09.05.2013. W maju wyjechaliśmy z mężem na 4-dniową pielgrzymkę po sanktuariach południowej Polski oraz na Słowację. Pielgrzymkę uświęciliśmy mszą świętą w Łagiewnikach, w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia. Zwiedziliśmy i modliliśmy się w kościołach w Muszynie, Krynicy, Starym Sączu (św. Kinga i klasztor sióstr klarysek), W Zabawie jest kościół Św. Trójcy, gdzie spoczywają relikwie bł. Karoliny Kózkównej. Odwiedziliśmy też miasteczko Tylicz, gdzie oprócz pięknej świątyni jest Góra Kalwaria. W Słowacji wspinaliśmy się na górę, w trakcie Drogi Krzyżowej. Tam, w miejscowości Litmanowa, Matka Boża objawiała się dzieciom przez kilka lat (1990 - 95). Następnie byliśmy na Górze Maryi, gdzie kiedyś mszę odprawiał sam papież Jan Paweł II. Zwiedziliśmy starożytne miasto Bardejewo z bazyliką św. Izydora oraz słynną Lewoczę. Piękno tych świątyń jest zachwycające, kilkuwiekowe zabytki, piękne obrazy i posągi. Szczególnie mocno utkwił mi w pamięci niespotykany obraz Boga Ojca z Jezusem w bazylice św. Izydora. Bóg Ojciec siedzi na tronie, a obok, umęczony Jezus.
Pielgrzymkowa modlitwa
Modlitwa ma czasem kolor soczystej zieleni
Kiedy w górach, na pielgrzymce się rodzi
Na szczyty gór się wznosi, uniesieniem serca
Zatapia w chmurach, na niebieskim niebie
Ze szczytów i pagórków, do rwących spada potoków
By żywym płynąć strumieniem, maryjnych pieśni
Modlitwa pielgrzyma odpoczywa zadumana
W starych cerkwiach, z oczami utkwionymi w obrazach
Świętym powierza swe łzy, radości i troski
Pięknieje, rozważając świętych obcowanie
W Litmanowej, modlitwa klęka z szacunkiem
Przed cudem objawień Maryi, kilka lat trwających
Nadzieją obdarzona, Jej nieustającej opieki
Ku Górze Maryi zmierza, tam posąg Maryi z różańcem
„Pod Twoją Obronę” szepcze, zachwycona pięknem świątyni
Perełki różańcowej modlitwy, szlachetne diamenty duszy
Jak kwiaty układa, u stóp Jej posągu
Na chwałę Jej Syna, za cud mszy świętych …
W Sanktuarium Miłosierdzia w Łagiewnikach
Modlitwa rozpoczęła swe pielgrzymowanie
Błogosławiona Jezusa rękami, delikatna się stała, wrażliwa
Na piękno świątyń, świadectwo wiary człowieka
Na piękno górskich pejzaży, jakby odbicie nieba
Modlitwa, ma czasem kolor soczystej zieleni
Wiosennej odnowy miłości do Boga.
Źródło pustyni
Jest czas pokuty, gdy o wiarę walczymy
Na pustynię, rzuceni jałową
Oczu Boga szukamy w udręce
Doświadczani ciemnością nocy
Słowa modlitwy, niegdyś życiodajne
W alfabet się zmieniają obcego języka
W tej martwej ciszy, na pustynnym wygnaniu
Walkę toczymy, o wiarę, o Boga
W upale pustynnym, szatan kusi ciało
Omamem oazy sycącej pragnienie
Jest na tej pustyni, także źródło czystej wody
Z tęsknoty za człowiekiem, wypływa spod skały
W lustrze tego źródła, Bóg utkwił spojrzenie
Cierpliwie czekając na człowieka "w ciemności"
Szum tego źródła, echo słów Miłości niesie
Nurt tej wody, do światła wiedzie, prosto w ramiona Boga.
Zbliżenie
Zbliżam się do Miłości
Z własną miłością, daną mi w Ofierze Pana
Jakby Duch Święty stanął pomiędzy nami
I zamknął mnie w świetlistym korytarzu
Nie ma już drzwi awaryjnych dla lęków i niepewności
Miłosna czułość bijąca od Boga
Wciąga jak strumień, jak powiew wiatru gorącego
Staję przed nią kilka kroków
Wyciągam ręce z sercem na dłoniach
Ciało jeszcze ziemskich dotyka przestrzeni
Serce i dusza toną w źródle bożej czułości
Jakiej nigdy dotąd nie zaznałam
Odpływam w mistycznej zadumie
Nad cudem Miłości dotąd nie poznanej
Jakby ciepły ocean nie wzburzonej wody
Pozwalał mi łagodnie płynąć
Choć marnym jestem pływakiem
Miłosierdzie Boże czuwa nad mym oddechem
Nad zmęczeniem nóg i rąk
Tak bardzo spragnionych dotyku ramion Boga
Zbliżam się do Miłości.
Z własną miłością, daną mi w Ofierze Pana.
Święto Kapłaństwa i ustanowienia Eucharystii
Radość Wielkiego Czwartku
Miłości doznałam niezasłużonej
Radosnego daru, dla serca
Nie rozbrzmiewał on krzykiem szczęścia
Nie znajdował słów pięknych
Miał smak świeżego chleba.
W Wielki Czwartek, ściśnięta w tłumie wiernych
Zamknięta jeszcze w wieczornym zmęczeniu
Ujrzałam nagle postać Pana, w lśniących szatach
Przechodzącego obok nas
Jakby powiewem był, postaci jasnej, krystalicznej
Dającej znak: Jestem, dotykam was
Jeszcze nie dowierzałam temu uczuciu
Lecz mądre serce wybiegło Mu na przeciw
Pozostawiając ciało w zadziwieniu
A potem serce wróciło z dziecięcą radością
Zawstydzając moją dojrzałość.
Gorące łzy rozlały się po mojej twarzy
Przeniknęła mnie łagodność, cierpliwość, czułość
Dotyk Miłości, cichej, hojnej
Miłości łączącej tłum wiernych, perełkami łaski
W wielki różaniec serc pragnących Zbawienia
Składany u stóp ołtarza
Miłości doznałam niezasłużonej
Smak miała świeżego chleba.
Eucharystii ciągle żywej.
W Kolejce Życia
W Kolejce Życia stanęłam.
Wiła się jak kolorowa lina
Z ludzkich istnień utworzona
Rzucona pośród dni i lat ludzkiego trwania
Szmer głosów wieścił o darach wspaniałych
Które, pierwsi z kolejki otrzymują
Przedziwna to była kolejka
Ludzi cierpliwych, z różańcem, biblią, modlitwą
I znudzonych oczekiwaniem
Niespokojnych, wybiegających, szukających własnych dróg
Mijały dni i lata, pełne poruszeń w Kolejce Życia
Z rąk oczekujących wypadał różaniec, biblia
Nadzieja słabła w Kolejce Życia
Odchodzili z niej, zmęczeni dźwiganiem krzyża
Który spadał nieoczekiwanie z obłoków
Zawiedzeni się czuli, takim obdarowaniem
Niektórzy chwytali ten krzyż i przytulali.
Unosiłam się i opadałam w swojej nadziei
Na przemian w światło idąc i w ciemność zapadając
Darów braknie dla ostatnich, krzyczała ciemność
Światło dodawało wiary.
Anioł stał przy mnie jak Stróż nieugięty
Stój, krzyczał, gdy nogi słabły
Stoję dalej e tej przedziwnej Kolejce Życia
Jak biblijni robotnicy, którzy przyszli ostatni po zapłatę
Wierząc, iż Bóg w swym Skarbcu Miłosierdzia
Dla tych ostatnich, ma też złotą monetę Miłości.
Łzy
Cóż mogę Ci ofiarować, Matko Święta
Co darem byłoby świętym, czystym i godnym?
Człowiekiem jestem, pomazańcem ziemskiego prochu
Skażonym grzechem i ciągłą pokutą
Lecz są w mym życiu przedziwne chwile
Stworzone z pragnień spotkania z Bogiem
Anielska je zdobi cisza, radością przenika serce
I darem łez, po twarzy mej spływa
Chcę Ci Maryjo, Matko Święta Jezusa
Łzy te ofiarować, bo nie ma w nich żadnej goryczy
Są kwiatem, darem dla mej nieśmiertelnej duszy
Który rozkwita, zroszony Miłością Krzyża
I nie pogardzisz Pani, tym darem człowieczym
W rękach Twych, w czyste perły się zamienią
Do serc je włóż grzeszników smutnych
Niech "Pod Twą Obronę" na wieczność się skryją.
