chorych, samotnych. Głos niesprawiedliwości towarzyszył Jezusowi w drodze na Golgotę. Krzywda biednych, na których bogacili się inni, często w imieniu prawa - prawa człowieka, nie Boga.

Stacja III - Pierwszy upadek Pana Jezusa
Zanim Jezus upadnie pod krzyżem niesprawiedliwości, wyciąga rękę do patrzących obojętnie na Jego mękę. Pomóżcie pokrzywdzonym, woła, podajcie chleb głodnym, lekarstwo chorym, uwolnijcie swoje sumienie moralne. Połóżcie ciepłą dłoń na samotnych, opuszczonych. Dobro można czynić tylko rękami człowieka. Ludzkie ręce ... mogą być święte. Tłum obojętny nie podał ręki Jezusowi, nie odpowiedział na Jego wołanie o miłosierdzie. I Jezus upada ...

Stacja IV - Spotkanie z Matką
Matka Jezusa pod krzyżem. Czułe miłosierne ręce, serce.
Jezus zna piękną Miłość swej Matki i zna miłość matek do swych dzieci, gotowych z narażeniem życia bronić swych córek i synów. Ile poświęcenia, ile zdrowia ziemskie matki ofiarowują swoim pociechom!
Współczesny świat tworzy prawa zabijające te piękne relacje. Młode dziewczyny robią kariery, gromadzą pieniądze i uczy się je, że mają przede wszystkim prawo do szczęścia. To prawo do szczęścia osobistego pozwala zabić dziecko w łonie matki. Takie prawo mają niektóre kraje. Miliony ludzkich istnień znika z ziemi.
Bolesne spojrzenie Matki i Syna. Na Jej rękach wszystkie niechciane dzieci. Podaje je Maryja Jezusowi. Krzyż staje się jeszcze cięższy ...

Stacja V - Szymon z Cyreny pomaga dźwigać krzyż
Żołnierze nakazują Szymonowi aby pomagał skazańcowi. Szymon nie chce, ale przymuszony ulega. Dla Szymona Jezus jest kimś obcym. Jak wielu chorych, głodnych, skazanych - jest obcych dla nas. Myślimy - niech im pomagają inni, pomoc społeczna, przecież płacimy podatki. Kiedy Szymon dźwigał krzyż z Jezusem, kiedy potykali się o kamienie, oczy Jezusa patrzyły na Szymona z nadzieją, miłością. Jezus uczył Szymona miłosierdzia. Poznawały się ich serca, ręce. Dla nas też osoba, której pomagamy, przestaje być anonimowa, ma swoje imię, historię życia, często staje się bardzo bliska. Trzeba nam jednak „przymusić” serce obojętne, przywołać boży nakaz sumienia o pomocy bliźnim. Opieka społeczna ma nierzadko zimne ręce, dotyka prawem - ręce człowieka kochającego dają pomoc ciepłą, radosną, pełną nadziei.

Stacja VI - Weronika ociera twarz Pana Jezusa
Weronika, odważna niewiasta. Prawo nie zezwalało jej na podejście do skazańca, okazanie miłosierdzia. Narażała się na uderzenia żołnierzy, ból, a nawet śmierć. Nie kalkulowała co będzie dla niej dobre. Przed nią był człowiek poniżony, zbolały. Żaden człowiek nie powinien poniżać drugiego człowieka - takie jest boże prawo. Żołnierze bili Jezusa według prawa ludzkiego. O ludzka sprawiedliwości, jak bardzo możesz być okrutna!
Weronika podbiega, ociera twarz Jezusa. Być może oprawcy w tej świętej chwili stoją jak sparaliżowani. Niedowierzają, że może być taka odwaga ...
Pan odbił na chuście Weroniki pamiątkę swej twarzy. Przetrwała wieki.
Bóg nie zapomina o moralnej odwadze ludzi. I znaczy ich Swoją Bożą Pieczęcią.

