04.01.2010 W oktawie Świąt Bożego Narodzenia, kiedy wszystko błyszczy, a same święta stają się bardziej „zabieganiem” aby je „urządzić”, niż duchowym przeżyciem. Modląc się w kościele przed żłobkiem, odczuwałam dziwny niepokój. Miałam wrażenie, że właśnie w tych dniach maleńki Jezus chce mi  przekazać coś istotnego, podzielić się bólem, który Go dotyka na tym świecie.
Sięgnęłam do „Orędzia Miłosiernej Miłości do Małych Dusz”. Orędzie to jest współczesnym przekazem - rozmową z Małgorzatą, niedawno zmarłą kobietą z Belgii.
Po modlitwie do Ducha Świętego, natrafiłam na fragment, który mną wstrząsnął. Cytuję:
Jezus: Zaprawdę mówię ci: za jedno niewinne życie, zniszczone już przy poczęciu, co jest najpotworniejszym z karygodnych czynów, będzie pokutować za tę zbrodnię całą wieczność -sto dusz ludzkich obarczonych tą winą. W imię sprawiedliwości i prawa, na które się powołują - mordują bezkarnie dzieło Stwórcy w Jego stworzeniu, to dzieciątko - tę nikłą odrobinę - w łonie jego matki, która osobiście jest winna, na skutek jej zgody na tę przerażającą zbrodnię. Módl się, moje dziecko za te ofiary piekła (18.VII 1973).
Wiele dni przeżywałam te słowa Jezusa - Dzieciątka, walczącego o prawo przeżycia dla ludzkich dzieciątek. Jakże lekko niektórzy z nas podchodzą do spraw aborcji, jak łatwo usprawiedliwiają się ... Jak ważne jest każde poczęte życie dla Boga. Jak łatwo jest począć życie w czasach seksualnego rozpasania ... i jak łatwo jest ... zabić dziecko poczęte, bo sam akt poczęcia nie był aktem miłości, jedynie chwilą zapomnienia.
Wraz z tymi refleksjami przyszła do mnie myśl, iż nasze obecne cierpienia, konflikty rodzinne, choroby - które wydają się nam dziś niezasłużone, są konsekwencją aborcji popełnionych przez naszych krewnych lub nas samych. A nasza tolerancja wobec tych czynów zasługuje na surowe potępienie przez Jezusa.
Kochamy Święta Bożego Narodzenia, ich blask, ciepło rodzinnego stołu, piękne, kolorowe szopki. Maleńkie Dzieciątko w szopce z XXI wieku, to nie tylko gipsowa figurka wyciągająca rączki do wiernych, to także żywy przekaz dla obecnie żyjących - trzeba tylko otworzyć uszy i serce na ten przekaz, choćby był najbardziej bolesny.


Kropla Miłości

Nie poznam Cię, Jezu
Jeśli promień z Twego serca
Nie przebije serca mojego

Nie poznam Miłości Miłosiernej
Jeśli świat będę trzymać w ramionach
A nie Ciebie, Boże Dzieciątko

Nie poznam przeznaczenia mej duszy
Jeśli będę ją więzić w ciele
I nie zezwolę na lot ku Stwórcy

Nie poznam Cię, Jezu
Jeśli bólu Twojego nie przyjmę
A między mną i krzyżem zasłonę zawieszę

Wypełnij me serce, Jezu, kroplą Twej Miłości
Niech obfitym deszczem się stanie
I wypłucze egoizm istnienia

Domownikiem bądź, Panie, w sercu moim
Nie gościem weselnym
Abym żyła Twą Miłością

Wlej moc, Panie, łaskę i odwagę
W strwożone ludzkie serce moje
Aby poznało piękno Miłości Miłosiernej

Doświadczyć Twej Miłości, Jezu i wypełnić Nią nasze serca
To poznać tajemnicę Bożego planu
Dla życia ludzkiego.


28.01.2010 Śnieżny, wietrzny dzień, jestem w nienajlepszym nastroju. Gdzieś po głowie kręci się myśl „opuszczenia” mnie przez Jezusa. Mam wrażenie, że nasza bliskość się rozluźniła. Wiem, że to złe myśli, ale ... jestem tylko słabym człowiekiem.
Podczas kilkuminutowej medytacji po przyjęciu komunii, kiedy zdolna jestem powiedzieć tylko: kocham Cię, Jezu - gorące łzy spływają po mojej twarzy ... i wtedy słyszę ukochany głos: tak, mów Mi o swojej miłości, twoje słowa „zalepiają” Moje uszy słodyczą i nie słyszę bluźnierstw, którymi Mnie ludzie raczą ...
Po mszy jest wystawienie Najświętszego Sakramentu, wierni modlą się Koronką do Miłosierdzia Bożego. Adoruję Jezusa. Widzę w wyobraźni duże naczynie wypełnione kolorami. Dużo ciemnych barw, ale i kolorowych. Na dole naczynia jest perełka. Niezbyt pojmuję ten obraz, próbuję się skupić.
Wtedy słyszę w sercu: kolory jasne, to modlitwy - piękne, ale czasem tylko powierzchowne, ciemne kolory - to nasze cierpienia, wątpliwości, to co przygnębia nas w życiu, zasłania Boga i Jego Serce. Są ludzie, którzy jak to naczynie są wypełnieni tylko tymi kolorami. Są też ludzie, u których na dnie ich duszy jest perła. I choć jest ona pokryta „dniem codziennym”, kolorami ciemnymi, które chcą osłabić, to perła ta „żyje” i nie pozwala się zatopić w smutkach, oziębłości. I właśnie ci ludzie, kiedy słyszą złe słowa o Bogu, bluźnierstwa - wtedy perła w ich duszy, głęboko ukryta, ożywa i wydobywa Prawdę, nie pozwala na zatopienie się w obojętności wobec zła. Ich serca są boleśnie zranione, ale potęguje się odwaga do przeciwstawiania się złu. Ta perła jest jak oścień raniący, nie pozwala zapomnieć o Zbawicielu i Jego Nauce. I choćby życie ich było „krzyżowane” wieloma cierpieniami, myślami o „opuszczeniu” - nie wyrzekają się wiary, nie ulegają filozofii świata, choćby była ona bardzo przekonywująca.


W mroźny, zimowy poranek

Chciałabym Cię, Jezu, przyjąć w Eucharystii
W białej sukni, błyszczącej szlachetnymi kamieniami
Przepasanej złotym pasem
Z wiankiem kwiatów na głowie
Jak czyny szlachetne
Z trenem utkanym z cnót moich
Które mogłabym Ci ofiarować
Chciałabym Cię, Jezu, przyjąć
Z koszem pełnym radości
I modlitw jak najczystsze perły
Chciałabym ...
W zimowy, wietrzny poranek
Podążam do Ciebie, Jezu
Zatapiając się w brudnym śniegu
Trochę niewyspana
Otulona mroźnym powietrzem
Wypełniona nudnym smutkiem codzienności
I gdyby nie serce spragnione Twojej miłości
Ciało moje ugrzęzłoby
W lenistwie dnia powszednich czynów
Ominąłby mnie cud codziennej Eucharystii
W zapomnienie poszłyby pragnienia
O czystości duszy w pięknej sukni
O wianku pełnym cnót
O nadziei, iż moje modlitwy staną się perłami
Które Ty dostrzeżesz
W zimowy, mroźny poranek podążam do Ciebie
W ciepłej czapce, a nie z wiankiem z kwiatów
W płaszczu, a nie w białej sukni
Trochę niewyspana, trochę smutna
Bagaż trosk wlokę ze sobą
Jak stary wózek na zakupy
Siadam przed Twoim ołtarzem
I mówię: jestem, Jezu, bo głód czuję Twojej miłości.


W biegu

Jak w maratonie, biegają dziś ludzie
W pośpiechu szukają laurów, dla swych marzeń
Czasu nie mają wstecz spojrzeć za siebie
Plecami się każdy od siebie odwraca
By szybciej i szybciej dobiec do mety

Biegną, jak gdyby wiedzieli gdzie na horyzoncie chwała
Gdzie nagroda czeka, za ich bieg szalony
W takim biegu trudno dojrzeć niebo
Uśmiechnąć się, lub rękę podać biegnącemu obok
Są jak charty szybkie, gonione nagłym okrzykiem

Krzyż, który wiatr powalił, przeskakują w pośpiechu
Zawalidrogą jest, na trasie ich biegu
Mijając kościół, Jezusa nie widzą
Czasu brakuje by Maryję modlitwą pozdrowić
Gdy w przydrożnej kapliczce czeka na „Pod Twoją Obronę”

A gdy już cel osiągną, raj swych oczekiwań
Zdziwieni widzą, że nikt ich nie wita
Rąk nie podaje w przyjacielskim geście
Tylko ... tłum młodych, biegnący, na bok ich odsuwa
I ... starość patrzy, smutnie uśmiechnięta

Trzymając w ręku szkiełko, nie brylant, o który walczyli
Oszukani, bocznymi wracają ścieżkami
Cel chcieli osiągnąć, którym świat ich mamił
A po drodze gdzieś, przyjaźń, rodzinę zgubili
A może zbawienie?

Cudu chcieli dokonać ci maratończycy
Karmić się owocami świata, sławą,  pieniędzmi
Ale głód pozostał dziwny, nie ciała lecz duszy
Może czyjaś modlitwa, łaską ich serca oświeci
Powalony krzyż podniosą, uczczą i przytulą.


28.02.2010 Dzień mojej mszy porannej. Ukochany czas rozmowy z Bogiem. Po mszy świętej adoruję Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Co mi dziś chcesz powiedzieć, Jezu? - pytam. Słyszę w sercu dziwne słowa ... nie ubieraj swej duszy w łachmany ...
Rozważam te słowa. Według mnie „łachmany” to wszystkie niepotrzebne sprawy, którymi się otaczamy. Sprawy tego świata, które oddalają nas od Boga, zajmują czas, wciągają w grzech, w pokusy. Jezus oczekuje od swoich dzieci „królewskich szat” na mszy świętej (jak w przypowieści o uczcie weselnej, na którą nie przyszli zaproszeni, tylko przypadkowi goście).
Stając przed Jezusem, stajemy w prawdzie o sobie, łaska spowiedzi, pokuty nas oczyszcza, ubiera w szaty godowe. Zdejmijmy wówczas łachmany swych przywiązań i grzechów. Jezus pragnie nas widzieć na mszy świętej w szatach godowych , a nie w łachmanach.
Jakże wielkiego wysiłku woli musimy dokonywać aby nie zbierać owych łachmanów, które nam świat ukazuje ... nierzadko jako „modne ubrania”, konieczne aby przeżyć. Te łachmany to nazywanie rozwiązłości - miłością, chciwości - zaradnością, obojętności na cudzy ból - brakiem czasu itp.