Fale łask
Chciałam Ci, Boże, tylko podziękować
W prostej modlitwie, szarego dnia
Za łaski od Ciebie otrzymane
A zachwytem serca mnie obdarzyłeś
Jakby KTOŚ tamę zerwał na niebiańskiej rzece
Bogactwo ukazując łask płynących
Zadziwiona stałam nad nurtem tej rzeki
Nad mocą fal bożego miłosierdzia …
Wstąp w tę rzekę, usłyszałam, daj się ponieść jej wodom
To Ofiara Jezusa, zerwała tę tamę!
Ne bez lęku zanurzam w niej stopy
Bagażu życia trzymam się, deską jest ratunku
Niepewnie płynę z nurtem tej rzeki
Miłosierne fale, topią mój bagaż życia
Tylko ja … i fale łask, życzliwie oczyszczające
Na środku rzeki, trud odczuwam pływania
Fale łask są piękne, ale wymagają trudu pływaka
Szepczą o bezinteresownej miłości, o zaufaniu Bogu
O wierze, przebaczeniu dla raniących serce, o cierpieniu
Rzeka, którą płynę … oceanem się staje bezkresnym
Lękam się słabości, lękam się wyrzucenia na brzeg
Bolesnym krzykiem przywołuję białą hostię
Znak mocy, płynący ponad falami
Bądź ze mną, krzyczę, Tobie, Boże, zaufałam!
26.05.2013. Podczas mszy świętej (Uroczystość Trójcy Świętej), oczom moim (a może raczej „oczom duszy”) ukazał się piękny obraz. Podczas Modlitwy Eucharystycznej, kiedy kapłan podnosi świętą hostię i kielich, ujrzałam białą gołębicę nad głową kapłana. Podczas uniesienia hostii i kielicha, gołębica zniżyła się i „objęła” sylwetkę kapłana tak, że jego ręce stały się Jej skrzydłami. Kapłan jak gdyby „utonął” w Jej objęciach. Został całkiem otulony przez Nią. Odczułam ogromne ciepło Miłości w tym akcie, trudne do opisania słowami. Przenikało, dawało radość. Przypominało o cudzie, który dzieje się na ołtarzu.
Daty
Z dni składa się nasze życie
To prawda banalna
Banalne już nie są daty w naszym życiu
Jakiś dzień, w którym szczęście przyszło
Słodyczą napełniając ciało
I ten, który nieoczekiwanie zranił
Na zawsze znacząc nas, blizną niezagojoną
W pamięci mamy te daty
Jakby inne dni, czas pochłonął
Szczególnie, dla tych bolesnych
Lekarstwa nie mamy
I choć dni i lata ciągle nowym zakwitają kwiatem
Nad blizną doznanej rany
Zapachu jego nie czujemy …
Daj Boże ludziom, wiele dat szczęścia
A tym, którym blizny ran się nie goją
Z dat ich zranienia, uczyń takie święto
Które datą będzie, spotkania z Tobą
Niech łzy ich, Twoje zbiorą miłosierne dłonie
By nie wchłonęła ich, na darmo ziemia.
Skarga
Uwielbienia doznajesz, Boże
W pieśniach pięknych i hymnach wzniosłych
Dymem kadzielnym wznoszą się ku Tobie
Na Twą chwałę, pieśnią wdzięczności
Święto czyniąc na ziemi, wiary w Stworzyciela-Boga
Kiedy pieśni milkną, dym kadzidła gaśnie
A hymn uniesiony wysoko, ginie gdzieś w obłokach
Kiedy pustoszeje kościół, ostatni słychać stuk kroków
Jezus myśli zadumany, w złotym tabernakulum
Czy serca nasze, w codzienność, poniosą tę pamięć wdzięczności
Są miejsca na świecie, gdzie hymny milczące
Ból ludzki wyśpiewuje, w ciszy swego serca
Tam Jezus, z tabernakulum złotego, podąża cierpiący
Łzy zbiera rozpaczy, jak nuty porzucone przez muzyka
I Sam im pieśni śpiewa, o Bożej Miłości
Piękne są hymny, harmonią brzmiące, zapachem kadzidła zdobione
Lecz są też hymny, krzykiem wzniesione ku niebu
Bieda, cierpienie i głód śpiewają je, za drzwiami kościoła
A Ty, prosisz Panie, byśmy je słyszeli
Skargą są w Twej pieśni, śpiewaną na ziemi.
Na ścieżkach wiary
Na drogę życia jesteśmy rzuceni
W bezradność niemowlęcą ubrani
Świat jest dla nas odczuciem ciepła, zimna, smaku
Potrzebą bezpieczeństwa dla maleńkiego ciała
Lata mijają, umysł niespokojny zadaje pytania
O drogę wiary, w sens swego istnienia
O spotkanie ze światłem, prowadzącym do Prawdy
Serce niespokojne szuka tego światła …
A kiedy ścieżkę taką znajdziemy
Na której miłość nasza z Miłością światła się spotka
Drogę wrażeń i zmysłów ciała, opuszczamy
Na ścieżkę wiary wkraczamy …
Ścieżka ta nie jest kwieciem usłana
Choć w pobliżu, pieśni słychać pięknych aniołów
W pielgrzymce wiary, wąskie czekają groty
Często, bolesna ciemność, usłana krzyżami
Światło przygasa, krzyże grzechów ranią ciało
Jak ostre gwoździe, wbite w gładką groty ścianę
Rąk unieść nie możemy, lęk krąży nad głową
I szept wrogi się niesie: zawróć z tej drogi …
I trzeba mocy modlitwy o cud wiary w Boga
By w ociemniałych oczach, nadal widzieć światło
Na klęczkach, z ufnością, w pokorze iść dalej
Niech krzyż Chrystusa w naszych dłoniach, ku światłu prowadzi
Nie ma, do Ciebie Boże, ścieżek wiary, wygodnych
Naszą wiarę sprawdzasz w świetle dnia i w nocy
Lecz Miłosierdzie Twoje, zna ludzkie słabości
A ręka Twoja, pielgrzyma wiary, podtrzymuje w drodze i chroni.
Czas wyboru
Bogactwo wydarzeń życie człowieka przenika
Jak nić kręta, obraz tkająca nieznany
Często myślimy, że artystami jesteśmy tej tkaniny
Dopóki nagle, los zły lub dobry, zrywa nić
Dotąd, pewną ręką, wzór życia tkany
I wielki znak zapytania przed oczami świeci
Dziwna pustka, niepewność, ogarnia człowieka
Moralnych dylematów pustka nie rozwiąże
Ona trwa jedynie i cierpliwie czeka
Co, wolność człowieka wybierze …
Ta pozorna pustka jest darem dla życia
Dobry los wykorzysta, dzieląc go z innymi
Czy jak egoista, sam się nim zachłyśnie
Czy los trudny dźwigając, ręce opuści bez walki
Łzami rozpaczy zalewając, wzór swojego życia
O pustko, która białą plamą świecisz na obrazie życia
Refleksji jesteś czasem, jak siewca na polu
Ziarno, pan twój posieje, życiodajnej rośliny
Czy rozpaczą zwiedziony, z pola kąkol zbierze
To czas refleksji, czas wolności wyboru …
Jeśli w tę pustkę, modlitwę zasiejesz
Rosą pieśń ozdobisz, do Maryi Świętej
Przyjdzie ci z pomocą, Artysta Wszechrzeczy
On nici zerwane, w święte supły zwiąże
Gdy ty, obraz swego życia, Jemu poświęcisz.
Oblicza miłości
Miłości pragnie człowiek jak kwiat wody
Bez niej opadają płatki nadziei
Usycha pączek nowego życia
Ludzka miłość jest ciągle spragniona
Kocha … być kochaną
Blaskiem się rodzi … i blednie
Na pustynię obojętności wygnana, cierpi
Nieodporna na zranienia
Ludzką miłością kołyszą zmienne uczucia
Jak wiatr gałęziami drzew
Ludzką miłość, nawet tą najpiękniejszą
Pokonuje śmierć, otulając ją czarnym kirem
Istnieje Miłość, która nie umiera, nie odrzuca
Królewska jest, szlachetna, wieczna
W żebraczym ukazuje się stroju, z krzyżem
Z tęsknotą w oczach błaga
Zaufaj mi, a głodu miłości nie zaznasz
Ofiaruję ci miłość, która rodzi miłość
Cierpliwym się staniesz dawcą miłości
A nie tułaczem, poszukującym uczuć
Tęsknotę zasieję w twym sercu, obsypię darami
Mocą Mojej Miłości twoje dni uświęcę
Razem przez życie przejdziemy w smutku i radości
Oblubieńcem Jestem, który wierny jest na wieczność.