Stacja VII - Drugi upadek Pana Jezusa
Nie ma Szymona, Weroniki ...
Na kalwaryjskiej drodze - Jezus i oprawcy. Śpieszą się wykonać wyrok. Żar bije z nieba, a na nich czekają bliscy, może ciepły posiłek?
Wykonują swoją powinność, zgodnie z prawem. Nie myślą czy Jezusa słusznie oskarżono. Fachowo wykonują powinność.
Ilu z nas wykonuje swój zawód dobrze? Można dobrze zreperować przedmiot, zbudować maszynę, ale ... są zawody gdzie służymy człowiekowi. Pielęgniarka opatruje rany - poprawnie, ale nie uśmiecha się do pacjenta, nie pociesza. Lekarz wydaje dyspozycje nad chorym, jakby chory był „rzeczą” do naprawy, a nie istotą czującą.
Nauczyciel ocenia ucznia według jego wiedzy. A sędzia? Czy nie feruje zbyt szybko wyroków? To fachowcy o zimnych, sprawnych rękach. Rutyna zabiła im serca. A pacjent wpatruje się z lękiem w oczy lekarza, szuka przyjaznego spojrzenia. Ja mam leczyć, nie bawić, słychać z ust niejednego lekarza.
Pod fachowym okiem sprawnych własnych oprawców, Jezus upada po raz drugi. Oni mają zadanie prowadzić Go na śmierć. Nie chcą z Nim rozmawiać, poznać Go. Ktoś inny za nich ustanowił prawo, a oni go przestrzegają.
O Jezu, upadający po raz drugi, daj ludziom ciepłe dłonie, niech służą bliźnim.

Stacja VIII - Pan Jezus spotyka płaczące niewiasty
Jezus jest tak wyczerpany, zbolały, że budzi litość. Kimkolwiek jest ten skazaniec ... żal na niego patrzeć. Kobiety - matki mają czułe serca. Lamentują, płaczą.
O litości! Jesteś tylko przyrodnią siostrą miłości. A Jezus jej tak pragnie od ludzi.
Nie płaczcie nade mną, lecz nad dziećmi swoimi - mówi.
Jezus widzi świat samotnych matek, rozbitych rodzin przez rozwody, wojny. Jego rodzina była piękna. Co spotka te kobiety? I wiele innych, setki lat później?
Jezus widzi ból starych matek, dla których zabraknie nawet litości od własnych dzieci. Widzi matki tulące głodne dzieci i martwe dzieci, bo wojny zabijają sumienia, zabijają sprawiedliwość ...

Stacja IX - Trzeci upadek Pana Jezusa
To nie drzewo krzyża przytłacza Jezusa, to wielki ból serca Zbawiciela nad losem człowieka, czyniącego krzywdę bliźnim. On, który nikogo nie skrzywdził - został osądzony. On, który kochał ludzi, leczył ich, karmił - otrzymał prawowity wyrok. Jakby miłość trzeba było zabić, ukrzyżować ... Jezus upada po raz trzeci.
O Jezu, Dobro Najwyższe, dlaczego ludzie poddają się złu, dlaczego są obojętni na niesprawiedliwość, dlaczego ciągle zabijają się, walczą zamiast dawać miłość?                               
Pycha kusi człowieka aby być bogiem na ziemi i władcą. Pycha ludzkich bogów zabija, sieje śmierć. Czy dlatego ukrzyżowano, poniżono Syna Bożego?
Ale Jego poniżenie, Jego upadek, Jego pokora - daje moc bożej opieki, daje życie.

Stacja X - Obnażenie Pana Jezusa z szat.
Ciało Jezusa cierpiało od zadanych ran. Oprawcom to nie wystarczyło, poniżyli Jego godność, intymność, zdarli z Niego szaty utkane przez Matkę, aby dopełnić poniżenia. Jezus, który nawoływał do czystości ciała, traktowania go jak świątyni Ducha Świętego - zostaje obnażony.
Fałszywe oskarżenia, pomówienia, plotki ranią duszę człowieka, są często bardziej bolesne niż fizyczne rany. Niesprawiedliwość kaleczy mocnej niż fizyczne urazy. Rany ciała można wyleczyć, można żyć z niesprawnością fizyczną, ale na rany zadane ludzkiej godności przez fałszywe pomówienia nie ma leczniczej maści. To ból, który przenika ciało, duszę, serce, poniża człowieka tak mocno, że trudno mu się podnieść, żyć z miłością do ludzi.
Największym niebezpieczeństwem wówczas jest nienawiść, która rodzi się w człowieku do osoby krzywdzącej.
O Jezu, odarty z matczynej szaty, miłosiernej ochrony Matki, daj ludziom niesprawiedliwie osądzonym łaskę przebaczania wrogom, tak jak Ty to uczyniłeś.

Stacja XI - Przybicie Pana Jezusa do krzyża.
Niesprawiedliwość krzyżuje, zabija powoli, rani, jak gwoździe wbijane w ciało Jezusa.
Ludzka niesprawiedliwość, często zgodna z literą prawa, zniszczyła psychicznie i zabijała fizycznie wielu szlachetnych ludzi, wiele idei, wiele charakterów poniżyła.
Zabija się dziś masowo chrześcijan, dzieci nienarodzone, giną niewinni na wojnach, zabija głód. Gdzie jest prawo, sprawiedliwość? Ludzie, ludziom to czynią ...
O Jezu, przybijany do krzyża, ciągle przebaczający, ale i sprawiedliwy.
Osądź katów, daj radość zbawienia ofiarom.