Współczesne Emaus

Jak mówić o Tobie, Jezu Zmartwychwstały
Tym, co z Jerozolimy, ze strachu, do Emaus uciekli
Jak ich z drogi zawrócić, aby uwierzyli
I jak tamci uczniowie, po łamaniu chleba
Mogli Cię rozpoznać?

Jak mówić o Tobie, Jezu Zmartwychwstały
Tym, dla których Bóg umarł na zawsze na krzyżu
I nie chcą uwierzyć, że On żyje nadal
Jak ich pustkę niewiary, Twą Miłością zapełnić
Aby w Eucharystii Cię rozpoznawali?

Jak mówić o Tobie, Jezu Zmartwychwstały
Tym, co krzyże ze ścian zdejmują
Plakatami idoli ozdabiają ściany
Jak uciszyć ich śmiech drwiący
Aby Twój głos usłyszeli?

Jak mówić o Tobie, Jezu Zmartwychwstały
Tym, którzy w cierpieniu krzyk wznoszą do Ciebie
I nad grobem dziecka, na cmentarnym placu
Nadzieję zawijają w czarny kir żałobny
Modlić się już nie chcą

Jak tamci uczniowie, w swej drodze do Emaus
Stawiam Ci pytania, bezbronna w swej niewiedzy
Jak zawrócić tych, którzy w ścieżkę uciekli niewiary
I tych, którym cierpienie oślepiło oczy
Współczesnych moich, uciekinierów z Jerozolimy?

Ilu ludzi na świecie, tyle dróg do Emaus
Każdy z nas ma ze sobą plan ucieczki od krzyża
Nawet ci, którzy przy Tobie trwali, Jezu
Zaparli się Ciebie przed wrzeszczącym tłumem
Tak grzeszność odbiera odwagę i wiarę?

Nadzieję bolesną w ranach Syna Twego składam
Z Miłości stworzyłeś, Boże, człowieka na ziemi
Z Miłości też każdemu wskażesz Górę Przemiany, Tabor
I choćby ta góra dla wielu była jak ziemska Golgota
Jezus, tam na górze chwyci ich za rękę.


01.03.2010 Na porannej mszy odczuwam potrzebę ofiarowania jej za moją parafię i kapłanów w niej posługujących. Posyłam swojego anioła stróża na ołtarz z moją intencją. W tej samej chwili pojawia się przed moimi oczami duża, złota misa. Jak dziecko, pytam - po co ci taka duża misa na moją intencję. W sercu słyszę odpowiedź: ta duża misa na ołtarzu napełni się za twoją intencję, wieloma bożymi łaskami. Więcej łask otrzymujesz za swoje intencje za innych, niż gdybyś prosiła tylko w swojej sprawie.

Adoracja po mszy. Pytam w sercu z wielką troską, dlaczego jest tak wielu obojętnych na wiarę ludzi? Jak za nich błagać Ciebie, Jezu? W twoim świecie ... słyszę odpowiedź w sercu ... żyjecie jak w stawie. Karmicie się tym, co wam staw daje, a daje mało... Rozważam te słowa. Rzeczywiście, karmimy się wartościami zewnętrznymi, opiniami zawartymi w otoczeniu, w środkach masowego przekazu, tym, co nam świat ukazuje jako wartości, które można skonsumować, tym, co opinia potoczna akceptuje. Karmimy się nierzadko ... małością, ubogim pokarmem ze „stawu”. Jak mówić o tym mieszkańcom stawu, że istnieją morza, oceany, świat boży, bogaty w wielką Miłość, która może ofiarować człowiekowi wyższe wartości duchowe niż zwykła materialna konsumpcja. Trudniejsze jest dziś zadanie dla kapłanów nauczać ludzi aby „wyszli ze stawu” swoich wartości, ku tym wyższym, duchowym i rozejrzeli się w bezkresie oceanu łask, aby spojrzeli wyżej, dalej i odczuli, że są kimś więcej niż stłoczoną w stawie rybą. Potrzebujemy charyzmatycznych kapłanów dla dzisiejszego społeczeństwa, kapłanów „chodzących po morzu”. Módlmy się, aby Bóg dał nam łaskę wydobywania ludzi z ciasnych stawów materializmu, przeciętności, uleganiu marności, którą świat nas karmi ... zamykając nas w stawach przeciętności, abyśmy nie widzieli dalej i wyżej. Módlmy się o charyzmatycznych kapłanów (jak choćby nasz papież), którzy wydobywaliby ludzi ze stawów, ku horyzontom wyższych wartości duchowych, ku Bogu.


Świat ekranów

Wpatrzeni w świat ekranów, laptopów, komórek
Świat widzimy zza szyb zamglonych
Mgłą cudzych myśli i uczuć pokryty
Słowa płyną z ekranów
Jak cukierki z rozdartej torebki
Wszystkie do siebie podobne
Prawdziwe życie przebiega obok
Dla uczuć, komputer nie ma pamięci
Gdzieś ktoś umiera, matka nad dzieckiem płacze
Staruszek, za oknem otwartym szuka nadziei
My ... nadajemy krótki SMS
Na długie, cierpliwe rozmowy
Czasu dziś nikt nie ma
Gasną powoli spragnione uczuć serca
Głowy w ekranie chowane
Smutek i rozpacz to sprawy niemodne
Wierzymy, że lekarz je szybko uleczy
Dzieciom kupimy nowego laptopa
Niech wiedzą, że ich kochamy
I tak umyka dzień za dniem
Szybciej niż biegną wskazówki zegara
Ktoś SMS nam przysłał:
Wiesz, chyba Marta umarła
No cóż, myślimy, takie jest życie ...
Lecz życie zza szyb naszych ekranów
To nie jest prawdziwe życie
Prawdziwe życie ma oczy dziecka, które na ojca czeka
I nieme usta matki, by słowem swym
Czasu ci nie zabierać
Prawdziwe życie nie ma pilota, którym zgasić je można
Trwa ciągle w oczekiwaniu
I w wielkim pragnieniu miłości
Tyka jak niegdyś stary zegar, bijący głośne kuranty
I przypomina o kruchym życiu człowieka
O jego życiu prawdziwym, nie tym na ekranie
Aż wreszcie o prawdzie, dla jednych wiadomej
Dla innych bardzo bolesnej
Każdy z nas kiedyś otrzyma ... nie z ziemi
Lecz z nieba, ostatni dla siebie SMS.


Obojętność

Czy obojętność to mur betonowy
Odbija uczucia, żadnej łzy nie roniąc?
A może to spacer w ciemnej mgle
Pochłania człowieka, zatapia
A rękę wyciągniętą o pomoc
Omija jak niewygodną przeszkodę?
Czyją siostrą przyrodnią jesteś?
Egoizmu, martwoty serca, ślepoty oczu?
Powieszono Cię, Jezu, na krzyżu
Zbudowanym starannie z nienawiści
A Ty nas na nim zbawiałeś
Odpuść im, Boże, bo nie wiedzą co czynią
Wyszeptała poraniona Miłość
Do końca silna … bo przebaczająca
Czy obojętność, której obce jest cierpienie
Łzy, miłość, dobre i złe uczucia
Wie, co to przebaczenie
Jeśli nie zna zranień?
Czy obojętność ma swój krzyż, swego zbawcę?
A może jest jak lodowy pałac
Wyczekujący gorących promieni czyjejś modlitwy?


13.03.2010 Kraków - Łagiewniki. Całonocna Adoracja Najświętszego Sakramentu. Jestem na nocnym, kilkugodzinnym czuwaniu w tym pięknym sanktuarium Bożego Miłosierdzia. Odczuwam radość i łaskę bycia w tym miejscu. Modlę się w wielu intencjach, między innymi za tych, którzy są daleko od Boga. Jak wzbudzić w nich chęć powrotu do Boga? W sercu widzę przedziwny obraz, nie ma końca ani początku, po prostu płynie. W górnej części tego obrazu widzę blask piękny, światło ciepłe, radosne. Dołem, szybkim nurtem płyną czarne wody, pełne śmieci. Mam wrażenie, że jest to ulica wybrukowana kamieniami i rynsztok, w którym płyną te brudy. Piękny blask u góry świeci, ale się nie porusza. Tylko ta ciemna woda płynie w rynsztoku. Myślę, że ten blask to boża łaska, oczekiwanie. Między światłem a ciemną wodą jest pusta przestrzeń. Czyżby ta pusta przestrzeń, to miejsce dla naszych modlitw wstawienniczych za grzeszników?

Do pielgrzyma

Nie dotykaj miejsc świętych tylko wzrokiem
Na wolność serce wypuść
Niech gołębiem wyfrunie ze źdźbłem twojej modlitwy
Na świętym obrazie, figurze, ją zostawi
Na wszystkie dni twojego życia
Pamięć o tobie zachowa, gdy tam byłeś
A dziś nie jesteś
Niech moc ci daje trwania na modlitwie
Gdy w twoim życiu cud się nie wydarza
Choć go pragniesz
Błogosławioną nicią złącz się z miejscem świętym
A gdy oczy przymkniesz
Obrazy miejsc świętych jak żywe będą w tobie
Daj dłoniom zapamiętać chropawe ściany świątyń
Ciepło rozgrzanych słońcem kamieni
Łagodność wód Jordanu, Morza Galilejskiego
Piasku pustyni, relikwii świętych
Zapamiętaj łzy przedziwnej radości
Na mszach świętych
I westchnienie wdzięczności, Boże, dziękuję, że tu jestem
Nie dotykaj miejsc świętych tylko wzrokiem
Gwarem i zamieszaniem pielgrzymiego zamętu
Miliony stóp wygładziły kamienne stopnie świątyń
Miliony ust wyszeptały tam modlitwy
Nie jesteś liczbą w tym tłumie
Jesteś darem, jesteś wotum dla świętego miejsca
Spraw, by to był dar miłości.


Latarnia Miłości

Pytasz mnie
Jak doświadczam bożej Miłości, jak Ją czuję?
Wyobraź sobie ocean, fale burzliwe, groźne
Nasze życie pływa w nim
Poddane żywiołom wydarzeń i natury
Lęk budzą w nas niespokojne fale
Brak nam pokoju w sercu, bezpieczeństwa
Czujemy się jak rozbitek w swojej łodzi życia
Raptem pośród wielkiej burzy
Doświadczamy spotkania, ogarnia nas ciepło
Łagodne fale obmywają z wszelkich lęków
Odczuwamy pokój i radość
Jakby ster naszej łodzi przejął Przyjaciel
Jesteśmy w Oku Wielkiej Miłości
Mamy siłę i wiarę, że pokonamy groźne nawałnice
Ktoś czuwa nad naszą łodzią
Może to być chwila, moment olśnienia
Pamięć tego spotkania pozwala płynąć dalej
I szukać każdego dnia
Spotkania z Okiem Wielkiej Miłości
W bezpiecznym miejscu, karmiącym nadzieję
Iż nie jesteśmy ofiarami żywiołu oceanu
Bezładnie krążącymi po nim
Ale dziećmi, nad którymi czuwa Ojciec
Dający znaki, wytyczający szlak naszej łodzi
Abyśmy, pomimo fal i ciemnych nocy
Płynęli do Latarni Miłości
Celu naszej podróży.


