
05.01.2009
Obserwując ludzi, szczególnie starszych, przyszło mi na myśl, iż wielu z nich zwraca wzrok ku przeszłości, rozważa przeszłe problemy, wraca do tragedii życiowych, rozpamiętuje je.
Życie, pomyślałam, to istnienie w wielkim, oświetlonym pokoju, a my starzejąc się, powoli powinniśmy „wygaszać” światła w tym pokoju. Nie możemy udawać młodych i żyć ich „światłem” (problemami, z którymi borykają się młodzi).
Przed każdym człowiekiem istnieje, w zależności od wieku, doświadczeń, „światło” dla niego. To co przeszło, istnieje w ciemności, a patrząc w ciemność doznajemy uczucia nierzadko przegranego życia (trudne doświadczenia Polaków). Zdarza się, że chcemy wrócić do czasów młodości (miłych chwil) i zachowujemy się śmiesznie udając młodych. Droga życiowa człowieka oświetlona jest „przed nami”, musimy się godzić z doświadczeniem choroby, wieku, a nawet poczuciem „odrzucenia” przez młodszych. Starsi, młodzi, dzieci mają swoje indywidualne drogi. Dobrze jest mieć świadomość „zgaszonych żarówek” przeszłości, aby iść ku światłu, które jeszcze dla nas świeci, wskazuje drogę. Inaczej możemy się pogubić w życiu.
Ci, którzy „oddają” swoją dojrzałość Bogu, nie pogubią się ponieważ zdają sobie sprawę z czasu, który nie wróci. Nie rozpaczają za utraconą młodością, przecież każdy przeżywa ją tylko raz.
Są ludzie, którzy ciągle tkwią w chwilach tragicznych dla siebie, wracają, rozpamiętują je, zamiast oddać Bogu swoje przeżycia i iść dalej. Pamiętam zdanie pewnej starszej aktorki: „starość nie jest dla mięczaków”. Jak widać z tej wypowiedzi, świadomość „odchodzenia” człowieka z życia, wymaga wiele mądrości, a przede wszystkim odwagi. Chowanie się w przeszłość (ciemność) może spowodować, że przegapimy światło, które jeszcze dla nas świeci.
Pomóż mi
W smutek zaplątana, jak pająk w sieć własną
Proszę Cię Jezu, rozplącz mnie
A Ty, smutną twarz mi ukazujesz
Krzyż spraw codziennych dźwigam niechętnie
Choć na chwilę zasłoń go, błagam
A Ty, ból swego upadku ukazujesz
Miłości mi braknie, skarżę się
Serce dziwnie lodowacieje
A Ty, na koronę cierniową wskazujesz
Radości szukam jak trawa wyschnięta
A słońce życia pali niemiłosiernie
A Ty, gąbkę z octem mi ukazujesz
Co chcesz mi powiedzieć, Zbawco mój?
Smutkiem, bólem
Niewdzięcznością przez nas nakarmiony
Głos cichutki słyszę, organami zagłuszany
Pomóż Mi, jak siostra Mi bliska
Nie jak obcy gość na ucztę zaproszony
13.01.2009
Podczas Adoracji próbuję „rozmawiać” z Panem Jezusem o sprawach mnie zastanawiających, a także o chwilach przygnębienia. Nagle w sercu słyszę: Jestem tutaj dopóki cierpicie, a wasze cierpienie nie jest usprawiedliwione.
Zrozumiałam, że to właśnie ludzie cierpiący są tymi, którzy „trzymają” Jezusa na ziemi jako swego opiekuna. Cierpienie nieusprawiedliwione to takie, myślę, które dotyka niewinnych, jest jak brzemię, które dźwigają (np. choroba, niepowodzenie).
Zastanawiam się nad istotą modlitwy, czym jest, jak nas zbliża do Boga i jaka być powinna. Słyszę w sercu: jedna łza pokutna cenniejsza jest od setek słów ...
Następnie słyszę w sercu: gromadzicie skarby na ziemi, a może je ukraść złodziej ... Skarby duchowe, wasze modlitwy, dobre czyny, wasze miłosierdzie wobec ludzi, to skarby, których Ja jestem strażnikiem, to jest złoto, które przechowuję w swoim skarbcu, nad którym Ja czuwam i żaden złodziej tego nie weźmie.
Obraz
Pośród krzywych wież wartości świata
Zła, strojnie przyozdobionego
Dobra, łachmanami okrytego
Szukam cierpliwie prawd dla swej duszy
Ciszą otaczam się jak nadzieją
Strojne szaty zrywam z fałszywych idei
Serce i rozum wysyłam na wolność
Niech krzywe wieże wartości prostują
Wzrok swój na obraz Jezusa kieruję
Na rękę Jego, z której promienie płyną
Szata Jezusa jak prosty strój zakonny
Bose nogi, niczym nie okryte
Do stóp Twoich pochylam się, Panie
Stóp gotowych za człowiekiem kroczyć
Nawet po cierniach i wyboistych kamieniach
Z przesłaniem o Miłosierdziu Bożym
Nie stoisz Jezu Miłosierny, jak ikona piękna
W postawie gotowej na cześć, uwielbienie
Twoje stopy malarz w ruchu namalował
Jakbyś z ram obrazu, do ludzi wybiegał
Czuję Twój pośpiech święty
Aby czas ludzki błogosławić łaską
Jak siewca, na ugorze smutnym
Dać ludziom z nasion, mannę Miłosierdzia
Do stóp Twoich pochylam się, Panie
Na promieniach Miłości, do serca mnie wznosisz
Dłonią błogosławisz, jak kapłan na mszy świętej
Miłosierdziem ozdabiasz, Twoją pieczęcią świętą
Jak iskra
W dzień zwykły, codziennością rzeźbiony
Myśl przyszła do mnie jak świąteczny zapach
Czym jest modlitwa, którą ku Bogu wznosisz?
Słowami rzuconymi w niebo jak okruchy życzeń
Dziękczynieniem w perełki różańca wplecionym
Łaską sercu daną, nie dla uczynków
A może iskrą z rozpalonej miłością duszy
Może wielką ciszą na spotkanie z Bogiem?
Jeśli jesteś modlitwo słowem, to stań się moje słowo żywe
I nie zamieraj w moich ustach
Jeśli dziękczynieniem, skarg nie dopuszczaj
Jeśli iskrą, rozpalaj ognisko mej duszy
Jeśli ciszą oczekiwania, trwaj z ufnością
Jeśli jesteś jedną łzą pokutną
Daj kosztować tych łez codziennie
Tajemnicy twej, modlitwo, nie przeniknę
Piękna jesteś, gdy dotykam ciebie sercem
A serce moje, na głos i wolę Boga się otwiera
Cisza staje się spotkaniem
Słowo, miłością
Łza, pokarmem
Dziękczynienie, radością
A duszę moją
Duch Święty unosi do Boga
22.01.2009
Spotykamy ludzi, którzy twierdzą, że są niepraktykującymi katolikami, choć wierzą w Boga. Modlić się, twierdzą, można gdziekolwiek, niekoniecznie w kościele ...
Myśląc o takiej postawie, przyszedł mi obraz pola ciemnego, zarośniętego różną roślinnością, obok pięknych kwiatów były chwasty. Chwasty pokrywały piękne kwiaty.
To pole - to nasz świat wokół nas. Pełno w nim przeróżnych idei, myśli, wartości, pleniącego się zła, dobra próbującego zwalczać zło. Literatura, film, środki masowego przekazu mają w tym ciemnym polu swoje niebagatelne miejsce. Uczą, ale też demoralizują. Małe dzieci poznają świat dorosłych poprzez ekran i Internet. Nie jest to często poznanie dobra ale zła tkwiącego w naturze ludzkiej. Wiele spraw, które by nas nie dotknęły w naszym życiu, poznajemy poprzez ekran. Rodzice mają dziś trudne zadanie wychowawcze bo wokół jest ciągłe nawoływanie do tolerancji, do relatywizowania wartości.
Każdemu, kto próbuje walczyć o moralne zasady życia, przypisuje się „łatkę” ciemnogrodu i nietolerancji. Chwasty obrastają piękne kwiaty i słyszy się głosy, że one też mają prawo do istnienia. Walczy się o prawo do aborcji, eutanazji, sztucznego zapłodnienia, ubierając to prawo w piękne hasła o prawie do szczęścia dla każdego. A że jest to kosztem innych - to nieważne. Ludzie, którzy polegają wyłącznie na prawdach lansowanych przez świat, gubią się. Hałas prawd świata otumania.
Uczęszczając na msze święte, czytając Biblię, modląc się, otrzymujemy promień światła od Ducha Świętego. Pada on na ciemne pole wartości świata, pomieszane i niespójne, dając nam światło na te wartości, które są istotne dla własnego zbawienia, dla życia w zgodzie z sumieniem ukształtowanym autorytetem nauki Chrystusa.
Modląc się gdziekolwiek, unikając mszy, spowiedzi, pokuty, modlimy się do Boga „naszych życzeń”. Traktujemy Go jak „sklep”, w którym staramy się coś dobrego dla siebie kupić.
Msza - to święty pokarm, który sprawia, że żyjąc na tym „polu świata” wybieramy z niego dobro, trwamy przy nim (często z trudem), odrzucamy trucizny, które mącą świat bożych wartości. Na żadnym, nawet pięknie ukwieconym polu, bez światła Ducha Świętego płynącego z ołtarza, konfesjonału nie poznamy woli bożej, przesłania, jakie ma dla naszego życia.
Kwiaty na bruku
Codziennie układam kostki
Własnej drogi życia
Jak brukarz amator
Na błędach się uczę
Szansę nam jedną dano
Na budowę drogi życia
Autorami jesteśmy ... tylko jednej książki
Czasem wstecz się oglądam
Na nierówną drogę
Zbudowaną z uczuć, które życie niosło
Widzę na niej kanty ostre
Jakby budowniczy nie miał cierpliwości
Widzę także mozaikę tak piękną
Zadziwia misterią ułożonych kostek ...
To część drogi układanej w ciszy
Z modlitwą na ustach, o pokój dla duszy
Najbardziej zachwyt budzą
Tajemnicze kwiaty, wyrosłe okazale
Pomiędzy brukiem nieszczelnym
Nie posiałam was, myślę, wodą nie zlewałam
Kim jest siewca tej pięknej ozdoby?
Z nasion, słyszę, bożej łaski spłynęły
Łzy twoje i miłość, ku słońcu je wzniosły
Darem są dla tych, którzy cierpliwie
Z ofiarowanych kostek, budują swe drogi
Ile jeszcze kostek dasz mi, Panie, a ile kwiatów?
Tajemnicą otoczyłeś, Boże, te ludzkie pytania
Nadzieję w zamian dając, budowniczym dróg życia
Brama Wiary
Przez Bramę Wiary kiedyś przeszłam
Oczami Miłości prowadzona
Wzrok w nich utkwiłam, nadzieją wiedziona
Jak pielgrzym nieświadom trudu, podążyłam
Za Bramą Wiary, ścieżek wiele, góry, pustynne połacie
W kamiennych czasem, gubiłam się grotach
A mgła gęsta, jak chytry nieprzyjaciel
Oczy Miłości mi przesłaniała
Wzrok wytężałam, w ciemność otulona
Pocieszeń szukałam, jak światła poranka
Wiatr znad pustyni pieśń błagalną śpiewał
Na Górze Kuszenia, Oczy Miłości znalazłam
Samotność tych Oczu, pełnych Miłosierdzia
Była w ciemności jak brylanty nieba
I choć lęk mnie ogarniał, prawdę poznawałam
Nasz Pan, na Górze Kuszenia, ludzi od zła wybawiał
Będę przy Tobie, szeptałam skruszona
Mój lęk człowieczy w pokutę zamienię
A oczy Jego, choć smutkiem zgaszone
Dziwną radość dawały, że Ich nie zgubiłam
A potem dusza moja z Panem rozmawiała
O Ogrójcu cierpień, drodze na Kalwarię
O tym, ile trudnych ścieżek jest za Bramą Wiary
Ile w życiu czeka gór kuszenia, niewiary
Wiatr pustyni sypał piaskiem w moje oczy
I głosy słyszałam: są łatwiejsze drogi
Nawet w wielkich ciemnościach i samotnych grotach
Oczu Twych, mój Jezu, nigdy nie zapomnę
Przez Bramę Wiary kiedyś przeszłam
I choć człowiekiem jestem słabym, świata głodnym
Czuję, że dłoń silniejsza, od kuszenia świata mnie prowadzi
I najwierniejsze Oczy Miłości, nade mną czuwają.
03.02.2009
A cóż ty Mi możesz ofiarować, czego przedtem ode Mnie nie otrzymałaś?
Takie zdanie usłyszałam w sercu podczas Adoracji. Zdanie to zmusiło mnie do głębszej refleksji.
Jezus ofiarował się za nas na Golgocie, odkupił nas, czyli mówiąc językiem potocznym, zapłacił za nas. Odkupił nas, bo dla Boga jesteśmy wartością, jako ludzie posiadający duszę nieśmiertelną, obsypaną łaskami poprzez chrzest. Bóg, Stwórca wszystkiego, zsyła nas na ziemię w pełni swych łask, darów. Jesteśmy dla Boga wartością, dla nas zesłał Syna na mękę. Nie ofiarowujemy Bogu darów, łask, bo nie jesteśmy ich twórcami, pochodzą od Boga. To tak jakbyśmy oddali darczyńcy ponownie prezent, który on nam ofiarował. Ofiarował nam dary i łaski, byśmy czynili nimi dobro. To nasz boży depozyt. Możemy ofiarować Bogu wdzięczność i radość za ten depozyt, mieć tego świadomość. Jak go spożytkujemy będąc obdarowani, zależy od nas samych, od naszej wolnej woli.
Dostaliśmy bogactwo w postaci naszych talentów. Co z nim uczynimy? Jak własnymi rękami (własną wolą) przekształcimy to bogactwo dla dobra innych?
Msza święta to Ofiarowanie Jezusa Bogu, nasza wdzięczność i radość za odkupienie od śmierci, za dar duszy nieśmiertelnej. Wielu z nas korzysta z bożych darów, jakby sami byli ich twórcami, posiadaczami, którzy używają ich dla własnej pychy. Ludzka pycha często „zabija” boże dary. Dar talentu, bogactwa może stać się przekleństwem dla egoisty.
Jeśli otrzymamy trudny dar cierpienia i oddamy go Bogu, możemy być obdarowani nowymi łaskami, np. łaską męstwa. Duch Święty jest niezwykle hojny dla tych, którzy godzą się na bożą wolę. A dar wolnej woli dany nam od Boga, zobowiązuje człowieka do wyborów, albo wybieramy własną wolę, która nierzadko prowadzi do grzechu, albo bożą - zbawiającą naszą duszę. Przykładem mogą być święci i ci, którzy cierpią w cichości, bez buntu. Ileż łask otrzymują, które są tajemnicą. Sami z siebie niewiele by mogli.
Cóż możesz Mi ofiarować, czego przedtem ode Mnie nie otrzymałeś, człowieku?
Cóż mogę Ci ofiarować
Cóż mogę Ci ofiarować, Jezu
Czego mi nie dałeś?
Mogę wejrzeć w duszę oczami mej wiary
Aby dostrzec sercem talenty tam wlane
Każdy dar Twój ująć, jak kamień bezcenny
Myślą go otoczyć tak piękną i wzniosłą
I rozpoznać mądrze
Co mam z nim uczynić
W świecie go zakopać, ze strachu przed stratą
Czy z miłością pomnożyć, innym ofiarować?
Wolną wolę nam dałeś, Boże Wszechmogący
Łaskami obsypując, rękami Miłości
A my, ludzie tak słabi, ślepi, nie słyszący
Często dar Twój dostrzegamy, gdy go zgubiliśmy
Kupujemy za niego miłość niepotrzebną
Pychą nakarmioną, błyskotkami świata
Kupujemy sprzęty i kolory, które niszczeją i bledną
A potem szukamy, głodni i bezdomni
Ratunku, nie u Ciebie, przy stole ofiarnym
Ale w ziemskim banku, bezwzględnie liczącym
Zmarzniętymi rękami od braku nadziei
Szukamy monet, które nas wyzwolą
Cóż za nie kupić może biedny człowiek?
Okruch świata, grobowiec - lecz nie swoje zbawienie.
Waga
Czy wiesz ile łza waży?
Ta w rozpaczy i ta z radości
Ile miłość, ofiara, poświęcenie?
Czy słowo da się zważyć?
Kocham, wierzę, mam nadzieję
Jak rozpoznać uśmiech szczery
A jak zwykły grymas twarzy?
Jak odróżnić rękę pomocną
Od tej, która nic nie daje?
Jest taka waga
Na której składamy
To, co najpiękniejsze
Może człowiek zważyć
I czego nie zważy żadna ziemska waga
To krzyż Zbawiciela
Na którym Bóg ocenia
Miłosierdzie ludzkie
Na wzór ... Bożego Miłosierdzia.