Kielich goryczy
Wypiłeś za mnie, Jezu, w Getsemani
Kielich goryczy, do dna
Wola Ojca była dla Ciebie, świętą
Ja, swój kielich goryczy piję łykami
Odstawiam często z lękiem
Jakbym prawdy o sobie
Bała się zobaczyć na jego dnie
Prawdy o grzechach, dźwięczących jak kamyki
Za każdym uniesieniem kielicha
Bolesną wydają melodię
O słabości mojej ludzkiej natury
Kielich Twój widzę, Panie
Na każdej mszy świętej, rękami kapłana wzniesiony
Pijesz z niego gorycz naszych grzechów
Miłość Twoja rozpuszcza
Nawet twarde głazy ludzkich serc
Przebaczasz w spowiedzi szczerej
Łaską komunii uzdrawiasz naszą słabość
Znam, mówisz, dno twojego kielicha goryczy
Jestem przy tobie, gdy z niego pijesz
Każdy łyk, ku woli Ojca cię zbliża
W Getsemani twojego życia, jest darem wiecznego zbawienia.
Świątynia
Jeśli życie cenisz, darem jest dla ciebie świętym
W centrum swego życia, świątynię wybuduj
Głaz nieporuszony, jak ołtarz ofiarny
Krzyżem Chrystusa umocniony, krwią Jego poświęcony
Po kamiennej podłodze, ogrzanej stopami pielgrzymów
Zbliżam się do Grobu Pańskiego w Jerozolimie
Chłód kamiennych ścian otacza mnie
Jak grota wypełniona życiodajnym powietrzem
Wejście do świątyni przejmuje ciało drżeniem
Przed dotknięciem niezwykłej tajemnicy
W gwarze ludzkich głosów można się zatracić
Poddać fali codzienności, zagubić tajemnicę
Panie, wołam, byłeś tu i Jesteś
Prowadź mnie modlitwą serca
Oddal szum, napełnij ciszą …
Jak ślepiec uwolniony od pokusy oczu
Dłońmi dotykam nierówności kamieni
Czas oczekiwania na wejście do Grobu
Wypełniam modlitwą, szukam miejsca w sercu
By, jak ogrodnik czuły, zasadzić w nim białe lilie
Na spotkanie z Tobą, w tym świętym miejscu
Na te chwile, gdy dotknę Twego Grobu
Chłodna, kamienna płyta, kilka świec
I łaska bycia z Tobą, umarłym i zmartwychwstałym
Zostawiłam tam kilka łez, dziwnie słodkich
Zapomniałam o pięknych słowach …
Jakby ciało, serce i dusza nagle umilkły …
O, tajemnico Świętego Grobu Pańskiego
Skało Męki Chrystusa
Ilekroć szukam w sobie zagubionej tajemnicy
Oczami duszy przekraczam próg tamtej Świątyni
Jerozolimska Świątynio, ołtarzu ofiarny dla świata
Tajemnico Miłości, czuwająca na progu każdej świątyni
Tajemnico, która pragniesz być poznana przez każdego człowieka.
20.08.2013.
Wiem, że każda msza jest spotkaniem z żywym Jezusem. Dlaczego jednak, zastanawiałam się, podczas niektórych mszy prowadzonych przez kapłanów, jestem rozproszona, a przez innych, skupiona, uwolniona od niepotrzebnych myśli? Czyżby głos kapłana miał znaczenie? Głos jest przecież jedynie fizycznym brzmieniem człowieka i niekoniecznie musi być piękny. To dusza kapłana, usłyszałam w sercu, nadaje słowom moc. Nasze serce, nasza dusza „słyszy” prawdę słów wypowiadanych, poddaje się im. Wiara kapłana, silna, przenika misterium mszy. Wierni czują ja, ulegają sile wiary kapłana. I nie muszą to być słowa wypowiadane „pięknie aktorsko”. To Duch Święty „łączy” ołtarz i wiernych poprzez wyczuwalną miłość do Boga, przez prowadzącego mszę kapłana. Módlmy się, aby Bóg obdarował kapłanów charyzmatycznymi darami i „miłosnym” uczestnictwem wiernych we mszy.
Sen
To był sen, ale dziwnie realny
Unosiłam się nad bogatym miastem
Pachniało sztucznym zapachem
Zadziwiało ciszą pustych ulic
Jakby ktoś zabronił ptakom śpiewu
A ludziom odebrał mowę
Znam to miasto, pomyślałam, sprzed lat
Czyżbym przekroczyła barierę czasu?
Szukałam znajomych kościołów i posągów
Jakaś siła prowadziła mnie
Do miejsca, gdzie stał magazyn wielki
Leżały w nim, ułożone w stosy, kamienne anioły
Martwe, z bezradnie rozłożonymi skrzydłami
Nie pasowały do tego miasta
Czyżby anioły ciszę zakłócały?
Chciałam unieść jeden posąg, ożywić go
Rozprostować martwe skrzydła, modlitwą
Twarz anioła patrzyła na mnie, niema
Z oczu płynęły krople, łzy czy resztki deszczu?
Pośród posągów, nagłe poruszenie
Maleńki aniołek cichym oddechem, dawał znak życia
Jak dziecko narodzone z umierającej matki
Chwyciłam w ramiona kamienny posążek
Uniosłam wysoko nad miastem
Na pustym cokole, zarośniętym trawą
Ustawiłam mojego aniołka
Nadzieję na życie, na głos modlitwy w cichym mieście
Obok cokołu leżał metalowy, zardzewiały krzyż
Dałam go aniołkowi do rąk
A on … rósł i stawał się wielkim aniołem.
Lustro
Człowieka ujrzałam niewidomego
Z twarzą, kalectwem wykrzywioną
Jakby rzeźbiarz ludzkich rysów
Ból w niej wykuł skamieniały
Ostrymi cięciami dłuta
Łaską jest, pomyślałam, Boże
Iż człowiek ten, nie widzi się w lustrze
I nagle, surowy głos usłyszałam wyraźnie:
Czymże jest, odbita w lustrze, brzydota twarzy
Wobec brzydoty grzechów, w nim niewidzialnych?
Dzięki Ci Boże, za naukę, daną oczom moim
One na człowieka patrzą, poprzez martwe lustro
Pycha się w nim odbija i ślepota serca
Prawdy ono nie zna, o duszy człowieka
O istocie jego przeznaczenia
I nagle twarz ujrzałam Jezusa
Oplutą, poranioną, całą zakrwawioną
W ludzkim lustrze, brzydotą by się odbiła
Na chuście Weroniki, na jej sercu czułym
Pięknem zajaśniała, ofiarą świętą
Brzydotę naszych grzechów, poniosłeś, Jezu
Aż na Golgotę, by Męką swoją nas zbawić
Ty, który grzechu nie znałeś, sam grzechem się stałeś
By człowiek, przeglądając się, w lustrze Twej Ofiary
Rozbił fałszywe lustra, które grzech ukrywają
I grzech swój rozpoznał, w ranach Ciała Twego
Błagając: daj mi Boże, łaskę przebaczenia …
Cud Mszy Świętej
Kiedy cudów pragniesz, oczami widzianych
Wrót do pałacu cudów, anioł nie otwiera
Strażnikiem jest tajemnic nieba
Przed oczami tych, którzy dowodów swej wiary szukają
Jeśli cudów łaski nie widzisz wokoło
Jeśli serce twoje miłością nie płonie
Jak oczami możesz, cud rozpoznać boży?
Jak go nie pomylić ze zwykłym omamem?
Bóg nie skąpi cudów ze skarbca Swej Łaski
Czas na nie wybiera według własnej woli
Podczas Mszy Świętej, są takie momenty
Gdy modlitwa serca, z bożym, łączy się oddechem
W tej świętej chwili, zmysł wzroku zanika
Dusza ludzka, z cielesnej uwolniona, powłoki
Do ołtarza biegnie, do pałacu cudów
Anioł w ramiona ją bierze
I widzi dusza cud, gdy Duch Święty
Ze skrzydłami białymi, przeczystego blasku
Kapłana obejmuje w miłosnym uścisku
Podczas, gdy on hostię i kielich unosi
Widzi dusza sznur złoty, pleciony jak warkocz
I dźwięk słyszy dzwonów donośnych
A anioł jej tłumaczy: każda Msza Święta na ziemi
Echem tego dzwonu, zwycięstwo Miłości, w niebie ogłasza
A kiedy dusza klęka w miłosnym zachwycie
Jezus ją obdarza, krwią z krzyża płynącą
Z grzechów obmywa, ranami leczy, Męką Swą zbawia
Cudem Mszy Świętej, uświęca
I widzi dusza nad głową kapłana
Wieniec z krwią płynący, bez żadnej osłony
Pulsujący, żyjący, jak Miłość bez ochrony
Gotowa poić, każdego spragnionego …
Gdy kapłan błogosławi, dusza do ciała wraca
I uświęca serce tym cudem, którego sama doznała
A serce choć drży, niegodne tej łaski
Przytula te cuda jak relikwie, jak perłę, ze skarbca Pana.