04.04.2010 Miałam dziwny sen.  Na wzgórzu widziałam trzy drzewa oliwkowe. Ponad drzewami, na wstędze był napis: Jaka jest twoja wiara? Miałam wrażenie, że te trzy drzewa są jak trzy krzyże na Golgocie. Na wzgórzu poruszały się ludzkie postacie. Jedni na kolanach zbliżali się do środkowego drzewa, modląc się, inni sadzili kolorowe kwiaty. Wokół środkowego drzewa była pusta przestrzeń. Obserwowałam tych, którzy sadzili kwiaty i tych, którzy z trudem podchodzili pod drzewo. Wędrując, wyrywali nawet maleńkie rośliny. Pusta przestrzeń pod krzyżem kojarzyła mi się z pustelnią, z wyzbywaniem się wszelkich przywiązań. Nie było tam niczego co rozprasza. Wędrujący na kolanach nie oglądali się wstecz. Była w nich jakaś zadziwiająca determinacja. Podziwiałam ich. Napis u góry: Jaka jest twoja wiara?, migotał złotymi literami. Do kogo należę? - zadałam sobie takie pytanie. Czy do tych, którzy zatrzymują się aby sadzić kolorowe rośliny, czy do tych, którzy wędrują pod drzewo - krzyż. Jesteśmy już na wzgórzu wiary, ale zamiast iść dalej, zatrzymujemy się aby „uprawiać” roślinki własnych przywiązań i pragnień. Mogą to być nawet piękne przywiązania religijne. Kierując oczy ku ziemi, tam gdzie są nasze przywiązania, nie dostrzegamy napisu: Jaka jest twoja wiara? Czy ci, którzy bez lęku dotarli do drzewa - krzyża, na tą pustą przestrzeń, wiedzą więcej o sobie i o swoim zaufaniu do Boga. Widziałam jak oni wracają spod drzewa - krzyża i również sadzą rośliny, ale ich rośliny nie więdły, w przeciwieństwie do tych, którzy nie podchodzili do tego drzewa. Pod drzewem - krzyżem, pusta przestrzeń ciągle czeka na odważnych.


Wielkanocna medytacja

Ile we mnie Twojej Miłości, Jezu
A ile własnej?
Ile krzyża Twego zbawczego we mnie
A ile krzyży z moich grzechów własnych?
Umierając i zmartwychwstając w tą kolejną Wielkanoc
Medytację taką zadałeś mi, Panie
Jako trudne, ludzkie zadanie

Ile niepewności w człowieku, ile lęku, niewiary
Aby całkiem otworzyć dla Ciebie serce
I zaufać Twojemu boskiemu przesłaniu
Ile miejsca musi nasza dusza oczyścić
W swej nieśmiertelnej przestrzeni
Aby wstawić tam krzyż Twój zbawczy
I zaufać Mu w pełni, tu na ziemi

Daj mi, Panie, oczy i serce Twoich świętych
Daj mi ich wiarę, dziecięcą i czystą
Jeśli uznasz, że dość we mnie siły krzyża Twego
Nie pozbawiaj mnie także nocy ciemnych
Daj mi, Panie, radość, gdy czuję Cię obok
Daj mi dotknąć krzyża Twojego, gdy cierpię
Bym rozpoznać mogła w tej medytacji o życiu ...

Ile we mnie Twojej Miłości, Jezu
Ile, Twego zbawczego krzyża we mnie.


10.04.2010 Tragedia pod Smoleńskiem.

Ludzki ból

Widziałam człowieczy ból tak krzyczący
Iż miałam uczucie, że powietrze wokół
Zamienia się w lodowe bryły
Gotowe zranić każdego brakiem nadziei

Widziałam człowieczy ból oddany słowami
Były piękne, przemieniały ból w poetycki spektakl
Sam ból ginął gdzieś przykryty poezją
Rozmywał się w sercu, odlatywał w przestrzeń

Widziałam człowieczy ból w oczach cierpiącego
Wypływał tajemnicą jego serca
Choć cierpiący chronił go milczeniem
Zachowywał w sobie doświadczenie tego przeżycia

Widziałam człowieczy ból krążący po miejscach
W których niegdyś radości kosztował
Przebywania z miłością z ukochaną osobą
Ulice to były, miejsca, kraje, domy

Widziałam człowieczy ból oddawany we władanie
Alkoholu, narkotyków, zabawy
Aby, ci królowie zagłady duszy
Ulotnili się z nim w zapomnienie

Widziałam człowieczy ból na cmentarzu
Łkający nad grobem bliskich
Nieprzygotowany na rozstanie
Jeszcze niedojrzały do oczyszczenia łzami

Widziałam oczami i sercem różne bóle człowieka
Nie widziałam Twego, Jezu, na Kalwarii
Nie krzyczałeś, nie błagałeś, niosłeś krzyż cierpienia
Milcząco, a oczy Twoje widziały, serce czuło, nasze cierpienia.


Kwiat Nadziei

Słów nie ma by cierpienie wyrazić
Ulotne są i nietrwałe
Cierpienie w kryształowym mieści się
Wazonie duszy
Ostre kamienie, wnętrze jego wypełniają
Przemieszczają się w dziwnym milczeniu
Ból ciągle zadając nowy
Jakby ból ust nie miał
By go krzykiem ku niebu ponieść
Jedynie ludzkie oczy, te zwierciadła duszy
Łzami go wyrażają ...
A gdy łez jest więcej niż słów na świecie
W kryształowy wazon duszy spadają
Ból koją, zapomnienia nie dają ...
Jedynie modlitwą można uświęcić
Cierpienie ludzkie, ogromne, dławiące
We własne dłonie
Wziąć delikatnie kryształowy wazon duszy
I oddać go
Dłoniom Miłosiernego Boga
Pomiędzy kamienie ludzkiego cierpienia
Włoży On pączek kwiatu Miłości
I choć z bólu, słów Jego może ...
Nie usłyszymy
To kwiat ten, pokarm zaczerpnie
Z łez naszych i słów modlitwy
I rozkwitnie, rozsiewając zapach Nadziei.


Czy można?

Był sad, a w nim jabłoń rozłożysta
Z owocami czerwonymi jak bombki na choince
Sadu już nie ma, jabłoń dawno ścięto
A ja ... ciągle widzę to drzewo

Był dom niewielki, ot, dwa okna i drzwi
A w nim ludzie kochani i kot szary
Dom zburzono, ludzie dawno umarli
A ja ... nadal go widzę i głosy ich słyszę

Czy można widzieć to, czego już nie ma?
Czy można słyszeć głosy, które zamilkły?
O, jakże piękna jesteś pamięci serca
Zdolna widzieć i słyszeć, to, czego obok nas już nie ma

O, cenny darze, widzenia i słyszenia ... miłością
Dajesz zdolność słuchania nawet w milczeniu
I widzenie piękna, tam, gdzie wzrok go nie widzi
Pozwalasz dotknąć tajemnicy o wartości życia człowieka.


01.07.2010 Późną nocą nie mogę zasnąć. Modlę się, serce podpowiada mi, że modlitwa ta jest komuś potrzebna. Ofiarowuję więc te nieprzespane godziny w intencji kogoś potrzebującego pomocy. Odczuwam dziwne przekonanie, iż to moje częściowo nocne czuwanie ma wielki sens. „Oddaję” swoją wygodę, swój wypoczynek ...
W sercu słyszę słowa: modlitwa wasza może być jak jałmużna, albo ... jak piękny dar.
Zastanawia mnie to zdanie. Jaka jest nasza modlitwa? Czy są to słowa wypowiadane tylko ustami, jakbyśmy dawali komuś datek jałmużny z tego co nam zbywa, nierzadko z obowiązku dokonania dobrego czynu? Czy nie powinna to być modlitwa, którą „obdarowujemy” Boga jako dar ubogiego, ofiarującego Bogu swoje najpiękniejsze myśli, uczucia, intencje? Darem ubogiego, który szuka w sobie cennej perły i chce ją Bogu darować? Ofiarowuje to, co ma najlepsze, a nie to czego ma obfitość.
Na pewno cenny jest różaniec, odmawiany regularnie (jako nałożony sobie obowiązek), ale czy odmawiając go, mamy w sercu miłość do jego tajemnic? Czy odczuwamy piękno tej modlitwy i do Kogo się modlimy?
Myślę, że każda modlitwa jest cenna, najcenniejsza jest jednak ta, która jest darem w sytuacji trudnej, bolesnej, gdy modlitwa „budzi” nasze serca do tego stopnia, że chcemy się zmienić, wejść na wyższy stopień naszej drabiny do Boga. Porzucamy wtedy „jałmużniczy” obowiązek modlitwy chrześcijanina i ofiarowujemy dar modlitwy, to, co w nas dobre, piękne, aby poddać się woli Boga. Ofiarowujemy gotowość zgody na Jego wolę wobec naszego życia.
Tej samej nocy przyszła do mnie myśl, jak trudno jest realizować przykazanie miłości bliźniego. Zobaczyłam obraz, jak unoszę się ponad człowiekiem. Obojętny stał się dla mnie jego wygląd zewnętrzny, twarz, ubranie, płeć. Mówiłam do jego duszy ... Widziałam piękno w tym człowieku. Znajdowałam dziwne porozumienie. Odczuwałam związek z nim. Nieważne były jego słowa, wyraz twarzy. Szukałam głębiej ... jakby boże stworzenie znajdowało inne boże stworzenie na swojej drodze i czuło z tego powodu radość.


Trudna modlitwa

Chciałabym się do Ciebie modlić, Boże
Słowami skruszonego, marnotrawnego syna
Poznał on swój grzech i nieprawość
Poznał też prawdę o Miłosiernej Miłości

Chciałabym się do Ciebie modlić, Boże
Słowami, które serce rodzi
Spontanicznie, niegramatycznie
Językiem jedynie czynu i miłości

Pragnęłabym, modląc się, być wierna słowom
Niech nie płyną miłym, łagodnym nurtem rzeki
Lecz niech rzeczny kamień je zatrzyma
Nakaże milczenie, gdy stają się zwykłym gaworzeniem

Nie chcę być jak brat syna marnotrawnego
I odwracać się od Ciebie, gdy łaską wspomagasz grzesznika
A dobry człowiek cierpi chorobę i nędzę
Nie rozumie tego ludzka sprawiedliwość

Nie chcę Ci stawiać pytań, gdzie Jesteś, Boże?
Gdy cierpią Twoi wierni, niewinni
A zło jak paw, rozkłada błyszczące skrzydła
Chcę być jak Jan, z głową opartą o pierś Twego Syna

Trudna jest, Boże, ludzka modlitwa
Ta prawdziwie głęboka, ufna w Twoją wolę
Tajemnicą jej, serce, które umie przebaczać
I oczy, nawet w ciemności, wpatrzone w krzyż na Golgocie.