15.02.2009
Wystawienie Najświętszego Sakramentu na Adorację w bocznym ołtarzu.
Ludzie klękają z czcią, są jednak tacy, którzy przechodzą obok, albo niedbałym gestem czynią znak krzyża i nawet na chwilę nie przyklękają. Boli mnie to bardzo, przepraszam Jezusa w sercu i słyszę: nie Jestem fotografią, którą jak pamiątkę religijnych praktyk, w album się chowa. Jestem ciągle żywy, a wielu o tym zapomina, cześć Mi oddają, jak fotografii - relikwii ... a rany Moje na ołtarzu żywą krwią spływają. Wasze oczy nie widzą, co Serce Moje czuje.
Przyjdę do ciebie
Proszę Cię, Jezu, pomóż
A Ty, ręce do krzyża przybite wskazujesz
Proszę Cię, Jezu, chodź ze mną
A Ty nogi do krzyża przybite wskazujesz
Proszę Cię, Jezu, daj mi swą Miłość
A Ty serce przebite włócznią wskazujesz
Proszę Cię, Jezu, módl się za mnie
A Ty, koronę cierniową w głowę wbitą wskazujesz
Zdejmij gwoździe grzechami przybite
A przyjdę do ciebie
Oczyść serce nieufnością, jak włócznią zranione
A poznasz Moją Miłość
Czas zatrzymaj pod krzyżem na Golgocie
I ucz się codziennie ran Moich
Aż twój ból z Moim się połączy
Wówczas rosa Mojej Miłości, da ci wytchnienie
Powrót
O łaski Cię prosimy, Boże
A Ty, krzyżujesz nasze plany
Bunt czujemy, jak syn marnotrawny
I z woli własnej, wybieramy drogę
Kiedy sakwę napełnimy już srebrem
Dyplomami i ambicją ustroimy ściany
Dziwną samotność czujemy w sercu
Często do pustego wracamy domu
Na tej drodze, którą sami wybraliśmy
Nie ma krzyży z Chrystusem i obrazów świętych
Tylko ludzie ciągle zabiegani, obojętni
Jak liczydła liczą, przy ekranach przygięci
Na drodze, którą sami wybraliśmy
Łzy słabością są, bez wartości żadnej
Stacja, do której zdążamy
Na peronie wypisane ma: sukces
Gdzieś na poboczu, dostrzegamy ludzi
Pod krzyżem klęczą w pokorze
Myśl nas dotknie, jak zbłąkany anioł
Może przystanąć przy nich, pomyśleć?
Czemu twarze ich w błogim uśmiechu
I w uniżeniu zgięte kolana?
Czemu łez nie wstydzą się cudzych i własnych
Jaką moc daje im Chrystus z krzyża?
To ułuda, że są drogi bez krzyży, ostrych kamieni
Kwieciem tylko usłane
Tam, gdzie sam Bóg krzyż stawia w życiu
Miłosierdzie zsyła i leczy
Jeśli drogę, jak syn marnotrawny, wybraliśmy
Ludzkich katów spotkamy na niej
A ich krzyż, jaki nam zgotowali i gwoździe
Bez łaski zmartwychwstania, zabije
Jaki sens ma droga człowiecza
Którą syn marnotrawny podążył?
Na niej głód, samotność, karma zwierzęca
A w sercu ... za Ojcem tęsknota
Na każdym trakcie, nawet najciemniejszym
Jaśnieje światło przejrzyste
Sam Bóg wychodzi i lampę zapala
By drogę powrotu widziały, zagubione, marnotrawne dzieci
22.02.2009
Adoracja obrazu Jezusa Miłosiernego w katedrze w Płocku, w 78 rocznicę objawień tego obrazu świętej Faustynie.
Podczas tej pięknej uroczystości, zatapiam się w wewnętrznej ciszy ...
Cisza Adoracji
Cisza to kropelki z bożej tęczy
Składane wewnątrz duszy w obraz
Ciągle niewykończony, niedoskonały
Jak poruszenia pędzlem malarza
Tworzącego dzieło, które ciągle nie zadawala
W ciszy malujemy obraz Boga
W duszy niespokojnej, niedojrzałej
Tęskniącej za absolutem
Do końca dni naszych
Składamy kropelki barw tęczy
Malujemy Bogu oczy, by na nas patrzył
Uszy, by nas słuchał
W ciszy Adoracji, Bóg niewidzialny
Staje się Osobą Ojcem
Malujemy Go barwami miłości, rozpaczy, cierpienia
Zacieramy kontury już stworzone
Szukamy od nowa barw właściwych
Nowych, pięknych uczuć
Cisza Adoracji wydobywa duszę
Przed ciało
Dusza jest jak płótno, czeka
Na artystę
Ciszo adorująca Boga
Zagłuszana często słowem niepotrzebnym
Czynem nieszlachetnym
Broń duszę przed hałasem zła
Aby sam mistrz Bóg, pomagał
Tworzyć swój portret
Na płótnie duszy
Obiecuję
Osłoń mnie Panie, skrzydłami aniołów
I Archanioła Michała mieczem
Niech serce moje odpocznie od lęków
W kolebce anielskich skrzydeł
Niech chwycę się rękami mocno
Aniołów radosnych, pięknych
I choć na małą chwilę, niewielką
Oderwę się od smutków na ziemi
Niech mnie uniosą anieli niebiescy
Ku światu bez łez i cierpień
Niech miłość poznam, wszystkich Twoich świętych
A potem silniejsza, obiecuję Panie ... powrócę na ziemię
03.03.2009
Pewnego dnia, gdy odmawiałam Koronkę do Miłosierdzia Bożego, przyszła do mnie myśl, że jest to najpiękniejsza modlitwa ofiarowana nam przez Boga. Nie wolno odmawiać Koronki szybko, wypowiadając jedynie słowa. W tej modlitwie Bóg czeka na naszą piękną, ludzką wdzięczność za mękę Syna. Bóg ofiarował już ludziom wszystko dla ich nawrócenia. Ofiarował dar ostateczny - Syna. Nie ma już dla nas innego daru. Tym darem ostatecznym przemawia do każdego z nas - dałem wam Moją Miłość - Mego Syna na straszną mękę ... Jak wielka jest Miłość Boga do ludzi!
Mówiąc: ofiarując Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo Najmilszego Syna Twojego, a Pana naszego, Jezusa Chrystusa, przemawiamy do Boga, prosząc o Miłosierdzie dla nas, za nasze grzechy. Jak trudno nam ludziom być miłosiernym dla naszych krzywdzicieli. Bóg daje nam wielki dar - słowa Koronki do Bożego Miłosierdzia. Myślę, że to wielka modlitwa błagalna. Znają jej moc księża, gdy ofiarowuje się ją przy umierających. Należy się więc głęboko zastanowić, kiedy ją odmawiamy. Każde słowo, to dar Boga o wielkim znaczeniu. Odmawiając tę Koronkę, wolno, z miłością, winniśmy myśleć o Męce Jezusa, o cudzie Bożego Miłosierdzia, które nam przebacza, gdy ofiarujemy Mu Mękę Syna.
Odmawiając Koronkę, powinniśmy odczuwać w sercu łączność z Bogiem, jak dziecko, które błaga Ojca, aby przebaczył przewinienia i wierzy głęboko w Jego Miłość bezwarunkową.
Koronka, to wielki hymn przymierza Miłosiernego Boga ze słabym człowiekiem, to uwielbienie daru Miłosierdzia.
Następnego dnia jestem na Adoracji przed Najświętszym Sakramentem w kościele na ul. Nobla. Zbliża się godz. 15, czas odmawiania Koronki do Miłosierdzia Bożego. W kościele jest kilka osób. Przychodzi do mnie myśl, że tak niewiele osób jest w tej szczególnej godzinie. A może także niewielu odmawia tę Koronkę? Wówczas słyszę w sercu: W tej godzinie gotowy Jestem wylać swoje Miłosierdzie na miliony z was ... a tylko setki oczekują na Moje Miłosierdzie. Przyjdzie czas, gdy miliony będą oczekiwały Mojego Miłosierdzia, a tylko setki otrzymają Go ode Mnie.
Jak ważna jest ta Koronka, pomyślałam. Usprawiedliwiamy się brakiem czasu, a przecież ci, którzy ten czas mają, też zaniedbują tę modlitwę ... choć mogliby się modlić o Miłosierdzie Boże dla innych ludzi.
Perła
Dobrymi słowami piszę moje wiersze
Są jak koraliki, blisko mego serca
Twarz Twoją, Jezu, maluję, zamykając oczy
Szaty widzę niedzisiejsze i piękne ręce
Jak opisać słowami pragnienie Twej bliskości?
Jakie oczy Ci namalować
By się w nich zatopić?
Jak zbliżyć się do bólu Twego?
Czy jest poeta na świecie
Który piękno Twe zatrzymałby w słowach?
Czy jest taki talent
Który twarz Twoją by namalował?
Ludzkie dzieła są nietrwałe, śmiertelne
Czasem w snach, dobry anioł nam ukaże
Świat niebiański na chwilę otworzy
Lekki powiew dotknie duszy, serce poruszy
Słowa wówczas przypływają piękne
Jak modlitwa człowieka w wielkim uniesieniu
Lecz chwila to tylko, jak błysk światła w burzy
Wracamy w codzienność, choć z darem, na ziemię
W sercu mamy perłę, świetlistą, błyszczącą
Ze słów najpiękniejszej modlitwy powstała
I obraz Boga, dłutem Miłości rzeźbiony
Z nadzieją nieba, że Go nie zapomnę
Chcę ciągle odczuwać te przepiękne chwile
Na nowo odkrywać dar perły dla duszy
I obraz Twój widzieć, Jezu, jasny i tak czysty
Bliskością się karmić, w darze Eucharystii.
Mój Eden
Kiedy przychodzisz do mnie, Jezu
W Eucharystii
Kościół mój zmienia się w mały Eden
Ogrodem się staje, na pięknym wzgórzu
Światło ten ogród zdobi i barwy piękne
Myślę, że to dusza, ze wspomnień sekretnych
Maluje w sercu Eden ten niezwykły ...
Na wzgórzu stoję, kwiaty wokół żywe
Poranek, rosą wita, budzące się ptaki
Powietrze pachnie radosnym dzieciństwem
A ja na progu stoję samotnej chaty
Jak dusza gotowa na wizytę
Podchodzisz do mnie w białych szatach
Pas złoty zdobi Twoją suknię
I choć bezkresu morza nie widzę, tylko mały strumień
Ty, Jezu, szepczesz: nie bój się chodzić po morzu
Są dni, gdy próbuję duszę swą z mozołem
Wynieść na wzgórze mojego Edenu
A ona w ziemskim, szarym, skąpana poranku
Boleśnie, z trudem, wspina się do góry
Szukam Cię, Panie, tam w moim Edenie
W szacie ozdobnej, w złotym pasie
A Ty zmęczony kroczysz z krzyżem w ręce
Śpieszysz się, jeszcze wiele stacji przed Tobą
Klękam na progu mojej chaty - duszy
A Ty mimo swego udręczenia
Wiarą mnie karmisz, nadzieją miłości
Silniejsza wracam z mojego Edenu
Na ziemię, do życia mojego
I szept Twój słyszę, jak testament cenny
Odwagi, ufności, Ja jestem na brzegu
Śmiało możesz kroczyć ku Mnie po swym morzu.
14.03.09
Podczas rozmyślań po komunii, przyszła do mnie myśl, że wiara jest wielką łaską i nie wolno jej zmarnować. Wiara nie może pozostać jedynie w sferze uczuć, sentymentów - bo nasze uczucia są zmienne. Różne wydarzenia życiowe mogą nasze uczucia przekształcać, od wielkiego uniesienia, do wielkiej rozpaczy. Wiary nie możemy też „nauczyć się” rozumem. Po prostu usiąść i przestudiować mądre, święte księgi, uznać argumenty i stać się ... wierzącym w Boga. Wiara to łaska i należy się modlić za ludzi, o ... łaskę wiary. Gdy ktoś taką łaskę otrzyma (a obserwuję to u osób nawracających się), staje się wierny Jezusowi, choć jeszcze wiele wydarzeń przed nim, które mogą go od wiary odepchnąć, właśnie w okresie nawracania ...
W takich sytuacjach moc daje Eucharystia, spowiedź. To moc ponad wszelkimi racjonalnymi i uczuciowymi argumentami.
Ludziom, którzy twierdzą, że są niewierzący, nie możemy okazywać zniecierpliwienia, złości i krytykować ich. Nasze życie ma być dla nich przykładem. Bóg ma wobec nich też swój plan. Modlitwa za nich to nasze posłannictwo. Nie znamy ich duszy. Opieranie swej wiary jedynie na uczuciach, sentymentach może być nietrwałą bazą. Należy ciągle czytać, uczyć się o Bogu, świętych, poznawać nauki papieża, Pismo Święte. Musimy jako katolicy być wykształceni, mieć argumenty w dyskusji z niewierzącymi, a najważniejsze, mieć odwagę w głoszeniu swej wiary. Jezus leczył ciało dla uleczenia duszy. Dopiero uleczona dusza widzi Boga. Uleczona łaską wiary.
Wielki cud
Cudów nowych żądamy od Ciebie, Boże
Jakby krzyż Zbawiciela
Nie był wielkim cudem
Więźniowie śmierci, o cud uzdrowienia ciała błagamy
A dusza grzechami przebita, rozpacza
Umiera powoli, bez miłości
Znaków oczekujemy, darów na żądanie
Pychą umundurowani, z podaniami w ręku
Dlaczego tak trudno uklęknąć?
Jezus święte słowa zostawił w Ewangelii
Kurz pokrył księgę, litery wyblakły
A my, własne piszemy księgi
O, ludzie, głusi i ślepi, cudów tak spragnieni
Codziennie, obok nas cud wielki się dzieje
W ofierze mszy świętej, w Eucharystii
Przystanek Milczenia
Tyle dźwięków, obrazów i słów krzykliwych
Krąży wokół każdego człowieka
Tyle idei i myśli nas zniewalających
Świat bawi, kaleczy, odrzuca, przyciąga
Jak nić przędzy w tkaninę swą wciąga
Ocenia nas, krytykuje, wabi, płacić każe
A my często bezbronni i chętni, grze tej ulegamy
Czasem by świat lepiej poznać
Kości fałszywe w tej grze odrzucić
Dobrze pójść na Przystanek Milczenia
I dać się poznać samemu lepiej
W milczeniu zastygli jak w muszli ochronnej
Odpychając cudze myśli i idee
Słuchamy serca bijącego mocniej
Na Przystanku Milczenia, we własnej ciszy zatopieni
Słyszymy swoje myśli i wzrok widzi więcej
Słowa innych już nie są tak dla nas wabiące
Sumienia nie zagłusza filozofia tłumu
Na Przystanku Milczenia samotność nie płacze
Uczy nas odwagi
Dla mądrej przyjaźni ze światem
30.03.2009
Wiele osób, nawet katolicy praktykujący, zastanawiają się, a często buntują przeciw „krzyżowi”, jaki dotyka ich życie.
Myśląc o tym, „ujrzałam w sercu” różaniec ... i jego poszczególne tajemnice. Przecież to życie Jezusa! Jeśli Jezus nas nie opuścił, tylko żyje nadal wśród nas, to jak gdyby „powtarza” swoje życie i w naszym XXI wieku; cierpi, rodzi się, przemienia na Górze Tabor itd. Dotyka swoim życiem nasze życie, życie każdego z nas osobno.
Mamy więc okres radości narodzin Jezusa, zagubienie Go ... tak jak to dzieje się w tajemnicach różańca. Przychodzi też czas w naszym życiu gdy pojawia się Jezus w tajemnicach bolesnych ...
„Odwiedza” nas w naszym życiu, czasem dzieje się to bez naszego przygotowania, zdarza się tragedia, ból, tak jak u Jezusa idącego w Drodze Krzyżowej. Jeśli „przyjmujemy” odwiedziny Jezusa w tajemnicach radosnych, tajemnicach nadziei, to dlaczego mamy buntować się gdy Jezus pragnie naszego „towarzyszenia” także w Jego cierpieniu?
Obdarowuje nas swoim zaufaniem, że będziemy wówczas razem z Nim.
Z ludzkiego punktu widzenia jest to trudne bo przychodzą myśli pełne wątpliwości, ale być wyznawcą Jezusa to żyć Jego życiem, także w Drodze Krzyżowej.
Nie odrzucajmy w naszym życiu Jezusa o smutnym obliczu, cierpiącego, który przekracza próg naszego domu z krzyżem.
W ramionach krzyża
Kiedyś, zbliżałam się do Boga, jak dziecko
Szukałam pocieszeń, znaków
On słuchał, ja mówiłam ...
Nadszedł dzień, gdy cień Chrystusowego krzyża
Zbliżył się do mnie
Znacząc moje życie krzyżem
Słowa utonęły na dnie milczenia
Chrystusowy krzyż i mój objęły się
W miłosiernym uścisku
Teraz Bóg mówił, ja słuchałam ...