Poemat życia
Każdy z nas, autorem jest poematu
Piórem go nie piszemy, tylko życiem własnym
I choć karty jego są niewidzialne
Czas utrwala znaki, jak drukarz staranny
A Anioł Przemijania, ku wieczności je niesie
Czytelnikiem uważnym jest – Jezus
Czasem chcielibyśmy czas cofnąć
Poprawki nanieść w swoim poemacie
Łzami wymazać strofy, pychą i złością pisane
Czasu nie dogonimy, szybszy jest niż człowiek
Nadziei się chwytamy, nowe układając strofy
Czas, jak cenną perłę, pieścimy w dłoni
O talent błagamy Stwórcę, Poetę Wieczności
Daj Boże, dobrem opisywać nasze życie
Daj odczytać w sercu, piękno człowieczego losu
Daj myśl i wolę, o czynach szlachetnych
Niech jak tęcza barwna, szare zdobi karty
I obdarz nas Stwórco, Poeto Miłości
Świadomością Prawdy, dla Kogo piszemy ten poemat
Dla życia wiecznego, czy mijającego czasu?
A kiedy chwile przyjdą, zwątpienia i żalu
Mrokiem pokryją spisywane karty
Wypisz na nich, Dobry Boże, strofy o Twoim Miłosierdziu
Niech światłem rozjaśnią, wszelkie ciemności
Niech dusza nasza, w nadziei Miłości, skąpana
Pieśń sobie przypomni, gdy nas na świat zsyłałeś
O Miłości Ojcowskiej, o Matce Nieustającej Pomocy
O Świętym Krzyżu, na którym, za nas, Syn Twój skonał
I nie zostawiaj nas, Dobry Boże, samotnym w naszym pisaniu
Autorem bądź strof wielu, byśmy w nich Twą wolę, rozpoznali.
Krzyż Zbawienia
Boże, prosiłam, daj mi widzieć sercem
To piękno, ten cud Eucharystii Świętej
Oczy nasze, zasłonę mają z materialnych nici
Spragnione serce, wybiega przed oczy …
Gdy sercu zaufasz, usłyszałam słowa
Piękno dostrzeżesz, lecz i bólu doznasz
Serce Mego Syna, zranione przez ludzi
Bólem swym, z tobą zechce się podzielić …
Na moment się zawahałam
Jak grzesznik, niezdolny do ofiary
Czy drogą iść udeptaną, znaną
Czy Pana poznać sercem, na Jego Drodze Krzyżowej?
Matkę Bożą wezwałam, Wspomożycielkę wątpiących
Na Opiekunkę mych duchowych przeżyć
Zasłoń, Matko, swą suknią, ból, którego nie pojmę
Daj poznać ból Pana, który mnie olśni i umocni
Krzyż ujrzałam ciemny, wysoki, nad ołtarzem stojący
Z drewna był mocnego, pełen szczelin głębokich
Jak pole, usiane korytami rzeki
Krew w nich płynęła, prosto do kielicha
Obfitość jej, zadziwiła serce moje
Krętymi zakolami, żywym płynęła strumieniem
W sercu usłyszałam: dopóki krew Moja płynie
W tym Krzyżu Zbawienia …
Chronieni jesteście, Moim Miłosierdziem.
…
Ludzki czas
Jak piasek w klepsydrze, dawnym zegarze przodków
Przesypują się dni naszego życia
Zegarmistrz Czasu, cierpliwym gestem je odwraca
Spływają dalej, w rytmie powolnym
Drobiny piasku, chwile naszego życia
Czasem, ten rytm jednostajny
Niezwykłe spóźnienie zakłóca
Ruch, w klepsydrze ustaje, niepokój się budzi
W wąskim otworze … mały kamień widzimy
I czas się zatrzymuje …
Głodni monotonii dni już poznanych
Oswojeni ze smutkiem, z nadzieją na radość
Patrzymy na ten kamień, klepsydrą potrząsając
I pytamy:
Cóż to znaczy, Zegarmistrzu Czasu?
Z drobin piasku, przez wieki całe
Skały powstały, monumenty piękne
Z naszych chwil, drobinek – kamyk mały
Na miarę niewielu lat ludzkiego życia
W nim też piękno jest zawarte
Jak w skałach, tak i w naszym kamyku
Czas się zatrzymał, by sens jego poznać
Darem jest świętym, który nie umiera
Dla chwały Pana poświęcony, dla życia szlachetnego
Diamentem się staje, modlitwą w krysztale zamkniętą
Dla nieśmiertelności.
Łaska przebaczenia
Kiedy łódź Twoja, Panie, przybiła
Do brzegu mojego życia
To Ty, Panie, z niej wyszedłeś, do mnie
A światło w tajemniczym lustrze skupione
Dotknęło mnie świetlistym promieniem
Przeniknęło przez ciało, do serca zakamarków, dotarło
Krople łez oświetliło, jeszcze nie przelane
Myśli niedokończone, piękno nie poznane
Słowa Twoje, na wpół zapomniane, na wpół odrzucone
Na brzegu swego życia stałam
Prześwietlona tym światłem, ale lęku nie czułam
Jak dziecko, które przebaczenia doznało
Jakby miłość ukryta w głębi słabości
Zapaliła się i chciała płonąć
Oczyszczać to, co zapomniane, nie poznane
Stałam bez ruchu
Popychana przez inne życie na brzegu
Zadziwiona, wpatrywałam się w łagodne fale
Zanurzyłam stopy w ciepłej wodzie
Chciałam płynąć z Tobą, tam gdzie dobro i miłość
Ręką, uniesioną wysoko, jak do błogosławieństwa
Nakazałeś mi zostać
Na brzegu twojego życia, mówiły Twoje oczy
Są jeszcze burze, które musisz przetrwać
Są Moje słowa, które musisz poznać
Są czyny, których musisz dokonać
Jest piękno, o którym musisz opowiedzieć
Nie lękaj się opuszczenia, Ogrójca i Kalwarii
W komunii świętej, przypłynę łodzią do ciebie …
Ogród
W kontemplacji zatopiona, w poszukiwaniu piękna
Którym duszę moją chciałam ozdobić
Ogród ujrzałam, jakby Eden, w wiosennym rozkwicie
Szczegółami zachwycał, budzącej się przyrody
Drzewa iglaste, dumne i wyniosłe
Zielenią się chlubiły, strącając resztki bieli śniegu
Do promieni słońca wyciągały gałęzie, grusze i jabłonie
W błagalnym geście, o ciepło promieni słońca
Dla rodzących się pączków życia nowego
Gałąź jabłoni ujęłam w ręce, by zapach poczuć, nadziei życia
Pączkami lśniła zielonymi, śpieszącymi się wydać owoce
Z ziemi wyrastała nowa zieleń trawy
Zagłuszając stare, zeschłe pędy
Jak wspomnienia, o których należy zapomnieć
By nowe odkryć w sobie pragnienia i chęci
W kałużach, po stopionym śniegu, wiosenne przeglądało się słońce
Blaskiem swym rozrywało, uparte chmury na niebie
Goniąc je w dziecięcej zabawie
Jakiś ptak nieśmiało zaczął ćwiczyć trele
Nieco zdziwiony zbyt wczesną pobudką
Wiatr leciutko przelatywał przez ogród
Jak dyrygent, szukający muzyków, dla swego koncertu
Tyle piękna było w tym ogrodzie, malowanym wyobraźnią Boga
Tyle szczęścia przenikało serce moje, jak wdzięczna modlitwa
Po co, Boże, pomyślałam, szukać cudów w kosmosie
Rakietami rozbijać przestrzenie, by wiedzą się nasycić?
Człowiekowi, do szczęścia potrzebny jest cud znaków Twojej Miłości
W pięknych ogrodach Edenu, ludzkiego serca.