Jezioro

Szukam jeziora o powierzchni gładkiej, przejrzystej
Bym mogła zatopić w nim
Spojrzenie mych oczu
Bez lęku, że obraz w nim odbity
Będzie fałszywy
Mamiący wyobraźnię pięknem, a nie Prawdą
Szukam jeziora łagodnego
Wtopionego w dolinę zieleni i kwiatów
Jeziora, nad którym ptaki śpiewają
Anielskie psalmy
Jeziora, w którym przegląda się Wszechmocna Miłość
Nad tymi wodami nie panuje czas
Jest tylko tu i teraz
A dusza uwolniona od słabości ciała
Unosi się ... ku wolności
Ludzie mówią, nie ma takiego jeziora ...
Ale w mojej duszy tkwi pamięć o nim
Niespokojne serce szuka zagubionego obrazu
Szuka artysty, który go namalował
Niebiańskiego Geniusza, który czyni człowieka wolnym
Kiedy ludzkie oczy zatopią się z pełnym oddaniem
W bezkresie oczu Jego Miłości
Nad łagodnym jeziorem, w dolinie zieleni i kwiatów
Gdzie ptaki śpiewają anielskie psalmy.


Żywioł

Czując swą słabość i kruchość wobec mocy żywiołów
Szuka człowiek dla siebie, światów małych, bezpiecznych
Spraw, które mógłby unieść własnymi rękami
I dróg, które jego nogi, zdolne są przemierzyć

Buduje domy, z wiarą, że mogą być schronem obronnym
Przed wszelkim złem i żywiołem, który mógłby go dotknąć
Potrzebna jest taka wiara, bo życie trzeba ochraniać
Prawda jest jednak bolesna, nie ma na ziemi takich schronów

Dobrze jest stanąć nad morzem, w falach nogi ochłodzić
Rankiem wschód słońca oglądać, zachodem się zachwycić
Inne jest morze w ciemności, groźnie szumi falami
Grozę budzą tajfuny, pioruny, gorąca lawa wulkanów

Przemoc żywiołu natury przeraża, sieje bezsilność i niemoc
Jest jednak żywioł silniejszy, żywioł serc ludzkiej pomocy
I łaska, która w rozpaczy przynosi nadzieję
Każdemu, kto uklęknąć zechce, przed Tym, który Panem jest żywiołów.


Wąska droga

Mam w duszy obraz pięknej doliny
Usianej kwiatami, kolorem i światłem
Jest dla mnie odpoczynkiem, sanktuarium
Bezpieczeństwa i radości
Modlitwa w tej dolinie pokoju, uskrzydla
Pragnę trwać w tym Królestwie Pocieszenia

Gdy oczy wznoszę ku koronom drzew
Widzę inną drogę, kamienistą
Pełną odłamków raniących i zeschłej trawy
Wąska jest droga do życia - słyszę słowa
Porzucam bezpieczną dolinę
Z lękiem wkraczam na kamienistą ścieżkę

Każdy kamień to grzech mój i bliźniego
Kamienie zsuwają się, ranią boleśnie
Z trudem modlę się, słowa uciekają
Powtarzać je muszę, bo znikają w przestrzeni
Widzę ludzi na skraju ścieżki
Są jak duchy błagające o pomoc

Wielki ból przeszywa moje serce
Gdzie jesteś moja Kraino Pocieszenia? - krzyczę
Jesteś tu, Jezu? - pytam zgnębiona
Miłosierna dłoń zmywa z twarzy pot i lęk
Nie lękaj się trudnej drogi, słyszę
Modlitwie, w tej drodze, Ja sam błogosławię.


Idź przede mną ...

Idź przede mną, Aniele Stróżu mój
Bym po Twoich śladach podążała
W ciemnościach nocy, pochodnię zapalaj
Niech w świetle tym, drogi nie gubię
Za dnia, ucz mnie słów miłości do Boga
Kiedy z sił, po ludzku, opadnę
A uszy moje, światowy harmider zagłuszy
Pociągnij mnie za rękę, dłonią człowieka świętego
Zaprowadź do świątyni
Abym napełniła się radością pamięci o Zbawicielu
Nakaż moim powiekom, aby zakryły oczy
I pozwoliły duszy kontemplować obrazy
Które oczy nie są zdolne zobaczyć
Na mojej drodze, mury widzę wysokie
Ty znasz bramy w nich ukryte
Prowadź mnie przez nie, abym murów tych nie omijała
Drogą wygodniejszą, bezpieczną
Na której się nie zranię
Śpiewaj mi codziennie pieśni piękne
Muzyką zdobione ze świata, z którego pochodzisz
Prowadź do kapliczek i miejsc świętych
Niech z Tobą wielbię Imię Pańskie
Tam, w miejscach świętych odpocznienia zaznasz
Od naszej trudnej pielgrzymki
Szepnij, proszę, na ołtarzu swego Pana
Przyprowadziłem Ci, Jezu, człowieka słabego
I choć słaby, krzyża nie porzuca
Szuka ciągle Ciebie, wyciągnij do niego rękę
Pobłogosław, na obecne i przyszłe dni jego drogi.


Sierpień 2010. Pielgrzymka do Banneux, Belgia.

Jestem w kaplicy Obrazu Matki Bożej. Dziękuję za możliwość przybycia do tego pięknego, cichego miejsca już 9-ty raz. To moja nowenna dziewięcioroczna.
To miejsce wycisza każdego pielgrzyma. Piękne alejki, cała przyroda skierowuje uwagę na Świętą Maryję. Wielu chorych prosi o łaskę uzdrowienia, zarówno ciała jak i duszy. Modlitwy nad źródełkiem wypełniają ciszę. Z pobliskiego szpitala przyjeżdżają na modlitwy ludzie na wózkach z opiekunami. W tym sanktuarium odczuwa się specyficzną opiekę macierzyńską Matki Bożej. Modlę się przed Jej Obrazem, tę pielgrzymkę powierzyłam w intencjach Maryi i powierzonych mi intencjach. To wielka łaska mieć możliwość pielgrzymowania tu już 9-ty raz. Marzyłam o tym już za pierwszym pobytem. Za każdym razem czuję jakbym wracała do ... domu rodzinnego, z ukochaną Matką oczekującą na moje przybycie. Modlę się, ogarnia mnie dziwna radość tego pięknego Spotkania. Słyszę w sercu ... zaprosiłam cię na ... obiad (???). Korzystaj z łask. Ile tych łask przyjmiesz, tyloma podzielisz się z innymi ...
Obiad - to uczta najbardziej sycąca - rozważam w sercu to zdanie. To także długi czas „ucztowania”. To wielka łaska gościnności. Odczuwam wielką radość i spokój wewnętrzny, jak dar niezasłużony, jaki tylko Matka może ofiarować swemu dziecku, nie patrząc na jego niedoskonałość. Chcę tę radość zatrzymać w swojej duszy, sięgać po nią w swej codzienności.
Pielgrzymki do miejsc świętych to możliwość „odpocznienia” serca od zewnętrznego świata, to „uniesienie się” w modlitwie ku Bogu, rozpoznawanie Jego woli. To czas „milczenia ciała”, aby pozwolić „krzyczeć” duszy. To wreszcie piękna rozmowa Stwórcy ze stworzeniem, za pośrednictwem Maryi.
Podczas tej pielgrzymki, w innej kaplicy, gdzie skupiliśmy się na adoracji ... słyszę w sercu ... chcę was widzieć radosnymi, nie smutnymi. To piękne zdanie - chrześcijanin powinien być radosny w modlitwie-rozmowie z Jezusem. Powinien pamiętać, że jest kochany najpiękniejszą miłością. Miłością, jaką świat nigdy nas nie obdarzy. To Miłość Miłosierna, zawsze przebaczająca, oczekująca. Jakże nie ufać tej Miłości?


Radość

Przyszła do mnie radość
Dziwna, Piękna Pani
Nie spotykałam jej w codzienności
Rozgościła się w sercu
Napełniła wonią kwiatów
Otuliłam ją delikatnie białym płótnem
Cichutko wyśpiewywała tajemnice różańca
Rozlewała się we mnie leczącym nektarem
Uspakajała ciało, emocje
Czasem milczała
Usypiana szumem drzew, spadającego deszczu
Kroplami wody ze świętego źródełka
Dotykałam ją modlitwą
Ukazywałam twarze ludzi, wspominałam imiona
Tych, za których się modlę
Ożywała delikatnym poruszeniem serca
Dając znak ... jestem
Nie bój się, nie odejdę ...
Nie jestem świecą, która się wypala
Jestem jak dziecko poczęte w łonie matki
I czekam na piękne narodziny
Kiedy dojrzejesz na czas Wielkiego Okrzyku
Rodząc w swej duszy ...
Miłość do Boga.


Przesłanie wiary

Gdybyś był sławnym teologiem
Wyjaśniającym tajemnice stworzenia
A słowa twoje nie otwierają serc dla bożej miłości
Teorią będą, zamkniętą w bibliotecznej sali

Gdybyś głosił wzniosłe nauki o Bogu
W salach wypełnionych po brzegi
A czasu byś nie miał na rozmowę z wątpiącym
Nauczycielem będziesz niedoskonałym

Jeśli modlisz się gorliwie
I dzień twój wypełniają tajemnice różańca
Ale przechodzisz obojętnie obok proszącego
Modlitwa twoja, to tylko martwe słowa

Gdybyś był słynnym lekarzem, odkrywcą leku
A dłonie twoje nie dotykają chorego
I z serca nie płyną miłosierne słowa nadziei
Będziesz tylko znanym naukowcem

Jeśli chcesz z życia uczynić czysty śpiew anielski
A człowiek obok ciebie, wydaje się fałszywym tonem
Wspomnij przypowieść o pasterzu
Który w trudzie szukał zagubionej owcy

Szlachetny jesteś, gdy dajesz swą miłość rodzinie
Gdy cześć oddajesz ukochanym zmarłym
Dlaczego leniwe jest twoje serce, gdy ktoś prosi o pomoc?
Krótkowzroczne oczy, dla cierpienia na obcych twarzach?