Nie krzyczałam z bólu
Objęta ramionami krzyża Zbawiciela
Słuchałam w kamiennym milczeniu
Nie chciałam zagłuszać Jego słów
Mój krzyk przewróciłby mój krzyż na ziemię
Wyrwałby go z miłosiernych ramion
Stałabym się grobem pełnym żalu
Oderwana od nadziei i miłości
Stoję w cieniu krzyża Chrystusa
Czasem unoszę głowę wysoko ku Niemu
I pytam jak zraniony człowiek: dlaczego?
On wskazuje na swoją krew, rany
I odpowiada pytaniem na moje pytanie:
Dlaczego?
Kiedyś ja mówiłam do Boga, On słuchał
Teraz, w cieniu Jego krzyża, stoję z własnym
Bóg mówi, ja słucham
Czasem prowadzimy dialog
Słyszę w sercu słowa, widzę piękne obrazy
Karmi mnie Eucharystią, Ewangelią
Abym wytrwała w cieniu Jego Krzyża
W Adoracji Jego bólu, cierpienia
W wierze, że jest Zbawicielem świata
Odpowiedzią na każde ludzkie pytanie
Lekarzem człowieczych ran
Miłosierdziem współcierpiącym z nami
Cud ludzkiego życia
Choć grzeszna jestem, niepokorna
I tak po ludzku ... ludzka
Choć dni me płyną smętnym nurtem
I żaden cud z nich nie wypływa
Są dni, być może, chwile tylko
Przemieniające zwykły bieg życia
Obrazy mocno wplecione w codzienność
Tak niebywale piękne ...
Ot, obcy człowiek przechodzi obok
Z radosnym uśmiechem na twarzy
Jakiś ptak przysiadł na głowie
Na posągu Maryi, przy kościelnym murze
Głośno śpiewa, jakby chciał z Nią gwarzyć
Staruszki z pasją omawiają sprawy
Tajemnych, rodzinnych swarów
Zakonnica obok ołtarza przemyka cicho, jak anioł
I gesty zwykłe, jak codzienny obiad
W pewnych chwilach bywają tak wzniosłe
Rozmowa, jak inne, o niczym specjalnym
Nagle staje się spowiedzią wzajemną, bez konfesjonału
Są dni, w których są takie chwile życia
Jakby artysta je wielki malował
Spływają łaską widzenia piękna
Na zwykłą, ludzką codzienność
Jest Miłość, Wielka, gdzieś tam pod chmurami
Jak Ojciec czuwa nad dziećmi swoimi
Trzeba tylko ku Niemu unieść wyżej głowę
I posłuchać, co szepcze, do mnie, do ciebie, każdemu
Dostrzeżemy, słuchając słów Jego
Piękno, w chwilach codzienności zamknięte
Jakiś uśmiech, zwykłą rozmowę, miły gest
Nawet ptaka na posągu kamiennym
Ot, po prostu, cud życia ludzkiego
Urodziny
Chciałam ci posłać cały kosz róż
Pomyślałam, zwiędną, nic z nich nie zostanie
Dlatego dobre słowa posyłam, one tak szybko nie więdną
Dopóki żyjemy i kolejne urodziny przeżywamy
Życzę ci wielu lat radosnych
Takich, które ludzkie, zwykłe życie niesie
Dni, które cenić będziesz
Za proste gesty, przyjazne uśmiechy
Pomocny dotyk ręki, obiad podany na stole
Za słowa ludzi, życzliwe, smutek odganiające
Za to, że są obok bliscy przyjaciele
Do których przytulić się możesz
Wiedz, że róż w naszym życiu wiele
Lecz my, tak często w pośpiechu
Chwytamy kwiat za kolce
I bólem podrażnieni, nie dostrzegamy piękna
W codziennym, zwykłym poranku
Gwarze ulic nudnym, nawet w miauczeniu kota
W filiżance kawy, obtłuczonej nieco
Którą ręce kochane przed nami stawiają
Jak piękna może być podróż w nieznane
Pamięć o tych, którzy cię kochają
Spojrzenie w niebo, na słońce
Dotyk psotnego deszczu, który zaczął padać
Gdy nie masz parasola przy sobie
Daj ponieść się życiu z szacunkiem
Dla piękna, którym obdarowuje
Zaproś Boga do życia swojego
Za Miłosierdzie Jego, podziękuj
W modlitwie prostej, codziennej
Powtarzaj rano, wieczorem
Za każdym razem, gdy dostrzeżesz piękno ...
Bądź ze mną zawsze, Boże
Twoim dzieckiem jestem
02.04.2009
Podczas czwartkowej mszy egzorcystycznej, prowadzonej przez ks. Szymborskiego, o uzdrowienie, odczułam dziecięcą, pogodną radość, jakbym była na uczcie weselnej.
Ujrzałam w sercu obraz ludzi w kościele, ubranych w białe, długie szaty. Było jasno i uroczyście. Znikły szare stroje ...
Jakie to dziwne, pomyślałam. Dlaczego, usłyszałam w sercu, jesteście przecież gośćmi na Mojej Uczcie, przy Stole Pańskim. Waszą nędzę przyoblekam w weselny strój.
Zrozumiałam, że przychodząc na mszę, stajemy się jak weselni goście. Panem Młodym jest Jezus. Nasze szaty (myślę o duchowej szacie) powinny być uroczyste, jasne, a my gotowi, pełni miłości, obdarowywać Jezusa świąteczną radością uczestniczenia w niezwykłym spotkaniu, jakim jest msza święta.
Przeżycie, którego doznałam, było jakby kontynuacją poprzedniego dnia, kiedy po mszy świętej, w czasie Adoracji, „przyszedł do mnie” wiersz: Jak druhna”.
Jak druhna
Chciałabym podążyć za Tobą, Jezu
Jak druhna za Panem, Oblubieńcem Młodym
Kraniec sukni Twej widzieć blisko przed oczami
Znak Twej świętej drogi
Ludzkie oczy i nogi tak słabe, od grzechów
Muszą odpoczywać i noc je ogarnia
W nocy droga trudna, sen świętość usypia
Zagubić się łatwo
Głosy ludzkie mnie budzą, stanowcze i śmiałe
Drogę wskazują przez świat oznaczoną
Pokazują rachunki i dochodem kuszą
Święta droga za mgłą znika
Serce jednak czuwa wraz z duszą złączone
Tęsknotę budzi, rani przypomnieniem
Czuwać nakazuje, modlitwę przysyła
Drogę Oblubieńca ponownie wskazuje
A Ty czekasz, Panie, na uśpionych nocą świata
Już nie w ślubnej sukni, światłem jaśniejącej
Lecz z krzyżem na plecach, grzechami skrwawiony
Na naszych ludzkich drogach
Ile razy, Panie, zasnę, nocą słabości złożona
Ile razy zagubię skraj Twej sukni ślubnej
Ile razy zaczekasz, bym się nie zgubiła
Z krzyżem, na mej drodze
Chciałabym podążyć za Tobą, Jezu
Jak druhna, za Oblubieńcem, Panem Młodym
Daj łaskę czuwania w modlitwie, na klęczkach
Abym nie straciła z oczu, Twojej świętej drogi
Ziarno miłości
Krzyż ucałowałam w pewien Wielki Piątek
Rękami objęłam stopy Zbawiciela
Tak żywe i ciepłe było drzewo krzyża
Jak w głodnych dłoniach, chleb świeży
Szelest stóp wiernych, do krzyża idących
Brzmiał w uszach jak pieśń wzniosła
Oczu oderwać od krzyża nie mogłam
A w sercu słyszałam ... pragnę twej miłości
W zadumie stałam, jak drzewo po burzy, spokojne
Miłość nieznana zalała mą duszę
Łzy po twarzy płynęły, rozpaczy nie czułam
Bóg chciał tym darem, me serce poruszyć
Dar Twój przyjęłam, Boże Wszechmogący
Modlitwą otuliłam, by nie zamarzł w drodze
Codziennie go przynoszę, w ofierze mszy świętej
Abyś widział, Panie, że go nie zgubiłam
Zasiałeś we mnie, ziarno miłości do Ciebie
Daj mi łaskę wzrostu, w kwiat pięknie pachnący
A gdy zmagać się będę, z Goliatem rozpaczy i smutku
Bądź ze mną, nie pozwól odłączyć mnie, od Twej miłości
20.04.2009
Zastanawiam się przed mszą codzienną, dlaczego ogarnęło mnie takie lenistwo, jakaś słabość
- chciałam opuścić mszę świętą w poniedziałek ... Przemogłam się.
Po komunii świętej słyszę w sercu odpowiedź na moje wątpliwości.
Ciało podlega przeróżnym słabościom - starości, ograniczeniom zdrowotnym itp., ale duch boży w człowieku jest ciągle młody, wolny od tych ograniczeń, niezależny od wieku.
W młodym wieku, gdy nasze ciała są sprawne fizycznie, kierujemy się często „duchem fizyczności”, robimy to, co wygodne dla ciała, czego ono od nas oczekuje. A więc dużo ruchu, zabawy. Ulegamy „prawom” ciała. Poświęcamy ciału zbyt wiele uwagi. Nie słuchamy wewnętrznego głosu naszego ducha. Może nastąpić brak równowagi między rozwojem ciała a ducha. „Ograniczenie” naszej cielesności przez chorobę, starość, niesprawność powoduje, że sięgamy głębiej w swoje człowieczeństwo - do tego ducha wewnątrz nas - ciągle młodego, sprawnego, dającego nam piękne myśli, refleksję nad sensem życia. To piękny dar od Boga, zaniedbywany często zbytnim faworyzowaniem ciała. Dziwimy się jak osoby chore, niesprawne mogą mieć w sobie tyle siły, pogody ducha - one zwróciły się ku darom tego młodego w nas ducha świętego.
Kiedy więc ogarnie nas lenistwo ciała, które usprawiedliwia naszą niechęć do wyższych czynów, myśli - odwołujmy się wtedy do naszego pięknego młodego ducha wewnątrz nas, zaufajmy jego mocy. Oddajmy mu swoje „dolegliwości”, a on poprowadzi nas ku tym rejonom naszego człowieczeństwa, które poprzez modlitwę, eucharystię ukażą pełną wartość, dadzą pokój niespokojnemu, w pewnych fazach życia, niesprawnemu ciału. Otrzymamy równowagę wewnętrzną, a nasza fizyczność nie będzie nam dyktować co mamy robić.
Do człowieka pysznego
Myślisz, że Bóg ci nie potrzebny
Silny jesteś i dobrze wykształcony
W życiu tylu pokonałeś ludzi
I barier przez los narzuconych
Otoczyłeś się zbytkiem i konto masz znaczne
Dary dajesz na fundacje wszelkie
Czasem nawet żebrakowi wrzucisz
Grosz ci niepotrzebny
Nikt o tobie nie mówi: zły człowiek
Dobry pan, słyszysz wokoło, szlachetny
Przyjaciele przy stole twoim weseli
I życie pogodne wokół ciebie
Kiedy miłość dotknie twego serca
Jakiś dobry człowiek nim zawładnie
Pycha dziwnie zawstydzona, odchodzi
Siła twoja mała się staje, bezbronna
I już wiesz, żaden grosz żebraczy jej nie przekupi
Żadne konto, nawet zbytek wielki
Ona piękna jest, ale wymagająca
Albo przyjmiesz ją taką, albo odrzucisz
Tak bardzo pragniesz ją zdobyć
Bukietami kwiatów i złotem wabisz
Dopóki sama miłość ci nie podpowie:
Wraz ze mną, krzyż też musisz ponieść.
Ty, któraś w pokorze
Tak łatwo mówi się, kocham Cię, Maryjo Święta
A tak trudno składać w modlitwie życia
Perełki jego wszystkich tajemnic, darowanych przez Boga
Tak łatwo godzić się z wolą bożą
Gdy ciepło łask ogrzewa serce
Tak trudno utrzymać różaniec w dłoniach
W tajemnicach bolesnych
Rwie się nasz różaniec zaufania, wierności
Powtarzamy Zdrowaś Maryjo, gubimy słowa
Niecierpliwymi rękami przesuwamy perełki wydarzeń
W których króluje rozpacz, zdrada, choroba
Błogosławionaś Ty, między niewiastami
Ty, któraś w pokorze rozważała tajemnice swego życia
Ty, któraś szukała Syna w Jerozolimskiej świątyni
Ty, która stałaś pod krzyżem
Ty, któraś nie odrzuciła tajemnic różańca swego życia
Pomóż nam z godnością, cierpliwie
Odmówić cały różaniec naszego życia
Wszystkie jego tajemnice
A gdy zerwie się w naszych dłoniach
Bólem szarpany, wypadnie z ręki
Podaj nam, połącz perełki, osłoń płaszczem swych łask
I bądź przy nas, aż do końca
Powtarzaj nam, Pan z tobą.
Gdzie szukać miłości?
Myślałam, że miłość jest jak piękno
Samym swym wejrzeniem
Zasiewa dobro
Myślałam, że miłość widoczna jest
Jak słońce w pejzażu artysty
Ale tak nie jest ...
Słońce i piękno jaśnieją, a miłości brak
Moje serce zaczęło szukać miłości
Nie w blaskach odurzających, słowach złudnych
Stało się, jak czujny detektyw szukający prawdy
W człowieku
Odkryłam miłość w kazaniu wiejskiego proboszcza
Udręczonego przewlekłą chorobą
Klękał z trudem, jakby przytłoczony krzyżem
Widziałam pragnienie przelania miłości
W geście podania ręki na znak pokoju
W oczach niemal stuletniej kobiety
Widziałam jak dzielą się miłością biedni
Słyszałam miłość w modlitwie
Czułam miłość przenoszoną ze zdrowych rąk ku chorym
W szpitalach, hospicjach
Ta miłość nie lśniła urodą świata
Nie ubierała się w kolorowe szaty
Była łaską w sercu człowieka
Jak dar Boga, nie oszacowany żadną walutą
Często przybita do krzyża choroby, poświęcenia, pokory
Jeśli chcesz dotknąć, poznać prawdę o miłości
Musisz zbliżyć się do krzyża Jezusa
Bez Prawdy Jego krzyża
Jaśnieje piękno świata ... a miłości brak.
25.04.2009 - 04.05.2009
Medugorje
Jest to moja kolejna pielgrzymka do tego miejsca modlitwy na świecie, tam Matka Boża pojawia się widzącym i przekazuje orędzia.
Trwają dyskusje na temat autentyczności objawień, a miliony pielgrzymów nadal podążają do Medugorje poszukując bezpośredniego kontaktu nieba z ziemią.
Adoracja Najświętszego Sakramentu - to jeden z najbardziej uroczystych momentów w Medugorje. W kościele ścisk, człowiek obok człowieka, różne języki, kultura zachowań, kolor skóry, różne życiowe doświadczenia - po prostu kawałek świata zamknięty ciasno w kościele św. Jakuba, trudno nawet obrócić się, panuje nastrój wyciszenia, modlitwy, tyle spraw mamy do przekazania Jezusowi ...
Człowiek jednak jest tylko człowiekiem, doskwierają mu różne bóle, niedogodności ...
Jezu, mówię, jak piękna, ale zarazem trudna jest Adoracja w takich warunkach ... Serce jednak podpowiada mi odpowiedź. Słyszę: adorujecie Mnie swoją miłością, ale jednocześnie uczycie się „adorować” człowieka obok was jako piękną osobę. Bez tej miłości do sąsiada obok, szacunku, tolerancji dla jego „trudnej” obecności w tym ścisku, cóż warta byłaby miłość do Mnie?
Rozejrzałam się wokoło, doświadczyłam nastroju jedności, nikt z obecnych nie był poirytowany, uśmiechem obdarzał każdy niewygodny dla siebie ruch sąsiada ściśniętego ponad miarę. Odczułam radość bycia z tymi ludźmi, których być może nigdy nie spotkam. Żadnych narzekań, irytacji. Święta Hostia na ołtarzu łączyła spragnionych Miłości Jezusa ... ale i siebie wzajemnie jako ludzi, z szacunkiem dla tajemnicy wartości każdego człowieka.
Podczas Adoracji przyszła do mnie też myśl, że Matka Boża pragnie abyśmy kochali Jezusa jak kogoś, kto jest nam bliski jak najbardziej kochany krewny. Niech kobiety i mężczyźni kochają Go miłością matki, ojca, brata, siostry. Niech myślą o Nim ciągle, chcąc obdarzyć pięknymi myślami, zachowaniem. Przecież dla kogoś, kogo kochamy w rodzinie, jesteśmy gotowi do wielu poświęceń ... Jezus bliski nam, jak własne dziecko, brat. Jezus zaproszony do człowieczej rodziny. Nie zostawiajmy Go na ołtarzu w kościele, niech żyje obok nas, w naszym biednym, bądź zamożnym domu. Najważniejsze, aby przez nas nie płakał, nie cierpiał, abyśmy mogli Go przepraszać gdy zawinimy, tak jak przepraszamy ukochane osoby.