24.10.2013. Rozważałam zdanie, które usłyszałam w sercu: szukacie życia duchowego, „ryjąc jak krety” w ziemi, a nie szukacie go wysoko … Rzeczywiście, współczesny człowiek jest bardzo związany z tym, co „ziemskie”. Z czasem „ziemskim”. Cała współczesna kultura „opisuje” fizyczne emocje i „nawołuje” do ich kultu, do filozofii używania życia, które ma dać szczęście. Emocjonalne, krzykliwe piosenki, sztuka, literatura, pełna erotycznych scen. A to wszystko jako wzór dla … rozwoju duchowego? Raczej dla kultu popędów. Człowiek zagoniony do pracy, często niewolniczej, nie ma czasu na refleksje. A jeśli jakiś „niepokój” wkrada się w jego życie, sięga po używki, by go zabić. Ośmiesza się tradycje rodzinne, dając „wolny wybór” życia seksualnego. A to wszystko w imię nowoczesności, w imię uwolnienia człowieka od … myślenia o własnym przeznaczeniu. Szukamy, „ryjemy w ziemi”, za tym, co łatwe, co usprawiedliwia naszą cielesną naturę. Zatapiamy się w tymczasowości. A tymczasowość jest jak SMS, krótki, nierzadko niegramatyczny, informujący. I tak mijają dni i noce. Mija życie … Gdzieś, obok nas, jacyś starsi ludzie idą do kościoła. Czego tam szukają? – pytamy się, pośpiesznie wysyłając kolejnego SMS. Do przyjaciół? Czy są nimi? Człowiek nie jest „kretem” ryjącym w ciemnościach. Otrzymał światło w Ewangelii. Otrzymał Zbawiciela. Człowiek musi podnieść głowę wyżej, ponad kopce usypane przez kulturę użycia i musi zacząć myśleć o sobie jak o kimś nadzwyczajnym, kogo stać na piękne myśli i przeżycia. Musi po prostu patrzeć w niebo … Aby nie być samotnym w oszukańczej kulturze hałasu i krzyku, tych, co tworzą dla nas, grzebiąc się w duchowej ciemności.
Horyzont
W horyzont się wpatrywałam
Tajemniczą linię, gdzie tęsknota doznaje spełnienia
Każdy krok ku niemu, linię oddalał
Ale horyzont trwał … zachęcał do drogi
Oddalał się, gdy biegłam
Gdy przystawałam, trwał w wyczekiwaniu
Był dla mnie jak Oczy Boga
Spoglądające na wysiłek pielgrzyma
Szłam ku niemu, po zielonych łąkach
Pełnych duchowego pokarmu
Soczystych owoców wiary
Na puste, kamienne pola, pełne cierni, wkraczałam
Spragniona, szukałam Mojżesza z laską
I skały, z której wytryśnie ożywcza woda
Cierpiałam głód wiary i zimno uczuć
Horyzont, ku ogrodom mnie prowadził
Które karmiły mnie, osłaniały swym cieniem
Nad oceanem stawałam groźnym
Po ludzku, nieprzystępnym, do przepłynięcia
Zachodzące słońce bożej łaski prowadziło mnie
Oddalało lęk, fale ustępowały
Byłam w miastach, gdzie domy wysokie
Zasłaniały horyzont, a ich hałas
Zagłuszał wołanie Oczu Boga
Otwierałam torbę pielgrzyma z modlitwami
Szukałam Domów Pana z wysokimi wieżami
Klęcząc przed Nim, prosiłam o Jego moc
Ku przestrzeniom mnie prowadził
Kontemplacji Jego Miłości
Uzbrojona w Nią, w Jego Miłość
Idę ku Oczom Boga, ku horyzontowi
Gdzie tęsknota, dozna swego spełnienia.
Autostrada
Świat ułudą nas wabi, wielkich przestrzeni działania
Autostradą szeroką, pełną cennych kamieni
Chwyć, krzyczy, kamień sukcesu w nauce
A odkrywcą będziesz sławnym
Schyl się po kamień talentu, błyszczący
Świat cię uwielbieniem obdarzy
Głaz podnieś, choć może ciężki
On, da ci przywilej władzy
I tak wabieni okrzykami świata
Z autostrady pychy, zbieramy kamienie
Z kamieniem talentu, biegniemy dumni
Tłum hałaśliwy, nie chce nas słuchać
A nowe pokolenie, własną tworzy naukę
Gdy głaz władzy dźwigamy mozolnie
Podstępem, silniejszy, z ręki nam go wytrąca
Aż zniechęceni, rozczarowani i smutni
W walce o siebie, o swe talenty
Koniec widzimy, swych zmagań
Jeszcze do piersi tulimy swój kamień
Lecz blask jego niknie, cieniem przesłonięty
Jest taki obraz, ludziom naszego wieku, dany
Gdy pod nim klękniesz, pod stopami Pana
Autostradę ujrzysz … do Serca Jezusa Miłosiernego
Dwa okalają ją promienie, czerwony i blady
Krwią znaczone Pana i strumieniem Sakramentów
Drogę wyznaczają ku Jego Sercu, ,światłem Miłości
Z psalmem uwielbienia, wejdź w tę „autostradę”
Oddaj Sercu Jezusa swoje życie i wolę
Niech Jego błogosławieństwo, talenty twe mnoży
Dla chwały Boga, dla radości i nadziei bliźnich.
Nadzieja w krzyżu
Jak łatwo mówić: krzyża się nie lękam …
Pieśni śpiewając z wiernymi, przy dźwięku organów
Jak trudno jest przyjąć krzyż w rozpaczy
Gdy muzyką są łzy bolesne samotności
Jak trudno pokonać słabość ludzkiego serca
Wzajemności spragnionego, za każdy gest miłości
Aby krzyż życia przyjęło z ufnością
Nadzieją się karmiąc, krzyża Chrystusowego
Te chwile głębokiej rozpaczy
Sprawdzianem są naszej wiary
Spotkaniem, z Jezusem na krzyżu
To czas święty, bycia sam na sam, z Panem
W Jego wyczekującej, obecności …
Upadkiem ten czas będzie, czy wzlotem wiary?
Krzyż Jego, ku nam się pochyla z miłością
Gdzieś w duszy, łagodne brzmi pytanie …
Oddasz swą rozpacz, swój krzyż, ranom Moim?
Czy z głośnym krzykiem, ode Mnie uciekniesz?
I dokąd pójdziesz, ludzka rozpaczy?
W tłumie znikniesz, wołającym: na krzyż z Nim?
Czy jak Dobry Łotr, z sercem czarnym od grzechów
Zaufasz Mojej Miłosiernej Miłości?
Daj nam Jezu, Twoją krew zbawczą z krzyża
By mocą była i łaską, dla naszej wiary
A słowa Twoje: dziś jeszcze będziesz ze Mną w raju
W nadzieję, krzyż nasz przemienią.
Cicha radość
Radość odkryłam w sobie, cichą i tajemniczą
Nie wybuchała gejzerem śmiechu
Nie unosiła ciała w radosnych podskokach
Nie brzmiała odgłosem spiżowego dzwonu
Czekała cierpliwie we mnie, aż ją rozpoznam
Podczas zwykłych, szarych dni
Gdyby nie łaska boża, podczas pewnej mszy
Może bym jej nie odkryła
Tak cicho i skromnie zasiadała
Na ławce mej duszy
Wyczekując, aż ją dojrzę
Może, przez wiele lat …
Oczy miała łagodne, uśmiech nieśmiały
Jej szare ubranie mniszki, nie błyszczało
Ale była w niej moc przedziwnego daru miłości
Miłości, która daje bezpieczeństwo i nadzieję
Nie była radością emocji i uczuć chwilowych
Była jak przyjaciel … na wieczność
Wąską bramą poprowadziła mnie do ogrodu
Zapach jego był muzyką, barwy, śpiewem
Ogród, przypomnieniem o pięknie Stwórcy
O cudach mszy świętej, tak cichych, że nierozpoznawalnych
Jak radość, którą odkryłam, cichą i łagodną
Radość … komunii z Panem.
Nauka o Miłości
Dziękuję wam, Synu Marnotrawny
I tobie Synu, Dobrym zwany
Za naukę o Miłości, z Ewangelii płynącą
Za ufność twoją, Synu Marnotrawny
W pokutę i przebaczenie Ojca
Nawet za złość twoją, dziękuję ci, Synu Dobry
Iż dary otrzymał ten, kto nie zasługuje
Jesteście lustrem dla serca mojego
Z jednej strony światło, z drugiej ciemność lustra
W świetle chcemy widzieć piękny wizerunek
Ciemna strona pochłania to, co ukryć chcemy
Ile w naszym sercu światła, a ile ciemności?
Ile widzenia oczami, a ile miłosierną miłością?
Samotny Ojciec na drodze, zna prawdę …
Ty, Synu, Dobrym zwany, udział miałeś w bogactwie Ojca
Lecz gorycz niewolnika, zabrzmiała w twych ustach
Posługą rzetelną, ale … bez miłości
Było twoje, Ojcu, posłuszeństwo
Przebaczenie Jego, za niewdzięczność uznałeś …
Ile w naszym sercu, Boże, posługi niewolnika w wierze?
A ile miłości, dla samej Miłości?
Przywilejów pragniemy za Twą Miłość, Boże
Zapłaty, jak żołnierze, żołdu
A Ty, chcesz dzielić się bogactwem Twej Miłości
Dla samej radości, bycia w Twych ramionach
Jak często w lustrze swego serca, Dobrego Syna widzimy
Jak często ciemność egoizmu … zatrzymuje nas
By, wraz z Ojcem Samotnym, wychodzić na drogę
Czekając na Synów Marnotrawnych
I dzielić z Nim, radość z ich powrotów.