Gdy dzieła piękne tworzysz, talentem obdarzony
Modlitwą wdzięczności dziękuj, pychy nie ukazuj
Bóg obdarzył cię łaską, własnym zaufaniem
Iż o Jego Miłości będziesz mówił bliźnim

Trudne przesłanie wiary dał nam Pan
Świętość jej, nie w miłości do piękna, sławy i doskonałości
Ale w mozolnym trudzie pokochania drugiego człowieka
Nauka dla serca, codzienna, nie odświętna.


Laurka

Na dziecięcej laurce
Z wymalowanym kwiatem róży
Słowami wypisanymi niezdarnie
Chcę Ci, Boże, podziękować
Za dar doświadczania życia
Za Twą cierpliwość, Nauczycielu Miłości
Dla ucznia potykającego się w ciemności
W poszukiwaniu światła
Za upadki z bólu zwątpienia
Za radość z chwil spotkania z Twoją Miłością
Za kamienie tragicznych wydarzeń
Nie uniosłabym ich
Bez ufności w Twoje Miłosierdzie
Dziękuję za sny piękne i przespane noce
Za nadzieję nowych poranków
Za tajemnicze mgnienia światła
Dla mej duszy, serca, umysłu
Dające wejrzenie w świat Twojej Prawdy
Dziękuję za łaskę Eucharystii, modlitwy
Za dłoń Twego Syna, której szukam
W chwilach, po ludzku trudnych
A nawet za samotne dni w ciemności
Gdy wydaje mi się, że zgubiłam Jezusa
Dziękuję za naukę o miłości do człowieka
Jak piękna jest, bez oczekiwania na wdzięczność
Dziękuję Ci, Boże, za dar doświadczania życia
Uczysz mnie, kim jestem dla Ciebie
Nie dla siebie
I choć nauka ta jest czasem bolesna
Z rąk Twoich, Ojcze, przyjmuję ją
Jak dar najcenniejszy
Uświęcony Ciałem i Krwią Twojego Syna.


17.09.2010 Podczas jednej z mszy odczuwam w sercu przedziwną odwagę do czynienia szlachetnych czynów, jakby ktoś wlał we mnie tę odwagę i dał mi siłę do odróżniania tego co dobre a co złe. Słyszę w sercu: każdy, kto ma odwagę przeciwstawić się złu, nawet z narażeniem się na cierpienie, jest dzieckiem królewskim, które sadzam na „tronie”. Zrozumiałam jak istotna jest walka z własnym egoizmem i wygodą, zamykaniem oczu na zło wokół nas. Każdy, nawet drobny akt odwagi głoszenia słów Jezusa czynem - jest unoszeniem się wyżej ku Bogu i dalszym doskonaleniem. Wraz z tym przychodzi do nas moc Jezusa i umocnienie się w wierze. Odstąpienie od łaski zasiadania na tym „tronie” - to upadek w „pospólstwo grzechu”. Dostaliśmy wybór ... albo walczyć, często sami ze sobą, o ten „tron” (wiadomo, że jest to trudna walka), albo pozostać w „pospólstwie grzechu”, pozornie wygodnym, dającym chwilowe przyjemności.
Następnego dnia, po komunii, podczas krótkiej medytacji, odczuwam po ludzku, iż msza prowadzona przez pewnego księdza jest ... „rutynowa”, pospieszna. Modlę się za tego księdza. Później przepraszam Jezusa za moje „ludzkie niezadowolenie”. Wtedy słyszę w sercu ... módl się za niego, nie obwiniaj się, każdy człowiek zapraszający jakiegoś „rzemieślnika” do siebie, chciałby, aby on wykonał pracę dobrze, aby jego praca „naprawiała” zepsuty mechanizm na dłuższy czas ...
Czasami na mszę przychodzi kobieta, która prawdopodobnie ma problemy psychiczne. Jej wygląd zewnętrzny (ubranie), zachowanie podczas mszy odbiegają od standardów normalności. Popatrzyłam na nią przez chwilę z pewną irytacją. Wtedy usłyszałam w sercu: zastanów się, czy wy w Moich oczach nie wyglądacie jak ta kobieta? Ubrani niestarannie ... w grzech, niezbyt ładni fizycznie (dolegliwości zdrowotne), czasem pyszni i zarozumiali, że jesteście lepsi od innych ... a jednak tak was bardzo kocham! Pomyślałam, że stajemy przed Jezusem, na mszy świętej, tak jak ta kobieta, „odarci” z zewnętrznych szat pozorów, w które się ubieramy. On widzi całą naszą niesprawność, nasze serca, które chcą ukryć, zapomnieć grzechy powszednie, naszą nieczystość myśli, serca. On zna nasze „choroby”, choć na zewnątrz inni ich nie dostrzegają. A mimo to jesteśmy tak bardzo przez Niego kochani! Ktoś kiedyś powiedział, że kościół jest jak szpital, chorzy przychodzą do Wielkiego Lekarza, Jezusa, by ich uleczył ... Oczami Miłosierdzia, a nie surową, oceniającą sprawiedliwością.
Na innej mszy prowadzonej przez innych kapłanów w piątek, po której regularnie odprawiamy Drogę Krzyżową z grupą modlitewną, dziękuję Jezusowi za tę mszę, mam uczucie jakbym wypiła na niej z naczynia - krystaliczną, czystą wodę. Wyjdę teraz na zewnątrz, mówię Jezusowi, do świata, w którym jest tyle mętnej wody. Słyszę w sercu ... pamiętaj o smaku tej czystej wody. Ci, którzy znają jej smak, nie będą chcieli pić mętnej wody. Gorzej z tymi, którzy „nie przychodzą do Mnie” pić czystej wody i znają jedynie smak mętnej wody. Módl się za nich ...


Przytul krzyż

Kiedy szaruga w sercu i za oknem
Przytul krzyż
Na Kalwarię poślij duszę swoją
Tam, na Golgocie, w milczeniu
Krzyż jak skała trwa
Krzyki morderców śmierć uciszyła
I choć echo ich po świecie się rozeszło
Raniąc do dziś bluźnierstwami
Pod krzyżem, błogosławiona cisza trwa
Oczekująca na tych, którzy mocy szukają
W ranach Zbawiciela
Ręce wysoko unieś
Jakbyś chciał owoce z drzewa zebrać
Oczu Zbawiciela szukaj
I powiedz Mu, o swoim cierpieniu
Cisza głos twój uniesie
Na skrzydłach aniołów czuwających
Do uszu twoich dotrze melodia słów Chrystusa
Nie lękaj się ... Jestem
Zabierz te słowa w szarugę swego serca i świata
Jezu, ufam Tobie, odpowiedz
A pokój, który świat ci zamącił
Siejąc trujący kąkol w sercu, wróci do ciebie
Tam, w ciszy Golgoty
Krew i łzy Zbawiciela
Dadzą ci moc i odwagę do walki ze złem.


Klucz życia

Tajemniczym powiewem
Przeznaczenie nas na ziemię zrzuca
Od zarania narodzin szukamy
Klucza do Wrót Sensu Życia
Próby podejmujemy
Przykładając różne klucze
Który klucz zamek wrót sensu życia otworzy?
Szukamy go całe życie
Lepimy jego kształt drogą ludzkich błędów
Jedni słowami pięknymi
Próbują zamek otworzyć
Inni, z miłości do kogoś, tworzą jego kształty
Jeszcze inni, niecierpliwi
Wrota sensu życia łomem wyważają
Ale one milczą, zaklinane ludzkimi sposobami
Pięknych słów zbyt mało znamy
By były kluczem
Ludzka miłość ze zdradą lubi się prowadzać
Goryczą upada i zwątpieniem przed wrotami
Łom niecierpliwych się łamie
Odchodzą, rozczarowani własną niemocą
A klucz? Ten właściwy do wrót sensu życia
Krzyż, na szyi przy chrzcie zawieszony
Zapomniany, jak breloczek w szkatułce
Gdzieś w domu ukryty, trwa
I cierpliwie czeka.


22.09.2010 Podczas medytacji, po komunii, ujrzałam w sercu piękny, przedziwny obraz. Wysoko na tronie siedziała postać znacznych rozmiarów. Z postaci tej spływała jasna tkanina, przezroczysta, mieniąca się odmianami bieli, nieporównywalnej do tej, którą można dostrzec na ziemi. Czułam delikatność tej tkaniny, chciałam zatopić się w niej, otulić. Była materią a jednocześnie jakby ciepłą wodą. Nie miałam śmiałości podnieść głowę ku uniesionej wysoko postaci. Tkanina spływała wokół tej postaci, a blask jej nie raził oczu, świeciła jasno - niebieskim światłem. Wzbudzała we mnie uczucie wielkiej miłości i bezpieczeństwa. Z lewej strony tego obrazu dostrzegłam krzyż z Chrystusem, unoszący się wysoko w przestrzeni. Z krzyża spływała na tkaninę krew, rozmywała się wokoło różowym kolorem. Usłyszałam w sercu: dopóki krew Chrystusa spływa w każdej mszy świętej na ziemię, dopóty Boża Sprawiedliwość jest powstrzymywana. Boże, pomyślałam, jak ważna jest msza święta dla świata, dla każdego grzesznika, nawet dla tych niewierzących. Uczestnicząc we mszy świętej pobożnie, świadomie, uczestniczymy w akcie zbawiania ludzi. Jezus, przelewając krew, oręduje przed Bogiem za grzesznym światem.


Chwile

Są w mym życiu chwile przedziwnej jasności
Rozdziera się zasłona przed moimi oczami
Czuję w sercu miłość, tak mocną, gorącą
Unosi mnie ku niebu, nadludzką tęsknotą
Rozlewa w ciele, mocą nieznaną na ziemi
Kolana zgina w radosnej pokorze
Moje ciało drętwieje, zamienia się w posąg
Mogę tylko wołać do anioła stróża
Weź mą duszę
I zatop w tym ogniu miłości
I choć trwa to chwilę
Jak błysk światła, fragment przepięknej melodii
Dusza moja czystym źródłem się staje
W którym ...
Grzech widzę jak zdradę tej Wielkiej Miłości.