W Medugorje obok kościoła jest figura Chrystusa Zmartwychwstałego, od kilku lat pielgrzymi wycierają chustkami płyn wyciekający z figury. Modlę się do Jezusa i jak inni, chcę dotknąć tego miejsca. Pielgrzymi zanoszą te chustki swoim bliskim w swoim kraju. To jeden ze znaków Medugorje nie wyjaśniony przez tutejszy kościół.
Kiedy zbliżam się do krzyża jak inni, słyszę: ta chustka dotknie ciała ... ale nie serca.
Maryja z Medugorje
Jest takie miejsce na ziemi
Wybrane przez niebo, stopami Maryi uświęcone
Słowami orędzi ubogacone
Miejsce łask, nawróceń, tęsknoty - Medugorje
Tam, gdzie niegdyś kozice wędrowały
Dziś ludzie pielgrzymują uparcie
Ku krzyżom znaczącym miejsca Objawień
Ku nadziei dotknięcia świętości
Na tych wzgórzach zostawiają listy, zdjęcia
Własne ślady, wiadomość dla Matki
O swoim życiu, pragnieniach, smutkach
Matko, proszą, przyjdź, przeczytaj ...
Nadzieja stąpająca obok, podnosi chorych
Wyżej i wyżej, po kamieniach, skrawkach ziemi
Ciało spragnione cudu uzdrowienia
Wierzy w moc miejsca, gdzie stała Matka
Spłynęłaś Maryjo na chmurce, na Podbrdo
Z Góry Kriżewac spoglądasz zatroskana
Błogosławisz, zbierasz „Zdrowaś Maryjo” w dłonie
Jak okup za grzechy nasze
Synowi zanosisz, aby Jego miłosierna dłoń
Nie spadła sprawiedliwością na świat
Patrz Synu, prosisz, na tych pielgrzymów
Poczekaj, przecież tyle miłości w Tobie ...
Medugorje, wydeptane milionami stóp
Wypełnione codziennością, pieśniami, modlitwą
Bądź, dzięki łaskawości Maryi, polem nadziei dla wątpiących
Bądź błogosławionym pokojem dla tych, którzy uwierzyli.
Pielgrzymki z aniołem
Biegasz za mną, mój stróżu aniele
Lat już wiele
A gentlemanem będąc z niebieskiego świata
Wieku mi nie wymawiasz
Myślałeś może, usiądzie wreszcie, częściej pośpi
I ja się przy niej trochę zdrzemnę
Skrzydła oczyszczę staranniej i odpocznę
A ja, kilka razy w roku
W podróże pielgrzymie cię zabieram
Wczesnym świtem każę ci wstawać
Późną nocą pozwalam zasypiać
Zwiedziliśmy razem wiele sanktuariów
W tłoku, upale, zmęczeni, czasem głodni
Na klęczkach wielbiliśmy Pana i Matkę Jego Świętą
Na skrzydłach nieść mnie musiałeś
Bo nogi niezbyt ochocze
Na górę Podbrdo i Kriżewac wysokie
Na pustyni, w Betlejem i Jerozolimie
Czciliśmy ślady i słowa Jezusa
Z cudownych źródeł piliśmy wodę
Wierząc, że wzmocnią ciało i ducha
Na ustach i rękach moich, pamięć relikwii świętych
W Kafarnaum, tak blisko czułam Jezusa
Jakby czas o latach zapomniał
W San Giovanni Rotondo, Ojciec Pio
Ciągle listy dostaje, modlitwy i prośby
Odpisuje na nie
Cudami nawróceń i uzdrowień
Byłeś ze mną, aniele, w Grocie Michała Archanioła
Czas miałeś z nim rozmawiać
Gdy ja się gorliwie modliłam
Pewnie dał ci rady, jak duszę mą prowadzić
Po świętych ścieżkach, do Boga
Czuję to, gdy skręcam w niewłaściwą stronę
A ty mnie do krzyża prowadzisz
Tyle miejsc świętych razem przemierzyliśmy
Towarzyszu wierny, stróżu mój, aniele
Uczyłeś się mnie słuchać, a ja słuchać ciebie
Teraz też głos twój słyszę, gdy serdecznie prosisz:
W Adoracji klęknijmy, w ciszy się zatopmy
W pielgrzymce człowieczej do Zbawcy swojego
Niech tę świętą chwilę chwali twoja dusza.
07.05.2009 - 09.05.2009
Rekolekcje w Olszy (Ognisko Miłości Marty Robin)
Wiele pięknych, trudnych tematów omawiamy w grupie - wartość modlitwy, własnej nicości, ufność w kochające ramiona Jezusa, szeroko otwarte dla każdego.
Kończymy rekolekcje, głowa pełna myśli, rozważań. Słyszę w sercu: tak mam szeroko otwarte ramiona dla was ... ale oczekuję też, że gdy podejdę do was, przyjdę z krzyżem, pełen bólu ... to wy także przytulicie mnie do serca, pocieszycie ...
Kim byłabym?
Kim byłabym
Gdyby nie Twoja Miłość, Jezu
Stworzeniem szukającym pożywienia, snu, uciechy?
Czym byłby krzyż?
Jedynie drzewem z sosny, jesionu, akacji
Czym byłaby moja modlitwa?
Słowami, które ulatują z wiatrem
Czym byłby świat?
Świergotem ptaków, burzą, mrozem, lękiem
Kim byłby dla mnie człowiek?
Obojętnym towarzyszem w drodze
Twarzą jedynie, z uśmiechem, bądź łzami
Kim byłabym
Gdyby nie Twoja Miłość, Jezu?
Twoja Śmierć Odkupieńcza z Miłości
Otworzyła Drogę, na niej płomienie Twego Serca
Zapalam od nich serce, oświetlam duszę
Idę ku światłu ...
Ono oświetla ludzki ból, cierpienie człowieka
Widzę życie i świat jako Dar
Klękam pod żywym krzyżem, nie drzewem akacji
Moje oczy widzą mój grzech
Moje uszy słyszą Twój płacz
Mojego serca dotyka Twoja Miłość
Moje życie pragnie Twego Słowa, Twego pokarmu
Kim byłabym?
Gdyby nie Twoja Śmierć, Zmartwychwstanie
Kim byłabym, Jezu, bez Twej Miłości, Eucharystii?
Kim byłabym?
Kropla
Twoja Miłość, Boże
Jest jak bezkresny ocean
Moja, jak kropla łzy, bądź deszczu
Twoja Miłość, Boże
Istnieje w wieczności
Moją, lata życia znaczą, skończone
Miłością Jesteś Boże, cały
Ja, kroplę do kropli składam
By skałę mego życia drążyć
Drogę ku Tobie wytrwale znaczyć
Są lata, dni, godziny
Gdy krople mej miłości wiatr zmywa
Słońce wypala
Upał oschłością zabija
Lecz Prawda przedziwnie wpisana
Chrztem Świętym, w człowieczy los
Krzyczy, cierpieniem wzbudzona:
Twe krople miłości człowieczej
Do oceanu Bożej Miłości należą
Zbieram cierpliwie te krople
W naczynie głodnej mej duszy
I jak biedak, niosący skarb cenny
W oceanie Twej Bożej Miłości, zatapiam
Gdy widzę
Kiedy mróz widzę w oczach kogoś
Nie myślę, zły jesteś człowieku
Ktoś, kiedyś łzy twoje w sople zamienił
Świat widzisz w krzywym zwierciadle
Kiedy obojętność w oczach kogoś widzę
Nie myślę, zły jesteś człowieku
Ktoś, kiedyś serce twe boleśnie zranił
A rana ta jeszcze mocno krwawi
Kiedy gniew widzę w oczach kogoś
Myślę, kto gniewu tego cię nauczył?
Czy nikogo nie było przy tobie, człowieku
Kto by cię z miłością przytulił?
Na oślep pędzimy, rany zadajemy
A zło jak kąkol zaśmieca nam życie
Rodziny rozbite, dzieci agresywne
Nikt o modlitwie, nie myśli
A przecież jest Lekarz, Miłosierny wielce
On mróz w oczach w łzy gorące zmienia
Obojętność leczy plastrami z miłości
Gniew, nawet wielki, uśmierza
Przypomnij sobie, człowieku zraniony
Jak kiedyś, w dzień piękny, majowy
Do serca przyjąłeś Go w ubranku z bieli
On nadal czuwa przy tobie
To zło ci każe o Nim nie pamiętać
To ono rodzi przyjaźń człowieka z grzechem
To zło ci szepcze, codziennie, uparcie
Samotny jesteś, człowieku
Wyjdź z tłumu, tych co ranią innych
Zatrzymaj się, niech pędzą dalej
Poszukaj, zagubionego gdzieś różańca babci
I uwierz, w modlitwie, nikt nie jest samotny.
25.05.2009 - Przed Świętem Zesłania Ducha Świętego.
Światło Miłości
Kim Jesteś, Duchu Święty?
Pojawiasz się jak błysk światła w moim życiu
Z wieczności nieznanej, jak rosa poranna, wskrzeszasz
Tęsknotę zapalasz tajemniczą w codzienności zwykłej
Dusza ku Twemu światłu się unosi
Pieczęć bożej Miłości rozpoznaje
Z ziemskiego świata wyrywa się jak więzień
Światełkiem ku niebu
Tam, w przestrzeni niebieskiej Boga
W świecie Jego świętych praw
Odpoczynku doznaje
Bezkresna miłość ją dotyka, zatapia w sobie
A Duch Święty kołysze jak niewinne dziecko
W czystej, pięknej muzyce trwa
Skrzydła anielskie ją unoszą
Ręce wyciągam, spragnione tego piękna
Matka Boża chwyta je jak ptaki łaknące
Pokarmu ostatecznego, który głód gasi
Balsamem Swych rąk leczy rany
Tęsknotę za Bogiem wpisuje w serce ...
Na ziemię powracam z tej chwili niezwykłej
Lekki wietrzyk mnie chroni
W skrzydłach anielskich jeszcze śpiew słyszę
Chóru, którego pieśni żaden muzyk nie odtworzy
Rękami, duszę powstrzymuję aby nie uleciała
Spragnioną trwania w tym miłosnym uścisku
Jak w marzeniu spełnionym
Nasz czas jeszcze na ziemi, duszo, tłumaczę
Pocieszenia doznałaś, w Duchu Świętym
Śpiewaj o Nim ludzki hymn wdzięczności.
30.05.2009 - Dzień skupienia w Derdach.
Jestem na Adoracji, niezbyt skupiona, w pamięci mam jeszcze piękny park w Derdach i posąg Jezusa Miłosiernego. Kiedy do niego podchodziłam ... ujrzałam piękny uśmiech Jezusa z posągu, pełen przyjaźni i miłości. Miałam wrażenie, że chce On każdemu ofiarować jakąś łaskę.
I tak się stało, doznałam tej łaski podczas Adoracji ... łaski przedziwnej spowiedzi bez słów.
Spowiedź bez słów
W małej kaplicy w Derdach
Gdzie duch Faustyny wciąż żywy
W Adoracji Świętej
Doznałam przedziwnej, bez słów, spowiedzi
Jakby dusza na ołtarz wpłynęła
Rozpoznając miejsce błogosławione
Ciało w ławce zostało, zgarbione
Jak posąg, nagością zawstydzony
Ogień gorący przenikał mnie całą
Dziwnym powiewem wzniecony
Na ołtarz wracał, mocy poszukując
Krzyż i Jezus na nim, w ciało moje wnikał
Ból przedziwny zapalał się w sercu
Dusza krzyczała jak zraniony człowiek
Żal wielki za grzechy, spalał się w tym ogniu
Byłam tylko niemym posągiem ...
Serce popiołem napełniało się szarym
Pokutą najszczerszą wypełniało pamięć
Łzy, jak deszcz w burzy, płynęły rzęsiste
Dusza i ja, Jezusa przepraszały ...
Utonęłam cała w tej mistycznej chwili
Duszę wypuściłam z objęć mego ciała
Idź, szepnęłam, odpocznij w ramionach Jezusa
Niech cię Jego Miłość ... błogosławi.
List o miłości
Kocham Cię, Jezu, podczas dni szarych i nudnych
Kiedy słońce świeci i radość życia czuję
W cierpieniu, także kocham Cię, Jezu
Lekarzem Jesteś najczulszym
Kocham Cię, Jezu, gdy duszę dziwna samotność dręczy
Tak wielka, iż we własnym Ogrójcu konam
Myśli złe, lęk, szatan podsyła przewrotny
Walkę z nim toczę, na śmierć, bądź życie wieczne
Kocham Cię, Jezu, gdy piękno przyrody widzę
Bezpieczna czuję się w Twoich ramionach
A także wtedy, gdy nic, tylko pustka we mnie
Niepewność, czy Ty ... Jesteś obok
Kocham Cię, Jezu, gdy na krzyż patrzę
Westchnieniem bolesnym chcę ulżyć Twym dłoniom
Sercem strwożonym, wesprzeć poranione nogi
Koronę cierniową zdjąć z Twej świętej głowy
Kocham Cię, Jezu, gdy bluźnierstwa słyszę ludzi
Chcę krzyczeć głośno: miej litość nad nami
Oni tak nędzni, nie chcą Twej Miłości
Nie płacz, Jezu, proszę, ja jestem przy Tobie
Kocham Cię, Jezu, gdy tonę w ciemności fałszu
Kiedy niemoralność i grzech widzę jasno
A wokół ludzie tłumaczą, że to przejaw czasów
Czuję Twój smutek, modlitwą pragnę Cię przebłagać
Kocham Cię, Jezu, gdy w monstrancji czekasz
Na Adorację wiernych, ich rozmowę szczerą
Tylu ludzi dziś, czasu nie ma dla Ciebie
A Ty, Więzień Tabernakulum, Jesteś codziennie
Kocham Cię, Jezu, gdy pięknych ludzi spotykam
Oddanych wiernych, księży, zakonników
Serce moje słodycz miłosna wypełnia
Dusza, w tych momentach, w raju wypoczywa
Kocham Cię, Jezu, gdy przed Tobą klękam
Otoczony zapachem bukietów wspaniałych
Czy głos Twój słyszę, czy tylko szum anielskich skrzydeł?
I słowa: miłości pragnę więcej ... a nie więdnących kwiatów.
08.06.2009 - Po święcie Trójcy Świętej.
Przed mszą myślę o ludziach sukcesu, którzy są z dala od kościoła, modlitwy. O tych, którzy „korzystają z życia” dzięki własnej przedsiębiorczości, talentowi. O tych, którzy karmią się „owocami” tego świata, a sami uważają się za niepokonanych ... tylko dzięki sobie.
Ujrzałam dziwny obraz w wyobraźni. Przestrzeń wypełnioną kolorowymi kołami, jak dziecinnymi balonami. Jedne unosiły się wysoko, lekko, swobodnie fruwały w wolnej przestrzeni. Inne, blisko ziemi tłoczyły się, jakby brakło im mocy aby unieść się wyżej, albo raczej nie chciały, obijając się jeden o drugiego, poszukując czegoś.
Nagle ktoś wkroczył w tę przestrzeń. Balony, te przy ziemi, pękały, inne podskakiwały nieco wyżej. Z pękniętych balonów pozostawała garstka materii. Te, które fruwały wysoko, dziwna siła unosiła jeszcze wyżej, jakby chroniąc je przed niebezpieczeństwem.
Próbowałam interpretować ten dziwny obraz. Balony blisko ziemi, to właśnie ci ludzie sukcesu, szukający tu na ziemi, owoców do spożycia, zbieracze wszystkiego, co można od „ziemi” wyciągnąć, dzięki własnej sile. Siłę tę może pokonać jakiś zły los, przypadek, choroba - i ten ziemski idol staje się tylko ... garstką materii. Zaufał tylko sobie ...
Ci, którzy zaufali mocy wyższej, Bogu, unoszą się ku Niemu, wysoko w przestrzeni, otrzymują siłę od Niego, odrywają się dzięki tej sile, od niebezpieczeństwa bycia „zdeptanym”. Jeśli nawet dotknie ich zły los, to dzięki zaufaniu Bogu, nie tracą nadziei. Unoszą się wyżej i nie stają się tylko pokonaną garstką materii, z której uleciało powietrze, czyli zadufane i egoizm.