Dwa światy
Nasz świat, pomalowany jest bogactwem kolorów
Zielenią traw, żółcią pustyni, błękitem mórz i nieba
Światło słońca i księżyca miesza barwy
Wydobywa odcienie, ważne dla genialnych malarzy
Pory roku, mocą natury, ingerują w świat barw
Nadają im soczystość, bądź pokorną szarość
To świat naszych oczu …
Nad tym widzialnym światem kolorów
Unosi się świat tajemniczy, świat ludzkich myśli i uczuć
Świat nierozpoznawalny dla oczu …
Zalega jak mgła nad światem barw
Mgła stworzona ze słów, uśmiechów, łez, marzeń
Czasem przybiera kształt poezji, prozy, muzyki, obrazu
Jest jak fotografia, uchwycona migawką aparatu talentu
I choć umiera twórca słów i obrazów, mgła trwa …
Zaistniała w niewidzialnej przestrzeni uczuć i myśli
Są też miliony tajemnic serca, nieopisanych słowami, dźwiękiem, obrazem
Tajemnice, które stworzyły piękne, codzienne czyny
Zebrały łzy, zamieniając je w deszcz uśmiechu
Tajemnice milionów serc, cichych, nieopisanych ludzkimi słowami
Są jak barwy, z palety samego Boga, kolorują światłem
Świat niewidzialnych myśli i uczuć.
Okno ołtarza
Splotło się serce moje z Twoim, Panie
W komunii miłości
Niewidocznym węzłem, zawiązanym bożą łaską
Dwa serca na uwięzi
Sznurem miłości połączone
Twoje, nieśmiertelne, z samej Miłości stworzone
I moje, słabością zalęknione
Patrzymy na siebie poprzez okno ołtarza
Szeroko otwarte, miłosierną ręką Boga
Są dni, gdy czuję Cię w pełnej światłości
I nic nie przesłania mego serca
Są dni tak ciemne, iż serce moje
Zalane łzami, mgła przesłania gęsta
I obraz Twój, Panie, zanika
Serce moje, poddane własnym myślom
W klatce egoizmu jest uwięzione
Szukam wówczas uporczywie …
Nowych oczu, nowego serca
Nowego światła, Twojego światła
Światła, które oczyści ziemskie oczy
Z kropel deszczu niepokoju i oziębłości
Wiarę mam, że sznur miłości, który nas połączył
Ty, Jezu, w oknie ołtarza
Trzymasz mocną ręką
Z Twojej dłoni popłynie moc
Przemieni moją ciemność, w światło Twego Ducha
A słabość moją złożę u stóp Twoich
By spalił ją płomień Twojego Serca.
Przesłanie z obrazu
Wiele lat wpatrywałam się w Ciebie
Matko Święta, z Jezusem na rękach
I choć rozum mój znał prawdę
O Twoim posłannictwie
Zasłona przezroczysta nas oddzielała
Zasłona serca, które nie dość było zakochane
Aż dzień przyszedł niezwykły, na mszy pewnej
W Dzień Święta Matki Różańcowej
Zasłona opadła, ręką anioła szarpnięta
A serce me dotknął tajemniczy płomień
Darem był i łaską …
Matka Boża z obrazu, żywą się stała
Znikła granica między niebem a ziemią
Maryja w rękach niosła Boga – Zbawiciela
I nie był On Bogiem z przestrzeni nieznanych
Bliski był, jakby codzienność była Jego życiem
I myśl we mnie zabłysła jak świetlista iskra
Maryja niesie w ramionach Jezusa
Byśmy my, z Jej rąk, w swoje ręce Go brali
I czeka Matka Cierpliwa, na obrazach świętych
By ręce, ktoś odważnie wyciągnął do Boga
By mogła Syna, oddać w ludzkie dłonie i serca
Spragnione … Jego Miłości.
20.11.2013. Rano, przed mszą zastanawiam się nad ludzką wiarą, czy nie staje się ona rutyną, bez poruszenia serca. Podczas mszy zapomniałam o tych myślach, skupiając się na liturgii.
Po komunii, ujrzałam twarz Jezusa podczas krzyżowej męki. Całe ciało wraz z krzyżem, przesłonięte było białą mgłą. Widziałam w sercu, tylko - twarz Pana. Była cała we krwi. Korona cierniowa przechyliła się z głowy, na bok i uciskała policzek i oko. Masz rację, usłyszałam w sercu, dla wielu jestem tylko obrazem z przeszłości, nawet ci, co do Mnie przychodzą, mają oschłe serca. Wówczas przypomniałam sobie poranne, nieoczekiwane myśli … Dziwne, ale w tej wizji serca, podbiegłam do Jezusa, wzięłam stojącą obok drabinę i chciałam poprawić opadającą koronę cierniową. Jednocześnie uniosłam ją nieco wyżej, by ciernie nie wbijały się tak mocno w Jego głowę. Stojący gdzieś obok żołnierz (nie widziałam postaci) zauważył to i wrzasnął bym tego nie robiła. Jednocześnie odczułam dziwny ból w sercu, jakby mnie ktoś uderzył … Zrozumiałam, że Jezus cierpi bardziej, gdy ci, którzy do Niego regularnie przychodzą, mają oschłe serca. Zapadają w rutynę … miłości. A miłość do Boga wymaga ciągłej postawy „zakochania”, nie może być przyzwyczajeniem, bo przyzwyczajenie prowadzi do oschłości uczuć.
W poszukiwaniu Syna
Wiele dróg musi przejść człowiek
Czasem na oślep, bez dekalogu
Aż drogę odnajdzie Nadziei …
Jest taka droga, stopami Maryi, uświęcona
Droga z Nazaretu, do jerozolimskiej świątyni
I ta powrotna, po zagubionego Syna
Tajemnica tej drogi, w perełki jest wpleciona różańca
I choć bolesne były przeżycia Maryi
W tajemnicach radosnych je rozważamy
Jak Maryja Święta, gubimy Oblicze Jezusa
Lęk życia bez nadziei, pośród wątpliwości
W powrotną nas kieruje drogę …
Do świątyni wracamy, po modlitwę wiernych
Po dziecięcą, radosną ufność, w Miłosierdzie Boże
Po Jezusa, Pana Miłości i Nadziei
I takie przeznaczenie widzę, drogi powrotnej Maryi
Iż jest to czas, gdy Matka Nieustającej Pomocy
Idąc w bólu wielkim, zbiera ludzkie zagubienia
Podnosi, porzucone przez nas nadzieje i miłości
Które w drodze życia, człowiek zdradził
Do świątyni je dźwiga jak kamienie, do zagubionego Syna …
I choć nie rozumie Maryja dlaczego Jezus
W świątyni został z nauczycielami
W ramionach, do Niego niesie, także nasze bóle i lęki
Nasze, Jezusa, poszukiwanie.
Kwiat
Po łące kolorowej chodziłam, bosymi stopami
Obrazem była, z dziecięcych snów
Snów czystych, pachnących kwiatami
Snów, jakich nie miewają już dorośli
Rośliny karmiły się deszczem, ziemią, powietrzem
Zielona trawa prowadziła mnie ku polu
Było opustoszałe …
Pełne zwiędłych kwiatów, wyschniętej ziemi
Czułam płacz tej ziemi, błaganie o wodę
Zabrakło jej pożywienia …
Jest taki kwiat, usłyszałam, który nie więdnie
Szukaj go …
Szukałam pochylona jak staruszka, ku ziemi
Zmęczona, uniosłam twarz ku niebu
Promienie słońca bawiły się na mojej twarzy
Jak niesforne, radosne dzieci
Ogarnął mnie przypływ gorącego wiatru
Przeniknął tajemnicą nieznanej miłości
Wprawił ciało w stan uniesionej kontemplacji
I głos ciepły, który był bardziej muzyką niż słowami
Tłumaczył …
Jest taki kwiat, kwiat duszy, pięknie pachnący
Karmiony tylko … miłością
Szukaj go, na łące, swego serca.