03.10.2010 Fatima. Pytałam pielgrzymów powracających z Fatimy o wrażenia. Mówili: pięknie było ... niektórzy wspominali o wielkiej przestrzeni placu (znacznie większej niż plac św. Piotra w Rzymie). Ten wielki plac był dla niektórych przestrzenią, która ... przeszkadzała im w skupieniu. Słuchałam, rozważałam ich słowa i czekałam ... długo czekałam, kilka dobrych lat, by zdecydować się na tę pielgrzymkę życia, bo pielgrzymowałam już do wielu sanktuariów. Samo słowo „pięknie” nie wystarczało mi, brakowało w tych słowach ... ducha, istoty Fatimy. Przyszedł taki dzień w moim życiu, kiedy pod wpływem dziwnej „podpowiedzi”, postanowiłam pielgrzymować do Fatimy. Tego samego dnia otrzymałam ze Stowarzyszenia Księży Marianów, pismo „Niepokalana”. A cóż tam było ... informacje o pielgrzymce do Fatimy i do Hiszpanii (do św. Jakuba). Poczułam, że ... to mój czas. Fatima była takim „ukoronowaniem” wszystkich moich pielgrzymek. Była umocnieniem wiary, przepełniała mnie łaską przedziwnej słodyczy, jakbym trafiła do Domu Najukochańszej Matki, miłość do Niej przelewała się przez moje serce, nie mieściła się w nim. Jezu, mówiłam, jakże Ci jestem wdzięczna ... w sercu usłyszałam ... twoja wdzięczność jest jedynie maleńkim kwiatkiem na oceanie łask Bożego Miłosierdzia, jakimi Bóg chce obsypać swoich wiernych. To niewyobrażalny ocean Miłości, zanurz się w Nim.
Chciałabym, Jezu, prosiłam, aby moje serce biło rytmem Twojej Miłości, jak zegar dla Ciebie bijący. W moim sercu usłyszałam ... każdy ma taką „baterię uruchamiającą zegar miłości” w swojej duszy. Nie wyjmuj jej ze swego serca dla błahych powodów, dla grzechu ...
Podczas wieczornego różańca i procesji ze świecami, „trzymałam się” blisko posągu Maryi, niesionego wysoko przez kilku mężczyzn, moje myśli i dusza przepełnione były radością. W ciemności rozbłyskiwały świece pielgrzymów, wysoko na placu lśnił złoty posąg Jezusa, na niebie świecił księżyc. Posąg Maryi płynął pośród tych świateł ludzkich myśli, intencji, pragnień. Chcę Ci, Maryjo, krzyczało moje serce ... ofiarować całą moją miłość, ludzką, maleńką  ... i wymienić ją na Twoją ... wielką. Ale, pomyślałam, jakże ktoś tak słaby jak ja, poniesie Miłość Matki Najświętszej. Jak Ją pomieścić w swoim sercu? Zawahałam się przez chwilę, może zbyt dużo oczekuję? Pośród śpiewów Ave Maryja, stukotu ludzkich stóp, usłyszałam ... dziel się tym nadmiarem miłości z innymi, z każdym spotkanym człowiekiem. W Mojej Miłości się nie utopisz ... Moją Miłością się napoisz każdego dnia ... Nadmiar Miłości ofiaruj w gorącej modlitwie za bliskich i obcych ludzi, których nawet nie znasz ...
W Santiago de Compostella, u św. Jakuba był tłum pielgrzymów, a ciągły ruch uniemożliwiał mi indywidualne skupienie. Katedra jest tak bogata w ołtarze, w architektoniczne piękno, że „kusi” oczy. Jak każdy pielgrzym, objęłam posąg św. Jakuba. Miałam długo uczucie, że trzymam Go przy sercu, choć dawno ustąpiłam miejsca innym pielgrzymom, ale czułam jakbym „niosła” ten posąg ze sobą. Santiago de Compostella było dla mnie miejscem „oczyszczenia”, jakbym dotknęła bramy wprowadzającej mnie w świat ofiarujący bogactwo duchowe, słabość człowieka nie zdoła unieść nadmiaru tego „bogactwa”. Należałoby tam spędzić wiele godzin na medytacji, „ulec” atmosferze tego miejsca. Ogrom tej świątyni, jej piękno nie przytłaczało, unosiło człowieka ku potędze Boga. Miałam wrażenie, że świątynia wypełniona jest mocą ludzkiej modlitwy, ofiary. Oczy moje szczególnie przykuł posąg św. Salomei w pobliżu ołtarza. Uczestnictwo we mszy świętej, przyjęcie komunii w tym Sanktuarium - to wielka łaska. Tam pozostawiamy „bagaż” swych życiowych doświadczeń, swoje pielgrzymie „plecaki” z intencjami i prośbami. I wędrujemy dalej ...
Moja ostatnia procesja w Fatimie, ostatni wspólny różaniec. Towarzyszę Matce Bożej, trzymając się ponownie blisko posągu, uskarżam się Jej, że muszę opuścić to piękne miejsce modlitwy. Słyszę w sercu przedziwne słowa: surowo nakazuję ci modlić się za grzeszników ... Zatrwożyły mnie te słowa, ich powaga przejęła mnie głęboko. Napełniła moje serce odpowiedzialnością za innych ludzi. Słowo „surowo” tak wniknęło we mnie jak rana. Mam o niej pamiętać w swoich modlitwach błagalnych za tych, którzy są daleko od Boga.
Jestem już we własnym domu i mam piękny sen o Fatimie. Ogromny plac w Fatimie to falujący ocean. Złota statua na placu jest latarnią morską. Plac wypełniony falami, to modlitwy ludzi i ich intencje. Żyją w tym oceanie, zalewając pielgrzymów łaskami. Wylewają się poza plac, obejmują tych, których tam nie ma, a za których się modlimy.
Fatima - to ocean Bożego Miłosierdzia, w którym zanurzają się pielgrzymi, a Maryja karmi serca błagających o pocieszenie. Dziękuję Bogu za Fatimę, za Matkę Bożą, za słowa ... surowo nakazuję ci modlić się za grzeszników.


Fatima

Nie ma już ciszy na wzgórzu Cova da Iria
Nie ma owiec pasących się w słońcu
Nie ma Franciszka, Hiacynty biegających po wzgórzach
Jest plac duży, kamienny, pulsujący krokami ludzi
Powietrzem wypełnionym słowami modlitwy
Sercami i oczami, z miłością wpatrzonymi w Madonnę

Dziesiątki lat temu Anioł ukazał się dzieciom
Nowiny obwieścił i słowa dla świata święte
A potem Matka Boża przemówiła do nich
Głosem pełnym słodyczy głosiła orędzia
Wzywając do błagań i pokuty za lud grzeszny
A oczy Jej były zatroskane o dusz zbawienie

Dziś, Jezus złoty na wysokiej kolumnie
Jak latarnia morska, wita pielgrzymów, rozkładając ręce
Kiedyś szum wiatru niósł się po tych wzgórzach
Dziś, słowa modlitw, we wszystkich językach
Kiedyś słońce i księżyc chlubiły się światłem
Dziś, świec tysiące rozświetlają ciemności

Dawne dróżki, zielem górskim wysłane i drzewami
Granit pokrył, błyszczący od kolan pielgrzymów
Tylko ptaki, choć nieco zdziwione tą zmianą
Nie przestają swych porannych treli
Na chwilę milkną, gdy dzwon wielki katedry
Ave Maryja wygrywa pielgrzymom

Modlitwa nieustająca nad Cova da Iria płynie
Dymem kadzielnym ku niebu się wznosi
Ze świec wosk spływa, każda kropla to wołanie o pomoc
Spalają się grzechy, Boże Miłosierdzie proch ich rozwiewa
Drżą nadzieją przebaczenia, w ciepłych dłoniach, różaniec
Kolejny paciorek, tajemnicę ludzkiej tęsknoty odkrywa

Ludzkie głosy falują dźwiękami języków świata
I choć słowa pielgrzymów obok nieznane
Różaniec łączy jak lina rzucona górskim wspinaczom
Aby wyżej i wyżej podążać ku niebu
Gdzie czekają święte ręce Bożej Matki
Błogosławiącej podróżującym ku Bogu

O Fatimo Święta, darze dla dusz zbawienia
Niech nigdy cisza nie zalegnie nad Cova da Iria
I nie zamilkną modlitwy kolejnych pokoleń
O cuda przemiany serc, grzechem skażonych
Niech pielgrzym, miłością Maryi dotknięty
Błaga tu o swoje zbawienie.


04.10.2010 Dzień wspomnienia św. Franciszka. Któż nie kocha tego świętego! Oddał się cały Bogu, może być wzorem dla wątpiących.
Jestem na mszy świętej. Po komunii „widzę” w duszy obraz szeroko otwartej bramy na zielonej łące pełnej kolorowych kwiatów. Obok, taka sama brama, ale tylko uchylona, jedynie wąski otwór. Zastanawia mnie ten obraz i co on oznacza? Odnoszę go do nauk św. Franciszka. On, cały poświęcił się miłości do Boga, zaufał we wszystkim. Pozwolił swemu sercu otworzyć się całkowicie (tak jak ta pierwsza brama). Czy my ludzie, słabi, nierzadko wątpiący, nie ufający do końca, nie otwieramy swego serca dla Miłości Boga tylko trochę? Boimy się całkowicie zaufać i przyjąć bożą wolę wobec nas. „Kontrolujemy” swoją miłość, ufając bardziej swoim myślom, swojej woli. Daj nam Panie łaskę otwarcia się na Twoją wolę.


Dziecko

Moje serce jest takie małe
Aby Miłość Twą, Boże, ogarnęło całą
Jest jak człowiek niesprawny biegnący do mety
Obok zdrowych biegaczy

Mogę, Boże mój, jedynie przemienić się w dziecko
Które ufność całą, Ojcu oddaje
I podążać za Tobą, każdą ścieżką
Głos Twój mając przed sobą

Chcę by pokarm Świętej Eucharystii
Był mi mlekiem ożywczym, karmiącym
By dziecięcy zachwyt nad Dobrym Ojcem
Nigdy z mojego serca nie znikał

Niech modlitwa moja będzie płaczem dziecka
Spragnionego rąk Ojcowskiej opieki
A On widząc jego bezradność i ufność
Kołysankę mu zaśpiewa o Miłości

Moje serce jest zbyt małe
Aby zmierzyć wielkość Twej Miłości, Boże
Dzieckiem będąc, wierzę, że Ty - Dobry Ojciec
Zanurzysz mnie, w przejrzystym źródle swej Miłości.