W Dzień Trójcy Świętej
Prosiłam Cię, Boże, byś w Dniu Trójcy Świętej
Przemówił do mnie, wewnątrz mego serca
A Ty, w tym dniu, zaprosiłeś grupę dzieci
Boleśnie przez los doświadczonych
Niewidome, bezradne bez rąk opiekunów
Czytały Pismo Święte, psalm zaśpiewał chłopiec
Na koniec mszy, piosenkami pożegnali wiernych
Radosnymi, o miłości do Ciebie
I choć głosu Twego wewnątrz nie słyszałam
Serce moje, rozgadało się jak profesor
Piękna miłość, usłyszałam, to gotowość aby krzyż ponieść
Drogą, którą sam Bóg nam wybrał dla zbawienia
Miłość, jak ci niewidomi, nie widzi uśmiechu
Oszukać jej nie można gestami zbędnymi
Miłość czyny ocenia, nie słowa człowieka
Miłość, to pokora, pani cicha, łagodna, cierpliwa
Pomyślałam o łaskach, przez Boga nam danych
O naszej niepamięci, by za nie dziękować
Gdzieś obok, są niesprawni ludzie, dzieci
Może oni za nas, krzyż większy dźwigają?
Stały na ołtarzu, niewidome dzieci
Świadectwo pokory, w swej drodze krzyżowej
Były jak ikona, malowana ręką Boga
Ku naszej pamięci, by miłością oceniać, nie oczami.
Diamenty
Los szczęśliwy chcesz wygrać w życiu
Władzą się chlubić, bogactwem, siłą
I gdy wreszcie, taki diament, los ci ześle
Czuwasz codziennie, przed złodziejem go chronisz
Panem się twoim staje, a ty sługą jego
Ochronę zapewniasz, sejfy, zamki, kody
Złodziej, gdy zechce go ukraść
Sprytniejszy będzie, zamki i kody pokona
I nie masz już władzy, bogactwa, splendorów
Sejf twego życia pustką świeci
Nie lękaj się straty takiego diamentu
Kamieniem był tylko, twardym, nieczułym
Poszukaj skarbów cenniejszych
Diamentu na wieczność, nie na chwilę życia
On spokój w duszę wlewa, w sejfie serca mieszka
To Pan Miłosierny, Jezus w świętej Eucharystii
Bogaty będziesz w dobra, jak dziecko królewskie
Nie jak sługa ziemskich diamentów
On zadba o chleb twój powszedni, codzienny
Jest pokarmem, mocy, nie twardym kamieniem.
12.06.2009 - Dzień po Święcie Bożego Ciała.
Przed mszą świętą rozmyślałam na temat siły naszej wiary. Ujrzałam w wyobraźni dom, a na nim piękny dach z ułożonych precyzyjnie pięknych dachówek. Każda z nich szczelnie przylegała do siebie. Dach (czyli wiara) chronił nas, dawał ufność i bezpieczeństwo przed światem zewnętrznym.
Cóż z tego, usłyszałam w sercu, wystarczy jedna popsuta dachówka, a dach zacznie przeciekać czyli jedna popsuta dachówka sprawi, że deszcz zaleje nasz dom ...
Przez jeden grzech, tolerancję zła, nasz dom zaleje fala „deszczu” z zewnątrz i może zniszczyć to, co tak pieczołowicie w tym domu ustawialiśmy ...
Jak wiele potrzeba czujności w swej wierze w Boga aby przetrwała jako bezpieczny dach!
Wymaga to ciągłej pracy nad sobą, obserwowania swego serca, swych zaniedbań w tolerowaniu nawet drobnych wad.
Pustynia
Wyprowadziłeś mnie, Jezu, na pustynię
Na wolność rozważań serca i duszy
Stanęłam wobec tej wolności zatrwożona
Upał dnia pustyni mnie dręczył, zimne noce ziębiły
Modlitwa gorąca z dreszczem zimna się splatały
Zapalało się wczesnym rankiem moje serce
Nocą gasło, w samotność ozdobione
Wiatr duchowy, jak burza pustyni
Wymiatał emocje i myśli, bez korzeni silnych
Lekki powiew układał nowe warstwy myśli
Krajobraz wydm pięknych widziałam
Groty szukałam, oazy spokoju
Cisza jedynie śpiewała, dziwną pieśń, hymn pustyni
Pielgrzymowałam z mozołem wielkim
Ręce wyciągając do ciepłego wiatru
Dusza i serce stąpały w wielkiej ciszy
Nie obce były im prawa tej pustyni
Głosów ludzkich nie słyszałam, pocieszeń żadnych
Tylko szum sunącego jak fale piasku
Dziwna walka trwała we mnie
Dusza i serce, przewodnikiem były w tej walce
Myśli, sprawy dawne, wydawały się bezużyteczne
Jak balast, przeszkoda, w tej trudnej pielgrzymce
A potem, sen przyszedł, jak łaska w udręce
Dla duszy i serca tą drogą zmęczonego
Tylko chwilę byłam na pustyni serca
Skarb mi ukazałeś... łączność z Twoim Sercem
I choć siły moje słabe jeszcze były
Aby przebyć tę duchową pielgrzymkę bez ochronnej groty
To serce ją pamięta, dnia każdego pyta:
Skąd czerpać źródło mocy?
Z jakich źródeł życia nie pić wody?
I ponownie, czystym i silnym powrócić na szlak pielgrzymi
Na pustynię własnego serca.
Modlitwa po komunii
Przyjęłam Cię w komunii, Jezu
Czuję fizyczny smak hostii w ustach
Przyjęłam Cię Jezu, sercem
Stało się spokojne, łagodne, miłosierne
Przyjęłam Cię Jezu, w komunii, duszą
Uspokojona w Twych ramionach
Zapłonęła miłością
Zapaliłeś Panie moje ciało, serce, duszę
Od świecy Twojego wiecznego życia
Płoną we mnie małe płomyki
Proszę swe ciało, serce, duszę
Zapalcie się w jeden wysoki płomień
Niech nie gaśnie i płonie
Wspomnieniem Eucharystii w ustach
Miłosiernym spokojem
Miłością
Niech Dar ten wypełnia moją codzienność
I pali się płomieniem pamięci o Tobie
Niech zaboli, gdy zgrzeszę
Niech ogrzewa nadzieją, gdy czynię dobrze
Daj, Panie, ciału memu, sercu, duszy
Pamięć wieczną ...
O Twojej obecności we mnie!
15.06.2009
Jak wielka jest miłość Boga do człowieka, jakimi kieruje się działaniami aby człowieka do tej miłości doprowadzić - tego nie wiemy. To boża tajemnica. My, ludzie znamy jedynie własne serca, często egoistycznie zabiegające o swoje korzyści. Są wśród nas ludzie dobrzy, mówimy o nich, że mają anielskie serca. Człowiek jednak upada, w swej grzeszności popełnia błędy i zaniechania. Jeśli jest człowiekiem umiejącym kochać, to zawsze jest to miłość wypływająca z natury ludzkiej. Natura Boga jest inna. Co łączy bożą miłość i ludzką, zastanawiałam się przed mszą świętą. Mój wzrok utkwił w obrazie Jezusa Miłosiernego. To On, Miłosierdzie jest tym łącznikiem. Miłosierdzie łączy Boga z człowiekiem jak perełki w różańcu. Miłosierna Miłość Boga jest darem, usprawiedliwia grzeszność człowieka. Jeśli on o to prosi, daruje mu winy i przebacza. Ludzka miłość, nawet ta najdoskonalsza, myśli i czuje kategoriami ludzkimi. Miłosierdzie Boże - to złoty łańcuch łączący Boga z człowiekiem. To Bożemu Miłosierdziu powierzamy siebie, by nas usprawiedliwiało z naszych grzechów, niedoskonałości. To dzięki Bożemu Miłosierdziu sięgamy po Miłość Boga. On jest zawsze gotowy odpowiedzieć na nasze wołanie do Niego. My, jak dzieci, musimy zaufać, że nas nie odrzuci. Miłosierdzie Boga pragnie jedynie naszego zaufania. Bez cudownego pośrednictwa łaski Bożego Miłosierdzia nie poznamy Bożej Miłości. Myślę, że Boże Miłosierdzie to taka piękna komnata pałacowa, do której nas zaprasza Sam Bóg swoją nieodgadnioną Miłością.
Litania o życiu
Modlę się do Ciebie, Boże
Moim smutkiem, radością, rozpaczą i nadzieją
Dniem powszednim i świątecznym
Modlę się do Ciebie, Boże
Moimi myślami, miłością i moimi wierszami
Moim krzyżem, nadzieją i wiarą
Modlę się do Ciebie, Boże
Spadającymi kroplami deszczu i promieniami słońca
Znają one dźwięki, harmonię i światło piękniejsze od słów
Modlę się do Ciebie, Boże
Szumem łagodnego wiatru w liściach drzew
Chórem się wydaje anielskim, szeptem: chwała Panu
Modlę się do Ciebie, Boże
Porami roku, przeżytymi latami, upadkami i wzlotami
Nauczyły mnie umierania, przemijania i ponownych narodzin
Modlę się do Ciebie, Boże
Litanią mojego życia, do którego mnie zaprosiłeś
Układającego się w tajemnice zwiastowania: wiary, nadziei, miłości
Ty, Boże jesteś autorem tej litanii
Kompozytorem muzyki do niej
Daj mi słuch, wzrok, wrażliwość serca
Odczytywania i rozumienia słów tej modlitwy
Według Twojej, nie mojej woli.
Podróż
W podróż jesteśmy wysłani nieznaną
Z pustym paszportem, bez wiz i stempli
Z okrzykiem bólu narodzin spadamy na ziemię
Wprost w dłonie tych, co nas poczęli
W samo południe życia w drogę wyruszamy
Jak podróżnicy z bagażem wiary w obiecaną ziemię
Szlaki poznajemy, rozstaje, zakręty
Mylimy kierunki podróżniczych planów
Cofamy się z lękiem, gdy na drogach, krzyże
Ktoś je kiedyś ustawił jak słupy graniczne
To szlak dla odważnych pielgrzymów przez życie
Nie wszyscy w swą podróż, z odwagą wkraczamy
Szukamy miejsc gwarnych, dróg dawno przetartych
Tam, gdzie pątnicy życia od lat zamieszkują
Dom budujemy na ruchomym piasku
Choć obok stoi skała piękna i wyniosła
Popołudnie życia cienie długie rzuca
Przesłaniając kolory, które nas cieszyły
To, co skarbem się wydawało w ogrodzie życia
Krasnalem jest tylko, ze złuszczoną farbą
I choć nogi słabe, serce niespokojne
Modlitwy zbiera, jak kapitał, na nową podróż życia
Gdzieś na wąskiej dróżce, samotny Pielgrzym przemknie
Uśmiechem pełnym miłości, do nowej nas ziemi zaprasza
Nie jest to podróż w nieznanym kierunku
Tak dziwnie radosna jest i bezpieczna
Ten Pielgrzym krzyż dźwiga, drzewcem drogę znaczy
Przystaje, pomaga, w drodze nas leczy i karmi.
20.06.2009
Tęsknię za Matką Bożą Gietrzwałdzką, za tym wspaniałym sanktuarium spokoju i wielkiej ... przytulności, za otoczeniem pełnym zieleni. Podczas pierwszego pobytu w Gietrzwałdzie, odniosłam wrażenie, iż Matka Boża jest tam Gospodynią - Matką, troszczy się o ... pokarm dla swych dzieci, ten duchowy, ale i o bezpieczeństwo życia codziennego, W tym sanktuarium odczułam wyraźnie troskliwe ręce Matki Niebieskiej i ziemskiej już za pierwszą wizytą dwa lata temu.
Mąż zaproponował wyjazd do tego sanktuarium, ale nie wiem dlaczego, nie wyraziłam entuzjazmu. Odczuwałam jednak niepokój, że nie godzę się na ten wyjazd. I cóż się dzieje? W Dzień Święta Serca Pana Jezusa dzwoni telefon od znajomej pani spod Warszawy, która proponuje ... pielgrzymkę do Gietrzwałdu! A jednak ... Matka Boża Gitrzwałdzka ponownie zaprasza! I to na Dzień Święta Niepokalanego Serca Maryi. To był znak, na który musiałam odpowiedzieć ...
Jesteśmy w świątyni przed mszą świętą. Rozmawiam w sercu z Matką Bożą, przepraszam za swoje duchowe „lenistwo”. Słyszę w sercu: a jednak odpowiedziałaś na Moje wezwanie!
Mam dziwne wrażenie, że jestem zaproszona na ucztę, dziwną ucztę. Biało zasłany stół, puste, białe talerze ... Słyszę w sercu: na tę ucztę zapraszam tych, których wybrałam ... Ale Matko Boża, mówię, wszystkie dzieci są Twoje, wszystkie chciałabyś zaprosić ... Tak, ale są tacy, których głód zaspakaja świat, nie czują oni potrzeby Mojego Pokarmu. Cieszą się tym, co im daje świat. Mój pokarm łask jest przedziwnym pokarmem ... karmi, ale w sercu powoduje ciągłą potrzebę ... karmienia. To głód duchowy, który nie może być nasycony ...
Zrozumiałam, że Maryja karmi nas Miłością Swego Syna. Jeśli raz Jej doświadczymy głęboko w sercu i duszy, będziemy ciągle chcieli Jej doświadczać, smakować, karmić swą duszę tą Miłością. A ona będzie ciągle nienasycona.
Pokarm Maryi budzi w sercu wielką tęsknotę, pragnienie bliskości, bezpieczeństwa.
Świat może zaspokoić głód ... ciała, uczuć, ale czy budzi też tęsknotę?
Raczej pragnienie otrzymania czegoś, a gdy to otrzymamy - przychodzi zapomnienie.
Słyszałam modlitwę
Są dni bez znaków świętych, serce wzruszających
Zwyczajne, jak orka za pługiem na roli
Wypełnić je musimy pracą mozolną
Nawet modlitwa, to słowa puste jedynie
Czasem dzień zwykły cud nam zsyła
Znak, tak święty, że na kolana rzuca
Do nieba ręce wyciągamy, jak samotne drzewo
Modlitwa z serca płynie, usta nadążyć nie mogą
Przed świętym obrazem Maryi
Mężczyznę starszego dostrzegłam, na klęczkach
W pustym kościele głośno, żarliwie się modlił
Szlochał jak dziecko opuszczone, bezbronne
I nic dziwnego w tym by nie było
Gdyby to była kobieta w emocjach
Tak rzadko łzy widać u mężczyzn w modlitwie
Twardymi chcą być, nawet przed samym Bogiem
O Matko, szeptał, Jedyna moja, Święta
A głos jego niósł się po pustym kościele
Bądź ze mną, dla Ciebie tylko żyję
O Czysta Panno, Wielmożna ...
Jak wiele boleści los musiał mu zadać
Ile rozczarowań doznał za dni swoich
Ile dumy męskiej życie w nim złamało
Aż wreszcie ukląkł, zapłakał, przed obrazem Maryi
Na nic, pomyślałam, walka o przetrwanie
Na nic nasze intencje, nawet te szlachetne
Na nic praca twarda i kark męski twardy
Gdy błogosławieństwa Świętej Matki, w życiu nam zabraknie.
27.06.2009
Święto Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Przed mszą wyrywa mi się z ust modlitwa: jestem tu jak żebraczka błagająca Cię Matko o pomoc. Na tę moją modlitwę słyszę odpowiedź w sercu: jesteś Moim dzieckiem, a nie żebraczką. Ja ofiarowuję dary z miłości a nie żebraczą jałmużnę. Mój Syn ofiarował Swoje życie za was. Żebrak prosi kogoś o datek, otrzymuje grosz, a czasem obojętność lub złość. Takimi darczyńcami są ludzie. Ja i Mój Syn nie ofiarowujemy upokarzającej jałmużny ale łaskę miłości.
Do Matki Bożej Nieustającej Pomocy
Z obrazów świętych znana i matczynej troski
Czuwasz nieustannie, nie znasz snu, spoczynku
Wysłuchujesz próśb naszych i wołań o pomoc
Łzy ocierasz płaczącym, pocieszasz samotnych
Pojazdem Miłości krążysz, szlakiem niebo - ziemia
Bagaż trosk modlących składasz u stóp Syna
Smutki małych dzieci jak białe chusteczki
Aniołom przekazujesz, niech na nich malują
Farbami nieba, radosne uśmiechy
Sfruwają one potem białymi róż płatkami
Wprost na twarze dzieci, smutne, zatroskane
Latarnią Jesteś, w dzień i noc świecącą
Dla tych, co błąkają się po morzu cierpień
Radością dla świętych, nadzieją dla grzesznych
Ogniskiem niegasnącym dla Twych ziemskich dzieci
Matką dla sierot, troskliwą i czułą
Zbierającą na posag, w bożym ogrodzie miłości
Opuszczonym pociechę niesiesz, różańcem ich chronisz
Aby nie popadli w rozpacz i zwątpienie
Potrzebującym, perły Swoje dajesz
Z łez Twoich, sznur długi zebrali je święci
Każda perła, to boleść Matki, Jej pomoc
Wystarczy powiedzieć: Pod Twoją obronę ...
Jak niegdyś Jezusowi szyłaś ziemskie szaty
Tak dziś kapłanom, synom powierzonym Tobie
Ofiarowujesz kapłańskie stuły i ornaty
O świętość ich się modlisz, o ręce błogosławione
Matko Boża Nieustającej Pomocy
Czuwająca w noce naszych cierpień
I w dni naszych radości
Bogu dziękujemy, Synowi i Duchowi Świętemu
Za Świętą Matkę, Jej Miłość i Nieustającą Pomoc.