Stacja XII - Śmierć Pana Jezusa na krzyżu.
Na krzyżu Jezus oddał Siebie za zbawienie ludzi. Wypłynęła z Jego przebitego włócznią boku krew. Boże, Boże, czemuś mnie opuścił - zapłakał. Ale Jego ostatnie słowo było: Pragnę.
Wypełnił wolę Ojca. Miłość Boga i Jezusa do ludzi zwyciężyła, okupiona śmiercią Jezusa.
Szatan przegrał bitwę, ale nie opuścił świata. Ciągle od setek lat odnawia się idea ośmieszająca i krytykująca zbawczą śmierć Jezusa na krzyżu.
Ludzka historia jest historią walki z Bogiem i kościołem. Szerzą się poglądy ateistyczne, iż Bóg to tylko wyobraźnia człowieka, krytykuje się kościół, kapłanów i zatruwa się dusze młodych ludzi. Zabijanie Boga trwa ...
Dla swoich prześladowców Bóg ogłasza przez świętą Faustynę - czas Miłosierdzia, właśnie w XX wieku, wieku fałszywych idei, wojen i konfliktów.
Szatan też nie śpi, wbija ludziom idee, iż ... można się zbawić poza kościołem, bez sakramentów, eucharystii, pokuty, mszy świętej.
Są ludzie, którzy twierdzą, iż kapłan jest im niepotrzebny w spowiedzi - sami rozmawiają z Bogiem.
Ludzka pycha jest ciągle żywa, a Bóg daje czas każdemu. Jego sprawiedliwość nie jest sprawiedliwością człowieka. On sądzi z miłości, pokory.
O Jezu, który umarłeś na krzyżu za nasze grzechy, wzbudź w ludziach miłość do kościoła, kapłanów, daj świętym patronom siłę przekonywania ludzi jak ważna jest eucharystia, ile mocy daje, ile miłości wlewa w słabe ciało człowieka. Daj Ducha Świętego aby rozpoznali Prawdę w swym życiu i zbliżyli się do Boga.
O Jezu na krzyżu, który skonałeś za nasze grzechy, wybacz i mój grzech, który przyczynił się do Twojej śmierci.


Stacja XIII - Zdjęcie Pana Jezusa z krzyża.
Jezus w ramionach Matki, zbolałej, płaczącej. Sprawiedliwości ludzkiej stało się zadość. Zabito Syna Bożego. Ale Jego nauka trwa, trwa ponad 2000 lat. Po owocach poznacie ...
Jej owoce to tysiące świętych, męczenników za wiarę, to żywy kościół. Krzyż Chrystusa na skale ciągle żyje ...
Człowiek, stworzony na obraz i podobieństwo Boga, tęskni za piękną miłością, a takiej Miłości nauczał Jezus.
Matka Jezusa, Współodkupicielka objawia się na świecie (Lourdes, Fatima, La Salette). Prosi o różaniec, o rozważanie tajemnic życia Syna. Łaskami obdarowuje ludzi i o łaski dla ludzi błaga Syna. Ilu ludzi zostało uzdrowionych fizycznie i duchowo za Jej przyczyną. Ilu powróciło pod krzyż, prosząc o przebaczenie.
O Maryjo trzymająca na kolanach martwego Syna, przebacz błagającym, daj łaskę wiary martwym sercom, aby ożyły.
O Matko Niepokalana, która byłaś na Golgocie przy swoim Synu; bądź z nami w godzinę śmierci.

Stacja XIV - Jezus złożony w grobie.
Złożony, jak zwykły człowiek. Żył jak my, poznał ludzkie uczucia, troski, płakał, uzdrawiał. Ale grób Jezusa jest pusty. Nasze cmentarze pełne są ciał naszych bliskich. Ludzkie groby też opustoszeją, zmarli zmartwychwstaną jak ich Wybawiciel. On pokonał śmierć z wielkiej miłości do człowieka. Nasze grzechy są naszym grobem. Bóg daje nadzieję życia wiecznego tym, którzy uklękną pod krzyżem, uwielbią go i będą żyli nauką Jezusa.
O Jezu Zmartwychwstały, błogosław naszemu życiu na ziemi, abyśmy dostąpili łaski spotkania z Tobą.