Czas rozmowy
Rozmawiam z Tobą, Boże, bo tylko Ty
Słów moich nie gubisz
Uczucia moje znasz i najtajniejsze intencje
Rozmawiam z Tobą, Boże, bo tylko Ty
Zadumą świętą je otaczasz
Jak Ojciec Najmądrzejszy
Czasem w milczeniu, oczy ku Tobie wznoszę
Radosna, bo wiem, że Jesteś
I bez słów, poznajesz moją ludzką miłość
Rozmawiam z tobą, Boże, szczęśliwa i smutna
Pełna pokory i zagubiona
A Ty zawsze, cierpliwie czekasz na mnie …
Przy stole zastawionym darami siadasz
Jakbym była oczekiwanym gościem
Łaskawie patrzysz, który dar wybiorę
W rozmowach naszych, Ojcem Jesteś Miłosiernym
A gdy zawstydzona grzechem, klękam skruszona
Okno konfesjonału otwierasz
Jesteś Boże, jak Dom bezpieczny, hojny w miłość
Wchodzę do niego i karmię się jego mocą
Dającą siłę w życiowej podróży
A kiedy sprawiedliwość Twoja musi mnie dotknąć
Maryję Świętą stawiasz jak gołąbka czystego
Niech łzy pokuty zbierze i suknią nadziei otoczy
Rozmawiam z Tobą, Boże, na mszy świętej, na Drodze Krzyżowej
Słów Twego Syna umęczonego, słucham
Duszę i ciało karmię, krwią Jego i Jego ciałem
Rozmawiam z Tobą, Boże, modlitwami mego serca
Mojej duszy, zbawionej przez Twego Syna
Rozmawiam z Tobą, Boże, bo chcę słuchać Twego głosu
I Twoich Odpowiedzi …
Modlitwa za zmarłych
Przyjęłam cię, Jezu, w czas wspomnienia zmarłych
Ofiarując mszę i komunię dla mej matki
Smak eucharystii, czułą wzbudził we mnie modlitwę
Modlitwę, być może, jej wdzięcznego anioła?
W modlitwie tej nie było patosu
Słów wielkich i podniosłych
Słowa jej układały się w sznur łez słodkich
Jak obrazy wspomnień z dzieciństwa
Modlitwa ta miała smak truskawek i jabłek
Zbieranych przez mą matkę
Zapach chleba i kwitnących kwiatów
Była jak pokarm przez nią przyrządzany
Rękami, które nie znały spoczynku
Modlitwa pachniała pomidorami
Dojrzewającymi na parapecie okna
I porannym słońcem, ogrzewającym jej ogród
Suknią, którą zakładała, gdy szła do kościoła
Zniszczonym od jej palców, modlitewnikiem
Modlitwa ta pachniała, jej ubogim, ludzkim życiem …
Lecz komunia, którą przyjęłam w jej intencji
Bogactwem rozlała się w mej duszy
Bogactwem Twojej, Jezu i jej macierzyńskiej miłości.
Między bólem a radością
Między człowieczym bólem a radością życia
Jest miejsce na … czyściec
Na zrozumienie uczuć, które ból odcisnął
Na karmienie się nadzieją, jaką radość dała
Ludzki czyściec na ziemi, to pole nam dane
Do uprawy … życia
I choć ból, piekłem się wydaje
Czas, kurzem go pokrywa, choć blizny pozostają
Pamięć o nich, na polu czyśćca składamy
Doświadczeniem są … dojrzewania
Gdy chwastami lęku i złości, pole to obsadzimy
Jałowym się staje, czyśćcem męki nieustającej
Człowieczy czyściec może być uprawą roślin szlachetnych
Uprawą dobra, miłości i przebaczenia
Kiedy postawimy na nim krzyż Zbawiciela
Obsiejemy modlitwami jak życiodajną rosą
Choć człowieczy ból pulsuje pod bliznami ran
To mimo trudów, z potem na twarzy, siejemy dalej
Na polu naszego ludzkiego czyśćca
Zjawia się, przywołany przez nas, Pan Życia
Stawia na nim swoje poranione stopy
Łączy swój ból z naszym
Zrywa zasadzone przez nas, kwiaty nadziei, dobra i miłości
I przemienia nasz ludzki czyściec w nadzieję radości nieba.
Trudne powołanie
Istnieje ból tak niepokojący
Przeszywający strzałami duchowych zmagań
Niewidzialny dla oczu świata
Ból, który nie wykrzywia twarzy cierpieniem
Lecz jak ptak zasiada w gnieździe serca
Przypominając o swoim istnieniu
Ból, który nie krzyczy … ale trwa i czeka
Pozwala twarzy się uśmiechać
Pozwala żyć, choć boleśniejszy jest od cielesnych udręczeń
Ból duchowych zmagań, ptak wyczekujący
Na spełnienie … powołania
Rozpoznania drogi, wyznaczonej przez Boga
Ból, jak pusty krzyż, niemy
Czekający na wolę człowieka, wolną wolę
Aby przyjąć … lub odrzucić, boże plany
Ku światu twarz zwracamy, by ból ten ukoić
Ale pusty, niemy krzyż czeka, cierpliwy, ofiarny
Na czas, gdy Chrystusowi, podamy rękę.
Naszyjnik
Starość jest jak pęknięty naszyjnik
Z rozsypanymi wokół perełkami
Schyla się po nie, zbierając przeszły czas
Czas dawnych lat, zapachów, smaków
Dawnych grzechów i radości
Starość może być zbieraniem wspomnień
Ale też mądrością … oczyszczenia
Z namiętności ciała, pychy, próżności
Starość uczy przemijania
Tego, co nietrwałe, ulotne
Rozsypane perełki naszyjnika pokrywa kurz
Nowa młodość nawleka perełki
Na własny naszyjnik życia
Starość patrzy, z jaką radością go tworzą
Młode serca, spragnione nadziei
W naszyjnikach nowej młodości
Starość widzi nietrwały blask
Własnych, rozsypanych perełek nadziei
Rozsypanych w kurzu, jak bezwartościowe świecidełka
Chce im powiedzieć o perłach wiary, nadziei i miłości …
Młode serca słuchają nieuważnie
Przyciszonego głosu mądrej starości
I wtedy starość sięga do kieszeni palta
Pieści w dłoniach jedyny naszyjnik, który nie pęka
Różaniec … i modli się za młode serca.
Góra wiary
Wiara człowieka w Boga
Jest jak ludzka pielgrzymka przez życie
Na pastwiskach zielonych się karmi
Głodem przymiera na nieurodzajnych polach
Wspinaczką jest nieustającą w górę
Spadaniem z ostrych skał krawędzi
Często rąk potrzebuje pomocnych
Haków wbitych w skałę
Przez przewodników prowadzących
By w górę się unieść mozolnie
A czasem, samotnie przysiąść
Pośród nieprzychylnych wichrów
I słuchać serca, w którym Bóg przemawia
Opatrzności zaufać, a nie siłom własnym
Wiara człowieka w Boga, to wspinaczka z krzyżem
Danym nam do walki, ze słabością ciała
Na bezpłodnych skałach, kiedy głód doskwiera
Głowę unosimy, po eucharystyczną mannę
Są chwile radości, z osiągnięcia szczytu
I chwile zawieszenia nad przepaścią
Chwile, gdy krzyż przytulamy, deską jest ratunku
I chwile, gdy nam z rąk wypada …
Nie ma ścieżek łatwych, na tę górę wiary
Są jednak tacy, którzy na ten szczyt się wznieśli
Słowami do nas mówią i świadectwem życia:
Ból tej wspinaczki, człowieku, sensem jest istnienia
Nagrodą, ręce Boga, wyciągnięte do tych
Którzy trud podjęli .. i w nim wytrwali.
04.12.2013. Podczas peregrynacji posągu Matki Bożej Loretańskiej, w mojej parafii odbywało się wiele uroczystych mszy i nabożeństw. Uległam nieco tej zewnętrznej atmosferze, czasem nawet nie byłam dość skupiona. Kiedy trzeciego dnia rozpoczynała się msza, chciałam w swych modlitwach oddać Matce Bożej moją ogromną wdzięczność za Jej „wizytę” w parafii. W sercu ujrzałam Matkę Bożą na tronie. Tron był z przeźroczystego kryształu, mieniącego się barwą kolorów. Odbijały się w nim niebieskie refleksy Jej sukni. Kryształ tego tronu wydawał się żyć dziwnym życiem, był jakby w ruchu. Odbijały się w nim twarze ludzi. Miałam wrażenie, że tkwią w nim tysiące ludzi w uroczystej pielgrzymce … Jakby tron Matki Bożej wchłaniał ludzkie życie.