Burza
Jak Genezaret, burzy się nasze życie
Serce mdleje od dziwnego lęku
Sen nie daje wytchnienia
Pomoc nie nadchodzi
Chmury nieufności zaciemniają
Boży horyzont Miłości
Jak dzieci wystraszone wołamy
Obudź się Jezu, ratuj
A On śpi spokojnie ...
Huk piorunów Go nie budzi
Twarz ma spokojną
Śpi jak umęczony podróżą człowiek
Jest obok nas, nie ucieka
Boże, jak wielka musi być nasza wiara
Jak nieustraszona nadzieja
Jak ufna miłość
Gdy podróżujemy z Jezusem
W naszej łódce życia, podczas burzy
Abyśmy mimo ludzkiego lęku
Pozwolili Mu odpocząć ... w drodze z nami
Ufając Jego świętej obecności
Daj nam Boże, taką miłość
Której pioruny strachu o własne życie
Nie odbiorą Jezusowi bezpiecznej obecności
W naszych sercach.
26.07.2009
Kim dla ciebie jest Jezus? - Usłyszałam takie pytanie. Wydaje się z pozoru proste, jeśli chcemy na nie odpowiedzieć tekstem z katechizmu, ale ... co mówi serce?
Jak poznawaliśmy Jezusa we własnym życiu? Kim był dla nas? W dzieciństwie, w młodości, w dorosłym życiu? Kiedy Go pokochaliśmy?
Kim dla mnie Jesteś, Jezu?
W dzieciństwie, mszą świętą w nieznanym języku
Pierwszą komunią, bierzmowaniem, procesją w Boże Ciało
Ścieżką wśród łąk ukwieconych, rosą zroszonych
Gdy wczesnym rankiem do wiejskiego kościoła zmierzałam
Byłeś kolorem, ciepłem, wydarzeniem świątecznym
W dorastaniu, Byłeś pytaniem o zło, pogardę i wojny
Modlitwą często niestaranną, prośbą ... o coś
W dojrzałości, świat przysłaniał mi Ciebie
Troskami, co dzień następny przyniesie
W kościele Cię zostawiałam, do życia wychodząc
Stąpając po ziemi, marzeń szukałam w chmurach
Czasem o kamień się potknęłam, ludzkiej niewdzięczności
A czasem krzyże zbierałam po drodze
Nie wierząc, czy zdołam bez lęku je ponieść
To serce kazało mi, z każdym krzyżem, do Ciebie przychodzić
Dzień przyszedł zwyczajny, pochmurny, jakich w kalendarzu wiele
Gdy oczy nasze wreszcie się spotkały
Ty na ołtarzu, do krzyża przybity, ja w życiu zagubiona
Łez w tym spotkaniu nie było, milczenie przedziwne
Dusza moja, mną samą zmęczona, do Ciebie uleciała
Obrazy wracały z życia, jak bumerang w przeszłość rzucony
Widziałam Ciebie w każdej chwili życia
Szedłeś ze mną, trzymając rękami rodziców, na każdą mszę świętą
Ze mną, obok, płakałeś nad grobami bliskich
Cierpliwie czekałeś, kiedy miłość do Ciebie odnajdę
Kim dla ciebie jest Jezus? - słyszałam pytanie
W pięknych słowach mówi o tym Pismo Święte
Dla mnie Jezu, Jesteś drogą, światłem, życiem
Pragnieniem miłości, szczerego, niewinnego dziecka
Ufnością Jesteś, że dłoń Twoja zawsze mnie prowadzi.
20.08.2009
Przed mszą poranną, podczas modlitwy zobaczyłam obraz naczynia wypełnionego niezbyt czystą wodą - obok, jakieś ręce wznosiły kielich ku ołtarzowi. Co to znaczy? - pytałam swego serca. W odpowiedzi, usłyszałam: To dwie ludzkie samotności ... jedna wypełniona goryczą, druga - nadzieją ...
Dwie samotności
Jest taka samotność, która rozpacza tylko
Wypełniona łzami jak porzucone naczynie - deszczem
Jest też samotność, która wystawia się
Jak pusty kielich, na wypełnienie się bożą miłością
Samotność rozpaczająca może zabić duszę, serce
Wypełniona miłością ... zabija samotność
Stajemy przed Bogiem jak drzewo samotne, nie las
Ile na nim liści żywych, nasion ożywczego dobra
Ocenia Bóg, nie ludzie
O, samotności, wypełniająca się kielichem bożej miłości
Pamiętaj o tych, którym łzy goryczy zalewają serce
Otocz ich modlitwą, wylej z nich deszcz rozpaczy.
01.09.2009
Ostatni dzień pielgrzymki do Banneux, Belgia. W tym szczególnym miejscu jestem już ósmy raz.
Każdego roku przyglądam się figurce Matki Bożej przy źródełku z uzdrawiającą wodą.
Tego roku zaskoczyły mnie ciemne dłonie Matki Bożej. Modlę się przy figurce, korzystam z wody ze źródełka, próbuję „rozmawiać sercem” z Matką Bożą. Pytam dlaczego ma takie ciemne, jakby zmarznięte ręce.
Słyszę w sercu odpowiedź: wkładam ręce w wasze zimne serca - zimne, jak ta woda w źródełku ...
Pomyślałam o ludzkiej obojętności wobec Pana Jezusa, o grzechach swoich, o tylu naszych grzechach wobec Maryi Niepokalanie Poczętej, o braku miłości. To Maryja wkłada ręce w nasze serca, próbuje je „ocieplić” własną miłością do Jezusa. Może tu, właśnie przy źródełku w Banneux zdarzają się cuda przemiany serc?
Rozważamy na rekolekcjach istotę modlitwy sercem. Pielgrzymi dają piękne przykłady. Przychodzi do mnie myśl - jak zwykły człowiek na co dzień może zaistnieć jako chrześcijanin ...
Bóg nie wymaga od nas heroicznych czynów, wielkich zrywów, wystarczy, że w „małych sprawach” będziemy spełniali czyny miłości wobec bliźniego. Kiedy czujemy złość, agresję - wtedy należy ją poskromić w sobie - to jest zadanie dla naszego umysłu, woli, to dla Jezusa. Żyjąc własnym życiem, należy dostrzegać obok ludzi, ich potrzeby, uczucia, a nie „zatapiać się” tylko we własnych troskach. Ktoś powie, że to mało ... To bardzo wiele, to „poskramianie” naszej natury egoistycznej. Powiedziano w Ewangelii: kto w małym jest wierny ...
Adoracja w kaplicy, piękne słowa kapłana. Patrzę na krzyż. To dziwne - na wielkim, drewnianym krzyżu rozpięty Chrystus, skurczony, wychudzony, jak ofiara obozu koncentracyjnego. Czy to celowy akt artysty? A może tylko przypadek?
Pytam w sercu: Jezu, czemu Jesteś taki mizerny, jak wygłodzony człowiek?
Słyszę w sercu: Jestem głodny waszej miłości, chcę byście karmili Mnie swoją miłością. Ja żyję dzięki waszej miłości. Pragnę ...
Myślę o celowości pielgrzymki, o tym, co zyskaliśmy pielgrzymując. Widzę w wyobraźni piękny kielich pełen wody, pełen łask. Z tego kielicha przelewa się do naszego serca, ożywia często uśpione uczucia, wiarę.
Pielgrzymka przepełniona szczerą modlitwą, dotykiem świętych miejsc - to źródło łask.
Pielgrzymi wspomagają każdego modlitwą, okazują miłość. Jest czas na mszę codzienną, na zadumę o sobie, Adorację, medytację w ciszy. Podczas każdej pielgrzymki obserwuję przemianę serc u osób, które zgłosiły się na pielgrzymkę jako „turyści”, a wyjeżdżają całkiem odmienieni.
Pielgrzymka z duszą
Na dziwną pielgrzymkę wyruszyłam
Za podszeptem duszy niecierpliwej
Na szlak samotny, dróżką krętą pod górę
Po jednej stronie, las przyjaźnie szumi
Po drugiej, doliny usłane zbożem i kwieciem
Ciszę przerywa śpiew ptaków
Wokół przejrzyste, skrzące się światłem kolory
Dusza, jak mały chłopiec, podąża żwawo w górę
Z każdym krokiem, opuszcza mnie ból, smutek
Widzę, jak opadają ze mnie zielonymi kamykami
Toczą się do pobliskiego strumienia
Doznaję uczucia wielkiej miłości i wolności
Od goryczy, myśli natrętnych
Uczucia kruszą się, spadają drobnymi odłamkami
Staczają w dół ...
Doganiam moją duszę, słyszę śpiew piękny
Krople deszczu oczyszczają moje ciało
Nabieram je w dłonie, piję łapczywie na zapas
Piękno tej drogi błyszczy kolorami tęczy
Ciepło powietrza przenika dobrem, miłością
Jak tu pięknie - mówię do duszy ...
Wracamy - słyszę jej głos ...
Dusza znów tkwi w moim ciele
Schodzimy w dół, ku ludzkim domostwom
Słychać głosy zabieganych o jutro
Zabieram ze sobą tęsknotę, która jeszcze ogląda się wstecz
Pamięć piękna, wolności i miłości tkwi we mnie
Jakby ktoś stary obraz oprawił w nową ramę
Wróciłam z dziwnej pielgrzymki z duszą ...
Jeszcze słyszę tamten śpiew ...
Jeszcze widzę tamto piękno ...
Jeszcze czuję tamtą miłość ...
Są takie pielgrzymki, z których całkiem nie wracamy ...
Dziwny taniec
Pięknej chwili doznałam
Moja dusza chciała tańczyć taniec radości
Z miłości do Boga
Za ciasno jej było w moim ciele
Ogarniało mnie gorące uczucie
Tylko głośny śpiew i taniec mogło je wyciszyć
Cicho, cichutko szeptałam
Wokół śpi tylu uśpionych pielgrzymów
Tańcz i śpiewaj w cichym rytmie mojego serca
Małe jest, radości twojej nie pomieści
Schowam tę radość głęboko
W pamięci
Jak szlachetny zapas na trudne chwile
Będę z niego czerpać rytmy i śpiew piękny
Kiedy sił braknie, a głos mojej modlitwy będzie milkł
Wezmę wówczas twoją radość, duszo
Jak ziarno, zaczyn, na nowo rozkwitający
Kwieciem pięknym miłości do Boga
Ożywiającym moją wiarę w szarej codzienności.
03.09.2009
Jestem na mszy świętej uzdrowieniowej, w której uczestniczy także egzorcysta,
ks. Jan Szymborski. Przed mszą, wierni odmawiają różaniec. Spoglądam na piękny krzyż z Panem Jezusem, rozpiętym wysoko na nim. Na tej mszy jest zawsze wiele intencji związanych z ludzkim cierpieniem.
Patrzę na Jezusa, wyciszam się ... Słyszę w sercu: ludzkie cierpienie, krzyż nałożony na ramiona - jeśli znoszony jest z cierpliwością, poddaniem się bożej woli - wtedy unosi człowieka wysoko, ku krzyżowi Chrystusa.
To tam spotykają się oczy cierpiącego Jezusa i cierpiącego człowieka. Jezus daje siłę ludzkiemu cierpieniu, uszlachetnia je. Będąc blisko Jezusa, człowiek cierpiący widzi życie toczące się wokół, jako szczególną wartość, a nie tylko przeżywanie kolejnego dnia i trwanie z dnia na dzień. I choć cierpi ból, chorobę, opuszczenie - to wtedy właśnie ma szczególną miłość Jezusa. Ta miłość daje mu moc łagodnego i cierpliwego spoglądania na świat, ludzi. Taki człowiek jest blisko oczu Jezusa przykutego do krzyża. Oczy cierpiącego i oczy Jezusa wpatrują się w siebie, są blisko siebie.
Na prostej drodze
Widziałam jak upadł człowiek
Na szosie gładkiej jak asfalt
O własne nogi się potknął
Choć żadnej przeszkody nie miał
Panie, mówił, ku Tobie z pieśnią wędruję
Wiem dobrze, czego ode mnie żądasz
Prawa Twoje głęboko są w mojej pamięci
I wolny jestem od wszelkich życiowych przywiązań
Słońce świeciło jaskrawym blaskiem
Ciemności nie było żadnej, nawet cień się nie błąkał
Człowiek szedł z dumą, ku niebu głowę unosił
I raptem upadek, jak lot ptaka zbyt niski
Dlaczego Panie upadłem, pomimo światła i pieśni?
Skaliste szlaki omijałem i ciemne ścieżki
Dlaczego Panie upadłem, gdy śpiew mój Ciebie wychwalał?
Dlaczego musiałem upaść, choć drogę do Ciebie znałem?
Nie wiem co Bóg odpowiedział, na pytań tyle zadanych
Widziałam tego człowieka, po latach, na drodze pełnej kamieni
Ostrożnie stopy stawiał, w dziwnej, milczącej pokorze
Na plecach, krzyż dźwigał ciężki i żadnych pytań ku niebu nie wznosił.
Obraz na płótnie
Wisiała kiedyś makata
Nad dziecięcym łóżkiem
Las był na niej, zwierzęta, słońce i trawa
Ot, kicz zwykły, żadnej wartości
Serce dziecka nadało jej życie
Ożywiło pejzaż, dodało głębi
Codziennie obraz przemawiał ...
Żywym widokiem ciepłego słońca, ruchem
Minęło wiele lat
Makata rzucona, jak zbędny przedmiot na strychu
Wydawała się tylko płaską tkaniną
Nic tajemniczego, nic zachwycającego
Pomyślałam o naszej wierze w Boga
O dorosłości odartej z dziecięcej ufności
O sercu, które w dorosłych zamraża codzienność
I wyobraźni na piękno, która gaśnie z wiekiem
Kim dla nas jest Bóg?
Czy tylko płaską tkaniną widzianą oczami dorosłego?
Gdzie zagubiliśmy zachwyt dziecka?
Jak wrócić w dawny świat ufności?
Daj nam Boże, w modlitwie, mszy świętej
Ożywiający, tajemniczy zachwyt dziecka
Dziecięcą ufność w piękno Eucharystii
Daj świętą radość dziecka w miłowaniu Ciebie.
14.09.2009
Święto Podwyższenia Krzyża. Przed mszą świętą przychodzi do mnie myśl, iż „świat wiary”, świat Boga, może być „widziany” jedynie sercem, duszą. To dusza jest lustrem, w którym możemy zobaczyć boże wartości.
Świat, w którym żyjemy docenia tylko to, co widzi oczami, czyli rzeczy konkretne.
Dusza „wysyła” do nas piękne obrazy, które tłumaczą nam i przekazują wartości wiary. Dzięki modlitwie, w uczestnictwie we mszy, kontemplacji, na „lustrze” naszej duszy odbijają się piękne obrazy świata Boga. Oczami ich nie dostrzeżemy. Wsłuchując się głęboko w „rozważania” naszej duszy, otrzymamy wiele pięknych myśli, a nawet nauk głęboko zapadających w nas. Lustro naszej duszy musi być czyste, a my wolni od ciężkich grzechów, gotowi na przyjęcie bożych obrazów, wrażliwi na świat wiary. Niestety świat zewnętrzny burzy lustro duszy, a bieżące wydarzenia zanieczyszczają je. Często to, co w nas tworzy się jako piękny obraz, uważamy, że jest zwykłym zjawiskiem wyobraźni, porzucamy go i wracamy do rzeczywistości widzianej oczami.
Wiara w Boga to głębokie, mistyczne doświadczenie, to odbicie świata bożych wartości w duszy, nie w oczach. Pozwólmy naszej duszy „widzieć” cud Ofiarowania podczas modlitwy, mszy świętej, , pozwólmy namalować na niej boży świat wartości. Dowodem, że działa w naszej duszy Duch Święty wypisujący na niej piękne obrazy i słowa jest umocnienie naszej wiary, odwaga w jej wyznawanie i wrażliwość sumienia na grzech.
Dar radości życia
Kiedy budzisz się rankiem z modlitwą na ustach
Kiedy cieszy cię światło za oknem, drzewa i słońce
Kiedy serce twoje wypełnia dziwna radość
To dar wielki, choć czasem zapominasz ... od kogo
Kiedy w ludziach widzisz piękno w oczach
Kiedy słuch twój wypełniają dobre słowa
Pieśni słyszysz piękne, bukiet kwiatów cię cieszy
To dar wielki, choć czasem zapominasz ... od kogo
Daj nam takich darów wiele, Boże
Niech serca nasze dotknie Twoja wola
Niech dar życia będzie naszym dziękczynieniem
A modlitwa - radosnym Ciebie uwielbieniem.