15.10.2010 Moja codzienna msza święta. Poranek jest deszczowy i smutny. Udziela mi się nastrój tego poranka. W drodze do kościoła odmawiam cząstkę różańca i myślę jak wielką łaską jest msza święta, a ja czuję się ... zwyczajnie, ot, zwykła „codzienność”. Przepraszam w sercu Pana Jezusa za swą ludzką „małość”, czuję się niegodna Jego Miłości.
Piękny śpiew księdza podczas mszy sprawia, że chcę przepraszać Pana Jezusa za wszystko co czyniłam źle, za swą obojętność, grzeszność.
Podczas Przeistoczenia mam wrażenie, że otacza mnie dziwna mgła i wypełnia też ołtarz i unosi ołtarz nieco wyżej, jakby zmieniła się ostrość mojego widzenia przesłonięta białą, przezroczystą materią. To był moment, chwila. Widzę krzyż z Jezusem nad ołtarzem. Jezus odrywa od krzyża rękę i podobnie jak kapłan, unosi ją ku niebu, trzymając dużą hostię. Ręka uniesiona jest pod pewnym kątem. Gdy kapłan unosi kielich, Jezus w tym samym czasie też unosi kielich wysoko, prosto ku niebu, na wyciągniętej ręce. Mam wrażenie, że kielich dotyka samego nieba. Znika gdzieś dach kościoła ...
Jezus ofiarowuje Swą Krew - Bogu, pomyślałam ... Dziwne, ale śledzę ten obraz, obserwując racjonalnie każdy gest, jakbym rejestrowała rzeczywisty obraz namalowany przez genialnego malarza. Gest Pana Jezusa podnoszenia hostii różni się od gestu ofiarowania kielicha. Uniesiony wysoko kielich ma w sobie coś z Wielkiej Prośby ...
Obraz znika, przepełnia mnie wielka miłość. Nie jestem zdolna unieść się z kolan ...
Piękno tego obrazu budzi we mnie refleksję - na ołtarzu dzieją się tak wielkie cuda. Jak wielka musi być nasza wiara, jak bardzo musimy o nią błagać, aby msza święta nie była zwykłym „przyjściem na mszę”, ale spotkaniem z Największą Miłością - Ofiarą Ciała i Krwi Jezusa za nas. I choćby nasze „ludzkie odczucia” nie dostrzegały tego cudu, bo są „zajęte” codziennością - ten cud czeka na spragnionych, dzieje się na każdej mszy świętej.
Błagam Cię, Boże, aby moja dusza, serce, pamiętały o istocie mszy świętej, aby moja niedoskonałość nie odbierała mi radości spotkania z Panem.


Ufaj duszo, Panu

Moje oczy nie widzą Cię, Jezu
Moje ręce nie dotkną Twoich szat
I choćbym oczom nakazała widzieć Twój obraz
A ręce wyciągała wysoko
Nie dosięgnę Cię ...
Zamykam więc oczy, ręce składam na sercu i duszy,
Darze Boga żywego
Powierzam spotkanie z Tobą
Na mszy świętej
Pielgrzymuj duszo moja z Panem
Do Getsemani, Drogą Krzyżową
Stań nieśmiało w Wieczerniku
Ucałuj miejsca święte
Krwią Jego zroszone i potem
Wybiegnij obok Weroniki przed tłum wrogi
Krzyża dotknij jak Szymon
A jeśli ból poczujesz od ran Jego
Nie odrzucaj Go
Szukaj na Jego ciele rany, którą Mu zadałaś
I płacz z żalu ...
Uklęknij w kurzu Jerozolimskiej drogi
Obok Pana swego
Nie bój się spojrzeć w Jego oczy
Pomimo szyderstw świata
Wielbiącego tylko to co widzi
Pożądającego tego, co może dotknąć
Duszo moja, mądrością Ducha Świętego obdarowana
A nie ludzką
Ufaj, że Pan jest na ołtarzu
I tylko On wypełni twój głód, twoją tęsknotę
Pokarmem świętym w komunii
Boga z człowiekiem.


Ocean wiary

Czasem w sennych marzeniach widzimy obrazy
Jakby zmarły malarz nadal tworzył dzieła
Bez płótna, farby i sztalugi, siłą jedynie wyobraźni
I przesyłał je do galerii snów ludzkich

Widziałam taki obraz - ocean wzburzony
Z bieli fal spienionych, wyfruwały ptaki
Z oceanu wyłaniał się żywy Pan Jezus
I ręce wyciągał do ludzi stojących na brzegu

Symbolem wiary wydawał się tajemniczy ocean
Tam, gdzie zapraszał sam Jezus
Prawdziwa wiara nie trwa bezpiecznie na brzegu
Musi z zaufaniem zanurzyć się w Prawdzie

I dotknąć jej jak pływak poddawany falom
Napić się, a nawet zachłysnąć wodą żywej wiary
Walczyć do bólu ze złem, o dobre przetrwanie
Dziękować za łaskawość pomocnych rąk Boga

I choć lęk czasami wciąga nas w odmęty
Zalewają fale spojrzeń, obojętnych widzów na brzegu
Nasza moc, nie w sile naszych mięśni
Lecz w Bogu, Jego Obietnicy, wiecznego zbawienia.


06.11.2010 Sobota. Odbyłam piękną pielgrzymkę do Łodzi i okolic (Świnice Warckie, Głogowiec) - śladami Świętej Faustyny. W łódzkim parku Wenecja leży kamień upamiętniający spotkanie siostry Faustyny z Jezusem. W czasie kiedy Faustyna się tam bawiła (miała 19 lat), były to obrzeża Łodzi, a samo miasto nie przypominało dzisiejszego, ot mała mieścina w nieznanym na świecie miejscu… A jednak Bóg wybrał tę siostrę, ubogą, niewykształconą na sekretarkę Bożego Miłosierdzia! Jakże cudowny jest to fakt - często nieuświadomiony przez nas, iż Bóg ma dla każdego z nas określony plan. W każdym zakątku świata, na każdego z nas … patrzy Bóg - nie patrzy na nas jak na „poruszający się tłum”, ale jak na pojedynczego człowieka, obdarzonego z góry określonym planem bożym. Każdy z nas „ujęty” jest w pięknym, bożym planie zbawienia. Zależy to tylko od naszej woli.
Święta Siostra Faustyna podążyła za głosem Boga. Jak każdy człowiek, miała wiele wątpliwości.
Zastanawiałam się nad zjawiskiem świętości człowieka. Tu na ziemi jesteśmy poddani „prawom” naszej natury, ogranicza nas ciało, zwodzą zmysły. Boga poznajemy „naszym niedoskonałym ciałem”. Nasza dusza mieszka w ciele. Bóg jest Duchem Doskonałym. Dzięki bożej łasce zbliżamy się do poznania Boga. Poznanie Boga w całej Jego okazałości możliwe jest jedynie w chwili … śmierci. Dusza nasza „wyzwolona” od niedoskonałości natury, staje naprzeciwko Boga - Ducha Doskonałego. Widzimy wówczas każdą naszą skazę, grzech. Już nic nas nie usprawiedliwia. Tylko na tym „naszym świecie natury” korzystamy z usprawiedliwienia naszej niedoskonałości. „Tłumaczymy się” przed Bogiem, że nasza wiara jest krucha, bo … jesteśmy w rozpaczy, bólu, mamy wątpliwości.
W ostatecznej chwili, czyli w momencie śmierci, opadają z nas „łuski”, widzimy jasno, nasza dusza spotyka Boga. Stąd płynie łaska Bożego Miłosierdzia - nawet w tej ostatniej chwili może nastąpić … nawrócenie człowieka. Bóg czeka do końca. Daje wybór, tak jak to było z Dobrym Łotrem. Bóg zna nasze ograniczenia cielesne, wypływające z grzechu pierworodnego. Patrzy na nasze intencje … na nasze próby podnoszenia się z upadków. Wie, że nasza ludzka natura nie pozwala nam poznać Boga dogłębnie, upadali nawet ci, których czcimy dziś jako świętych - upadali, ale wzrok ich skierowany był z ufnością ku nadziei, że Bóg pomoże.
Będąc na poniedziałkowej mszy, modląc się z opłatkiem komunijnym w ustach, słyszę w sercu głos: smak tego opłatka - Ciała Chrystusa - ma smak chleba, smak pokarmu, smak wina, smak krwi Chrystusa. Oba smaki są nam tak bardzo znane, tak powszechne w naszym życiu. Bóg przemawia do nas „znakami” dostępnymi dla nas, dla naszej ludzkiej, cielesnej natury. Bóg „objawia się” w naszym ludzkim życiu, dokonują się cuda spotkania z Nim. Największym cudem było Ofiarowanie Swego Syna. Bóg nie jest odległym, żyjącym w zaświatach bytem. On wtapia się Swymi planami, zamysłami w nasze życie, które czasami wydaje się nam „zapomniane”, wtopione w tłum. Każdy z nas ma „swój dom” w królestwie Boga, „umeblowany” Jego Miłością, Jego Cierpliwością wobec naszych słabości.
Potrzebujemy tylko łaski wiary, że Bóg Miłosierny jest Ojcem Łaskawym, odszukującym nas w każdym zagubieniu. On nas nie zgubi na tym świecie ale znajdzie w każdym zakątku. Trzeba tylko wyciągnąć do Niego ręce, a nie „chować się” w rozpaczy, że nasza grzeszność, niedoskonałość przekreśla Jego Miłość.
Bóg nie wybrał króla ziemskiego na objawienie Swego Miłosierdzia, ale wybrał słabą, ubogą dziewczynę - siostrę Faustynę. Nasza droga wiary przebiega często w ciemności. Ta ciemność to wielki trud odpowiedzialności za własne zbawienie. To na tej drodze jedynie my możemy podjąć decyzję czy idziemy ku światłu, czy utrudzeni, zbaczamy z tej drogi.
Na tej drodze spotykamy też innych ludzi, dążących jak my, ku Bogu. Podają nam rękę, uczą modlitwy, wreszcie modlą się z nami uczestnicząc we mszy. Ale nawet najbardziej święty i mądry towarzysz nie stanie przed Bogiem za nas. Tylko ja, ty staniemy w obliczu Boga twarzą w twarz. Nie będzie obok nas innych, na których możemy zrzucić winę za nasze błędy. Oddamy Bogu własnoręcznym życiem wypisany życiorys … z nadzieją, że Dobry Ojciec pozwoli zamieszkać w domu, który dla nas przeznaczył.


Pieśń do Ducha Świętego

Szukam Ciebie, Duchu Święty
W doświadczaniu przedziwnej Miłości
W tych chwilach modlitwy, adoracji
Kiedy milkną słowa
A do uszu dobiega dźwięk
Jakby poruszenie strun harfy
Serce przenika radosna tęsknota
Poznania tajemniczej granicy
Śmiertelności z wiecznością

Szukam Ciebie, Duchu Święty
W otwartej ranie Serca Jezusa
Rytm swego serca poddaję pulsowaniu Jego rany
I choć grzeszność śmiertelnika zawstydza
Pokorna dusza błaga o Miłosierdzie
Uśpiona jestem wówczas dla świata
I tak niechętna aby wrócić do rzeczywistości zmysłów
Spowiedzią wydaje się ta chwila
Konfesjonałem - Jezus Cierpiący

Szukam Ciebie, Duchu Święty
W natchnieniach, medytacjach
Sam rozum nie jest do nich zdolny
Bez Twego miłosnego tchnienia
Przenikasz mgłę mej śmiertelnej natury
Wlewasz oliwę wiary do lampy dogasającej
Jesteś przy mnie promieniem w ciemności
Prowadzącym niewidomego
Ku przystani Wieczności

Przewodnikiem Jesteś po świecie
Oślepiającym prawdami, które nie zbawiają
Jesteś szeptem cichym, powiewem ciepłym, miłosną pieśnią
O moim przeznaczeniu, o duszy nieśmiertelnej
I choćby cierpieniem, ręka zła mnie dotknęła
Nic nie zagłuszy Twojego głosu
Wspomnień o naszych spotkaniach świętych
Kiedy zanurzona w modlitwie bez słów
Tęsknoty doznałam … za Miłością.