Cud nawrócenia
Jak dobra i piękna, dziecko jest spragnione
Tak ja szukałem Cię, Boże
Rękami ojca byłeś i uśmiechem matki
Choć nie wiedziałem, że to Ty …
Miłość moja rozkwitała ich miłością
Zanurzony w ciepłym dzieciństwie i młodości
Byłeś Boże dla mnie, niedzielną mszą
Śpiewem chóru i grą organów
Nawet komunia, jedynie uroczystym znakiem
Przyszedł taki dzień, fałszywa nuta w psalmie życia
Straciłem ręce ojca i uśmiech matki
Pochowałem ich na pobliskim cmentarzu
Pochowałem tam też Ciebie, Boże …
Ubrałem się w samotność … i złość
Zamilkłem, odwrócony tyłem do krzyża
Nawet, gdy łaska do mnie przyszła
W oczach ukochanej kobiety, też wątpiłem
I tylko serce dziwnie drżało, gdy śpiew pieśni
Słyszałem przechodząc, obok świątyni
Nie szukałem Cię, Boże, ale to Ty mnie znalazłeś
W oczach córki, radosnej podczas pierwszej komunii
Tato, powiedziała, Pan Jezus chce z tobą rozmawiać
Znikł, przed moimi oczami tłum wiernych
Krzyż ujrzałem z Panem, krwią ociekający
I smutek wielki na Jego twarzy
I słowa w sercu, męskie i mocne:
Czekam synu na ciebie …
Padłem na kolana, samotny, przed Jego samotnością
Uśmiech mej matki ujrzałem i ręce ojca
Dzieckiem się stałem, spragnionym dobra i miłości.
Między światem a krzyżem
Nie przyrzekam Ci Jezu, że nie pobłądzę
Bo niemocy swej nie ufam
Nie przyrzekam Ci, Jezu
Iż wśród wątpliwości nie upadnę
Patrząc na świat niemoralnych wydarzeń
Oczy moje w tym świecie
Drażnią fałszywe światła
I słowa o miłości złudne, choć piękne
Oszukujące serca wrażliwe
Przyrzekam Ci jednak, Jezu
W każdym mym upadku
Nie leżeć twarzą do brudnych kamieni
Lecz, nawet sił ostatkiem
Twarz obrócić ku niebu
I choćby stąpano po mnie
Z szyderczym uśmiechem triumfu
Oblicze Twoje, na kalwaryjskim szlaku
Świecić mi będzie nadzieją
A krzyż przez Ciebie, z miłością dźwigany
Drzewem będzie żywym
Pełnym życiodajnych soków
Ono, konarami swymi mnie uniesie
Z każdego ludzkiego upadku.
Oczekiwanie
W ciemnościach grudniowych poranków
Ulic jeszcze uśpionych bezruchem
Do kościołów zdążają wierni, na roraty
Kościół ich wita wygaszonym światłem
Przedziwną tajemnicą zadumy
Nad cudem, jaki ma się wydarzyć
Dni te, są jak perły modlitwy różańcowej
Niespiesznie przesuwane, by radować się chwilą
Są jak koronka, powoli tkana, z nici nadziei
W oczekiwaniu, na arcydzieło Boga, Narodziny Syna
Przez dni tej świętej pielgrzymki, krok po kroku
Pielgrzymi rorat, do Betlejem zdążają
Wraz z nami, ku Betlejem zmierza
Maryja Matka, z Dzieciątkiem w łonie
Prosi, by lampy wiary trzymać w dłoniach
I dzielić się, oliwą miłości
Ten czas oczekiwania, to wielkie święto w niebie
Sam Bóg nam błogosławi, Zbawiciela zsyłając na ziemię.
Przedziwne doświadczenie
Kiedy przyjęłam Cię Jezu, w komunii świętej
Smak przedziwnej tajemnicy
Rozlał się w sercu moim
Jakbym wraz z ciałem i krwią Twoją
Przyjęła także w hostii
Oblicze Matki Twej, Świętej
W tej tajemnicy przedziwnej
Trwającej zaledwie sekundy
Słoność Jej łez żalu, poczułam
A także, cudowną ich słodycz
Poczułam w tym jednym momencie
Bliskość Twą, tak ściśle z Maryją złączoną
Jak haust powietrza miłości
Oczyszczający duszę z cielesnych oparów
Te łzy gorzkie Maryi, nad naszą grzesznością
I słodycz przebaczenia, ziemskiemu dziecku
Darem mi były, choć zbyt tajemniczym
Serce moje, dotąd je rozważa …
Jej Oblicze, Matki, doświadczonej boleśnie
Przy Twoim Obliczu, Jezu, w białej hostii
Wydały mi się jak płatki kwiatu pięknego
Kwiatu łaski z bożego ogrodu
W tej hostii maleńkiej się złączyły
W komunii mojej, Boga z człowiekiem
I komunii, Współodkupicielki Matki
Z Jej Synem, Odkupicielem.
Świece nadziei
Myślałam, że umierają tylko ludzie
A domy po nich i miejsca
Żyją dalej …
I pewnie tak jest w świecie realnym
Ale jest też niewidoczny świat serca
Świat uczuć rozpryskujących się
Na świat realny
To ślady ludzkich stóp, rozmów
Odgłos śmiechu i płaczu
W miejscach, gdzie byliśmy, żyliśmy
Z tymi, co odeszli …
Kiedy przechodzę obok takich miejsc
Wydają się mi obce, martwe, opuszczone
Jakby zastygłe w przeszłym czasie
Unikam ich, bo nie ma w nich życia
Tych, których kochałam
Są mury ich domów, tętni w nich nowe życie
Lecz jest obce, mojemu sercu, nieznane
I tylko kościół jest dla mnie
Czułym miejscem spotkania życia i śmierci
Tam palą się iskierki modlitw moich ukochanych
Jak świece nadziei, na spotkanie w wieczności.
Adwentowa modlitwa
Prowadź mnie Jezu
Gdy w ciepłych falach Twej łaski pływam
Bym nie zapomniała o Twym bólu
Prowadź mnie Jezu
Pośród fal burzliwych, gdzie nawet odważni giną
I ręki pomocnej nie oddalaj
Prowadź mnie Jezu
Po wysokich górach wiary, gdy niebo wydaje się blisko
I nie pozwól, bym w przepaść spadła
Prowadź mnie Jezu
Przez smutne równiny pól nieurodzajnych
Sił dodawaj w melancholii życia
Prowadź mnie Jezu
Przez dni ciemne, gdy światłość nie przenika
Niech dłoń Twoja, płomieniem będzie
Prowadź mnie Jezu
Gdy modlę się, a serce nie płonie
Tylko skargą jest samotności
Prowadź mnie Jezu
Przez święta uroczyste, by nie były tylko kartą świąteczną
Żłóbkiem drewnianym i lampką na choince
Prowadź mnie Jezu, drogą łaski Twojej
Na której żywą Twarz Twoją widzę
I mocno, nawet boleśnie, chcę czuć Ciebie
Dłoń moją trzymaj, w dłoni swojej.
Tak daleko, a tak blisko
Gdy świąteczny rozgardiasz ogarnia domy
Gdy szeleszczą kolorowe papiery
A choinki rozjaśniają błyszczące światełka
Świat nasz zamienia się w świąteczny korowód
Barw i smaków wigilijnych potraw
Myślę wówczas o skromnych, biedą
I bogatych Duchem, Narodzinach Jezusa
Myślę też o tych, którzy odeszli …
Dla nich zapalam znicz na zimnym kamieniu
Niech płonie nadzieją, naszych dawnych wigilii
I dziwny obraz przychodzi mi na myśl
Korytarz wąski, po obu stronach, drzwi
My, żyjący, z kluczem do naszego życia
Niezdolni naszym kluczem, ich drzwi otworzyć
A oni – są tak blisko … i zarazem daleko …
Ich modlitwa zasiada z nami, dzieli się opłatkiem
I choć puste są ich talerze, puste krzesła
Ozdabiają miłością nasz wigilijny stół
Przypominają, że wspólnym kluczem do ich świata … i naszego
Jest miłość, rodząca się w betlejemskim żłóbku.
Dzieciątko na śniegu
W pewien mroźny, adwentowy poranek
Dar otrzymałam przedziwny
Na ławce pełnej śnieżnego puchu
Ktoś Dzieciątko maleńkie w kołysce zostawił
Samotnie leżało wśród bieli
Maleńkie jak palec dziecka
Czyżby anioł Cię zgubił z dziurawej kieszeni?
Czy przeszkadzałeś komuś, przy świątecznym stole?
Twoja samotność w tej biednej kołysce
Była tak bolesna, a zarazem święta
W sercu moim ożyła macierzyńskim ciepłem
Darem byłeś dla mnie niezwykłym
Choć przez kogoś porzuconym, jak gipsowa kukiełka
Byłeś darem, cichutko szepczącym
O sensie swych narodzin …
Szeptałeś mi, iż nic Cię nie trwoży
Ani hałas ulic, mróz, nawet odrzucenie
Porzucony w kołysce, bez Matki, aniołów
Cierpliwie, z bólem czekasz, na miłość naszą
A może także, na modlitwę moją?
Za tych, którzy z serc Cię wyrzucili
I w lodowej tkwią, jaskini życia
Czekasz cierpliwy, lat już setki
W kołysce drewnianej i na krzyżu świętym
Z przesłaniem, o Miłości bożej, tak wielkiej, że aż niepojętej.