Słowa miłości
Szukam w moim sercu
Własnych słów miłości, do Ciebie, Boże
Jak owoców dojrzałych
Na drzewie mojej wiary
Wzrok ku ptakom wolnym wznoszę
Może w przestrzeni podniebnej
Znajdą słowa miłości od lat zagubione
Na obrazy święte patrzę, twarze zamyślone
Na piety milczące, dłutem rzeźbiarza wykute
Muzyki słucham mistrzów
Choć pomarli, żyją w swych nutach
Dzieła miłości nie umierają ...
Piękne jest milczenie piety bolesnej
Twarze świętych na obrazach
Bezszelestny lot ptaków
Milczący blask słońca, cisza nocy
Słowa jednak chcą opisać piękno
Tego milczenia miłości
Obdarzyłeś nas Boże, językiem miłości
Odpowiadasz nam w nim, wysłuchujesz
Cierpliwie czekasz, łaskawy, miłosierny
Aż pojmiemy gramatykę tego języka
Aż wreszcie jego słowami uwielbimy Ciebie
Czekasz cierpliwie, Boże
Na dzieła miłości każdego z nas
Na piety życia, koncerty duszy i serca
Niepowtarzalne, indywidualne, piękne
Na psalmy
Językiem miłości pisane, Twoim językiem
Opisujące dzień po dniu, nasze własne życie.
17.09.2009
Przed mszą świętą modlę się o przebaczenie grzechów, proszę o moc Ducha Świętego dla swej duszy, serca ... i wtedy słyszę w sercu: królewskim jesteś dzieckiem, dzieckiem Boga, okupionym krwią Jezusa, Brata twojego ...
Zadziwiają mnie te słowa, skłaniają do medytacji ...
Jak wielką godnością i miłością obdarzył nas Bóg. Zapominamy o tym często, ulegając własnej słabości i regułom świata w którym żyjemy. Pobłażamy sobie mówiąc: jesteśmy tylko grzesznikami. A przecież nie tylko grzesznikami - jesteśmy dziećmi Boga, Króla Wszechświata. Podejmując jakieś życiowe zadania winniśmy pamiętać o swojej godności dziecka bożego, o wymaganiach nam stawianych, o walce z własną grzesznością. Musimy pamiętać kto nas stworzył i czyimi jesteśmy dziećmi.
Świat ukazuje nam wartości dalekie od naszego powołania. Ulegamy takim wartością jak pieniądz, zmysły, podobanie się ludziom. Stajemy się sługami tych wartości, powoli gaśnie w nas świadomość bycia dzieckiem Boga.
Ile trzeba w sobie przezwyciężyć, jak usilnie walczyć ze złem, aby zachować godność ludzką. Zrozumiałam, iż nasze życie na ziemi to nie wygodne „przemykanie się” przez lata życia - to wznoszenie się moralnie, wyżej i wyżej ku swojemu Ojcu, to walka ze swoimi przywarami, grzechami, które świat często ubiera w kolorowe szaty, usprawiedliwiając ludzką naturę.
Pomóż nam Boże zawsze pamiętać Kto jest naszym Ojcem i Kto nas okupił swoją krwią!
Spowiedź
Błąkałam się kiedyś z aniołem
W dziwnie mglistej przestrzeni
Wokół wyschła trawa, w niej, niedbale rzucone kamienie
Chciałam je minąć i drogi poszukać łatwiejszej
Lecz anioł pochylić się kazał
I odczytać wykute w kamieniach litery
Sam zginął gdzieś w gęstym obłoku
A ja krążyłam, czytając napisy
Jak oracz zgarbiony, w szacie pokutnej, zgrzebnej
Na każdym kamieniu tkwił grzech mocno wryty
Obok, krzyż stał w trawę wbity
Łzami skrapiałam każdy kamień
Widząc w nim własne przewinienia
Te, o których już dawno zapomniałam
I te, o których nie chciałam pamiętać
Krzyż tkwiący przy kamieniach
Do piersi przytulałam jak skarb bezcenny
Bolesne oczy Jezusa widziałam, cierpiące
Pod każdym krzyżem, kiedy za mnie upadł
Święta to była chwila, tak jasna, przejrzysta
Oczyszczająca duszę w rachunku sumienia
Jak droga krzyżowa mojego życia
Gdzieś w dali wysoko, w słonecznej przestrzeni
Konfesjonał widniał samotny
Anioł ku niemu mnie uniósł, jak do źródła nadziei
Uklękłam przy nim i zapłakałam, jak Piotr zgnębiony
Który Pana trzykrotnie się zaparł
W konfesjonale Jezus siedział, choć twarz miał znajomego kapłana
Kamienie grzechów złożyłam tam z pokorą
Oczy przymknęłam w tej spowiedzi niezwykłej
Głos słyszałam cichy, raczej szept miłości:
Nie rozrzucaj niedbale, chwil swojego życia
Siostrą Mi jesteś, za którą na krzyżu umarłem
Dla miłości Mojej, Bóg cię począł, nie ... dla grzechu.
02.10.2009
Już trzeci raz wyruszyłam na pielgrzymkę anielską do Włoch, aby modlić się w sanktuariach Rzymu, Padwy, Asyżu, Manoppello, Monte Casino (klasztor św. Benedykta), Gargano, Lanciano i San Giovanni Rotondo.
Pielgrzymkę poświęciłam w intencji kapłanów. Pomimo dobrej kondycji fizycznej i psychicznej, zadziwił mnie trud jakiego doznawałam, bez specjalnego powodu. Nic mnie nie bolało, żadnych zmartwień, a czułam się jakbym dźwigała dziwny ciężar, ból trudny do określenia. Były dni, gdy bez przyczyny odczuwałam wielkie zniechęcenie i rozczarowanie, choć wokół tyle piękna i przyjaznych twarzy.
Każdego dnia, myśląc o kapłanach, dochodziły do mnie fragmenty ich przeżyć. Zdawałam sobie sprawę, że są to ludzie pochodzący od nas, ludzi świeckich i dotyka ich także wszystko, co dzieje się wokoło w społeczeństwie. To nie „herosi psychiki”, oni czują i cierpią tak jak my. Może tylko dotkliwiej, mocniej - walczą przecież o duszę z szatanem. Narażeni są więc na jego ataki, pokusy (znamy biografie świętych kapłanów).
Wymagamy od kapłanów „postawy anielskiej”, zwłaszcza w konfesjonale. Trzeba szczególnej modlitwy do Ducha Świętego i cierpliwości aby nie wpaść w rutynę i aby do każdego spowiadającego się, podchodzić z apostolską miłością i wyczuciem. Kilkugodzinna spowiedź (szczególnie przed świętami) to wielki trud dla kapłana.
Są charyzmatyczni kapłani, do których lgną setki ludzi, wyczuwając ich siłę i moc wiary. Są też tacy, którzy są postawieni na straży małych parafii. Ludzie obserwują kapłanów i oceniają, żądając od nich szczególnego zachowania, nie tolerują żadnych słabości.
Podczas pielgrzymki odczuwałam przedziwną samotność. Myślę, że to odczucie nie jest obce kapłanom. To także ludzie spragnieni dobrego słowa, wysłuchania, pocieszenia, żyją często daleko od rodziny. My, świeccy domagamy się od nich wysłuchania, pocieszenia, a oni sami nie są całkiem wolni od załamań i wątpliwości. Myślę, że przechodzą swoje ciemne noce, o których pisał Jan od Krzyża. Walczą ze swoją ludzką naturą, boleśniej cierpią z racji swych grzechów i błędów. Są kapłani, którzy są obdarzeni jakby z natury, wewnętrzną radością. To wielki dar powołania, ale są i tacy, którzy muszą walczyć ze sobą, aby okazywać ludziom cierpliwość i uśmiech.
Kiedyś podczas pielgrzymki do Izraela usłyszałam w sercu (kiedy krytycznie oceniałam księdza): Kochaj wszystkich kapłanów - to Moje dzieci. Sam fakt, że są w Mojej Służbie, daje im Moją szczególną miłość i opiekę.
Anielska Grota
Jak dom porzucony, bez okien i drzwi
Jest nasza dusza bez modlitwy miłości
Nieposkromiony wicher, ulewa, kaleczą go
W puste okna wciskają się bezwartościowe śmiecie
I choć mury się jeszcze opierają, dom powoli niszczeje
Była taka pielgrzymka w moim życiu, anielską zwana
W Grocie Michała Archanioła w Gargano
Miecz Jego, uniesiony wysoko
Wyrzeźbił grotę dla mej własnej duszy
Zbędne kamienie mieczem przeciął, jak balast zniewalający
Okna groty swej duszy, powiedział, przesłoń Obliczem Jezusa z Manoppello
Aby Jego piękne, miłosierne oczy, chroniły cię przed złem
Cud Eucharystyczny z Lanciano miej w sercu
Znakiem niech będzie widocznym obecności Boga
Dotyk relikwii świętych, niech światłem będzie w twej grocie
Obdarzyłeś mnie Michale Archaniele, darem groty
I wypuściłeś na wolność, na życie w walce o dom dla mej duszy
Przez okna którego patrzą oczy Jezusa
Gdy walczę o drzwi tego domu, które otwiera tylko modlitwa miłości
Proszę, Święty Michale, przeciw zasadzkom złego ducha bądź mi obroną.
Na szlakach wiary
Są szlaki wiary w życiu ludzi
Wonią i barwą kwiatów zdobione, słońcem bożej łaski ogrzewane
Bezpieczne, jak ramiona ukochanego człowieka
Jak dziecięca kołyska wypełniona puchem ufności
Są mozolne, pod górę, której szczytu we mgle nie widać
Słońce niełaskawe nie ogrzewa, mroźny wiatr ziębi
Kamieni się chwytamy, ostatniej deski ratunku
A krzyż życia na plecach zawieszony, spada ... niewiarą
Są drogi wiary nad doliną, wabiącą światłami świata
Śpiewy słychać i głosy nawołujące do beztroskiego odpoczynku
Oczy ku dolinie kierujemy, oślepieni jej blaskiem
A góra wiary, którą chcieliśmy zdobyć, nieosiągalną się wydaje
Są także szlaki wiary nad przepaścią
Grzechy nasze dawne, w stos złożone, szatan z chichotem wskazuje
I choć Bóg miłosierny rękę wyciąga z miłością
Pamięcią grzechów szatan kusi, nadzieję odbiera
Podróż drogą wiary, to nie marsz sytych i wypoczętych pielgrzymów
To podróż bosych i głodnych, którym ciepło słońca nie wystarcza
Bochenek chleba nie kusi sytością
A kamienie, o które potknął się Jezus, często są jedynym posłaniem
Daj nam Boże, łaskę zrozumienia pielgrzymowania w wierze
A gdy nad przepaścią staniemy, na naszej górze
Ukaż krzyż z Synem cierpiącym, przerzuć Go do nas
Abyśmy w Jego ramionach stanęli przed Tobą, bosi i głodni Twej Miłości.
13.10.2009
Podczas Adoracji zastanawiałam się, dlaczego tak długo odczuwam smutek i wewnętrzny ból, po pięknej pielgrzymce do Włoch. Poświęciłam ją w intencji kapłanów.
Tak zwyczajnie, po ludzku, myślałam, że moje intencje są „mało dostrzegane”, a moja grzeszność „odbiera” tym intencjom wagę. Może nie przyjąłeś moich intencji, Boże? - pytałam klęcząc przed Najświętszym Sakramentem. W sercu usłyszałam ... wasze intencje, pozbawione egoistycznych odczuć, są niezwykle ważne, wasza zgoda na ból i smutek z tym związany - to cena walki o świętość intencji. Nawet nie wiecie, ile zyskujecie dla osób, o które się modlicie ...
Boże, pomyślałam, daj mi odwagę modlitwy. Duchu Święty, daj mi myśl światłą o intencjach, które Bóg z miłością przyjmuje, patrząc z wielkim Miłosierdziem na nasze starania.
Pójdź za Mną
Patrzysz na mnie Jezu, każdego dnia
Zaglądasz w duszę moją
Przez okna domu, w którym żyję w swoim małym świecie
Za tymi oknami tyle się dzieje
Zła i dobra
Trudno zaryglować dom przed silnym złem
Przebranym oszukańczo w strojne szaty
Trudno oczom i sercu rozpoznać dobro
Nieatrakcyjnie ubrane w słabość
Jedno i drugie puka do drzwi domu mego małego świata
Wyglądam przez okna mego domu
Na smutną mgłę za oknem
Na smętnie padający deszcz, obojętny
Zaciemnia Twój wizerunek, Panie
Przemywam codziennie okna mego domu
Miłością, modlitwą, życzliwością
Abyś mógł do niego zaglądać, Jezu
Czasem czuję się jak samotny krzyż przy polnej drodze
Szargany wiatrem, deszczem, śniegiem
Ożywia mnie ktoś, kto mały kwiat łaski pod nim kładzie
Pochylam się by go podnieść, przytulić, podziękować
Słaba jest moja dusza bez Twych kwiatów, Panie
Przytłoczona światem niepogody
Mimo to, ciągle słyszę głos Twój, Jezu
Wśród szumu świata, burz zagłuszających boską melodię duszy
Pójdź za Mną ...
Mimo niepogody, lęku
Mimo samotności, obojętności, bólu
Pójdź za Mną
Ja Jestem Prawdą, Drogą i Życiem.
Korytarz
Korytarz pełen drzwi jest jak życie nasze
Którym wędrujemy często po omacku
Na drzwiach mijanych czytamy napisy
Kuszą te, z bogato złoconymi klamkami
Naciskamy klamkę, za drzwiami fachowcy
Od spełniania marzeń, ambicji i pragnień
Weszliśmy tam bogaci w nadzieję spełnienia
Nędzarzami wychodzimy, a na koncie życia - manko
Są tacy fachowcy od spełniania marzeń
Którzy płacić każą kartą ludzkiej godności
Za radości chwilę, sumienie wymażą
Pieniędzy nie chcą, tylko niewolniczej uległości
Ile takich złoconych klamek
Nacisnęliśmy w życiu, przez próżność, pychę i egoizm
Ile ciągle jeszcze złotych klamek nas mamiących
Przed nami, w korytarzu życia, którym wędrujemy?
Łasce, która jak cud czasem nas dotyka
Winniśmy dziękować, Bogu Najwyższemu
Gdy wędrując po omacku, często z pustym sercem, potkniemy się
O Żebraka Miłości, Jezusa, przy drzwiach z napisem Prawda.
14.10.2009
Po każdej komunii świętej, proszę Jezusa swoją osobistą modlitwą: Ciało Chrystusa bądź pokarmem dla mej duszy, Krwi Chrystusa bądź napojem dla mej duszy. Wiele lat modlę się tymi słowami. Dziś, po komunii świętej, niezwykle jasno i wyraźnie usłyszałam w sercu: Krew Moja krąży w twojej krwi, w twoim sercu.
Słowa te mocno odbiły się we mnie. Wiemy, jako katolicy, o znaczeniu duchowym komunii świętej, jednak w ten październikowy dzień, gdy pierwszy śnieg pokrył ulice miasta, słowa, które usłyszałam, szczególnie mnie dotknęły. Odczułam moc i znaczenie komunii świętej niemal fizycznie. Ujrzałam obrazowo krople Krwi Chrystusa we mnie. Odczułam wyraźnie, że to zobowiązuje chrześcijanina do godnego zachowania. Kiedykolwiek doznamy pokusy do czynienia czegoś niegodnego, musimy wiedzieć, że jesteśmy nosicielami Krwi Chrystusa - cennego daru. To przesłanie było tak mocne i dotkliwe, że łzy wielkiej skruchy popłynęły z mych oczu.
To, co niewidoczne
Czy wiatr możesz zatrzymać w dłoni
Promienie słońca z dnia do nocy przenieść
Zapach żywych kwiatów zniewolić, aby aromat nie uleciał
Nakazać liściom by nie więdły
Radość uchwycić na zawsze jak ptaka w locie
Miłość zmusić do kochania ciebie
Przyjaźń wykuć w posągu kamiennym aby była trwała
Muzykę piękną i poezję tworzyć na żądanie
Nadzieję wzbudzić w sobie, gdy dotknie cierpienie?
Tyle rzeczy umiesz już zbudować, człowieku
Liczyć gwiazdy w kosmosie, naturę przemieniać
W dłoni jednak nie umiesz zatrzymać tego
Co nieuchwytne jest, lecz sens nadaje życiu
Tych chwil tęsknoty, które karmią duszę
Tajemnicą są głębi naszego istnienia
I żaden geniusz w rzecz je nie zamieni
By ci służyły, gdy tego zapragniesz
To dary boże i łaski dla serca twego
A kiedy już zrozumiesz, że dłoń nie zatrzyma
Tego co ulotne, niewidoczne dla oczu
Serce się otworzy jak piękna tkanina
Na której Bóg wypisze tajemnicze wzory
Poznasz wiarę, miłość, nadzieja rozbłyśnie
Chwycisz radość w locie, jak ptaka pięknego
Pieśń usłyszysz anielską o miłości Boga
Tajemnicę poznasz o tym, co ... choć niewidzialne
Sens nadaje i godność ludzkiemu stworzeniu.