Talent

Pięknym światem obdarzył nas Stwórca
Górami wzniosłymi, głębią oceanów
Lasami pełnymi życia i zapachów
Światłem słońca, gwiazd i księżyca
Dał nam go Stwórca, by w ocean wpatrzeni
O głębi myśleli, własnego człowieczeństwa
W szczyt gór wpatrzeni, ku niebu wznosili serce

Talenty wlał w nas Stwórca, by piękno to opisać
Jedni słowami hołd składają Bogu
Miłością ogarnięci, strofy piszą poezji czułej
Inni, oczy mają jak lustra odbijające piękno
A ręka ich sprawnie przemienia je w barwne obrazy
Są tacy, którzy harmonię słyszą dźwięków
Muzykę komponują, wonne kadzidło dla duszy

Niestety są i tacy, którym szept szatana
Pychę wlał w umysł, ślepymi czyniąc zmysły
Malują dziwnie ciemne i groźne obrazy
Słowa ich zarażają brzydotą i buntem
Zło opisują, jakby panem było świata
A życie, błądzeniem w świecie bez zbawienia
Miłość zaś, marnym towarem, za małe pieniądze

O Stwórco Piękna, Poeto Słów Wiecznych
Malarzu dusz ludzkich, okupionych Krzyżem
Ześlij nam na ziemię poetów, muzyków, malarzy
Którzy piękno Twe widzą, wiarą i nadzieją
Sercem wyczuwają święty zamysł Boga
Iż świat piękny stworzył dla dusz nieśmiertelnych
Dla piękna wiecznego, które nie przemija.


Czas

Łaskawy jest czas dla dzieci
Kalendarz i zegar wiszą wysoko
Dni zaś ozdabia uśmiech mamy
I smak słodyczy w ustach

Młodym, czas się wydaje
Zegarem bez wskazówek
Przyszłość zaś, mglistym mirażem
Przyjemność jest celem ich życia

Tylko lustro w mieszkaniu
Od lat to samo, po babci
Zmienia twarze dzieciństwa, młodości
W dorosłego pana lub panią

Lustro, to sędzia z wyrokiem w dłoni
Czyta listę naszych strat i zysków
Obok głosy słyszymy niecierpliwe:
Nie jesteś już dzieckiem  …

Dziwny ten wiek dojrzały
Napada z siłą zbójcy, znienacka
Żąda bilansu życia
Wylicza, kogo zawiedliśmy

I trzeba znaleźć czas na rozwagę
Przed lustrem w naszym mieszkaniu
Makijaż złudzeń zetrzeć z twarzy
I przyjrzeć się sobie … w prawdzie

Zbudować dom, w którym drzwi będą otwarte
Dla Miłości Boga i Jego Prawdy Wiecznej
Aby słychać w nim było pukanie, proszących o pomoc
I śmiech radosny, kochających się ludzi

A potem, gdy już w ludzkim trudzie
Dom taki wybudujemy, z cegieł naszego serca
Nie straszna nam będzie starość
Dziwna pani, zasiadająca obok, na naszej ławce życia

Niezbyt się ona nam podoba
Jeszcze przecież czujemy się silni
Warto jednak pokonać odruch niechęci
I wysłuchać, co ma nam jeszcze do powiedzenia …


22.11.2010

Są w życiu chrześcijanina prawdy, które przyjmuje się jako oczywiste … do momentu kiedy sami nie musimy je przyjąć „praktycznie” do swojego serca i bronić je przykładem własnego życia. Z litością i współczuciem odnosimy się do tych, którzy cierpią w chorobie, są zabijani za wiarę, których dotykają życiowe nieszczęścia (stacja Drogi Krzyżowej - płacz kobiet nad umęczonym Jezusem). Kiedy jednak nas osobiście dotknie nieszczęście, zaczynamy czuć w sercu bunt, złość, nie potrafimy przyjąć tego krzyża jak łaski zesłanej choć trudnej często do udźwignięcia. Nie znaczy to, że ten krzyż ma nas tylko powalić na ziemię, nie znamy tajemnicy jego posłania do nas. Są jednak ludzie, którzy prawdy ewangeliczne tak wcielają w swe życie, że każdy krzyż niosą z godnością. Odczuwają w nim pewien znak dla swojego życia. Niosąc swój krzyż z modlitwą, „współuczestniczą” oni w męce Jezusa, w Jego zbawczym zadaniu. To ludzie, którzy głęboko odczuwają sens nauk Chrystusa. Nie tylko przyjmują słowo, ale żyją nim. Matka Boża stanęła pod krzyżem Syna nie po to, by okazać swoje łzy i współczucie, ale aby razem z Nim stać się „współodkupicielką” za grzechy ludzkości. Sercem bolesnym niosła ten krzyż.
Współczesny człowiek nastawiony jest na egoistyczne przyjemności, na „branie” garściami ze świata wszelkich dóbr. W nauce swej Jezus mówi nam także o naszej odpowiedzialności za świat. Przyjmując z godnością i modlitwą nasz krzyż, czyli bożą wolę, uczestniczymy w zbawczym dziele Chrystusa z sercem i poświęceniem. Bóg mówi do dźwigających krzyż - Jestem z tobą, nie odwracam się od twojego krzyża. Oby w naszym otoczeniu nie zabrakło bożych pomocników czyniących dobro - autentycznych świadków nauki Jezusa.


Moje adwentowe roraty

Obudzona w zimowy poranek
Na roraty zmierzam
Ciemność jeszcze ogarnia ulice
I cudowna cisza uśpionego miasta
Prószy śnieg igrający w świetle lamp
Krzątają się w sklepach sprzedawcy
Ciemne postacie spragnionych porannego piwa
Strzegą drzwi, czekając na ich otwarcie
Skrzeczą wrony obsiadające drzewa
Przecinając jak brzytwą, surową ciszę poranka
Czy Ty, Matko Najświętsza, Jesteś w tym moim czasie?
Czy czuwasz?
Zdrowaś Maryjo, łaski pełna … powtarzam
Stawiając niepewnie kroki po śliskim chodniku
O czym myślałaś, tam w Nazarecie
Gdy Anioł Gabriel obwieścił Ci nowinę?
Czy radość czułaś, czy ból Cię przenikał?
Ciemność w kościele …
I ławki wypełnione czuwającymi wiernymi
Światełka świec płonące nadzieją
Po tę nadzieję idę ulicami mego miasta
Ja, człowiek zatopiony w mojej codzienności
Radosna, na spotkanie z Jezusem, Maryją
Zasmucona ludźmi, nadziei szukających poza Synem
Zdrowaś Maryjo, modlę się …
Pomóż tym, którzy żyją w ciemności
Którym życie niegodne wytrąciło z rąk
Światełko nadziei
Ty, która Dzieciątko porodzisz, Maryjo
Przejdź się moimi ciemnymi ulicami
I pozbieraj wszystkie opuszczone i obojętne serca
Rozpal ich wątłą iskierkę ciepła
Zanim staną się zimnym kamieniem
Który mrozem swym gasi każde światełko nadziei.


Król

Królewskim jesteś dzieckiem, Jezu
Szczodrze obdarowanym mocą z niebios płynącą
Na nic, litość nasza nad żłóbkiem Twoim ubogim
Wielki król nie lęka się ludzkiej biedy

Królem jesteś, Dzieciątko maleńkie
Tak wielkim, że ludzki tron i pałace są Ci zbędne
Ludzie tak chętnie wywyższają się władzą
Ty, Dzieciątko, jesteś władzą ponad wszelkie władze

Na nic Tobie szaty zdobne i berło
Wiesz, że mól i rdza je pokona
Twoja moc i bogactwo są wieczne
Ty, prawdziwie królewską dzierżysz koronę

To my, strojem i gestem władczym
Własną biedę chcemy zakryć przed światem
Ty na ziemię przybyłeś, z królestwa
W którym Ojciec Miłości na tronie zasiada

Nasi ludzcy królowie na ziemi
Oczy mamią bogactwem zebranym z poddanych
Ty, ubogi, siankiem tylko ogrzewany
Nic nie mając ziemskiego, darem jesteś z nieba bogatym

Daj nam, Dzieciątko z Betlejem
Serce, którego ziemski przepych nie omami
Serce, które rozpozna wartość darów Twoich
I nie zwiedzie go, byle jaka korona

Daj nam, Dzieciątko Jezus, sercem naszym rozpoznać
Istotę i moc Twojego Królestwa
Tam Miłość zasiada na tronie
Walcząca o dusz naszych wieczne zbawienie

I przemów, Dzieciątko do ludzi, cudem swoich Narodzin
Do tych, którym tak trudno uwierzyć
Iż Król, prawdziwie bogaty
To ten, który Miłością służy.


Przed żłóbkiem

Miłością Ciebie obdarzam, Dzieciątko
Klęcząc przed żłóbkiem Twoim
Z matczyną czułością biorę Cię w ramiona
Litanię Ci śpiewam, kołysankę wielbiącą
I choć dziecięciem jesteś maleńkim
To moc Twych ramion, od moich silniejsza

W oczy Twe patrzę, piękne i ufne
Oddech Twój koi me lęki
A serce szepcze, pełne przedziwnej nadziei:
W ramionach mocno trzymaj Boże Dziecię
Do życia Je zabierz swojego
On, Zbawicielem twoim

W żłóbku, wśród figur Go nie zostawiaj
On żywym jest znakiem Zbawienia
Gdy ciemność grzechu będzie cię kusić
Przytulaj Dzieciątko do serca
Kołyską niech będzie życie twoje
A nie krzyżem, dla ramion Jego

Bolesną miał wiedzę Bóg - Ojciec Niebieski
Zsyłając Syna na ziemię
Lecz Miłość Jego do ludzi jest wieczna
Nadzieja zaś Jego, cierpliwa …
Już setki lat Dzieciątko w żłóbku
Z ufnością błaga o Miłość

Nie lękaj się, prosi, wziąć Mnie w ramiona
Ja, życie twe trudne, znam dobrze
Za pokarm, wystarczą Mi łzy twoje i uśmiech
I czyny człowieka godne
Miłością, pokojem wypełnię twe serce
I krzyża twego też się nie ulęknę …