Nasze szaty
Nasze szaty grzeszników są jak suknie zgrzebne
Łatamy je, by nagość grzechu nie raziła zbytnio
Łatamy modlitwą, często niestarannie
Kwiaty przypinamy własnych czynów, myśli
Ozdobą się wydają lecz tak szybko więdną
Wspominamy po latach nasze dobre matki
One cuda czyniły z naszych starych sukni
Łatami ozdabiały, jak artystki, biedę
Aby nędzy naszej inni nie wyśmiali
A śmiechem okrutnym nas nie poniżyli
Matek naszych zabrakło, dzieciństwo minęło
Może suknie, te ziemskie, już nie rażą biedą
Bóg nas ubrał w suknie, Duchem Świętym zdobione
Łaty na nich widzi, przetarcia i nędzę
Grzech to sprawił, raniąc bożą szatę
Matkę najczulszą posyła nam z nieba
Tą samą, która z troskliwością łatała Jezusowe suknie
Ona, nasze suknie, które grzech rozerwał
Pomoże anielską załatać je nicią
Podaj Jej, a Ona, w uroczystą przemieni ją szatę.
Anioł Modlitwy
Spotkałam Anioła Modlitwy
Między jawą a snem
Skrzydła miał z cementu odlane
Pomyślałam, rzeźbiarz dzieła nie ukończył ...
Modlitwy wasze do nieba niosę, szepnął
Trudne, pełne żalu, obojętne
Mechaniczne, jak stukot klawiszy komputera
Słowa płyną ... a serce uśpione
Bóg słów pragnie z miłości stworzonych
Prostych jak prośba oczu dziecka
Dni waszych pragnie, ku Sobie zwróconych
Niech modlitwą będą nieustanną
Smutek Anioła odczułam boleśnie
Na własne modlitwy wspomniałam
Posiane jedynie licznym słowem
Boże, wyszeptałam, przebacz każdą modlitwę moją
Z ust jedynie płynącą, poza sercem
Naukę Anioła przyjęłam z wdzięcznością
Mając przed oczami ciągle Jego obraz
Skrzydła cementowe chciał ku niebu podnieść
Modlitwy obojętne, bez serca, skupienia
Nie pozwalały Mu, nad ziemię się unieść.
24.11.2009
Jako ludzie wierzący w Boga, zdajemy sobie sprawę, że życie na ziemi to swoista pielgrzymka, której celem ostatecznym jest powrót do Ojca. Myśl ta tkwi gdzieś w naszej świadomości, często bardziej jako doświadczenie rozumu niż naszej duszy, Przyzwyczajamy się do życia na ziemi, traktując je jako nasz jedyny świat. Znamy jego reguły, stąpamy po tym świecie, ucząc się od dziecka jego zasad, dostosowujemy się do „praktyki” dnia codziennego tego naszego świata ziemskiego. Zdarza się, że ta „praktyka” tak pochłania nasze życie, że zapominamy o wyższym celu tego życia, o naszym ostatecznym przeznaczeniu.
Pewnego dnia, jakiś sen, szept (może naszego Anioła Stróża) uświadamia nam, iż zostaliśmy posłani na ten ziemski świat ze „świętą pamięcią”. Ta pamięć jest przypomnieniem ... skąd pochodzimy, kto nas tu umieścił i po co. Powinniśmy pielęgnować tą „świętą pamięć” jako najwyższą wartość naszej ludzkiej godności.
Pewnego dnia doznałam takiej „świętej pamięci”. Ujrzałam we śnie jak ktoś umieszcza mnie w określonej rodzinie, pozostawia na „pewien czas” i otacza opieką, dając Anioła, który przypomina mi skąd pochodzę. Doświadczenie to dotyczyło bardziej mojej duszy niż ciała. Doznałam przedziwnej radości i poczucia bezpieczeństwa innego niż to na ziemi.
Myślę, że to właśnie z tej „świętej pamięci” powstają piękne dzieła architektury, muzyki, malarstwa - stworzone pod wpływem olśnienia światem, do którego dążymy. To olśnienie pozwala nam też widzieć piękno natury jako dar Boga przypominający nam dokąd idziemy, krocząc godnie w naszej ziemskiej pielgrzymce i pielęgnując „świętą pamięć” świata, z którego nas wysłano. Wysłano nas, abyśmy wypełnili swoje posłannictwo, które ma głęboki sens w bożych planach. Módlmy się więc gorąco, aby ta święta pamięć nie umknęła nam w naszym życiu i aby nie przesłonił jej życiowy praktycyzm dążący tylko do przetrwania. Bądźmy artystami życia, bo pochodzimy ze świata Piękna, Dobra i Miłosierdzia. Nie zostaliśmy tu tylko porzuceni dla cierpienia, zaspakajania potrzeb i walki o przetrwanie.
Westchnienie
Osłoń Panie Twoim Miłosierdziem
Świecę mego życia
Weź ją w swoje święte ręce
I nie pozwól wichrom tego świata ją zagasić
Zwątpieniem, smutkiem, grzechem
Postaw ją blisko siebie dla uwielbienia ołtarza
Niech blask zapalonych dla Ciebie świec
Ogarnie ją ciepłem Twoich płomieni miłości
A życiodajna oliwa Eucharystii
Umacnia we mnie pamięć świętą
O tym, że przyjęłam Twoją krew i ciało
O Ojcu, który zapalił moją świecę życia
O Nadziei, którą podzieliłeś się ze mną
Pozwalając by Twoja krew krążyła we mnie
Pomimo mej ludzkiej grzeszności
Trzymaj Panie w swoich miłosiernych rękach
Moją świecę życia
Rozniecaj jej płomień swoim oddechem
O pamięci święta, darze Ojczyzny Niebieskiej
Przypominaj ciągle skąd przyszłam i do Kogo powrócę.
Dwie miłości
Kiedy miłość jest tylko pięknym słowem
Staje się własnością poetów, strof ulotnych
Taka miłość pożąda piękna, łask, hojnych darów
Oczy cierpiących szpecą ją, łzy plamią
Umiera ze strachu, gdy sukni jej dotykają
Pokaleczone serca i ręce
Po co ci taka miłość, człowieku!
Poznaj Miłość, która nosi cierniową koronę
Dźwiga krzyż, także twój, umiera, zbawia
Oczy tej Miłości nie lękają się twego serca
Rozdartego grzechem splamionych rąk
Miłość dźwigająca krzyż świata, jego ból
I twój
Daje Nadzieję na ... twoje piękno
Obdarza cię tęsknotą
Która gości w sercu, jak gospodarz hojny
I obdarowuje szczodrze, na każdy twój szept modlitwy
Nigdy nie zmęczony twoim lękiem, łzami
Wierny twój towarzysz codziennych zmagań ze złem
O, Miłości Ofiarna, która wychodzisz do nas
Z Obietnicą Zbawienia
Która wlewasz w nas tęsknotę za czystą miłością
I wędrujesz po świecie z krzyżem naszego człowieczeństwa
Zatrzymaj się przede mną, przed każdym człowiekiem
I czekaj cierpliwie, aż się przed Tobą pokłonimy
Czasem ze wstydem grzechu
A czasem z łaską wlanej w nas ... Twojej Miłości.
28.11.2009
Budziłam się już nad ranem z dziwnymi słowami, jakby ktoś kończył swoje przemówienie: Żyjecie czasem gorzej jak zwierzęta w stadzie ... Było mi przykro, ale zaczęłam rozważać te słowa.
Człowiek, w przeciwieństwie do zwierząt, obdarowany jest sercem, duszą nieśmiertelną, oprócz tego ma intelekt, wrażliwość, rozum, a jednak ...
Czy żyjemy właściwie w tzw. ludzkim stadzie? Czy mamy poczucie bezpieczeństwa pośród obcych ludzi? Pomijam rodzinne konflikty i związane z tym tragedie.
Mijamy się na ulicach jak obojętne istoty, każdy wpatrzony we własne sprawy, zbyt mało uśmiechu, delikatności. Zbyt wiele grubiaństwa i przekleństw raniących uczucia i uszy. Zwykłe „dzień dobry” bez patrzenia w oczy z życzliwością, nawet znak pokoju w kościele jest taki formalny, obowiązkowy. Jakbyśmy nie byli połączeni nicią człowieczeństwa, jakbyśmy nie chcieli być ze sobą. A przecież tyle wokół nas rozpaczy z powodu samotności, obojętności ... Sami tego doświadczamy, A może warto czasem okazać uśmiech i życzliwość całkiem obcemu człowiekowi. Może się tym „zarazi” i poda dalej?
Odwaga
Tak bardzo samotny byłeś Boży Synu
Na Drodze Krzyżowej, mimo tłumu ludzi
Myślę, że i dzisiaj stacje te przemierzasz
Jak setki lat temu w swej Jerozolimie
Upadasz pod ciężarem wielu grzechów naszych
Pocieszasz tych, którzy lament wznoszą
Nad Twoim okrutnym cierpieniem
Samotny nadal krzyżową idziesz drogą
Także w moich czasach, XXI wieku
Szukają Cię dziś współcześni ludzie, nie na Drodze Krzyżowej
Lecz wśród świateł blasku i podniosłych pieśni
I choć głośno śpiewają Hosanna
Kiedy cierpią, są jak Ty, Jezu, bezbronni
Czekasz na nich Panie w swej samotnej drodze
Oczami wypatrujesz spotkania z człowiekiem
Który mimo katów z gwoździami i młotem
Podejdzie do Ciebie z ufnością, odwagą
Gotowy własne, z Twoim, połączyć cierpienie
W takiej pięknej chwili spotkają się oczy
Jezusa cierpiącego, z człowiekiem cierpiącym
Ikonę bolesną sam Bóg namaluje
Na niej Syn Boży w miłosnym uścisku
Z człowiekiem, także na ból skazanym
Na takie spotkania czeka Jezus w drodze
Samotny na stacjach, z belką ciężką w ręku
Tam wysoko, gdy umierać będzie na krzyżu
Ukaże Bogu także, twe cierpienie ludzkie.
Piękno
Widziałam góry potężne, spowite mgłą
Zimą otulone białym śniegiem
Morza groźnie wzburzone i falujące spokojem
Pełne kolorów wschody i zachody słońca
Tajemnicze groty, milczące pustynie
Niebo usłane chmurami i jaśniejące tysiącem gwiazd
Zachwycała mnie doskonałość przyrody
Stworzona hojną Miłością Boga
Maleńka się czułam wobec tej przestrzeni bogactwa
Dziękuję Stwórcy za łaskę daru oczu ...
Nie mogę objąć tych gór rękami
Nie dotknę słońca, gwiazd na niebie
Dłonie zanurzę tylko w przybrzeżnych wodach
Dotyk piasku poznam jedynie pod stopami
Bezbronna staję wobec ogromu tego piękna
Zamykam ten zachwyt w pamięci obrazów
Odtworzę, zamykając oczy, w smutne wieczory
Z czasem zbledną ...
Co chciałeś powiedzieć, Boże, mojej duszy
Ukazując piękno stworzone Twoją Miłością?
Klęczę przed Pięknem całego świata, Twoim Synem
Skromnie ukrytym w złotym naczyniu Tabernakulum
Przed Dzieciątkiem bezbronnym w żłobie
Przed krzyżem, na którym zawisł
Obok mnie milcząca pięknem przyroda
Nie przytulę morza, gór, pustyni
Mogę przytulić Twego Syna, Boże, w Eucharystii
Dla mnie, stał się maleńki, jak stokrotka na łące
Bezbronny jak ja, wobec potęgi przyrody
I tak bardzo spragniony miłości, mojej miłości
Czy to chciałeś mi powiedzieć, Boże
Iż prawdziwe piękno jest zawarte w miłości do Twego Syna?
29.12.2009 Komentując słowa Ewangelii z tego dnia, spytał ksiądz wiernych, czy jak Symeon... spotkali Jezusa w te święta? Spotkałam Go ... ale nie wśród krzątaniny świątecznej, nie w rozrzewnieniu nad żłobkiem. Przemówił do mnie w obrazie niewidomego dziecka na świątecznej mszy świętej. Kiedy przekazywaliśmy sobie znak pokoju, obróciłam się do tyłu. Na niedzielnych mszach, na pierwszych ławkach z przodu siedzą niewidome dzieci z pobliskiego ośrodka. Mój wzrok zatrzymał się na jednym dziecku, dziewczynce. Na jej bardzo bladej twarzy dostrzegłam lekki uśmiech, wyciągnęła nieśmiało dłoń w oczekiwaniu na podanie przez kogoś ręki. Czas na moment zatrzymał się ... zatarł się obraz ludzi wokół. Miałam wrażenie, że to sam Jezus, blady, tak niezwykle pokorny, prosi o gest pokoju ... jak żebrak błagający o odrobinę miłości. W sercu słyszałam słowa: wśród kolorowych lampek, świątecznej bieganiny Jestem ... tak skromny i pokorny, oczekujący ... nie oświetla Mnie blask waszych świątecznych świateł. Nie szukajcie Mnie w pięknych szopkach, bogatych w towary sklepach, choinkowych prezentach. Jestem obok was, jakże często niedostrzegany, bo oczy wasze zwrócone są ku blaskom tego świata, oślepione tym blaskiem ... Zapatrzyłam się na to dziecko, słabe, bez pomocy innych nie przetrwałoby życia z godnością. Ręka tego dziecka była tak nieśmiało wyciągnięta ... nikt z pobliskich ludzi nie dotknął jej ... ja też ... bo byłam za daleko. Po mszy świętej wszyscy biegli do szopki. Nie mogłam patrzeć bez bólu na gipsowe figurki. Pomodliłam się pod obrazem Matki Bożej Częstochowskiej, „dźwigając” w sercu obraz pokornego Jezusa - dziecka, który objawił mi się na tym przedziwnym spotkaniu.
Modlitwa ufności
Czy można Cię, Boże, kochać tylko trochę?
Miłością obdarzać w chwilach modlitw wzniosłych
Gdy ręce nasze pełne łask Twych i darów
A wzruszenie serca wyciska łzy wdzięczności
Czy można Cię, Boże, kochać tylko trochę
Zapomnieć o Tobie, gdy nas życie głaszcze
Nie mieć odwagi głosić Twojej prawdy
Gdy inni atakują wrogo naszą wiarę
Jak krucha jest, Boże, nasza ludzka miłość
Ucieka od krzyża do pieśni, fanfar, łopotu sztandarów
Gdy cierpienie przenika i wypełnia życie
Niewdzięcznym się stajemy partnerem w miłości
Naucz nas, Boże, modlitwy odważnej ufności
Ona o cuda nie prosi, dowodów nie żąda
Naucz modlitwy o zbawienie duszy
Bo tylko dusza rozpozna dotyk Twych miłosiernych dłoni
Gdy z ufnością oddamy duszę i życie nasze Bogu
Zaufamy Miłości w Betlejemskim żłóbku
I pójdziemy za Nią aż pod krzyż cierpienia
Sam Bóg uświęci naszą miłość ludzką
I stanie się ona posągiem pięknym
A nie karłem słabym.
Podróżnik
Przyjęłam Cię, Jezu, do życia mojego
Jak Podróżnika z Dobrą Nowiną
Rozgościłeś się w moim życiu
Choć dom mej duszy ubogi
I szat królewskich dla Ciebie nie mam
Jednak Twa Miłość Miłosierna
Więźniem się stała
Dla mej spragnionej Prawdy duszy
Przyjęłam Cię, Jezu, do życia mojego
A Ty spytałeś:
Czy wiesz KOGO przyjmujesz?
Chciałam krzyczeć - wiem!
Spojrzałeś ze smutkiem, zmęczony
Usiadłeś przy stole, w domu mej duszy
Z bagażem …
Wyjąłeś koronę cierniową, gwoździe, kamienie
A nawet krzyż z czarnego drzewa
Powiedziałeś o ludziach, którzy Cię obrażają
O ich słowach nieczułych, wrogich
A łzy krwawe spadały
Na stół, w domu mej duszy
Patrzyłeś na mnie i jeszcze raz spytałeś:
Czy wiesz KOGO gościsz?
Przytulam Cię, Jezu, w Ofierze Eucharystii
Pokój czuję w sercu, czasem ból przenikliwy
Jakby serce moje, cudze cierpienie dotykało
Koronę cierniową próbuję zdjąć z Twej głowy
Byś choć na chwilę odpoczął
W domu mej duszy
Matkę Twoją przywołuję do pomocy
Dla pociechy Twojej
Świętych zapraszam by łzy Twoje zbierali
Jak relikwie święte, na uleczenie dusz chorych
Słowa, Ciebie obrażające, zakrywam
Słowami modlitwy błagalnej za grzeszących
Miłości się od Ciebie uczę
Gościu, w domu duszy mojej
I odpowiedzi szukam ciągle, każdego dnia
Na pytanie Twoje: czy wiesz KOGO gościsz?